Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Miała włosy kasztanowe
w cień kasztana skryła głowę
a śpiewała – że o rany-
jak spadają z drzew kasztany.

Wyrzeźbiona, ale żywa,
na cokole w rytm się kiwa,
obok dęby stare szumią
i wtórują jej jak umią.

Suknia rwana zębem smoka,
ona zgrabna, ciemnooka
śpiewa, jak okularnicy
gonią miłość po ulicy.

Park, widownia, dworek stary,
głosi pieśń, że okulary
rekwizytem są miłości,
lecz w minionej już przeszłości.

Występ kończy lekką nutką,
z braku chłopca nie jest smutną,
i poradzi sobie w biedzie,
nawet kiedy on odjedzie.

Ja słuchałem i patrzyłem
i się chyba zadurzyłem,
w dziewce gibkiej, jak wiklinie,
i uroczej mej Kalinie.

Snuć zacząłem wielkie plany,
(oby któryś był udany),
kiedyś, gdy zapadnie cisza,
Z Nią zaśpiewam hymn Przasnysza.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Za górami, za lasami, w odległej Besarabii, W miasteczku, którego wielkość łatwo Zmierzyć trzema rzutami beretem z antenką I dodatkowym pchnięciem gumowcem,   Kudłaty upiór z paszczą lwa i końskim ogonem Wdarł się przez lufcik do kuchni i zeżarł Z lodówki zimne nóżki, mlasnął śliniąc się, Jak na potwora przystało, ozorem brew wygładził.   Cichcem wczołgał się do sypialni, a tam Spod kołdry wystawała taka smaczna, Przez nikogo niepilnowana, zimna stopa śpiocha Chrup, chrup, chrup; nos nieszczęśnika   Połknął niczym grzybka w occie, a ucho Żuł długo w gębie, gdyż było z miodem. Nim rozerwał szponami żebra, by wydrzeć serce I litrami krwi zaspokoić wielkie pragnienie,   Dostrzegł na szyi ślad kłów wampira, a w ustach Wizytówkę: „Vlad Dracula – hematolog” Skulił się zasmucony wilkołak w kącie, Dłubiąc w nosie i gryząc pazury u stóp.   „Co za pech, nasi tu byli, czas zmykać.” Na klatce schodowej minął czarownicę Z kotem na ramieniu, która skinęła Łysą głową i potrząsnęła workiem kości.   Przed blokiem nie zastał taksówki, lecz karawan Z kostuchą na szybie, a obok stali złodzieje zwłok W czarnych kubrakach i o strasznych ślepiach. Na strychu w opuszczonym domu, swoim lokum,   Puścił łezkę z oka i chwycił się za głowę. Zamiast straszyć, wyć po nocach, aż ludkom W majtach gumy pękną i włosy wypadną, Sam zamyka oczy, nie chcąc patrzeć na ten   Okrutny świat, i załkał: „Potwór na potworze! Dzieci wzajemnie mordują się na podwórkach. Chłop wiesza babę, baba tasakiem tnie chłopa. Płody w beczkach pływają w nurtach rzeki.   Ech, bajkowy upiór jest niczym w porównaniu Z ludzką krwawą bestią, strach nad strachy.” Nosem pociągnął kąsacz tylko, serce ostatni raz Zabiło i ze strapienia wyzionął ducha.  
    • @KOBIETA Zrobię sobie z Twoich wpisów "Komentarze Zebrane ", zalaminuję i potnę na fiszki. 
    • Cześć Czarek  Kolejny znakomity wiersz  Zresztą jak wszystkie poprzednie  Dawno Cię tu nie było  Pozdrawiam

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @Arsis

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @Łukasz Jurczyk Dziękuję ślicznie

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      Również pozdrawiam:⁠^⁠)
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...