Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

ukołysanie
raz dwa trzy
na wspartym węglem
sennym szkicu

przetarte oczy
zmierzch i świt
chłonące jakby
wosk od-bytu

stopiona w rękach
siostra świeca
otarta singla
snem fantazji

i film zerwany
gdy się przetarł
onanizm świętej
wyobraźni

nad morzem własnym
ja i ty spocone kręgi
niemijane

a czas nieważny milknie i
spowalnia wolą
nieskończonej

i nadal krzyczysz chwilo trwaj
wspomnienie ciągłe przerywania
jedynie oddech lekki daj
nie przerywając swego trwania

i jeszcze jeden jeszcze raz
nucone pieśnią buławnika
co w ten nieważny wtedy czas
się budzi we mnie i zanika

Opublikowano

Nie pamiętam dokładnie jak napisałam?

wiersz ciekawy ale;

Ukołysać singla,
raz,dwa,trarzy,
snem fantazji
przy zerwanym filmie
jest ,bardzo trudne.

wiem ,że teraz tak nie wyszło jak za 1szym razem,
Myślę ,że teraz nie skasują:)

Opublikowano

oj,Krzysztofie szybko odpowiedziałeś!
ale jest mi to dziwne?Dlaczego 1szy komentarz został usunięty?
A miałam Cię za poczciwego człowieka,rtylko z problemami,sorry
ale tak wnioskuję już od jakiegoś czasu.Sorry mogę sie mylić,ale tak Cię odbieram.
Życzę serdeczności i pozdrawiam milutko

Opublikowano

każdy ocenia tak jak kogoś widzi,
a Czy tu nie ma nimfomanów?,
że nieraz nie wiedzą o czym piszą,
a stwarzają pozory?

Mówią ,że najlepszą matką
jest przypuśćmy
siostra zakonna,
a najmilszą chwila poranka,
browar i marihuanka,
albo dwa jabole do śniadanka:)
nawet w łóżku nowa koleżanka:)
a najlepsza dieta to mineta
jak dla glana jest pasta
z dyskomana;)
i na świecie skin w galarecie:)

a najwięcej witaminy
mają czyste dziewczyny


hmmmmm, muszę pomyśleć nad wierszem:)
Pozdrawiam milutko

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...