Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Szejk Nasralla siedział w swoim apartamencie w arabskiej dzielnicy Bejrutu, Hamra. Ten polityczny przywódca Hesbollachu był już niemłodym, siwiejącym mężczyzną o typowo arabskiej urodzie. Skromna galabija , kufija i ikal , stanowiące ubiór szejka, niczym nie wyróżniłyby Nasralli spośród wielu milionów Arabów. Całości stroju dopełniały skórzane sandały. Apartament szejka był nad wyraz skromny. Kilka prostych, acz stylowych mebli, kilka drobnych bibelotów. Można było powiedzieć, że niemal ascetyczny.
Od kiedy szejk związał się z Hesbollachem, życie nie szczędziło mu przykrych niespodzianek. Ciągle był narażony na ataki agentów izraelskiego Mossadu, czy służb specjalnych niektórych państw zachodnich. Za swoją działalność zapłacił najwyższą cenę – zabito mu jedynego syna. Był jednak na tyle mądrym człowiekiem, że nie pozwolił, aby nienawiść przesłoniła mu cele walki, którą toczył. Wszechstronnie wykształcony, potrafił trzeźwo oceniać realia w których przyszło mu żyć. Był też przebiegłym politykiem, potrafiącym przewidzieć skutki działania. I to zarówno te bezpośrednie jak długoterminowe. To jego osobistym sukcesem było zwerbowanie pułkownika izraelskiego wywiadu i schwytanie dwunastu izraelskich komandosów mających wysadzić budynek Narodów Zjednoczonych w Bejrucie tak, aby zamach poszedł na konto Hesbollachu. Izrael drogo zapłacił za tą wpadkę. Musiał wypuścić z niewoli kilkuset żołnierzy Nasralli, a sama wymiana trwała kilka tygodni. Od tego czasu Izraelczycy nawet nie próbowali przekroczyć tak zwanej "niebieskiej linii" w dolinie Bekaa.

Przy niewielkim biurku szejka siedziało jeszcze dwóch mężczyzn. Byli to jego najbliżsi współpracownicy . Abdul Makhoul i Salim Bou Andre.
Nasralla dopiero dzisiaj postanowił wtajemniczyć ich w swoje najbliższe zamiary, choć wcześniej nigdy nie miewał przed nimi tajemnic.
- Przyjaciele, czas abyście poznali pewien niezwykle istotny plan, który w przypadku powodzenia, zapewni pokój na Bliskim Wschodzie- odezwał się Nasralla
- Jak wiecie, sytuacja się zaostrza. Trudno powiedzieć, czy Amerykanie poradzą sobie w Iraku, Jassir Arafat nie kwapi się do współpracy, o Izraelczykach nie wspominając. Nadszedł jednak moment, kiedy należy wykorzystać sprzyjającą koniunkturę polityczną. Dzisiaj, jak wskazują najnowsze badania, świat za największego terrorystę postrzega nie nas, nie Libię a Izrael i Stany Zjednoczone. Ta sytuacja nie będzie trwać wiecznie, więc musimy działać szybko. Jak wiecie, podczas mojej ostatniej wizyty w Dubaju spotkałem się z generałem Mostovojem, z rosyjskiej FSB. Zarówno my, jak i Rosjanie podobnie postrzegamy problem pokoju na Bliskim Wschodzie. Tym problemem jest Ariel Szaron.
Abdul Makhoul nerwowo poruszył się w fotelu.
- Nie mamy szans nic zrobić z tą sytuacją. Dobrze wiesz, ze niższe szczeble naszej organizacji są infiltrowane przez Mossad.
- Nie sami, oczywiście – odpowiedział Nasralla. Pomogą nam Rosjanie.
- Dlaczego mieli by to robić ? – zapytał Bou Andre.
- Dlatego, że ich interesy na Bliskim Wschodzie cierpią. Nie zapominajcie, że połowa obywateli Izraela pochodzi z terenów byłego ZSRR a druga z Polski. Rosyjskie lobby żydowskie ma wielkie wpływy, ale nawet oni nie zdołali
zapobiec wygranej Szarona nad Ehudem Barakiem w wyborach 2001 roku. Izraelski Kneset też jest zbyt słaby, aby cokolwiek zaradzić na problemy palestyński i południowego Libanu. Liczba turystów, którzy jeszcze niedawno odwiedzali Izrael spadla gwałtownie i zmniejszyły się wpływy do kieszeni bogatych Żydów. Spotkania Szarona i premiera Palestytnczykow Abbasa, to tylko zasłona dymna. Szarona można słuchać, ale jednocześnie trzeba patrzeć mu na ręce, gdyż jego poczynania przeczą deklaracjom.
- Zgoda. Ale przecież nie możemy liczyć na cud. Rosjanom patrzą na ręce Amerykanie i cala Europa zachodnia. Broni od nich raczej nie dostaniemy. A i to na wiele by się nie zdało. A organizowanie kolejnego zamachu na Szaona to bezsensowne wysyłanie ludzi na śmierć. Palestyńczycy próbowali wiele razy – bezskutecznie.
- To prawda. Rzecz jest zresztą nie w broni, której i tak nie potrafilibyśmy wykorzystać. Tak się złożyło, ze nasze interesy paradoksalnie są zbieżne z rosyjskimi i interesami frakcji pokojowych w Izraelu. Popatrzcie na Bejrut – kiedyś był Paryżem Morza Śródziemnego. A dzisiaj każdemu Europejczykowi kojarzy się z bombami, zamachami i terroryzmem. A przecież nie strzela się u nas od ponad 10 lat.
I dlatego Mostovoj w największej tajemnicy spotkał się ze mną. Wiem, ze posiada pełnomocnictwa najwyższych władz państwowych Rosji. A my jesteśmy jedynymi, którzy są w stanie wesprzeć działania ich człowieka, który ma zabić Szarona.
- Zabić Szarona, żachnął się Makhoul? – przecież to samobójstwo polityczne.
- Tak mogło by się zdawać. Ale z dużą dozą prawdopodobieństwa można założyć, że płakać po nim długo nie będą. Mam zresztą nadzieje, ze Rosjanie przyślą kogoś, kto będzie potrafił zrobić to w białych rękawiczkach. Co oczywiście będzie piekielnie trudne. Ale nie ma rzeczy niemożliwych.
- Czy ustaliliście z Mostowojem jakieś szczegóły zadania ?
- Nie. Wszystko ma wiedzieć jego człowiek – Vladimir. Wiem tylko, że przylatuje jutrzejszym samolotem z Warszawy. Do ciebie , Salim, będzie należał odbiór go z lotniska i bezpieczne dostarczenie tutaj. I zrób to tak, żeby nikt o tym nie wiedział.
- Tak zrobię, odpowiedział Salim.
Makhoul i Bou Andre wyszli. Nasralla wstał, otworzył okno i spojrzał na nocną panoramę Bejrutu.
Jak u diabla Rosjanie chcą to zrobić? – myślał. Przez ochronę Izraelczykow nie przecisnęła się do tej pory przysłowiowa mysz. Jedyna teoretyczna szansa, to człowiek z wewnątrz. O takiej właśnie możliwości myślał Nasralla rozmawiając z Mostovojem w Dubaju. Sądził, ze Rosjanie maja kogoś takiego. A tu okazuje się, że nie dość, że nie mają, to jeszcze trzeba będzie organizować mu bezpieczny przerzut do Izraela, co samo w sobie stanowiło dostatecznie niebezpieczne zadanie i realnie było piekielnie trudne. Nasralla postanowił dalsze działania uzależnić od spotkania z rosyjskim agentem. Choć nie wszystkie. Nawet swoim najbliższym współpracownikom nie powiedział o teczce z dokumentami otrzymanej od Mostovoja. A właśnie materiały zawarte w tej teczce dawały częściową odpowiedź na pytanie, jak można się zabrać do tej akcji. Czas najwyższy, aby sprawy zaczęły się jakoś układać, pomyślał. Zgasił światło i wyszedł do sypialni.


***

Po emocjach związanych z wylotem zasnąłem w samolocie jak kamień. Trzy i pół godziny lotu minęły jak jedna chwila. Obudziłem się czując zmiany ciśnienia w uszach, kiedy samolot podchodził do lądowania. W iluminatorach po lewej stronie widać było tysiące świateł miasta. Lądowanie, jak to zwykle u naszych pilotów, było delikatne. Samolot podkołował do rękawa i pasażerowie zaczęli wychodzić do hali odpraw. Stanąłem w kolejce do odprawy paszportowej, ale żołnierz cofnął mnie do innego stanowiska, w którym musiałem wykupić znaczki wizowe. Obok, przy długiej ladzie, kłębił się tłum panienek szwargoczących po rosyjsku. Jak się potem miałem dowiedzieć, były to "artystki" jadące do pracy w miejscowych night clubach zwanych popularnie kabaretami.
Zapłaciłem 34 dolary za znaczki i nic już nie stało na przeszkodzie abym otrzymał libańską wizę. Wypełniłem kwestionariusz imigracyjny i po odebraniu bagażu wyszedłem przez szklane drzwi do sali przylotów. Lotnisko było wielkie. Z żalem pomyślałem, że nasze Okęcie to, przy tym obiekcie, kurnik. Wzdłuż barierki stały dziesiątki osób oczekujących na podróżnych. Po chwili zacząłem rozglądać się za przyjacielem Saszy, który powinien na mnie czekać. Wśród oczekujących dostrzegłem ubranego po arabsku mężczyznę z tabliczką z napisem VLADIMIR. Domyśliłem się, że Sasza podał swoim libańskim partnerom rosyjskie brzmienie mojego imienia.
Podszedłem do Araba i powiedziałem po angielsku :
- Myślę, że czeka pan na mnie. Jestem Vladimir. Od Saszy.
Arab szybko rozejrzał się wokół i powiedział
- Jestem Salim, miło mi. Musimy jak najszybciej dostać się do samochodu. Tu nie jest najbezpieczniej

To mówiąc wziął mnie pod rękę i skierował się szybkim krokiem w stronę podziemnych parkingów. Zauważyłem, że co chwilę dyskretnie ogląda się za siebie. Na parkingu czekał poobijany Mercedes 126. Kątem oka zauważyłem jednak, że ma sportowe felgi i nowiutkie niskoprofilowe opony. Salim energicznie wrzucił mój bagaż na tylne siedzenie. Udzieliła mi się jego nerwowość, więc szybko zająłem miejsce obok kierowcy. Arab ruszył z piskiem opon. To nie był zwykły gruchot. Pod maską grał doskonale wyregulowany silnik, którego pomruk sygnalizował wielką moc i możliwości. Coś tu było mocno nie tak, ale nie wiedziałem jeszcze co.
- Ukryjemy cię w nowym hotelu Royal. Mamy tam swoich ludzi. Zostaniesz zameldowany jako jeden z szejków z Emiratów Arabskich. Właściwy szejk jest w stanach i szybko się u nas nie pojawi.
- Dlaczego tak? Zapytałem.
- Tak będzie bezpieczniej. Jutro, najdalej pojutrze, jeśli wszystko będzie w porządku, spotkasz się z szejkiem Nasrallą.

Nie bardzo rozumiałem, o co w tym wszystkim chodzi, ale zmęczony poprzednim dniem i lotem, pytania postanowiłem zostawić na później. Odwróciłem się do tyłu, aby sięgnąć po gumę do żucia schowaną w bocznej kieszeni torby. Nie wiem, co zwróciło moją uwagę na jadącego za nami Jaguara. Może to, że na długich odcinkach trasy był jedynym samochodem w pobliżu? Za kierownicą siedziała ładna blondynka, którą oceniłem na około trzydziestkę.
- Ten Jaguar jedzie za nami od lotniska- powiedział Salim, dostrzegając to samo, co ja.
- Zaraz go zgubimy- dodał.
Przycisnął mocniej pedał gazu i gwałtownie zmieniając pas wjechał w wąską uliczkę odchodzącą od głównej trasy w stronę wzgórz. Dziewczyna w Jaguarze próbowała powtórzyć manewr Salima, ale nie miała tyle czasu i miejsca. Gwałtowny skręt w prawo przypłaciła strata lewej , przedniej opony, która pekła z głośnym hukiem. Jaguarem zarzuciło i stanął bokiem. Z tyłu pojawił się jeszcze jeden samochód, który zaskoczony manewrem blondynki uderzył z całą prędkością w tył jej pojazdu..
- No, w porządku - powiedział Salim. Mamy ich z głowy.
Zauważyłem, że kluczył jeszcze jakiś czas po wąskich uliczkach, zanim ponownie wyjechał na główna drogę. W końcu podjechaliśmy pod piękny, nowy hotel. Niesamowita architektura i oświetlenie zapierały dech w piersiach. Całości wrażenia dopełniał alabastrowy podjazd.
Salim podjechał pod główne wejście. Jeszcze nie zdążyliśmy wysiąść z samochodu a już Murzyn w uniformie wycierał szmatką ślady kół zostawione na podjeździe.
Hmm..Sasza mówił coś o apartamencie za 350 dolarów miesięcznie.... a to mi zupełnie na to nie wyglądało - pomyslałem.

***

Oleszuk wysiadł z samolotu dyskretnie obserwując swojego podopiecznego. Tamten podszedł do stanowiska odpraw, ale cofnął się od razu do okienka bankowego. Nie ma wizy, pomyślał Oleszuk, będzie musiał wykupić znaczki.
Nieśpiesznie oddał paszport do kontroli. Żołnierz odezwał się :
- był pan może w Izraelu ?
- Nie byłem, skłamał Oleszuk pomny instrukcji, jakich udzielono mu przed odlotem. Wiedział, że Libańczycy zawracają z granicy wszystkich, którzy kiedykolwiek byli w Izraelu.
- W porządku, powiedział żołnierz oddając Oleszukowi paszport.

Agent kątem oka obserwował Podwanieckiego, który odebrał bagaż i skierował się do sali przylotów. Oleszuk poszedł za nim i zobaczył, mężczyznę z tabliczką. Arabski strój utrudniał identyfikację, ale Oleszuk miał wyjątkową pamięć do twarzy. A tę twarz kiedyś już widział. Nie mógł sobie tylko skojarzyć kiedy i kto to jest.
Do Oleszuka podszedł wysoki mężczyzna w koszuli z krótkim rękawem.
- Kapitan Oleszuk? Witam, jestem Szarski. Mam pana odebrać i odwieźć do ambasady. Moi chłopcy zajmą się pańskim obiektem.
- W porządku. Pułkownik Kędzierski mówił mi o tym.

Szarski wziął bagaż Oleszuka i poszli do samochodu. W tym czasie dwaj młodzi ludzie szybkim krokiem przemieszczali się za Połanieckim i mężczyzną w arabskim stroju.
Nikt z nich nie zauważył młodej blondynki pilnie obserwującej obu mężczyzn. Ona zaś wsiadła do Jaguara, który czekał na nią bezpośrednio przed wyjściem z hali przylotów.
CDN

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Wszechświat

       

      Nikt nie wie czy istnieje jeden wielki wszechświat, czy może też istnieją jakieś wszechświaty równoległe. Ten widzialny wszechświat jest jeden: miliardy galaktyk, tryliony gwiazd... . A wiele gwiazd ma własne układy planet. Czy zatem jest możliwe to, iż jeszcze gdzieś istnieje życie podobne w formie do tego, jakie znamy? Jeden z pierwszych badaczy wszechświata już w okresie renesansu rzucił oficjalnie taką myśl, że Bóg mógł stworzyć życie w innym układzie gwiezdno – planetarnym, a był głównie filozofem religii. Obserwował słońce i planety naszego układu gwiezdnego. Był wnikliwym badaczem „nieba”, nieboskłonu czy firmamentu. Od tego wydarzenia upłynęło już sporo czasu i doszło do znacznej ilości odkryć astronomicznych, a jednak wciąż czekamy na „wiadomość” od istniejącego gdzieś tam w kosmosie życia. Jak dotąd nie pojawiły się żadne dane na ten temat, a jedynie niejasne intuicje, domysły, hipotezy oparte o naszą nieokiełznaną fantazję.

       

      Liczące się grono naukowców wysuwa hipotezę, że wszechświat powstał około 13,5 miliarda lat temu skutkiem „wielkiego wybuchu” materii. Podobno od tego momentu stale się rozszerza, aby później się kurczyć. Jeszcze inna hipoteza głosi, iż wszechświat wcale się nie rozszerza i nie kurczy tylko jest stabilny choć w swojej postaci stale zmienny, zmienny pozornie. Alternatywną teorią jest ta mówiąca, że wszechświat powstał na pewnej przestrzeni czasu wynoszącej nie miliardy, nie miliony ale tysiące lat. Może świadczyć o tym nasza planeta, ziemia i inteligentne życie, które na niej powstało. Wszechświat nic o sobie nie wie, natomiast my, ludzie, zamieszkujący planetę wiemy o wszechświecie więcej niż on sam o sobie. Gdyby nie „zasada antropiczna” w ogóle nie byłoby mowy o wszechświecie. Istniałby sobie nie ujęty w żadną dyscyplinę naukową. Zatem gdyby nie istniała stała grawitacja, stała prędkość światła w próżni i tzw. „stała Plancka”, wszechświat by nie istniał, czyli nie istniałaby świadomość o wszechświecie we wszechświecie. I w ten oto sposób myślenia mamy wszechświat godny podziwu, ogromny, wspaniały. Prawdopodobnie dzieło „inteligentnego projektanta”. Warto spojrzeć jeszcze na układ planetarny naszej gwiazdy, słońca i na krążące wokół niego planety różnych rozmiarów i rozmaitej materii. Choć tak bardzo różniące się od siebie planety, każda odgrywa ważką rolę w układzie planetarnym.

       

      Na przykład Jowisz, który pełni m. in. rolę „pochłaniacza” wszelkich, kosmicznych „śmieci” jest największą kulą gazową i to z tego powodu jego siła przyciągania jest tak wielka. Ma liczne księżyce; na jednym z nich podobno jest woda. Czy to przypadek, że pełni on rolę takiego „odkurzacza” i pozwala ziemi na spokojne trwanie, nie niepokojone przez komety, planetoidy i inne „śmieci” kosmiczne. Ziemia... jedyna planeta pełna życia, położona niezbyt blisko słońca i nie za daleko: czyżby też przypadkiem? Czy można policzyć ile gwiazd ma własne układy planetarne, a ile ich nie ma w ogóle? W galaktyce są tryliony gwiazd, a galaktyk mamy trudną do policzenia ilość. Naukowcy skonstruowali nawet specjalne urządzenia emitujące sygnały informacyjne w kosmos, w nadziei, że jakaś inteligentna, obca cywilizacja odpowie na nasze sygnały wysyłane z ziemi. Jak dotąd panuje „grobowa cisza”. Wszelkie znaki na niebie i ziemi wskazują na to, że jesteśmy sami w tym ogromnym wszechświecie: żadnych kosmitów ni widu ni słychu. Niektórzy spekulanci popularnonaukowi wysnuwali teorie na temat piramid egipskich czy Płaskowyżu Nasca, tajemniczych „kręgów w zbożu”. I co? I nic... . Nadal ziemia krąży po orbicie samotnie. Jednak wszystko wydaje się mieć jakiś cel, cel ukryty, nieoczywisty, nasuwający się człowiekowi myślącemu. Człowiek, skoro został obdarzony rozumem musi mieć jakiś cel swojej egzystencji we wszechświecie, musi znaleźć odpowiedź na dręczące jego pytanie: po co istnieje? Gdyby życie na ziemi było bezcelowe nie posiadałoby przecież umysłu tak uporczywie domagającego się odpowiedzi na to pytanie.

       

       

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Leszek Piotr Laskowski   Morał podany wprost, ale wiersz świetnie napisany.  :)
    • @Robert Witold Gorzkowski   Wiersz hipnotyzuje rytmem - poruszasz się przez intrygującą przestrzeń, a czytelnik mimowolnie podąża za Tobą krok w krok. Koniec z samochodem wchłanianym przez wodę i tym ostatnim, zawieszonym w powietrzu wersem o "rozczuleniu" jest tajemniczy . Coś między snem a katastrofą.  Pozdrawiam. 
    • Jestem zmęczony i piszę wiersz Wczoraj w nocy bolały mnie oczy Dziś zadziwia mnie chaos ludzkich poczynań na forach duchowych  Wyjaśnię, że taki mam algorytm    Też mam swoje talenty, umiejętności i pragnienie pomocy  Ale sama wizja przepychania się przez miliony ludzi którzy chcą pomagać, oświecać, uzdrawiać mnie zniechęca  Chciałbym coś dawać ludziom bliskiego mojemu sercu  Natomiast nie chce mi się przepychać    Dlatego daję coś przyjaciołom i wspólnocie  Dla mnie każda chwila poza pracą jest pracą, procesem, doświadczeniem    Działanie z dokumentami, chodzenie po urzędach to były główne moje działania ostatnio    Co ma począć człowiek głodny Boga? Widziałem ludzi głodnych Boga  Ich Bogiem była grudka kryształu, który skruszony wciągali do nosa    Katolicy spożywają komunię świętą  Co ma spożywać materialnego człowiek głodny Boga jeśli wykluczyć kryształ i komunię?    Poczuj spokój i wiedz, że ja Bóg  Bóg jest miłością  Pozwól aby grzech w Tobie umarł    "Dobra jadę, bo to jest dobry klient" "Hej, co robisz? Walisz?" ( nie konia, tylko kryształ ) "Jakimi wartościami się kierujecie w życiu?"   Popękane usta to objaw zatrucia  Tak samo jak wcześniej ohydny zapach potu, smród    Opieka nad starszymi ludźmi to chyba najpiękniejsza praktyka duchowa jaką mogę sobie wyobrazić    Jestem w stanie analizować portret astrologiczny ale czy jestem w stanie podcierać starszego Pana? Oto jest pytanie    Chciałbym poznać poetkę  Ciekawe czy jest strona na FB dla samotnych poetów  Widziałem, że jest dla samotnych katolików    Ciekawe co pozostanie jeśli odetnę absolutnie wszystkie " chciałbym " i zaczaruję poetycko moje " tak jest "?   Siedzę na moim ulubionym komforcie  W raju za 800 zł, konkretnie jest to budynek  Mieszka ze mną Marek, super senior, który się mnie zapytał na początku - jesteś dobrym człowiekiem?   To był wstęp do tego pokoju  Wstep do mieszkania z byłym kustoszem    Ptak przeleciał obok gałęzi lekko poruszanych wiatrem Mama ma mi dać odpowiedź w czwartek  Kiedy wysiadałem z tramwaju pojawił się żal że od razu.... Nie zagadałem  Całkiem przeciw mojej Wenus w Baranie  Na biurku zawsze zostaje jakaś łyżeczka ale jako że nie ma cukru to nikt nie zamiesza    Na podłodze leżą uschłe kwiaty Podobne do mojej inspiracji                                   
    • @Poet Ka dziekuję za wpis. troche dziecwiństwa, trochę dojrzałości... kwiecień plecień poprzeplata ... @Berenika97 Dokładnie tak, idę dziś oddać te nowe okulary.
    • @Trollformel   Czytam i mam wrażenie, że słowa celowo stawiają opór - nie chcą być rozumiane od razu, tak jak zamek błyskawiczny, który się zacina. Forma i treść mówią tu jednym głosem.
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...