Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Czy rozmiar ma znaczenie?


Rekomendowane odpowiedzi

  • 1 rok później...

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Migrena zgadzasz się, że to paradoks? Słowa składają się na wizję naturalistyczną, a nie subtelne niedomówienie "moje dłonie nie pytają wchodzą w ciebie jak łom w zardzewiały zamek" przepraszam ...to nieporozumienie...  
    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      Dziękuję za komentarz....Wiola zajęta, bo Wola ( Wiola inaczej) przeludniona....;)....Pod wierszem masz "Zamknij lub usuń" - dając "Zamknij" blokujesz utwór :) Pozdrawiam
    • @Poet Ka   wczesną wiosną :)   w zaułkach wielkiego miasta.   na przykład widzianych oczami Leopolda Tyrmanda w powieści ZŁY, albo Jana Gerharda w powiesci NIECIERPLIWOŚĆ.   mam nadzieję, że lato przyniesie ukojenie :)   chociaż pewności nie mam :)   bo bzy i jaśminy.........  
    • Trochę inna wersja, dawnego tekstu.     Serce zaciska pulsującą pięść na gładkim sztylecie. Drgania ostrza, przekazane przez rękę mordercy, natychmiast nieruchomieją. Jest teraz płynne i zostaje wchłonięte. Wzmocnia siłę. Król wszystkich mięśni, czuje satysfakcje. W ułamku sekundy, konstruuje, dwa dodatkowe ostrza. Wchodzą prosto w napastnika. Poprzez wilgotne gałki oczne, przebijają mózg, by wyjść po drugiej stronie. Nawet nie zauważa, że zginął.   Ono zasklepia ranę. Przykucnięte pod ścianą, czeka cierpliwie. Nie wie kim jest, oraz w jakim celu. Mrok spowija zaułek. Zaczyna fazę kontrolowanego letargu. Po jakimś czasie, podchodzą podłużne cienie. Oświetlone z tyłu słabym światłem, przyszły szukać jedzenia.    Wokół słychać krótkotrwałe dźwięki. Ustają po kilku sekundach. Nadawcy owych, trafieni błękitnymi promieniami, celnie i skutecznie, zostają rozszarpani na malutkie kawałeczki. Po chwili są nową całością. Ono zyskuje sługę, o nieokreślonym wyglądzie. To jednak nie ma żadnego znaczenia. Tylko przydatność w określonej sytuacji. Dopóki jest potrzebny. Taki, a nie inny.   Mały chłopczyk, chłonie otczenie wszystkimi zmysłami. Pierwszy raz w życiu, odczuwa taką fascynującą, estetyczną radość. Błękit nieba, żółte słońce, kolorowe kwiaty, śpiew ptaków, robi na nim, wielkie wrażenie. Rzeczywiście, banalne to i rzec by można – przejedzone. A jednak cała okolica, ma w sobie to coś tajemniczego, co zaciekawia zmysły. Cieszy harmonią współistnienia. Chłopczyk popada w taki niesamowity zachwyt, że nie wie, co najpierw oglądać i gdzie najpierw iść. W końcu podąża przed siebie.   Koniec letargu. Nie pamięta dokładnie zdarzeń poprzedzających. Zaułek nadal ciemny. Miejsce nie wygląda zachęcająco. Dostrzega sługę. Kuca oparty o ścianę. Z owłosionych ust, zwisa ludzka ręka, w zaawansowanym stadium rozkładu. Widocznie gdzieś wygrzebał lub znalazł. Wszędzie śmierdzą, resztki czegoś, trudnego do określenia, na podobieństwo, mięsa, skóry, kłaków i kości.    Stwory nie poznały w nim swoich braci. Zjadały resztki. Nie odganiał ich. Nie chciał krzywdzić tego, z czego powstał. Widzi, że Ono siedzi spokojnie. Wybudzone z letargu, patrzy wprost na niego. Sługa nie myśli za bardzo, co oznacza ów wzrok. Coś mu w tym zawadza.   Wędrówka pomiędzy kolorowymi kwiatami, które nagle wyrosły, wzdłuż czystego, szumiącego strumienia, jeszcze bardziej zachwyca umysł chłopca. Promienie słoneczne, śmiesznie migoczą na delikatnych falach. Malują pływające świetliki. Miniaturowe gwiazdy, rzucone na taflę wody, kryją obraz ozdobionego nieba. Nawet pajęczyny, utkane to tu, to tam, wyglądają, jak zrobione z delikatnych anielskich włosów.     Gdzieś wysoko, pod baldachimem, nakrapianym białymi chmurkami, skowronek śpiewa swoją pieśń. Jednak coś nie tak z tym śpiewem. Ni stąd ni zowąd, ciemna chmura zasłania słońce. Chłopiec słyszy miękkie, martwe plaśnięcie. Wokół nastaje cisza. Tylko bicie własnego serca, szepcze cichym stukaniem, linię życia.    Nieopodal dostrzega, ładną przytulną piaskownicę. Pełna złotego piasku, roztacza nad sobą, delikatną aurę, o barwie słodkich pomarańczy. Nieruchoma zabawka, drewniany pognieciony karawan, spoczywa w tajemniczej poświacie. Migoczące świetliki, tańczą na maleńkich, figlarnych ziarenkach oraz w martwych źrenicach, widocznych w otwartej trumnie.   Ono ze swoim sługą, nie ustaje w drodze. Sługa coraz intensywniej odczuwa głód, a tym samym, zjedzenia czegokolwiek. Wyrwa sobie jedną z łap. Jeszcze pięć zostaje. Idzie na czterech, a w piątej trzyma szóstą łapę, obgryzając ze wszystkich stron. Słychać głośne trzaski, gdy chrupie kości. Nie dziwi go fakt, że nie odczuwał bólu, przy wyrywaniu. Widocznie już takim jest. Ono, jego Pan, wędruje przed nim. Nie patrzy za siebie. Wie, że wierny sługa, pozostanie wiernym. Dostrzega małą postać, stojącą pośród kwiatów. Złoty odblask piasku, razi go w oczy.    Chłopiec zachwycony widokiem piaskownicy, wchodzi do wewnątrz. Niechcący rozdeptuje zabawkę, barwiąc jej szczątki, na czerwono. Jednocześnie znajduje popsute łopatki, wiaderka i tym podobne rzeczy. Nie martwi go to. Kolor piasku jest taki przepiękny, że mógłby w nim siedzieć do końca życia. Postanawia ulepić coś wspaniałego. Pokonuje wiele razy, tam i z powrotem, drogę do strumyczka. Przynoszona woda, nie przecieka, pomiędzy palcami. Wlewa ją do piasku i miesza. Dość długo konstruuje wspaniałą budowlę. Aż w końcu, złoty zamek, błyszczy w przyćmionym słońcu. Wystarczy dopracować szczegóły.   Sługa ze swoim Panem, stoi kilka kroków za nim. Chłopiec nieświadomy towarzystwa, cieszy oczy, widokiem tego, czego jest autorem. Majstruje przy drzwiach i oknach, by ulepić ozdobne i potrzebne drobiazgi. Małą gałązką miotełkową, wygładza nieduże parapety, trójkątnych okien. Rzeźbi klamki i wierci paluchem, dziurki do kluczy, na wielkich drzwiach wejściowych. Ozdabia je małymi kamyczkami, oraz maleńką, ozdobnie okrwawioną czaszką. Zwyczajową wisienką na torcie. Finalnym wieńcem. Wygrzebał ją, spod resztek karawanu, odrywając od tułowia. Odchodzi kawałek i ponownie, z uśmiechem na ustach, spogląda, na to co stworzył. Wyobraża sobie, że błyszczące brylanty, zdobią jego dzieło.     Atak następuje zupełnie niespodziewanie. Z wielkiej bramy zamku, wylatują pomarańczowe błyskawice. Wirujące ogniste pętle. Niewielkie, ale rosą bardzo szybko. Zewsząd słychać wrzące, wilgotne syczenie. Chłopiec w pierwszej chwili nie świadomy w pełni zagrożenia, odruchowo wyskakuje z piaskownicy, chcąc uciekać. Niestety, napotka śmierdzącą, ruchomą ścianę. Kłębowisko drgających szczątków.    Sługa atakuje wirującego wroga. Świdrujący swąd palonego mięsa, błyskawicznie rozprzestrzenia nieprzyjemny zapach. Wtem wszystkie ogniste pętle, atakują jego Pana. Atakowany prawie tego nie zauważa Pochłania je wszystkie, z głośnym beknięciem.    Nastaje cisza i dziwna zmiana otoczenia. Tylko gdzieniegdzie, słychać przygasające skwierczenie. Chłopiec stoi wtulony w obrzydliwą istotę, która na dodatek, okropnie cuchnie, jakby w pewnym rozproszeniu. Ono zaczyna inaczej myśleć. Wokół biega stado zdezorientowanych.          
    • @Migrena zgranie z rytmem, żeby przetrwać, katastrofie przeciwstawiona rozpaczliwa walka o przetrwanie, która ma w sobie niewiele z estetyki aktu... @Migrena i tak bywa wiosną

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      @Migrena opis jest bliższy Tanatosowi, niż Erosowi. Ta dionizyjskość osiągając swoje apogeum, paradoksalnie oddala się od apollińskiej nadziei przetrwania i zbliża do Tuwimowskiego naturalizm, w tym tkwi paradoks. Przepraszam:(
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...