Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Odpędź proszę Nocy złe promienie słońca
niech nie oślepiają już oczu zmęczonych
szarymi ścieżkami mych pragnień zwęglonych
do dnia kłamliwego zaprowadź mnie końca

Spraw by precz odeszła wiedźma jaśniejąca
będąca władczynią umysłów kupionych
co swoją obłudą kusi upodlonych
niech zginie ta larwa zgnilizny płodząca

Tyś maścią na rany ziemskiego istnienia
bo myślą swobodną każdego zaskoczysz
gonię wiec za Tobą bez chwili wytchnienia

Kiedy znów swym płaszczem duszę mą otoczysz
prawdziwymi zrobisz grzeszne me marzenia
i zwycięską bitwę ze światłością stoczysz

Opublikowano

ehm, za te rymy Ci sie oberwie...więc ja juz sobie odpuszczę - nie będę zabierał zabawy tym którzy to naprawdę lubią ;))
ale tak bardziej poważnie, to jednak lepiej byś zrobiła, gdybyś akurat ten do P wkleiła...
chociaż muszę przyznać, ze klimacik jest (chociaż psujągo trochę rymy:( )

i ogólnie jeden z lepszych wierszy o "pani ciemności" jakie się tu pojawiły (z tym ,ze jak na razie to wszystkie były TRAGICZNE...) - oczywiscie pomijajac formę - ta zdecydowani do poprawki...
i jeszcze to :
"gonię wiec za Tobą bez chwili wytchnienia "
troche to dziwnie brzmi w odniesieniu do do "Nocy" (śmierci oczywiście (?) )

"prawdziwymi zrobisz grzeszne me marzenia "
lubię tego typu wiersze bo zadją ważne pytanie...
pozdrawiam

Opublikowano

dziękuje Klaudiuszu za świetny komentarz :) co do rymów to masz niestety sporo racji :(

a jeśli chodzi o:

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



to muszę cię rozczarować - chodzi o noc :) uwielbiam noc i to jest właśnie o niej

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...