Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Jadłem jakiś czas temu jajka sadzone na obiad, z pomidorami i razowym chlebem, gdy nagle spostrzegłem, że dzieje się z moim życiem coś dziwnego. Początkowo nie przejąłem się wcale, jajka są przecież zdrowe, a następnego dnia miałem sprawdzian, więc poszedłem i napisałem, potem byłem na piwie z Iwem, ale niestety, proces następował. Kupiłem więc paczkę papierosów i ołówek i poszedłem do pubu, a tam w toalecie ołówkiem napisałem "ontologia", po czym poprosiłem o ogień i zapaliłem, ale nie pomogło. Poszedłem więc spać i jak wstałem, to na biurku stała już kawa, i zaraz też szlafrok włożył się na mnie i zawiązał, i krzesło usadowiło mnie na sobie, i artykuły na Onecie zaczęły mi się czytać, jeden za drugim, czytały mi się rewolucje i rezolucje i kontrybucje, a zaraz wepchnęło mi się też porno, onanizacje i polucje. Tak to z grubsza trwało do soboty, a w sobotę przyszedł Iwo i spytał czy nie mam może ochoty na spółkowanie intelektualne. Poszliśmy zatem na fajkę wodną i spółkowaliśmy intelektualnie metodą etylowo-werbalną, ja świadomie i głęboko, on zaś podobnie, po czym nie chciał spać u mnie więc pożegnaliśmy się. Wszedłem do domu z pewną obawą i nie myliłem się, bo już siedziałem przed komputerem w szlafroku i waliłem konia, a godzina też była o trzy godziny późniejsza. W tej sytuacji uznałem że jestem naprawdę bardzo zdenerwowany, w związku z czym nie podjąłem żadnych działań. Dopiero wtedy nastąpił przełom. W poniedziałek poszedłem do szkoły odmieniony i natychmiast, z miejsca, bez wahania, byle tylko nie stracić momentu pędu i nie zwątpić w siebie, zwróciłem się do Pauliny, męsko i z determinacją:
- Jak tam weekend?
Zaś ona wówczas obrzuciła mnie spojrzeniem, w którym zawierało się dwoje oczu i trochę powiek zakończonych rzęsami, i odparła:
- A prężnie.
Na co ja uśmiechnąłem się uśmiechem wyrażającym napięcie mięśni twarzy, i z całą stanowczością jąłem kontynuować, i ona też chwilami kontynuowała, więc tak kontynuowaliśmy nawzajem, aż zadzwonił dzwonek. Zachęcony, na następnej przerwie spróbowałem zjeść bułkę. I rzeczywiście, bułka zjadała mi się bardzo wydajnie, na zasadzie przeżuwaczo-połykowej, w zgodnej harmonii szczęk, języka i gruczołów. Dzień toczył się gładko, dobrze wyrobionym łożyskiem, bez nieprzyjemnych perturbacji. Potem, w drodze do domu, w tramwaju, spotkałem tego mężczyznę, lat koło trzydziestu pięciu, szarawy szatyn w swetrze, z zarostem na oko czterodniowym, typ pospolitego romantyka na etacie, i ten właśnie mężczyzna, po skasowaniu biletu, usiadł dwa siedzenia ode mnie, po czym wysiadł na następnym przystanku, a ja jechałem dalej. Dotarłszy do domu zjadłem fasolę z puszki, popiłem herbatą ze słodzikiem, stanąłem na środku pokoju i zacząłem wrzeszczeć, z tego wszystkiego i tak w ogólności. Skoro już wrzeszczałem, to wybiegłem z mieszkania i pobiegłem do parku i usiadłem na ławce. Tam pogoda była przyjemnie słoneczna, i przysiadł się do mnie Pan Bóg, chociaż nie miał brody i go nie poznałem.
- Karmisz gołębie? - spytał się mnie podchwytliwie, a ja z zaskoczeniem odkryłem, że istotnie, nie karmiłem gołębi, co też wyznałem ze skruchą.
- Tak też myślałem - odparł i zaczął gwizdać jakąś melodię, a ja siedziałem i słońce świeciło.
- Panie Boże?
- No?
- I co?
- Z tym?
- Tak
- Teraz?
- Tak
- I co z tym teraz, pytasz?
- Tak
- Nie wiem
Po czym wstał i poszedł, ja zaś zostałem tam siedząc, siedziałem tam Sobą pomiędzy ławką a Gwiazdą, i nawet się grzałem w Gwieździe, aż zaczęła zachodzić, ja otworzyłem oczy, i zobaczyłem wielką, czerwoną kulę wodoru, która spadała jak inne gwiazdy, tylko znacznie wolniej, aż znikła zupełnie.

Opublikowano

Mam troche mieszane uczucia;p fajny rytm ma ten utwór, jest energiczny, dobrze sie czyta. Tylko co do sensu i zasadności mam jakieś swoje ale...napisz chłopaku coś jeszcze, chętnie przeczytam inny Twój tekst, a nad tym to sie jeszcze zastanowie. Pozdrawiam.

Opublikowano

Panie UFO, można się wywiedzieć coś więcej o tych "ale" co do sensu i zasadności? Jestem pewny stylistycznej jakości tego tekstu; moje jedyne wątpliwości dotyczą klarowności przekazu - nie wiem, na ile jest on zrozumiały dla osoby trzeciej, stąd uwagi i wrażenia w tej materii byłyby mile widziane. Jakaś mała interpretacja/analiza?

To nie jest mój pierwszy tekst; mam tutaj kilka innych, jednak pod innym pseudonimem. Ten intencjonalnie opublikowałem anonimowo.

Opublikowano

moje ale są całkowicie subiektywne, bo nie do końca odgaduje o co chodzi;p odczytuje to po swojemu. Ale po raz pierwszy po przeczytaniu tekstu chciałabym wiedzieć o co chodziło autorowi;) chociaż i tak mi sie podoba. Co do tego czy to Twój pierwszy tekst czy nie.. dla mnie nie ma to znaczenia. Wiadomo, że troche inaczej patrzy sie na debiutanta, ale jakże przyjemnie jest witać udany debiut. Ale skoro sie w to grono nie wliczasz;);p

"i z całą stanowczością jąłem kontynuować, i ona też chwilami kontynuowała, więc tak kontynuowaliśmy nawzajem"
P.S. UFO to pani;)

Opublikowano

ciekawi mnie Twój poprzedni pseudonim...;p kto sie chowa za Adamem Pacykarzem. Spodziewałabym sie takiej akcji po Marku, ale pewnie sie myle;) pozdrawiam

Opublikowano

"ja świadomie i głęboko, on zaś podobnie" - po "on zaś" - czytelnik oczekuje, że on odmienie
to coś robił, a jak podobnie - to można było : obydwaj świadomie i głęboko.
"zadzwonił dzwonek"- zwykle dzwonek dzwoni, ale to masło - maślane, (usłyszeliśmy dzwonek).
"onanizacje" - może masturbacje, albo onanizmy, onanizowanie,( nie rozumiem)
W moim odczuciu - bohater wędrował (w iście szatańskim tempie) wstecz, do początku świata. Może się mylę - ja tylko jestem czytelniczką.
Przeczytałam z uwagą, widać zaciekawiło mnie.
Pozdrawiam -
baba

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Berenika97 serdecznie dziękuję

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

       
    • @Berenika97 dziękuję

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

        @Nata_Kruk @Leszek Piotr Laskowski @APM @iwonaroma @Radosław @Annna2 @Wiechu J. K. @Berenika97 @Łukasz Jurczyk dziękuję  
    • @hollow manbracie!  Spokojnej nocy!

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • budziłem się w nocy jakże znana ciemność wyraźnie pulsowała oślepiając czernią   aż wykipiały słowa o zapachu fermentu
    • Uwaga! Uwaga! Ewakuacja! - Chrapliwy głos zanika to znowu moduluje dziwnie w trzeszczących megafonach… Na słupach drewnianych, betonowych… Przekrzywionych od wiatru, obłoconych… Wiesz, idę przez wysokie trawy. Ja. Albo może moje dawne wcielenie. Moje dawne Ja. Moje… Przez trawy wilgotne. Przez jakieś krzaki. Zapętlone. Spętlone. Poplątane… Pełznie po mokrej ziemi, gliniastej, nagie ciało. Wije się w sobie… Ja? Czy ono?   Czy ty mnie w ogóle słuchasz? Spójrz. Pognieciona kartka na stole. Rozlana plama. Atramentu…   Wiatr zagłusza bicie serca. A za oknem… Za oknem noc okropna kłębi się i pulsuje mnogością świateł. Dalekich. Zimnych drżących rubieży…   Jestem tutaj? Czy tam? Ja? Czy ono? Wchodzę po spirali schodów. Gdzieś wysoko. W jakimś miejscu. W jakiejś nieznanej mi egzystencji przeszłego czasu...   Uwaga! Uwaga! - Wciąż ten sam głos. Wciąż to nieustanne trzeszczenie w moim mózgu…   Piskliwy szum rozsadza nabrzmiewające żyły. Pulsujące boleśnie skronie... Wielomilimetrowe struktury tuż przed moimi oczami. Ziarniste. Powiększone w zimnym oku mikroskopu. Spuchnięte jak w chłoniaku twarde węzły. Zaciskam je powiekami.   Lecz, kiedy otwieram…   Wysypują się zdradliwie, jak lśniące koraliki. Ze szmerem: na blacie stołu. Łzawe perły. Błyszczące.   Na drewnianej podłodze ułożonej w jodłę. Wytartej. Przetartej obcasami przechadzającej się w tę i z powrotem pradawnej, zamyślonej śmierci.   Mnożą się jak w kalejdoskopie. Te zwidy nowotworowe Płyną. Donikąd płyną. W szumie i pisku gorączki.   Wiesz, umierałem tu wiele razy. I jakoś dziwnie umieram raz jeszcze...   To mnie prześwietla. Spójrz! Moja twarz okrojona półcieniem. Straszliwy blask i straszliwa ciemność. Idą we dwoje, trzymając się w objęciach. Kontrast: chiaroscuro. Twarz spalona słońcem.   Ida przez wiry w strumieniach powietrza przecinających niebo. I nikną. W milczeniu nikną.   I płoną w straszliwej pożodze ciszy. Nie słychać ich. Nie słychać tej rozpędzonej menażerii. Tej skondensowanej siły, ostrej niczym brzytwa.   Dlaczego odwracasz głowę? Twoje milczenie. .. Albowiem twoje milczenie…   Więc w tym milczeniu przedzieram się. Przez krzaki. Gałęzie kolczaste. Przez korzenie…   Sam. I sam jeden. Bez ciebie.   Wiesz, tutaj jest tego najwięcej. Cząsteczek mżących w oddali. I na każdym liściu, gałązce, łodydze…   Widzę je. I widzę coraz przejrzyściej. Dłonie zanurzam w tych srebrzystych błyskach nieuniknionej, bolesnej śmierci.   Kiedy wnikam. Kiedy… Idę… Spójrz! Twarze. Twarze. Zrakowaciałe oblicza.   I te twarze uczniów, nauczycieli.   Te twarze niczyje… Prześwietlone. Napromieniowane. Spalone słońcem…   Szkolne ławki. Klasa. Bo to jest klasa. Chyba… Na ścianach portrety poetów, malarzy… Na ścianach towarzysze. Spoglądają ze zdjęć te obojętne oblicza.   W drewnianych ramach. W metalowych. Słońce lśni na wypolerowanych szybach,   Te twarze na wprost. Te twarze w kolorze sepii.   Szare. Ziemiste. Te twarze… Całe archiwum twarzy. Umarłych. Wtedy szły zimne obłoki.   Pomiędzy nimi słońce. Teraz jest wiatr.   Ten wiatr, który wieje z przeszłości. I idzie całą nawałą. Szumią. Szemrzą czułe membrany liczników Geigera…   Gdzie ty jesteś?   Rury ciągną się kilometrami. Donikąd. Idą stąd, dotąd, aż do tamtąd. I dalej. W przestwór nicości. W cienistość przemijania.   Skorodowane naczynia. Przedmioty. Stoły. Kuchenne blaty pokryte kurzem.   Weź mnie za rękę. Ja biorę, lecz kiedy zaciskam palce, wyczuwam jedynie próżnię. Jesteś tu jeszcze?\   Nie?   Więc do kogo to mówię? Do samego siebie.   Błotnista droga. Gliniasta. Liście. Łodygi krzaków zakrzepłe w błocie. Spowite blado w całunie niemrawego słońca, które spoza chmur, z mlecznej powłoki ciężkiego nieba...   … spogląda, gdzieś w niedosycie czyichś wspomnień.   Znowu tu jestem. Po raz wtóry.   Przybyłem znikąd. I na powrót idę. Donikąd, I dalej. I jeszcze...   W bezruch zagadkowych miraży. Na skraj ciszy…   (Włodzimierz Zastawniak, 2026-06-08)    
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...