Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Leżysz w czarnej wannie
twoje ciało takie blade
takie martwe
całe twe męstwo odeszło
przegrałeś tą wojnę

nie masz sił aby odgonić muchy
która siedziała na kale kota
przysnąwszy na ręce twej
marzy o kłopotach
gdzie jest twój bóg no powiedz gdzie!
ja wiem!
jego rozrywają przed wielkimi wrotami
tak przed tymi którymi ty leżysz!

szepcząc uśmiechają się
krzyczą i wyrywają go sobie nawzajem!
kto weźmie więcej
już zapomnieli że ty tam leżysz!

odgłos spróchniałego drewna
zabiłem je gwoźdźmi
otwieram oczy
uśmiecham się
gdyż to nie ja tam leże

Opublikowano

może się mylę, ale chyba powinno być:

nie masz sił aby odgonić muchę

a tak poza tym Szawle twoje imię w ciekawy sposób potęguje bluźnierczy charakter tego wiersza - w którym jednoznacznie widzę opis ukrzyżowania. jeśli miałeś na myśli coś zupełnie innego i czujesz się urażony to z góry przepraszam.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


przepraszam za muchy rzeczywiście -muchę(pisałem go w gniewie i dla tego taki tytuł),
Valdesso na myśl mi nie przyszło że ktoś może odebrać go jako bluźnierczy wiersz, opis ukrzyżowania(to nie to)
pozdrawiam
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


czy miał na celu obrażać jak i szokować?, prawda jest taka że zmarł mi ktoś bliski naprawdę bliski, zginą na motocyklu silny, odważny, o niezwykłym charakterze człowiek a jego rodzina stała przed kościołem TO BYŁO ŻAŁOSNE – to co robili – to ma ich szokować to ma ich obrażać, siedziałem i ......................tak to wyglądało jak ukrzyżowanie

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...