Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Cholernie szary świt. Nienawidzę poranków. Wszystko sprowadza się przecież do snu, z którego przebudziłem się uzyskując świadomość i którego całun kiedyś przykryje oczy ponownie, dokładnie i definitywnie. Wszystko inne wydaje się absurdem.
Gdy myślę kim jestem, gdzie jestem, szukam mocnych słów, dla zwiększenia ekspresji. Ból. Lęk. Śmierć. Upadek. Depresja. Przeciwnie – moje życie jest bardzo szare. Codzienne powroty do ciasnego, wynajmowanego pokoiku w ciemnej mokotowskiej ulicy. Bez słońca. Stare, dziurawe okno wychodzące na dziedziniec tak mały, że słońce chyba dopiero na szerokości zwrotnika by tu dochodziło.
Nie lubię niczego. Czekam na koniec, patrzę na kolory nieba i męczy mnie już to wszystko. Gdy wieczorami wracam do czterech ścian, siadam na tapczanie, naprzeciw zakurzonego regału i czekam na sen. Nic do zrobienia. Czekam, czułbym że rosnę, gdyby nie to, że tragiczna płaskość codzienności nie podlewa moich korzeni. Wręcz przeciwnie. Wysusza, wyjaławia.
Zawsze czułem się gorszy. Może bardziej nieszczęśliwy. Sam, w tym zasyfionym pokoiku na ostatnim piętrze. Tragicznie puste wieczory, soboty i niedziele. Wolny sylwester. Tragedia walentynek. Smutne święta. Urodziny z puszką piwa i patrzeniem w szklaną szybę. Za oknem w odległości kilku, może dziesięciu metrów, ceglana ściana starej kamienicy. To niemal getto. Moje codzienne piekło, bez wyjścia. Byle dożyć do końca, chyba że jakoś przyjdzie czas, ochota sposobność do skoku w drugą przestrzeń. Z nogami zwieszonymi z parapetu. Potem z głową w dół. Szum, wir i wieczność, może wieczne nic.
Podróżuję tylko autobusami, tramwajami. Chociaż wtedy chwila nadziei na ludzkie spojrzenie. Odrobina niechcianej jedności ze społeczeństwem. To był właśnie przystanek Kolejny szary poranek. Kolejna wizyta u tego rudawego lekarza. Rudzi podobno nie łysieją. Jego znacznie podwyższone czoło było zapewne wyjątkiem, potwierdzającym regułę.
- Jaki to tramwaj? – głos znikąd. Obrót ciała w lewo. Drobna dziewczyna. Może dwadzieścia osiem lat. Półotwarte oczy. Lewa ręka oparta na torbie zawieszonej na ramieniu. W prawej kikut białej laski.
- Dziesiątka.
- Dziękuję. Bezbarwny dźwięk i ruch do przodu, do wejścia.
- Może pomóc?
Coś drgnęło w środku, jakiś instynkt dobrego wychowania. Propozycja podprowadzenia do tramwaju.

Nie wiem dlaczego, po prostu tak wyszło. Usiedliśmy na ławce w parku. Pole Mokotowskie w przedpołudniowym oświetleniu. Raczej pusto. Jako siedzenie dwie deski na betonowych podstawach.
- Ciepło – bezradne zagajenie, które wypluwam w przestrzeń..
- Lubię słońce. Czuję ciepło, optymizm.
- Bardziej lubię wiatr. Energia. Siła.
- Destrukcja. Wolę słońce, wiesz, nie pamiętam słońca. Jak wygląda słońce.
Czasem brakuje słów. Milczenie
- Pewnie czujesz się skrępowany?
- Nie, po prostu, hm… taki już jestem.
Zamglony uśmiech na jej twarzy.
- Jesteś sam? – Wymowność mojego milczenia. Agnesita, Agnesita. Te wspomnienia. Nie wiem, dlaczego nazywaliśmy ją Agnesita. Może to ta latynoska, śniada cera. Wyglądała jak Cyganka, ale zawsze lepiej brzmi latino. Agnesita. Agnesita. Czarne włosy i duże ciemne oczy, pełne blasku. Wszystko sprowadza się do tego, gdzie i z kim jesteśmy.
- Rozumiem… To dlatego taki jesteś smutny?
Grymas. Lekkie prychnięcie – Skąd wiesz, że smutny?
- Czuję. Gdy nie widać, lepiej się rozwija inne zmysły. Czuję to po głosie.
- Może nie smutny. Zmęczony.
- Źle ci tak, jak jest?
- Tak.
- Spróbuj na dwie godziny zamknąć oczy. Nie podczas snu. Normalnie, spróbuj posłuchać muzyki, wykąpać się i wyjść na balkon. Otworzyć lodówkę, zrobić kanapkę i ugotować wodę na herbatę.
- Trudno byłoby.
- To nie o to chodzi. Dla mnie już nie jest trudno. Kwestia wprawy. Kwestia dostosowania. Tak samo jak istoty na dnie oceanów, tak samo ja dostosowuję się do warunków.
- A więc o co chodzi?
- chodzi o zrozumienie siebie. Wdzięczność że jest jak jest. Że widzisz. Że można żyć tak, czy inaczej. Zrozumieć swoje miejsce i nie zamykać drzwi. I oczu.
- wszystko to wiem. Nic się nie zmienia. Tylko czekam.
- Każdy czeka.
- Nic innego nie ma poza czekaniem.
- Kiedyś czekałam na odzyskanie wzroku. Że może ktoś uleczy. Że coś się stanie. Taka nonsensowna nadzieja na odmianę.
- Dlaczego bezsensowna?
- Nadzieja może nie mieć sensu, bo jak się okaże, że pragnienie się nie stanie rzeczywistością, to świat staje się absurdem.
- Nikt nie mówił, że nie jest absurdem.
- Szukasz sensu czy absurdu?
- Jestem adwokatem diabła.
- Szukam sensu. Szukam sensu w tym, co jest teraz, nie w tym, co może lecz nie musi się stać.

Nie jesteś inny. Nie jesteś wyjątkowy. Wszyscy czujemy podobnie. Jeśli widzisz sens w spełnianiu swojej odmienności, wyjątkowości, oryginalności, kiedyś ktoś bezlitośnie pozbawi złudzeń. Pozostanie absurd.
Moje zapchlone cztery ściany. Zakurzony regał i szarobrudny ciek wodny, który nazywam za poetą moją rzeką, Wisłą, wcale nie zmieniły koloru. Tylko patrzę na nie z większą uwagą, na wykruszoną cegłę na przeciwległej ścianie. Otwarte oczy poszukują serca rzeczy.

Opublikowano

Jesteśmy próżnymi ludźmi
Wypchane kukły
Wsparte o siebie
Głowy wypełnione słomą
Kiedy do siebie szepczemy
Ciche i bez znaczenia
Są nasze suche głosy
Jak wiatr w suchej trawie
Jak szczurze kroki na rozbitym szkle
W naszej suchej piwnicy

Kształty bez formy, cienie bez koloru
Sparaliżowana siła , gesty bez ruchu.



"Źle z moimi nerwami tej nocy. Źle. Ach, zostań ze mną.
Mów do mnie. Czemu nigdy nic nie mówisz. Mów.
0 czym ty myślisz? Co ty myślisz? Co?
Ja nigdy nie wiem, o czym myślisz. Pomyśl."

Myślę - jesteśmy w szczurzym zaułku
Gdzie zmarli ludzie pogubili kości.

"Co to za hałas?"
Wiatr pod drzwiami.
"Co to za hałas znowu? Co ten wiatr wyrabia?"
Nic, znowu nic.
"Czy
Ty nic nie wiesz? Nic nie widzisz? Nie pamiętasz
Nic?"
Pamiętam
Perły lśnią - kiedyś to były oczy.
"Czy jesteś żywy, czy umarły? Nic nie ma w twej głowie?"
Tylko
0 0 0 ten szekspirowski szlagier
Taki elegancki
Tak inteligencki
"I co mam teraz robić? Co mam robić? Co?
Wyjść tak jak stoję i iść po ulicy
Z włosami rozwianymi, tak. A co zrobimy jutro?
I co w ogóle mamy robić?"

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @viola arvensis Uniwersalne prawa w społeczeństwie ludzkim zapobiegają chaosowi, mam na myśli 10 przykazań, lecz jak wiadomo, utrzymać na wodzy tak zwany grzech bez wsparcia duchowego zawsze spali na panewce.  Największym autorytetem duchowym jest Duch Święty, czy też Duch Boży i nie o nazwę tutaj się rozchodzi tylko o fakt, że człowiek cielesny bez duszy to tylko przemijająca powłoka bez nadziei na życie po życiu, czy też życie po śmierci.
    • Zostaw poezję  Zostaw śpiewanie  Czytaj książki  Pracuj  Słuchaj muzyki  Pij kawę  Pal papierosy  Zostaw poezję  Zostaw śpiewanie    To nie jest pogrążanie się  Zostawiasz to co nie działa  Nie działa  Jesteś ok To wszystko    Zmieniasz się  Zostawiasz  Idź na studia  Pracuj  Urzeczywistnij się    Czytaj książki o tym świecie  Nie o paraświecie  Zostaw astrologię  Chodź do kościoła  Nie pamiętasz? Fajnie było  Zjadłeś komunię  Może to dlatego   Księża widzą niewidzialne  Wiedzą  Ty nie Ty jesteś owieczką  Potrzebujesz ochrony    Przecież że się gubisz  Przystań uciekać  Przestań się gubić  Czytaj książki wydawnictw takich jak Media Rodzina  Staraj się być lepszym  Gdzie jesteś teraz?   W staraniu    Wróć do ciała poprzez Ciało   
    • Zarzeknę pozdrawia Marvell
    • Jest napisane gotowce Na kolanie zapiszę tu ówce Przepisy, kazania są w główce Co mówią to zostanie w gotówce Zapłacisz lub zarobisz Nie robiąc coś zrobisz Szczęściem szkiełko różowe Żadne tam kolorowe Róż na policzkach Nie rośnie w oczkach Podlany odpowiednio Zalewa się przeodpowiednio I tak okulary różowe Zakładam powtarzam nie kolorowe Mają coś w sobie takiego Nie chcą, a robią wiele złego Szczęście przynoszą temu Do kogo należą Zazdrość drugiego Jest dla nich wielką zaletą Różowe są też świnki Więc sobie przyświnię Chrumknę i umknę za Drwinę I tam za rzeką zarzeknę Nie ja, nie ty, to one Różowe szkiełko szalone Zdradą odpłaca  Nie każdy ma szczęście Jak ten który zakłada Idę o zakład, że ono wróci Gdy raz je założysz Już nie wyrzucisz I szukając szczęścia Popatrzysz jakie są Różowe nieszczęścia Jak róż odmładza I różowych myśli nie schładza  
    • Jesteś ptakiem... widzisz wszystko nie pytasz skąd po prostu jesteś wyżej powietrze jest inne cisza też na dole ruch błędy widzisz je szybciej niż oni zdążą spadasz nie ma czasu na wątpliwość ofiara? a może tylko ktoś o sekundę wolniejszy oceniasz ciężarem ruchem drżeniem instynkt nie pyta bierze i znika czasem czujesz ktoś patrzy wyżej że nie jesteś sam na tej wysokości że dla kogoś to Ty jesteś ruchem i błędem czekaniem nie wszystko co widzisz jest prawdą ale powietrze też potrafi zniknąć orzeł nie wie Ty już tak i właśnie wtedy spadasz wolniej albo wcale nie zdążysz wybrać instynkt czy strach co zostawiasz przy życiu a co zostawia Ciebie?  
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...