Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Przepraszam Cię Panie,
że mnie takim stworzyłeś
za złość, za strach
za słowa
Że jestem człowiekiem
- swoim myśleniem niewyzwolonym.
Ze nie dałeś mi szansy
na nierozumienie.

Skazałeś mnie na dążenie,
trwanie i śmierć.
Moje życie
podobne do krętej, kamienistej drogi
jest prostym odcinkiem
od Alfy do Omegi,
niczym sznurek o dwóch końcach,
które nigdy się nie zrosną.

Rozumiem system
nieograniczonej głupoty,
rozumiem wzory,
rozumiem pieniądze,
choroby, nawet uczucia.
Czasem nie rozumiem słów.
Gdy myślę o Tobie, Panie,
myślę za dużo
- Albo za mało,
bo i tak nic mi to nie daje.
Nie umiem wyzwolić się
z myślenia, z chęci rozumienia.

Sam tego chciałeś,
gdy tworzyłeś.
Bym zagubiony czuciem
zaczynał myśleć.
Chciałeś, bym czuł.
Dając mi duszę cielesną
zrobiłeś ze mnie anioła
z sercem złodzieja.
Dałeś w pakiecie
zestaw uczuć
od czerni - przez czerwień, szarość - po biel.
Z tą siłą, która czasem się łączy
w jedność z innymi
kazałeś czynić.

I czynię.
Różnie czynię.
Robię to tak jak potrafię.
Sięgając do palety,
którą wcisnąłeś mi w ręce.
Maluję obrazy - takie,
jakich się spodziewasz.
Zdolny do złego
nieraz zrobię źle.
- bardziej uzdolniony niż zdolny.
Uzdolniony przez Ciebie

Takim mnie stworzyłeś,
więc nie każ przepraszać.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • miasto wypociło strupiałą skórę wciska nam twarze w krwawiący beton dzisiaj jest otwartym brzuchem rozprutym nocą nożem koparki śliskie trzewia kanalizacji parują jak świeże mięso na haku zaułek oddycha parą z kanałów neony tną siatkówkę na plasterki świat ma atak padaczki pieni się na chodnikach każdy zaułek to zgrzytanie zębów o szkło tu gdzie śmietnik rzyga krwią z ubojni a mur pamięta więcej potu niż modlitw stoimy blisko za blisko – aż trzeszczy między nami brakuje miejsca na oddech zamykasz oczy liczę twoje uderzenia serca raz dwa trzy miasto czeka powietrze ma smak zużytej waty szklanej dławi, osiada na dnie płuc jej płaszcz to skóra którą zdzieram zębami jak z padliny nasze ciała płoną jak trupy jest zimno moje dłonie nie pytają wchodzą w ciebie jak łom w zardzewiały zamek rozrywamy się na pół moje ciało w twoim to jedyna szczelina w żelbecie której jeszcze nie zdążyli zalać między nami zwarcie goły kabel pod napięciem skurcz wykręca palce na biodrach twoje piersi - dwa ciepłe wzgórza kładę na nich zmęczoną twarz pachną słońcem którego ten zaułek nigdy nie widział twój pocałunek na mojej szyi jedyna modlitwa jaką pamiętam kiedy wchodzę w ciebie nie szukam walki szukam ocalenie stajemy się jednym rzeźbionym z czystego światła ogniwem w łańcuchu który trzyma ten świat by nie runął nam na głowy twoje ciało lśni młodością mały pieprzyk na piersi blizna na brzuchu zapach twoich perfum to chemiczny atak słodki gaz bojowy w środku rzeźni kręci się w głowie chce się wyć do betonu usta nie mówią usta to rozszarpana rana zszywana na brudno w bramie zardzewiałym drutem tłumiona twoją śliną bez znieczulenia na żywca miasto patrzy na nas jak chirurg bez rękawic ciekawy czy jeszcze drgniemy jesteśmy jak dwa szczury w tętniącym kanale które przeoczyło odkażanie oddech wpada w oddech miasto dławi się własnym tętnem próbuje nas wypluć - i nie może cegły wrzynają się w łopatki miasto chce nas żywcem wmurować w siebie pęka tynk pod twoim ciężarem ściana nie chce być świadkiem czas wymiotuje pod ścianą skowyczącym echem wdeptany w asfalt przez tych co zdążyli nas przeżyć my jeszcze nie my jeszcze w sobie to nie jest czułość to odruch przetrwania panika ciała że za chwilę znów będzie samo noc trzyma nas tylko dlatego że miasto zapomniało zgasić światła świt zabierze wszystko co teraz drży dwoje ludzi przestaje się mieścić we własnej skórze w zaułku wielkiego miasta gdzie miłość nie ma imienia ma tylko puls temperaturę i ślady miasto zliże nas z asfaltu zanim przełkniemy własny strach ale ciało zapamięta tatuaż z twojego jęku          
    • Dwa cienie przeszły obok
    • Śnieg to jest taka gumka myszka. Pęcznieje zieleń w zwartych listkach. Cały świat z okien znów malutki i zobacz, pierwszy raz się zmaga pączuszek drzewa, z planetą ziewa.    
    • @Marek.zak1 Marek, oberwie mi się za ten wierszyk :)
    • Więc często cię muli, ale nie przy Uli:). 
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...