Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Anzelm. Cz.I.


Tomasz11

Rekomendowane odpowiedzi

W jesieni swojego życia Anzelm lubił przesiadywać pod starym, rozłożystym kasztanowcem, który rósł na środku jego podwórka. Postanowił, że właśnie w tym miejscu będzie wspominał swoją młodość, odnajdywał świadomość sprzed dwudziestu, trzydziestu lat, a nawet dalej , z czasów pierwszej nauki czy beztroskiego dzieciństwa. Po dobrym, pracowitym dniu, bardzo przyjemnie było wyruszyć na spotkanie z młodym niegdyś umysłem, przyglądać się emocjom wzbudzanym chłodną analizą danych, czerpanych z niepoliczonej ilości przeczytanych książek, fantazjom odkrywanym na dnie każdego litrowego dzbanka z winem.
W dzień, Anzelm wykonywał te wszystkie prace, które przypisane są mieszkańcom małych wiosek, ukrytych wśród starych jak miliony lat, szarych i surowych gór. Jak większość mieszkańców wsi, dbał o swoje gospodarstwo: wbijał gwoździe, heblował deski, karmił stado królików a przede wszystkim rozmawiał ze swoją żoną Gerdą, która pojawiała się co jakiś czas na ganku i zaczynała rozmowę: o starych garnkach które koniecznie trzeba wymienić na nowe, o Adeli, niezwykle urodziwej córce sąsiada, lub o leniwym synu jej kuzyna Edafa, Stefanie. To wszystko wymagało skupienia myśli, oczywiście nie w takim stopniu jak w chwilach wędrówki starego umysłu w krainę dawnych, co chwilę rodzących się w nim prawd, ale Anzelm potrafił skupiać się tylko na jednej czynności.
Dziś wieczorem siedząc pod drzewem, patrzył przed siebie na rozległe wzgórza porośnięte równymi rzędami zielonych winorośli. Miał ciągle w pamięci te jesienne, otulone ciężkimi i wilgotnymi mgłami dni, kiedy jako dziecko razem z całą rodziną i ludźmi z wioski, pracował przy sadzeniu tych krzewów. Wydają one teraz piękne i obfite plony. Te dni wydawały mu się magiczne. Magiczne, za sprawą odczuwanej wspólnoty z prostymi ludźmi, dla których jesienne nasadzenia krzewów były niemal uświęconą czynnością, jak misterium które pokazywało sens ludzkiego istnienia i niosło nadzieje na przyszłość. Były to także dni pełne rodzących się w jego głowie obrazów, wśród snutych przez starszych opowieści o losach ich przodków, którzy ujarzmiając tą ziemie, tworzyli własne miejsce w świecie i własne światy w tym miejscu. Och, jakie to wszystko wydawało mu się wtedy piękne ! Jakie idealne! Jak spokojna była jego dusza i jaki młody, ciekawy otaczających go cudów umysł! Domem były mu pola i usiane żółtymi jaskrami łąki, wśród których grały swą melodie życia niezliczone rzesze owadów, pająków i innych nie znanych mu jeszcze stworzeń. Wsłuchiwał się w tą melodie, a jego dusza była polnym kwiatem i chłodem, bijącym ze zroszonej porannymi mgłami ziemi. Stworzenia jakie tam spotykał, miały kształty dziwacznych i tajemniczych postaci, które zamieszkiwały odległe, baśniowe krainy. Anzelm odwiedzał je w swojej wyobraźni, wylegując się na pachnących, łaskoczących jego skórę trawach, a po drodze, dokonywał bohaterskich czynów i doznawał szlachetnych uczuć miłości.
Jakiś czas potem, wszystkie te stworzenia oznaczył, nazwał i przyporządkował do należnych im rzędów, rodzin i rodzajów. Straciły one jednak wtedy swoje tajemnice, rozmyły się też bajeczne, odległe krainy, a Anzelm poszedł do szkoły aby ćwiczyć rozum i zdobywać wiedze.
Dowiedział się tam, że ziemia jest okrągła i skąd się biorą pory roku. Jak powstały jego ukochane góry i wyżyny, że w morzach żyją stworzenia jeszcze bardziej dziwaczne od tych, które spotykał na swoich ukwieconych łąkach, a on sam związany jest z nimi tajemną i zachłanną siłą, która każe wszelkim istotom, na miliony sposobów, walczyć i zdobywać coraz to nowe przestrzenie, kształtować je, bądź dostosowywać się do nich…

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Dosyć pobieżnie przeczytałam ten tekst, dlatego skrótowo sie wypowiem, być może jeszcze wrócę, żeby wniknąć w szczegóły. Moim zdaniem jest nieźle. Musisz sie tylko skupić na tym, żeby zaciekawić czytelnika, dołożyć coś intrygującego, jakąś akcje;p dużo zdań złożonych używasz, trzeba z tym uważać czasem. Momentami jest po prostu nudno. Ale jeśli przy tym stylu zbudujesz coś w innej tematyce to może być ciekawiej. Pozdrawiam

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

  • 10 miesięcy temu...

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      @egzegetaNie ma sprawy Wiktorze. Wiktorze, czy z tego tomiku wierszy zakosztujemy kunsztu pisarskiego Twoich dzieł? 

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • Rozdział dziewiąty      Minęły wieki. Grunwaldzkim zwycięstwem i przejęciem ziem, wcześniej odebranych Rzeczypospolitej przez Zakon Krzyżacki, Władysław Jagiełło zapewnił sobie negocjacyjną przewagę w rozmowach ze szlachtą, dążącą - co z drugiej strony zrozumiałe - do uzyskania jak największego, najlepiej maksymalnego - wpływu na króla, a tym samym na podejmowane przez niego decyzje. Zapewnił ową przewagę także swoim potomkom, w wyniku czego pod koniec szesnastego stulecia Rzeczpospolita Siedmiorga Narodów: Polaków, Litwinów, Żmudzinów, Czechów, Słowaków, Węgrów oraz Rusinów sięgała tyleż daleko na południe, ileż na wschód, a swoimi wpływami politycznymi jeszcze dalej, aż ku Adriatykowi. Który to stan rzeczy z jej sąsiadów nie odpowiadał jedynie Germanom od zachodu, zmuszanym do posłuszeństwa przez księcia elektora Jaksę III, zasiadającego na tronie w Kopanicy. Południowym Słowianom sytuacja ta odpowiadała również, polscy bowiem królowie zapewniali im i prowadzonemu przez nich handlowi bezpieczeństwo od Turków. Chociaż konflikt z ostatnio wymienionymi był przewidywany, to jednak obecny sułtan, chociaż bardzo wojowniczy, nie zdobył się - jak dotąd - na naruszenie w jakikolwiek sposób władztwa i interesów Rzeczypospolitej. Co prawda, rzeszowi książęta czynili zakulisowe zabiegi, aby osłabić intrygami spoistość słowiańskiego imperium poprzez próbowanie podkreślania różnic kulturowych i budzenie  narodowych skłonności do samostanowienia, ale namiestnicy poszczególnych krain rozległego państwa nie dawali się zwieść. Przez co od czasu do czasu podnosił się krzyk, gdy po należytym przypieczeniu - lub tylko po odpowiednio długotrwałym poście w mało wygodnych lochach jednego z zamków - ten bądź tamten imć intrygant, spiskowiec albo szpieg dawał gardła pod toporem czy mieczem mistrza katowskiego rzemiosła.     Również początek wieku siedemnastego nie przyniósł jakiekolwiek zmiany na gorsze. Wielonarodowa monarchia oświecona, w której rozwój nauk społecznych służył utrzymywaniu obywatelskiej - nie tylko u braci szlacheckiej, ale także u mieszczan i chłopów - świadomości, kolejne już stulecie okazywała się odporna na zaodrzańskie wysiłki podejmowane w celu zmiany istniejącego porządku. W międzyczasie księcia Jaksę III zastąpił na tronie jego syn, Jaksa IV, pod którego rządami Rzeczpospolita przesunęła swoje wpływy dalej na zachód i na północ, ku Danii i ku Szwecji, zaczynając zamykać Bałtyk w politycznych objęciach, co jeszcze bardziej nie w smak było wspomnianym już książętom.     - Niedługo - sarkali - ten kraj będzie ośmiorga narodów, gdy Jaksa ożeni się z jedną z naszych księżniczek lub gdy nakaże mu to ich królik - umniejszali w zawistnych rozmowach majestat władcy, któremu w gruncie rzeczy podlegali. I którego wolę znosić musieli.     Toteż i znosili. Sarkając do czasu, gdy zniecierpliwiony Jaksa IV wziął przykład - rzecz jasna za cichym królewskim przyzwoleniem - przykład z Vlada Palownika, o którego postępowaniu z wrogami wyczytał niedawno z jednej z historycznych ksiąg... Cdn.      Voorhout, 24. Listopada 2024 
    • @Katie , ciekawie jest poczytać o tego typu uczuciach. A czy myślałaś o tym, żeby zrobić krótsze wersy? A może właśnie takie długie wersy spełniają jakąś funkcję w tym wierszu... .
    • Zostały nam sny Zostały nam łzy   Z poprzednich wcieleń   A prawda okazała się kłamstwem Zapisanym w pamiętniku   Tam głęboko gdzieś na strychu
    • Dziewczynie stojącej w szarych spodniach przy telefonie spadł przy rozmowie ze stopy... więzienny drewniak. Stuk było słychać sto kilometrów dalej.
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...