Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Mój przyjaciel Czas.

Czujecie ten powiew? To szalona podróż w nieznane! To najpiękniejsza perła jaką znalazłem!!!- krzyczałem jak mały chłopczyk wychylony z pędzącego auta.
Wyobrażałem sobie, że jestem na pełnym morzu w łodzi, która pędzi jak rakieta nic nie robiąc sobie z fal. Wiatr owiewał mi twarz, chłodził gorące czoło, umykał pod koszulę łopocząc rytmicznie.
Siedziałem w miękkim fotelu z czerwonej skóry. Prócz białej koszuli miałem na sobie tylko spodenki, no i... zegarek. Lubiłem chodzić boso, czuć każdy z kształtów dotykający moich stóp. Kiedy miałem dziesięć lat biegałem boso po łące łapiąc motyle. Udało mi się złapać motyla o przepięknych kształtach. Mój tato, który wtedy był jeszcze łagodny i kochany powiedział mi że to – Paź Królowej. Chyba ta świadomość istnienia motyla, który posiada imię i należy do królowej, kogoś, kto na niego czeka i tęskni spowodowała, że ostatecznie wypuściłem go wysoko pod niebo.
Kiedy Ja ostatnio byłem taki…? Czy czas płynie do przodu czy na boki?
Dlaczego nie mogę sięgnąć do tyłu?
- Nie martw się chłopie! - Czas położył mi rękę na karku jak stary kumpel. Ostatecznie znaliśmy się od urodzenia. Ubrany był w śnieżno-białą marynarkę i koszulkę polo. Elegancki jak zawsze. Był dokładnie w moim wieku, tylko jakiś, taki poważny. Schowałem głowę do wnętrza i zasunąłem okno.
Przyjrzałem mu się uważniej - nie ogoliłeś się dzisiaj?- spytałem.
Nie! – odpowiedział lekko.
Przypominał mi ojca, tego z łąki pełnej motyli. Kiedy jednak po latach alkohol wypełnił jego ciało i duszę – wzrok ojca stał się pełen beznamiętnej i tępej agresji…
Pamiętam jak dziś sygnał karetki pogotowia i białą, matową szybę przed moimi oczami. Krew wyciekała spod bandaży i kapała z mojego czoła a przerażona babcia trzymała mnie za rękę szepcząc – o mój Boże, o mój Boże!
Zamierzam dzisiaj wykonać najważniejszą czynność w Twoim życiu – odezwał się Czas.
Pokiwałem głową, ale nie powiedziałem nic. Widziałem, że dowiem się w swoim czasie. Czułem jak samochód nabiera prędkości. Z sekundy na sekundę coraz szybciej pędziliśmy przez ulice miasta.
Tylko mnie nie zabij ! – krzyknąłem do niego.
Pokiwał głową na boki - nie słyszę Cię – krzyknął, kręcąc kierownicą przy kolejnym zakręcie.
NIE ZABIJ MNIE ! – wrzasnąłem ile sił, kiedy o mało nie huknęliśmy w ścianę.
Wyrosła przed nami jakby spadła z nieba.
Pasy szarpnęły mną i świat zawirował milionem rozmazanych barw. Zanim ucichł pisk opon staliśmy dymiąc jak parowóz a resztki kurzu przesyconego światłem opadały powoli na ziemię.
Ściana była czerwona i obsmarowana tysiącami małych i dużych napisików. Z trudem otworzyłem drzwi- zacinały się odkąd mój ojciec nie zauważył grubasa na harleju. Stanąłem prostując obolałe plecy.
To graffiti – profesorskim tonem powiedział Czas podchodząc do ściany.
Zobacz tutaj – pochylił się nisko i odkurzył palcami małe literki. Roztrącając resztki kurzu podszedłem do ściany. Przykucnąłem. Napis był stary. Ten, kto go namalował, używał chyba lewej ręki. Był wykonany z zadziwiającą starannością dbałością o szczegóły. Bardziej jednak zdumiała mnie treść.
No to on chyba już nie żyje - mruknąłem pod nosem.
Pewnie tak, jego czas już minął – zaśmiał się z lekką ironią Czas.
Ale ja z tobą jeszcze nie skończyłem! – jego biały garnitur lśnił w słońcu.
Tylko spróbuj! – pogroziłem palcem i wyciągnąłem spray.
Wiedziałem po co ty przyjechaliśmy. Patrzyłem na napisy w niezliczonych i nieznanych mi językach. Wszystkie liczyły nie więcej niż kilka, no może kilkanaście słów. W końcu trudno mi było określić niektóre wschodnie hieroglify. Musiałem zostawić kilka słów od siebie.
Ale tylko kilka? Kilka słów najważniejszych w moim życiu. Mógłbym napisać o swojej tęsknocie za łagodnym i dobrym tatą, który zniknął nagle i zostawił po sobie zimna pustkę. Mógłbym napisać o mojej mamie, łagodnej i kruchej istocie, która oprócz miłości nie umiała nic więcej zaoferować. Nie potrafiła poukładać świata, uporządkować zwykłych przedmiotów wokół naszej rodziny, nie umiała obronić siebie ani mnie – przed ciosami szaleństwa. Szaleństwa zrodzonego w cierpiącym umyśle mojego pijanego ojca. Poczułem ołowianą wagę tej chwili.
Kilka słów. Dla potomnych.
Czas nadstawił twarz do słońca i grzał się w jego promieniach.
Nie śpiesz się- mruknął – masz czas – znowu się zaśmiał. Widać było po nim, że nigdzie mu nie śpieszno.
Sam siebie, nie przegonisz- zwykł mawiać w takich momentach.
Kilka słów na ścianie Radości i Cierpienia, na ścianie Narodzin i Umierania, na ścianie Ludzkiego Losu… Czułem jak mi drętwieją dłonie.
Czas stał zasłuchany w ciszę przerywaną syczeniem mojego spraya. Oddychając powoli i głęboko grzał policzki na słońcu. Pachniało rozgrzaną cegłą i kwaśną wonią rozpuszczalnika.
Już! Szturchnąłem go w ramię.
Już napisałem!
To co? lecimy ? Czas energicznie ruszył do przodu.
Nie przeczytasz ? Zdziwiony złapałem go za rękaw.
A! jasne! – uprzejmie rzekł Czas jakby chodziło o wyświadczenie drobnej przysługi w zamian za otrzymaną grzeczność.
Spojrzał nie zmieniając wyrazu twarzy.
Fajne! Skomentował i ruszył raźno w stronę samochodu.
Stałem dalej i patrzyłem na swój napis. I to wszystko, już? cały komentarz?
Czytałem go znowu…i znowu.
To miały być najważniejsze słowa w moim życiu.
Sam powiedziałeś – najważniejsza czynność w Twoim życiu- mruknąłem pod nosem.
Ale on już mnie nie słyszał, siedział za kierownicą w samochodzie.
Idziesz ? – usłyszałem jakby z oddali.
No tak. Czas mi ucieka…

Opublikowano

Przyznam, że zrobiły na mnie duże wrażenie bardzo jasno sprecyzowane oczekiwania wobec komentujących Twoje teksty - ale jednocześnie mocno mnie speszyły. Nie czuję się na siłach żeby odnieść się równocześnie do: (pozwól, że zacytuję)
- konstrukcji tekstu,
- stylistyki,
- różnorodności wypowiedzi,
- spójności lub niespójności tekstu,
- sensu lub bezsensu w umieszczaniu różnych manipulacji językowych,
- pomysłu na fabułę,
- dynamiki akcji opisanej w tekście,
- budowania lub braku napięcia,
- stopnia zainteresowania czytelnika tym co się dzieje w tekście,
- używanie przenośni, porównań, określonego szyku wyrazów,
- gramatyki, ortografii, interpunkcji.

Mogę tylko powiedzieć, że Twój tekst mnie zainteresował i czytałam go z przyjemnością, aczkolwiek kilka sformułowań zgrzytnęło mi w uchu - za sprawą następujących zdań:

1) "Wyobrażałem sobie, że jestem na pełnym morzu w super szybkiej łodzi, która pędzi przez drobne fale z prędkością rakiety." - usunęłabym "drobne"
2) "Czas położył swoją rękę na moim karku jak stary kumpel". zmieniłabym na "Czas położył mi rękę na karku jak stary kumpel"
3) "Był dokładnie w moim wieku, tylko jakiś … taki poważny." usunęłabym wielokropek
4) "Pokiwał niemo głową na boki " usunęłabym "niemo"
5) " No to on chyba już nie żyje - szepnąłem pod nosem" - raczej używa się chyba "mruknąć pod nosem"
6) "Skomentował i poszedł raźno przede mną stronę samochodu." zmieniłabym na "Skomentował i ruszył raźno w stronę samochodu"
7) "Stałem dalej i ciągle patrzyłem na swój napis." usunęłabym "dalej" albo "ciągle"

Ponadto:
1) Przeczytaj sobie jeden z ostatnich komentarzy autorstwa UFO do mojego tekstu "Kury cz. I." - znajdziesz tam zasady używania dużych i małych liter oraz kropek przy dialogach. Następnie wykorzystaj je do poprawienia wielu dialogów w tym tekście.
2) Jeden znak zapytania wystarczy. Dwa są zbędne. To samo dotyczy wykrzykników.

Pozdrawiam - Ania

Opublikowano

no tak, Ania wtargnęła i jak zwykle wszystko popoprawiała, nie zostawiając prawie nic. najbardziej zgadzam się w kwestii znaków zapytania i wykrzykników- jeden albo trzy, innej ewentualności nie ma, oraz w kwestii pana wymagań co do oceny tekstu. bardzo dużo wymagań, może uchwycę co nieco.

muszę się przyznać, że niezbyt podoba mi się akcja- trochę zbyt wyszukana, ale uchwycona zbyt dosłownie, bez zagłębiania się w psychikę naszego bohatera. innymi słowy- idzie pan po powierzchni. tak, wiem, to krótkie opowiadanie i nie ma na to miejsca, ale bohater jest według mnie trochę zbyt bezbarwny.

następne, czego się przyczepię, to interpunkcja szarpana za nerwy. czasem zdarzał się nawet brak kropki, dosyć interesujące zjawisko- "Ale Ja z Tobą jeszcze nie skończyłem! – jego biały garnitur lśnił w słońcu". no i do tego to, co mówi UFO- raczej nie powinno się pisać zaimków osobowych z dużej litery, ale rozumiem, że chodzi o czas, więc daruję. Czas to Czas, nie ma się co czepiać.

następnie- zdecydowana przewaga zdań pojedynczych, rozbudowanych bądź też nie, co sprawia wrażenie rozstrzelenia, nieuporządkowania myśli przez autora. dalej, co do zdań, przedstawiam kilka, które kłują w oczy, i od razu poprawiam według własnego uznania.
1."Ten co go pisał, używał chyba lewej ręki. Bardziej mnie zdumiała treść."- "Ten, który go napisał, używał chyba lewej ręki. Bardziej jednak zdumiała mnie treść."
2."To co lecimy ?"- "To co? Lecimy?", "To co- lecimy?"
3."Skomentował i poszedł raźno przede mną stronę samochodu."- "Skomentował i poprowadził mnie raźno w stronę samochodu".
itd. itp.

to, co należy poprawić przede wszystkim, to interpunkcja. z tego, co wiem, nie należy robić spacji przed kropką kończącą zdanie (bądź wykrzyknikiem, bądź znakiem zapytania).

co do konstrukcji i dynamiki tekstu, nie mogę się jako tako przyczepić. owszem, czyta się z zainteresowaniem, może nie gryząc paznokcie, ale jest dobrze, przez tekst się płynie.

znowu to, co przeszkadza mi najbardziej, to interpunkcja. w poprzednim tekście lawina wielokropków, w tym- nieudolne, niejasne stosowanie znaków.

mam nadzieję, że tym razem podołałam choć części pańskich wymagań. byłabym wdzięczna za komentarz, czy to właśnie takich komentarzy pan oczekuje.

Opublikowano

1) "Czujecie ten powiew?? To szalona podróż w nieznane! To najpiękniejsza perła jaką znalazłem!!" - zgodnie z polską pisownią powinniśmy stawiać albo jeden albo trzy znaki zapytania. To samo tyczy się wykrzykników.
2) "drobne fale " - po pierwsze: nie brzmi, po drugie: tak się nie mówi. (Wiem coś o tym. Mieszkam nad morzem już ponad trzydzieści lat.). Lepiej może jakbyś napisał o szybkiej łodzi, która nic nie robiła sobie z fal.
3) " Wiatr owiewał mi twarz i chłodził gorące czoło." - Moim zdaniem, lepiej zamiast "i" postawić przecinek bądź myślnik. Jako, że chłodzenie czoła jest skutkiem owiewania twarzy.
4) "Miałem na sobie tylko spodenki i zegarek" - Zdanie niby poprawne, jednak brzmi nieco śmiesznie, gdyż zegarek przestaje być przyrządem a staje się oddzieniem. Proponuję zmienić na coś w rodzaju: Miałem na sobie tylko spodenki, no i... zegarek.
5) "Czas ubrany był w śnieżno-białą marynarkę i koszulkę polo. " - Tutaj usunąłbym słowo "czas". Lepiej będzie się czytało, gdyż wiadomo o kim jest mowa.
6)"Był dokładnie w moim wieku, tylko jakiś … taki poważny.
Przyjrzałem mu się dokładnie" - Dwa razy użyłeś słowa "dokładnie". Może w drugim zdaniu użyć jakiegoś synonimu, np: "Przyjrzałem mu się uważnie"?
7) Dobrze byłoby jakbyś napisał, że bohater schował głowę do wnętrza pojazdu, by usłyszeć co mówi do niego Czas, bo z tekstu wynika, że bohater przygląda się Czasowi będąc wciąż wychylonym przez okno. Chodzi mi o uwiarygodnienie sytuacji. W zasadzie był to główny mój zarzut do poprzedniego Twojego tekstu, który moim zdaniem był zbyt papierowy. Niestety, jak zauważyłem, mojej uwagi wówczas nie zrozumiałeś, a to właśnie miałem na myśli, pytając, co takiego stawiającego opór zębom było w duszach, że powodowało głośne pożeranie.
8)"Pędziliśmy przez ulice miasta z zawrotną prędkością i przyśpieszaliśmy coraz bardziej."
- Zdanie nie brzmi, gdyż idealizując zdanie otrzymujemy: pędziliśmy i przyśpieszaliśmy. Lepiej napisać coś w tym rodzaju: Z sekundy na sekundę coraz szybciej pędziliśmy przez ulice miasta.
9) "wrzasnąłem ile sił i o mało nie huknęliśmy w ścianę." - Zdanie tworzy wrażenie, że nie huknęli w ścianę, dlatego iż jeden z bohaterów wrzasnął ile sił. Lepiej: wrzasnąłem ile sił, kiedy o mało nie huknęliśmy w ścianę - lub: wrzasnąłem ile sił, tuż przed tym, kiedy o mało nie huknęliśmy w ścianę.
10) "Zanim ucichł pisk opon staliśmy dymiąc jak parowóz a resztki światła opadały powoli na ziemię." - O jakie światło chodzi? Nie rozumiem.
11) "Przykucnąłem." - Przed chwilą mało nie stuknęli w ścianę, pasy bezpieczeństwa tak szarpnęły głównym bohaterem, że ten zobaczył aż 12341 gwiadek przed oczami - i nagle w Twoim opowiadaniu pojawił się przed ścianą w pozycji kucącej i zaczął przyglądać się napisom? Bardzo to papierowe. Opisz, jak wychodził z samochodu. Jak w momencie kucania zakręciło mu się w głowie itp. Można świetnie to opisać, uprawdopodobnić historię. Tymczasem robisz coś przeciwnego - podrzynasz gardło własnemu opowiadaniu.
12)"Ten co go pisał, używał chyba lewej ręki. Bardziej mnie zdumiała treść. " - Bardziej od czego treść zdumiewała? Nie rozumiem.
13) "No to on chyba już nie żyje - szepnąłem pod nosem.
Pewnie tak, jego czas już nadszedł " - lepiej: jego czas należy już do historii bądź przeszłości. "Jego czas nadszedł" - moim zdaniem sugeruje, że dopiero ten ktoś umrze.
14) "Musiałem zostawić kilka słów. Ale tylko kilka ? Poczułem ołowianą wagę tej chwili." - To zdanie ze znakiem zapytania jest skierowane do czytelnika, czy do Czasu w opowiadaniu? Sprecyzuj wypowiedź.
15) "...znowu się zaśmiał i stał milczący i zadowolony." - przeczytaj sobie na głos to zdanie.
16)"Grzał policzki w słońcu i oddychał powoli i głęboko." - Jak w punkcie 15 tym. Duzo lepiej byłoby jakbyś napisał: Oddychając powoli i głęboko grzał policzki na słońcu.
17) "To co lecimy ?" - Nie dajemy spacji przed znakiem kończącym zdanie.
18) "Czas jakby chodziło o bułki w sklepie." - zdanie do poprawki
19) "Skomentował i poszedł raźno przede mną stronę samochodu." - Wystarczy: skomentował i ruszył raźno w stronę samochodu. "przede mną" jest całkowicie zbędne, gdyż kolejne zdanie wszystko wyjaśnia.
20) "Idziesz ? – usłyszałem z oddali. " - Dlaczego z oddali, skoro samochód mało nie wbił się w ścianę? Lepiej: "jakby z oddali"

Moim zdaniem, podobnie jak pierwszy Twój tekst, tak i ten jest bardzo papierowy. Nie starasz się o uprawdopodobnienie sytuacji. Poza tym sporo w tekście niechlujności. Wygląda jakbyś po napisaniu opowiadania juz go nie czytał i nie poprawiał.
Pozdrawiam

Opublikowano

Aż mi się w głowei zakręciło od ilości informacji. Bardzo, bardzo dziękuję wszystkim komentującym. To na prawdę mnóstwo roboty. Myślę sobie, że nawet więcej niz ja włożyłem w napisanie opowiadania. :) Teraz skupię się na przyswojeniu tego co piszecie. Nie daje mi spokoju pewna myśl, którą przeczytałem tutaj na forum. Pewnie nie zacytuję jej dokładnie. Brzmi ona - to co ja czuję i widzę, i jestem przekonany, że włożyłem w swój tekst, wcale nie musi być tym co poczuje i zobaczy czytający- wprost przeciwnie. Zaczynam odkrywać wartość słowa i próbuję zobaczyć je z drugiej strony. Strony czytającego. Cholercia! ale jakie to trudne... już lepiej pisać do szuflady to co kocham, przy pomocy słów, które uwielbiam i mieć w nosie publikowanie. Najwyżej umrę na starość zadowolony z samego siebie z całą szufladą papierzysk :)

Opublikowano

akceptuję takie podejście, mam jednak wrażenie, że po napisaniu należy obejrzeć tekst, poprawić błędy, jak coś nie leży- przemyśleć, i tyle. to nie jest trudne. ważna jest także koncepcja, pomysł na opowiadanie. bo nawet najlepiej napisany tekst, ale bez pomysłu, nie wciągnie. proszę od siebie, prywatnie, nie zrażać się. pisać, czytać i myśleć.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Dziękuję. O to mi właśnie chodzi. Wolę używać formy - Ty. Mam na imię Darek. To są bardzo cenne uwagi. Jestem mocno związany z tekstem. Związany emocjonalnie. Kiedy czytam Twój komentarz nabieram dystansu do tego co napisałem i zaczynam widzieć tekst oczami czytającego (Twoimi). A propos jaki masz kolor oczu ? :)
To dla mnie ogromne odkrycie, że ktoś czyta mój tekst i nie czuje tego co ja, i nie zna moich intencji. Wiem że to dziecinada ale na to mi teraz wychodzi. Czytelnik odbiera rónież poprzez interpunkcję, stylistykę, szyk wyrazów i złożoność zdań. Ja się nie zastanawiam tylko gnam z tekstem na przełaj niecierpliwie i za jednym zamachem. Dziękuję i Pozdrawiam.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Abi wyciągnęła list ze skrzynki pocztowej, a delikatna faktura koperty w dłoniach przywołała uczucie czegoś niemal sakralnego – przesyłka była starannie przygotowana, a pismo tak piękne i precyzyjne, że od razu można było wyczuć w nim emocje nadawcy. List zaadresowano do Noela.

      – Ciekawe, od kogo…? – mruknęła do siebie, obracając kopertę w dłoniach z lekką nutą zazdrości. „Może od koleżanki? A może od kogoś, kogo kocha?” – zastanawiała się.

      Przez głowę przemknęła jej nieoczekiwana myśl: „Do tej pory nawet nie zdawałam sobie sprawy, jak bardzo polubiłam Noela…”

      Łączyła ich niewidzialna więź. Czasem wystarczyło jedno spojrzenie, by wszystko zrozumieć. Takie milczące porozumienie, które nie potrzebowało słów.

      Po powrocie do domu położyła list na stoliku w holu, ale ciekawość nie dawała jej spokoju. Postanowiła jak najszybciej przekazać go adresatowi.

      – Pójdziemy na spacer, co? – zwróciła się do Lisy, a ona natychmiast podniosła głowę, merdając ogonem w odpowiedzi.

      Już od dawna planowała założyć tę piękną błękitną sukienkę kupioną razem z Zoe, ale jakoś nigdy nie nadarzyła się odpowiednia okazja. Spotkanie z Noelem wywoływało lekkie drżenie jej serca i zdawało się doskonałym powodem do założenia kreacji.

      Przyjaciółki niedawno były na zakupach i kiedy Zoe dostrzegła w oknie wystawowym to cudo, wykrzyknęła z zachwytem:

      – Koniecznie musisz ją mieć! Gdy Noel cię w niej zobaczy, oszaleje z zachwytu!

      Abi uśmiechnęła się lekko, przeglądając się w lustrze. Już sama świadomość, że Noel zobaczy ją w zwiewnej sukience, a nie w szpitalnym uniformie, sprawiała, że jej serce podskakiwało z radości. Czuła w sobie coś więcej niż zwykłą radość – subtelny dreszcz sugerujący, że zaczyna jej zależeć na tym, by spodobać się właśnie jemu.

      Postrzegała Noela jako sympatycznego, ciepłego i wesołego chłopaka. Nie mogła dokładnie określić, co najbardziej przyciągało ją do niego – czy była to jego aura, dostrzegała podczas procesu zdrowienia i nabierająca powoli pięknych, delikatnych odcieni, czy może po prostu rodząca się między nimi więź. Każde spojrzenie, każdy drobny gest Noela sprawiały, że serce Abi zaczynało bić szybciej, a w jej głowie rodziły się ciche pragnienia.

      Zoe żartowała z typową dla siebie lekkością: „Właśnie tak jest, kiedy się kogoś kocha”. Abi uśmiechnęła się pod nosem, wiedząc, że jeszcze nie jest gotowa przyznać się do swoich uczuć, nawet przed sobą. Przecież nigdy wcześniej nie kochała w ten sposób – oprócz rodziców, ale to zupełnie coś innego. Klark był dla niej bardziej jak przyjaciel i opiekun, dawał poczucie bezpieczeństwa. Z Noelem czuła delikatną iskrę sympatii, może nawet pierwszy płomyczek miłości, której jeszcze nie odważyła się w sobie odkryć.

      Szła teraz dumnie ulicą, trzymając Lisę na smyczy, a w jej wnętrzu tliło się ciche podekscytowanie. Czy naprawdę zauważał jej drobne gesty? Czy dostrzegał radość, którą emanowała, czy to tylko jej wyobraźnia, podsycana ciepłem emocji? Wszystko wydawało się możliwe, a ona pozwalała sobie na tę subtelną euforię.

      Promieniowała szczęściem i spokojem, każdy krok niósł poczucie harmonii i nadziei. 

      „Tak mogłoby być wiecznie” – pomyślała, pozwalając sobie na krótkie, słodkie marzenie o tym, że świat wokół niej zawsze będzie tak pełen ciepła i drobnych radości.

      Kiedy dotarły do kliniki, Abi poczuła lekkie mrowienie w brzuchu. 

      Pewnym krokiem weszła do pokoju Noela, a jej serce przyspieszyło rytm. Lisa podskoczyła radośnie, witając się z chłopakiem, a potem spokojnie usiadła, obserwując panią z uważnością typową dla swojego wrażliwego charakteru.

      – Cześć, Noel – powiedziała cicho, uśmiechając się, choć nie mogła powstrzymać lekkiego drżenia w głosie. – Mam coś dla ciebie…

      Noel nie mógł powstrzymać zachwytu, kiedy ją zobaczył:

      – Dzień dobry, księżniczko! Co zrobiłaś z moją przyjaciółką?

      – Wariat! Halo, to ja, ta sama Abi – odparła radośnie, siadając przy łóżku.

      – Niby ta sama, a jednak inna… – Uśmiechnął się rozbrajająco.

      Uśmiech Noela był pełen zachwytu, niemal nieziemski. W jego oczach pojawiła się czułość i podziw, jakby zobaczył coś najpiękniejszego na świecie.

      Abi podała mu przesyłkę

      – Zobacz, to może być coś ważnego.

      Patrzyła, jak powoli chwyta kopertę, jak wpatruje się w jej oczy, szukając wyjaśnienia, zanim jeszcze przeczyta słowa adresowane do niego.

      Noel zaczął powoli czytać list, jego wzrok ślizgał się po starannym, pełnym emocji piśmie. Abi stała tuż obok, widziała, jak na jego twarzy pojawia się kalejdoskop uczuć: zaskoczenie, wzruszenie, a gdzieś w tle – delikatna nuta radości i ulgi. Dawno tłumione emocje zaczęły przebijać się na zewnątrz, a każda z nich potwierdzała wagę tego, co trzymał w dłoniach.

      Kiedy przeczytał ostatnie słowa, jego ręka opadła bezwładnie na łóżko, a oczy zaszkliły się. Spod powiek powoli spływały łzy, które łagodnie sunąc po policzkach. Nie był przygotowany na taką wiadomość – wyznanie łączące w sobie skruchę, miłość i nadzieję.

      Widząc jego wzruszenie, Abi pochyliła się nieco, delikatnie obejmując jego dłoń swoimi palcami. 

      Poczuła nie tylko współczucie, lecz także coś głębszego, ciepłego – sympatię, która zaczynała przekształcać się w subtelną bliskość. W tej chwili nie musiała wypowiadać słów, bo wszystko, co czuła, było wyraźnie obecne w jej spojrzeniu, w delikatnym uśmiechu, w sposobie, w jaki delikatnie trzymała jego rękę.

      Noel spojrzał na nią i odnalazł w jej oczach bezpieczeństwo, zrozumienie i ciepło, którego brakowało mu przez całe życie. I choć dopiero odkrywał własne emocje, to Abi poczuła, że ta chwila – ich wspólna, cicha bliskość – staje się początkiem czegoś niezwykłego.

      – Wszystko dobrze? – zapytała łagodnie, a w jej głosie pobrzmiewała troska i subtelna nuta ciepła.

      – Tak… – odpowiedział, ocierając łzy. – Nawet nie wiesz, jak bardzo dobrze… – Zawahał się, a potem spojrzał na nią z delikatnym uśmiechem. – Przeczytaj to, proszę.

      Kochany Syneczku.

      Bardzo długo zbierałam się na odwagę, żeby napisać ten list. 

      Nawet nie wiem, czy będziesz w ogóle chciał go przeczytać. Masz pełne prawo podrzeć go i wyrzucić już teraz. Żywię jednak cichą nadzieję, że zrobisz to dopiero po doczytaniu do końca. 

      Tak trudno mi ubrać w słowa to, co czuję. Pragnę tylko, żebyś wiedział, jak bardzo mi przykro. Nawet nie mogę sobie wyobrazić jak mocno zraniłam Cię swoim nagłym odejściem. Wtedy postrzegałam tę kwestię zupełnie inaczej i najważniejsze było dla mnie moje szczęście. 

      Dzisiaj już wiem, jak bardzo byłam samolubna i obojętna na uczucia innych. Odchodząc od Was popełniłam największy błąd mojego życia, ale czasu już nie cofnę i muszę żyć z tą świadomością do końca moich dni. 

      Nie proszę o przebaczenie, bo na nie nie zasługuję. Chcę tylko, żebyś wiedział, że cały ten czas byłeś zawsze w moim sercu, jako jedyna i prawdziwa miłość mojego życia. Brak kontaktu z mojej strony podyktowany był olbrzymim wstydem za czyn, którego się dopuściłam. Przez te wszystkie lata czułam się niegodna Twojej miłości, ale nosząc Cię w sercu żywiłam nadzieję, że wiedzie Ci się dobrze i że jesteś zdrowy. 

      Już od dawna zbierałam się na odwagę, by nawiązać z Tobą kontakt i pomógł mi w tym sen, który bardzo mnie zaniepokoił. Nie mogłam już dłużej zwlekać. 

      Nie wiem nawet, czy jeszcze mieszkasz z tatą, czy się przeprowadziłeś... 

      Ja nie jestem już z tym mężczyzną. Wynajmuję teraz mieszkanie w kamienicy mojej przyjaciółki Mai, zapewne ją pamiętasz. 

      Jest jeszcze coś bardzo ważnego, co powinnam powiedzieć Ci już dawno temu. Masz przyrodnią siostrę Karin, ona wie o Twoim istnieniu i często pyta o Ciebie. Moim jedynym marzeniem jest, żebyście mogli się kiedyś spotkać, poznać i porozmawiać. Odebrałam Wam tyle pięknych i szczęśliwych lat razem, ale może nie wszystko jeszcze stracone…

      Kocham Cię bardzo

      Mama

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach

  • Popularne aktualnie



×
×
  • Dodaj nową pozycję...