Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Szejk Nasralla siedział w swoim apartamencie w arabskiej dzielnicy Bejrutu, Hamra. Ten polityczny przywódca Hesbollachu był już niemłodym, siwiejącym mężczyzną o typowo arabskiej urodzie. Skromna galabija , kufija i ikal , stanowiące ubiór szejka, niczym nie wyróżniłyby Nasralli spośród wielu milionów Arabów. Całości stroju dopełniały skórzane sandały. Apartament szejka był nad wyraz skromny. Kilka prostych, acz stylowych mebli, kilka drobnych bibelotów. Można było powiedzieć, że niemal ascetyczny.
Od kiedy szejk związał się z Hesbollachem, życie nie szczędziło mu przykrych niespodzianek. Ciągle był narażony na ataki agentów izraelskiego Mossadu, czy służb specjalnych niektórych państw zachodnich. Za swoją działalność zapłacił najwyższą cenę – zabito mu jedynego syna. Był jednak na tyle mądrym człowiekiem, że nie pozwolił, aby nienawiść przesłoniła mu cele walki, którą toczył. Wszechstronnie wykształcony, potrafił trzeźwo oceniać realia w których przyszło mu żyć. Był też przebiegłym politykiem, potrafiącym przewidzieć skutki działania. I to zarówno te bezpośrednie jak długoterminowe. To jego osobistym sukcesem było zwerbowanie pułkownika izraelskiego wywiadu i schwytanie dwunastu izraelskich komandosów mających wysadzić budynek Narodów Zjednoczonych w Bejrucie tak, aby zamach poszedł na konto Hesbollachu. Izrael drogo zapłacił za tą wpadkę. Musiał wypuścić z niewoli kilkuset żołnierzy Nasralli, a sama wymiana trwała kilka tygodni. Od tego czasu Izraelczycy nawet nie próbowali przekroczyć tak zwanej "niebieskiej linii" w dolinie Bekaa.

Przy niewielkim biurku szejka siedziało jeszcze dwóch mężczyzn. Byli to jego najbliżsi współpracownicy . Abdul Makhoul i Salim Bou Andre.
Nasralla dopiero dzisiaj postanowił wtajemniczyć ich w swoje najbliższe zamiary, choć wcześniej nigdy nie miewał przed nimi tajemnic.
- Przyjaciele, czas abyście poznali pewien niezwykle istotny plan, który w przypadku powodzenia, zapewni pokój na Bliskim Wschodzie- odezwał się Nasralla
- Jak wiecie, sytuacja się zaostrza. Trudno powiedzieć, czy Amerykanie poradzą sobie w Iraku, Jassir Arafat nie kwapi się do współpracy, o Izraelczykach nie wspominając. Nadszedł jednak moment, kiedy należy wykorzystać sprzyjającą koniunkturę polityczną. Dzisiaj, jak wskazują najnowsze badania, świat za największego terrorystę postrzega nie nas, nie Libię a Izrael i Stany Zjednoczone. Ta sytuacja nie będzie trwać wiecznie, więc musimy działać szybko. Jak wiecie, podczas mojej ostatniej wizyty w Dubaju spotkałem się z generałem Mostovojem, z rosyjskiej FSB. Zarówno my, jak i Rosjanie podobnie postrzegamy problem pokoju na Bliskim Wschodzie. Tym problemem jest Ariel Szaron.
Abdul Makhoul nerwowo poruszył się w fotelu.
- Nie mamy szans nic zrobić z tą sytuacją. Dobrze wiesz, ze niższe szczeble naszej organizacji są infiltrowane przez Mossad.
- Nie sami, oczywiście – odpowiedział Nasralla. Pomogą nam Rosjanie.
- Dlaczego mieli by to robić ? – zapytał Bou Andre.
- Dlatego, że ich interesy na Bliskim Wschodzie cierpią. Nie zapominajcie, że połowa obywateli Izraela pochodzi z terenów byłego ZSRR a druga z Polski. Rosyjskie lobby żydowskie ma wielkie wpływy, ale nawet oni nie zdołali
zapobiec wygranej Szarona nad Ehudem Barakiem w wyborach 2001 roku. Izraelski Kneset też jest zbyt słaby, aby cokolwiek zaradzić na problemy palestyński i południowego Libanu. Liczba turystów, którzy jeszcze niedawno odwiedzali Izrael spadla gwałtownie i zmniejszyły się wpływy do kieszeni bogatych Żydów. Spotkania Szarona i premiera Palestytnczykow Abbasa, to tylko zasłona dymna. Szarona można słuchać, ale jednocześnie trzeba patrzeć mu na ręce, gdyż jego poczynania przeczą deklaracjom.
- Zgoda. Ale przecież nie możemy liczyć na cud. Rosjanom patrzą na ręce Amerykanie i cala Europa zachodnia. Broni od nich raczej nie dostaniemy. A i to na wiele by się nie zdało. A organizowanie kolejnego zamachu na Szaona to bezsensowne wysyłanie ludzi na śmierć. Palestyńczycy próbowali wiele razy – bezskutecznie.
- To prawda. Rzecz jest zresztą nie w broni, której i tak nie potrafilibyśmy wykorzystać. Tak się złożyło, ze nasze interesy paradoksalnie są zbieżne z rosyjskimi i interesami frakcji pokojowych w Izraelu. Popatrzcie na Bejrut – kiedyś był Paryżem Morza Śródziemnego. A dzisiaj każdemu Europejczykowi kojarzy się z bombami, zamachami i terroryzmem. A przecież nie strzela się u nas od ponad 10 lat.
I dlatego Mostovoj w największej tajemnicy spotkał się ze mną. Wiem, ze posiada pełnomocnictwa najwyższych władz państwowych Rosji. A my jesteśmy jedynymi, którzy są w stanie wesprzeć działania ich człowieka, który ma zabić Szarona.
- Zabić Szarona, żachnął się Makhoul? – przecież to samobójstwo polityczne.
- Tak mogło by się zdawać. Ale z dużą dozą prawdopodobieństwa można założyć, że płakać po nim długo nie będą. Mam zresztą nadzieje, ze Rosjanie przyślą kogoś, kto będzie potrafił zrobić to w białych rękawiczkach. Co oczywiście będzie piekielnie trudne. Ale nie ma rzeczy niemożliwych.
- Czy ustaliliście z Mostowojem jakieś szczegóły zadania ?
- Nie. Wszystko ma wiedzieć jego człowiek – Vladimir. Wiem tylko, że przylatuje jutrzejszym samolotem z Warszawy. Do ciebie , Salim, będzie należał odbiór go z lotniska i bezpieczne dostarczenie tutaj. I zrób to tak, żeby nikt o tym nie wiedział.
- Tak zrobię, odpowiedział Salim.
Makhoul i Bou Andre wyszli. Nasralla wstał, otworzył okno i spojrzał na nocną panoramę Bejrutu.
Jak u diabla Rosjanie chcą to zrobić? – myślał. Przez ochronę Izraelczykow nie przecisnęła się do tej pory przysłowiowa mysz. Jedyna teoretyczna szansa, to człowiek z wewnątrz. O takiej właśnie możliwości myślał Nasralla rozmawiając z Mostovojem w Dubaju. Sądził, ze Rosjanie maja kogoś takiego. A tu okazuje się, że nie dość, że nie mają, to jeszcze trzeba będzie organizować mu bezpieczny przerzut do Izraela, co samo w sobie stanowiło dostatecznie niebezpieczne zadanie i realnie było piekielnie trudne. Nasralla postanowił dalsze działania uzależnić od spotkania z rosyjskim agentem. Choć nie wszystkie. Nawet swoim najbliższym współpracownikom nie powiedział o teczce z dokumentami otrzymanej od Mostovoja. A właśnie materiały zawarte w tej teczce dawały częściową odpowiedź na pytanie, jak można się zabrać do tej akcji. Czas najwyższy, aby sprawy zaczęły się jakoś układać, pomyślał. Zgasił światło i wyszedł do sypialni.


***

Po emocjach związanych z wylotem zasnąłem w samolocie jak kamień. Trzy i pół godziny lotu minęły jak jedna chwila. Obudziłem się czując zmiany ciśnienia w uszach, kiedy samolot podchodził do lądowania. W iluminatorach po lewej stronie widać było tysiące świateł miasta. Lądowanie, jak to zwykle u naszych pilotów, było delikatne. Samolot podkołował do rękawa i pasażerowie zaczęli wychodzić do hali odpraw. Stanąłem w kolejce do odprawy paszportowej, ale żołnierz cofnął mnie do innego stanowiska, w którym musiałem wykupić znaczki wizowe. Obok, przy długiej ladzie, kłębił się tłum panienek szwargoczących po rosyjsku. Jak się potem miałem dowiedzieć, były to "artystki" jadące do pracy w miejscowych night clubach zwanych popularnie kabaretami.
Zapłaciłem 34 dolary za znaczki i nic już nie stało na przeszkodzie abym otrzymał libańską wizę. Wypełniłem kwestionariusz imigracyjny i po odebraniu bagażu wyszedłem przez szklane drzwi do sali przylotów. Lotnisko było wielkie. Z żalem pomyślałem, że nasze Okęcie to, przy tym obiekcie, kurnik. Wzdłuż barierki stały dziesiątki osób oczekujących na podróżnych. Po chwili zacząłem rozglądać się za przyjacielem Saszy, który powinien na mnie czekać. Wśród oczekujących dostrzegłem ubranego po arabsku mężczyznę z tabliczką z napisem VLADIMIR. Domyśliłem się, że Sasza podał swoim libańskim partnerom rosyjskie brzmienie mojego imienia.
Podszedłem do Araba i powiedziałem po angielsku :
- Myślę, że czeka pan na mnie. Jestem Vladimir. Od Saszy.
Arab szybko rozejrzał się wokół i powiedział
- Jestem Salim, miło mi. Musimy jak najszybciej dostać się do samochodu. Tu nie jest najbezpieczniej

To mówiąc wziął mnie pod rękę i skierował się szybkim krokiem w stronę podziemnych parkingów. Zauważyłem, że co chwilę dyskretnie ogląda się za siebie. Na parkingu czekał poobijany Mercedes 126. Kątem oka zauważyłem jednak, że ma sportowe felgi i nowiutkie niskoprofilowe opony. Salim energicznie wrzucił mój bagaż na tylne siedzenie. Udzieliła mi się jego nerwowość, więc szybko zająłem miejsce obok kierowcy. Arab ruszył z piskiem opon. To nie był zwykły gruchot. Pod maską grał doskonale wyregulowany silnik, którego pomruk sygnalizował wielką moc i możliwości. Coś tu było mocno nie tak, ale nie wiedziałem jeszcze co.
- Ukryjemy cię w nowym hotelu Royal. Mamy tam swoich ludzi. Zostaniesz zameldowany jako jeden z szejków z Emiratów Arabskich. Właściwy szejk jest w stanach i szybko się u nas nie pojawi.
- Dlaczego tak? Zapytałem.
- Tak będzie bezpieczniej. Jutro, najdalej pojutrze, jeśli wszystko będzie w porządku, spotkasz się z szejkiem Nasrallą.

Nie bardzo rozumiałem, o co w tym wszystkim chodzi, ale zmęczony poprzednim dniem i lotem, pytania postanowiłem zostawić na później. Odwróciłem się do tyłu, aby sięgnąć po gumę do żucia schowaną w bocznej kieszeni torby. Nie wiem, co zwróciło moją uwagę na jadącego za nami Jaguara. Może to, że na długich odcinkach trasy był jedynym samochodem w pobliżu? Za kierownicą siedziała ładna blondynka, którą oceniłem na około trzydziestkę.
- Ten Jaguar jedzie za nami od lotniska- powiedział Salim, dostrzegając to samo, co ja.
- Zaraz go zgubimy- dodał.
Przycisnął mocniej pedał gazu i gwałtownie zmieniając pas wjechał w wąską uliczkę odchodzącą od głównej trasy w stronę wzgórz. Dziewczyna w Jaguarze próbowała powtórzyć manewr Salima, ale nie miała tyle czasu i miejsca. Gwałtowny skręt w prawo przypłaciła strata lewej , przedniej opony, która pekła z głośnym hukiem. Jaguarem zarzuciło i stanął bokiem. Z tyłu pojawił się jeszcze jeden samochód, który zaskoczony manewrem blondynki uderzył z całą prędkością w tył jej pojazdu..
- No, w porządku - powiedział Salim. Mamy ich z głowy.
Zauważyłem, że kluczył jeszcze jakiś czas po wąskich uliczkach, zanim ponownie wyjechał na główna drogę. W końcu podjechaliśmy pod piękny, nowy hotel. Niesamowita architektura i oświetlenie zapierały dech w piersiach. Całości wrażenia dopełniał alabastrowy podjazd.
Salim podjechał pod główne wejście. Jeszcze nie zdążyliśmy wysiąść z samochodu a już Murzyn w uniformie wycierał szmatką ślady kół zostawione na podjeździe.
Hmm..Sasza mówił coś o apartamencie za 350 dolarów miesięcznie.... a to mi zupełnie na to nie wyglądało - pomyslałem.

***

Oleszuk wysiadł z samolotu dyskretnie obserwując swojego podopiecznego. Tamten podszedł do stanowiska odpraw, ale cofnął się od razu do okienka bankowego. Nie ma wizy, pomyślał Oleszuk, będzie musiał wykupić znaczki.
Nieśpiesznie oddał paszport do kontroli. Żołnierz odezwał się :
- był pan może w Izraelu ?
- Nie byłem, skłamał Oleszuk pomny instrukcji, jakich udzielono mu przed odlotem. Wiedział, że Libańczycy zawracają z granicy wszystkich, którzy kiedykolwiek byli w Izraelu.
- W porządku, powiedział żołnierz oddając Oleszukowi paszport.

Agent kątem oka obserwował Podwanieckiego, który odebrał bagaż i skierował się do sali przylotów. Oleszuk poszedł za nim i zobaczył, mężczyznę z tabliczką. Arabski strój utrudniał identyfikację, ale Oleszuk miał wyjątkową pamięć do twarzy. A tę twarz kiedyś już widział. Nie mógł sobie tylko skojarzyć kiedy i kto to jest.
Do Oleszuka podszedł wysoki mężczyzna w koszuli z krótkim rękawem.
- Kapitan Oleszuk? Witam, jestem Szarski. Mam pana odebrać i odwieźć do ambasady. Moi chłopcy zajmą się pańskim obiektem.
- W porządku. Pułkownik Kędzierski mówił mi o tym.

Szarski wziął bagaż Oleszuka i poszli do samochodu. W tym czasie dwaj młodzi ludzie szybkim krokiem przemieszczali się za Połanieckim i mężczyzną w arabskim stroju.
Nikt z nich nie zauważył młodej blondynki pilnie obserwującej obu mężczyzn. Ona zaś wsiadła do Jaguara, który czekał na nią bezpośrednio przed wyjściem z hali przylotów.
CDN

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Popatrzył w okół siebie. Cztery ściany pokoju, zadymionego pomieszczenia z pożółkłymi firanami, za kurtyną zasłon, ciężkich, nietransparentych, zasuniętych przez cały czas by oddzielić go od dnia ze swoimi promieniami słońca, by nie okazywać mu nocnego nieba pełnego gwiazd, z tym całym ziemskim satelitą, który znów kojarzy się ze słońcem. Słońcem na które nie zasługiwał, ze swoją życiodajną mocą, z umiejętnością nadawania barw, koloru światu, który winien być szarym i zadymionym miejscem. Miejscem jak ten pokój. Poszarzałe ściany, dym pod sufitem, przez który ledwo przebijało się światło żarówki zawieszonej bez żadnego żyrandola, bez jakiegokolwiek abażura, dekoracja zbędna jako wyraz pożądania, chęci nadania piękna. Piękna, którego nie cierpiał bo nie rozumiał czemu miałby nadawać estetyki tam gdzie nie zasługuje się na przedmioty warte podziwiania. Zawiesił się wzrokiem w pustce, gdzieś za ścianą było coś co powinien dostrzec a czego nie dane mu było zobaczyć. Gdyby się zamyślił w tym momencie to pewnie odkopał by jakieś swoje wady ukrywane jak w labiryncie w skrzyniach, których klucze powyrzucał. Ale to było tępe spojrzenie. Mówią, że jak nie możesz oderwać tak wzroku to wpatrujesz się w zagubioną duszę. Ducha osoby, która nie dotarła do zaświatów i włóczy się po ziemi głodna bo nie może się nakarmić, zziębnięta bo nie może się ogrzać. Daleko mu było do rozmyślania w tym momencie. Bezmyślnie więc sięgnął do leżącej na stole przy którym siedział paczki tanich papierosów. Pomietę opakowanie z ostatnim już szlugiem, po wyciągnięciu go poleciało w róg pokoju gdzie stał śmietnik. Nietrafiony rzut, którym się nie przejął, na ziemi i tak stały i leżały puste butelki, zaschnięte talerze, klejące się szklanki i wiele zapisanych niechlujnym pismem a pogniecionych kartek i kurz, kłęby kurzu tu i gdzieniegdzie.  Rozejrzał się za zapalniczką. Na stole jej nie było. na szafce pod ścianą nie leżała. Więc automatycznie sięgnął do kieszeni marynarki zawieszonej na krześle na którym przesiadywał. Nie ma tam zapalniczki stwierdza i rezygnuje z poszukiwań wiedząc że w zabałqanionych szufladach komody znajdzie paczkę zapałek.  Wstał ociężale i musi się przytrzymać krzesła bo nim kiwnęło. Komoda i jej szuflady skrywają kolejny bałagan, powciskane ubrania, dokumenty ułożone bez ładu i składu, listy nigdy nie otwarte z urzędowymi pieczątkami, i zeszyty zapisane niechlujnym pismem. Gdzieś tam są zapałki trzeba się przekopać co trwa chwilę i jest irytujące dla głodnego dymu tytoniowego palacza. Potrwało to chwilę ale wśród burdelu upchanego w otchłaniach mebla znajduje pudełko z zapałkami. Potrzasnietę zdradza, że niewiele w nim zapałek a paski do odpalania po bokach sugerują już zużycie ponad miarę. Kłopot polega na tym, że trzęsące ręce mają trudność w utrzymaniu płomienia. Ale udaje się za pierwszym razem. Wraca na swoje krzesło i strzepuje popiół po pierwszym, przeciągniętym z zachłannością machu do popielniczki. I wtedy zauważa coś. Coś co przestaje mu od tej chwili pasować. Obrus na stole. To zbędna ozdoba.  Choć nikt tego obrusu nie nazwałaby ozdobą. Pożółkły, pełen plam, dziur przypalonych papierosami i rozszarpanych pociętym szkłem czy to ze zbitych kieliszków czy z roztrzaskanych butelek po tanich wysokpolrocentowtch alkoholach.  Ten obrus był niegdyś biały. Jeszcze w czasach gdy ściany miały ciepły kolor gdy zasłony porozsuwane wpuszczały światło dnia do mieszkania i pozwalały by podziwiać czy choćby dostrzegać świat na zewnątrz.  Przypomniał sobie jak ten obrus pierwszy raz zasilił ten stół. Wtedy, z nią razem rozciągnęli go by spożyć wspólnie posiłek.  Z nią. Wtedy. Ona. Kim była i dlaczego tak się zmieniło jego życie jak ten obrus. Z bieli do kawałka zabrudzonej szmaty, pełnej dziur.  Nie ma nadziei są papierosy, alkohol i wstręt do siebie. Za to jak potraktował obrus.  Wściekł się i szybkim ruchem zrywa go ze stołu ciskając za siebie w miejsce gdzie nie będzie mu przypominał swoim widokiem do czego doprowadził swoje życie.  Wypalił papierosa i schylił się po zrzuconą w napadzie furii wraz z obrusem popielniczce by ugasić kiepa. Nie przejął się rozsypanymi niedopałkami i popiołem na ziemi. Postawił na nagim stole szklane naczynie i wcisnął w nie zgniatając filtr. Papieros zgasł i przyszła refleksja. Znów musiał wstać i znów ociężałe wstał, chwiejnie ale ustał i podniósł obrus.  Niech leży,  niech mu przypomina jaki jest wstrętny.  Po chwili wyrwał kartkę z zeszytu i ołówkiem skreślił na niej pare słów niechlujnym pismem.  Wszystko chuj pomyślał i zgniata zapisany kawałek papieru by rzucić nim w stronę kosza oczywiście nie trafia ale ta kolejna kartka nie zmienia wnętrza zabrudzonego, pełnego śmieci.  Trzeba będzie iść po papierosy, trzeba będzie kupić butelkę wódki lub whiskey z najniższej półki albo na promocji.  Wyjść i przejść to wyprawa wśród ludzi. Ludzi, którzy go mijają bez wiedzy o pogardzie jaka mu się należy. Sprzedawca w sklepie pozdrawia go słowem jak dobry wieczór co go mierzi. Bo to nie dobry wieczór gdy jest się nim.  ‘Co za mruk' - myśli sprzedawca za ladą gdy jego pozdrowienie pozostaje bez odpowiedzi.  Tą litrową pokazuje palcem na butelkę wódki i wymienia nazwę swoich tanich mocnych papierosów bez słowa proszę prosi o dwie paczki.  Okno nieotwarte nie wpuszcza świeżości powietrza co sprawia że w pomieszczeniu panuje bezruch z dymem zawieszonym niczym gęsta deszczowa szara chmura pod sufitem. Kieliszek nie pamięta by był myty od niepamiętnych czasów ale nie przeszkadza to by wlać w niego trunek, szybko łyknąć bez grymasu i uzupełnić po raz drugi by jak.najszybciej i jak najmocniej uderzył w myśli.  Bierze zeszyt i wyrywa z niego kartkę.  Zakładając mu przez ramię można przeczytać co pisze  Myśli nieczyste Brudny kieliszek Dym z papierosów wypełnia ciszę  Macha głową i zgniata zapisany papier by cisnąć nim za siebie.  Dwa kolejne kieliszki i papieros.  Wyrwana kartka i ołówek zapisuje: Pod kolorami skrywa się szarość  Stworzona z czerni i bieli  Wypływa na powierzchnię Kartka ląduje zgnieciona na podłodze  Dni mijają ale on nie mija gdy już sam się pominął. 
    • Zapraszam do posłuchania piosenki:   Melodia jesieni cicha, spokojna W powietrzu ostatnie lata podrygi Zakochani i ich miłość dostojna Ze światem rozmawia na migi   Uśmiech - błyszczą korale białe Lśnią oczy – wesołe, figlarne Jej dłonie delikatne i małe Jego włosy krótkie i czarne   Szemrzą liście, wiatr strąca niektóre Spadają świdrem, jak myśli kołują Do ziemi lgną żółte i bure Zakochanym do ciszy wtórują   Opadają lekkie, beztrosko wesołe Głowę pogłaszczą, przytulą do skóry Policzki, aż po uszy czerwone Niebem płyną dwie białe chmury   Dziecko rączkę wyciąga z orzechem Kitka wiewiórki jak wąż się wije Stuk dzięcioła rozbija się echem Jesień dojrzewa, lato wciąż żyje
    • (polecam przeczytać słuchając "House featuring John Cale"- Charli XCX)   Przez metalowe kraty w oknie nie przenika światło. Na wpół wypalone świece stanowią jego jedyne źródło. Siedząc na zimnych kamiennych płytach, Podtrzymuję głowę dłonią a serce drugą.   Łzy osuszyły się na mojej skórze. Pozostały z nich jedynie brudne ślady. Nawet płacz, mój jedyny przyjaciel, Odwrócił się ode mnie.   Co jakiś czas wraca do mnie fala nadziei. Wstaję, nie czuję ran od rozbitego szkła na stopach I próbuję zniszczyć pręty własnymi rękoma. Rzucam się z pięściami i rozbijam kości.   Wtedy pojawiają się oni. Czarne postacie bez twarzy, obwódka w ciemności. Ciągną mnie za barki, ręce, nogi, włosy, Próbuję im uciec, ale są silniejsi ode mnie.   Śmieję się histerycznie, słychać tylko ból. Gdy wychodzą, krzyczę z całej siły, Aż braknie mi tchu w piersi, Aż uciszą mnie ponownie.   Nawet Bóg mnie opuścił. Zostawił mnie samą, W walce z demonami mojej głowy I z tymi, znajdującymi są wokół mnie.   Jak mogę myśleć o Bogu, Jeżeli moje myśli są poplątanymi nićmi, I zajmują ostatnie wolne miejsca w mej pamięci? Ich już nie da się rozplątać.   Tak mijają dni, tygodnie, miesiące, Miesiące przechodzą w lata. Jak wygląda tamten świat, który znałam? Nie pamiętam... nawet już za nim nie tęsknię.   Zapomniano o mnie.  Ja również zapomniałam o tym, Kim byłam wcześniej. Mój mózg wypływa mi z uszu.   Postawiłam mur wokół siebie, Żeby przetrwać i nie umrzeć za życia. Ale on cofa się i przygniata mnie Coraz bardziej, żeby mnie zabić.   Wszystko już dawno straciło swoją wartość. I wolność, I miłość, I szacunek.   @nieznajoma1907 Ten wiersz opowiada o Joannie Szalonej, królowej Hiszpanii, która żyła kilkadziesiąt lat w zamknięciu ze względu na swój stan psychiczny i domniemaną niezdolność do spełniania obowiązków królewskich. Zamknięto biedną dziewczynę w zamku Tordesillas, gdzie jej stan mógł tylko się pogorszyć. Do dziś nie wiadomo czy faktycznie Joannę aż tak nękały problemy natury psychicznej, czy czasami nie była to wymówka, żeby odebrać jej koronę. Jest postacią tragiczną, o której nie mówi się wystarczająco. Jako osoba, która zmagała się z chorobą psychiczną, jej historia wyjątkowo mnie poruszyła. Jedno jest pewne- w tej historii była ofiarą. 
    • @Waldemar_Talar_Talar Bardzo ładnie napisane:-) Pozdrawiam cieplutko

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

       
    • @Alicja_Wysocka Ja tam im zazdroszczę. Dobrze być gawronem, lepiej, niż człowiekiem.
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...