Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

NADRZECZYWISTOŚĆ




Noc. W domu na obrzeżach miasta trwa ostra impreza. Alkohol leje się strumieniami. Widzimy uczestników imprezy, część z nich tańczy, część pije lub pali trawkę i o czymś głośno rozmawia, część już leży nieprzytomna porozkładana po całym domu.

Przy stole w jednym z pokoi siedzą TOMEK i TINA. Oboje w wieku ok. 25 lat. Tina jest początkującą pisarką, poszukuje tematu na swoją książkę. Tomek jest pijany. Pali cygaro i opowiada dziewczynie o niedawnych wydarzeniach ze swojego życia. Dowiadujemy się, że niedawno wrócił z Europy. Spotkał tam towarzystwo zabawiające się w wywoływanie duchów. Z nudów przyłączył się do nich. Na początku było całkiem sympatycznie. Ale z biegiem czasu okazało się, że faktycznie nawiązali „kontakt” z czymś złym. Jeden z seansów został brutalnie przerwany przez osobę spoza towarzystwa. Wtedy Tomek ujrzał coś, czego nigdy nie powinien zobaczyć. Od tego czasu jego życie zamieniło się w piekło. Z transu powrócił do rzeczywistości, ale to już nie był ten świat, który znał. Od tego czasu błąka się pomiędzy światem realnym a światem koszmarnych halucynacji. Tina stwierdza, że to bardzo dobry temat by go opisać.

Na kanapie w innej części salonu siedzą MARCIN – kolega Tomka, były policjant i IZA – absolwentka historii. Rozmawiają o Tomku. Iza niepokoi się o niego. Od kiedy Tomek wrócił z Europy zachowuje się dosyć dziwnie i wygląda jakoś „inaczej”.

WILLA MAFII

W ciemnym pokoju leży zakrwawione ciało. Należało do jednego z gangsterów półświatka. Nad jego głową klęczy POSTAĆ. Postać wyjmuje długi nóż i powoli zbliża ostrze do martwych oczu ofiary.

IMPREZA

Impreza trwa dalej. Coraz więcej osób pokłada się na kanapach lub na ziemi, ktoś oddaje treść żołądka za okno. Do siedzącego wciąż przy stole Tomka dosiada się Marcin. Stawia butelkę tequili. Po chwili przysiada się Iza. Piją tequilę i rozmawiają o czyś zupełnie nieistotnym. Tomek powoli zaczyna odpływać. Zasypia.

SEN TOMKA

Ciemna sala oświetlona słabym światłem świec. Widzimy kilka osób siedzących w kręgu. Jedną z nich jest Tomek. Człowiek siedzący na przeciwko Tomka odprawia dziwne rytuały (to DAREK). W pewnym momencie na papierze rozłożonym pomiędzy zgromadzonymi pojawia się krwawy napis „AZAZEL”. Świat rozpływa się. Płomienie świec ogarniają cały pokój. Tomek pisze na papierze: „AZAZEL TO JA”. W pewnym momencie spostrzega, że KTOŚ nad nim stoi. Tomek poznaje go, choć nigdy wcześniej go nie widział. Potem z przerażeniem zauważa, że jego koledzy od odprawiania rytuałów są martwi a Tomek jest pokryty ICH krwią. Zapada ciemność.

Tomek budzi się. Leży przy stole. Na około widać śpiących uczestników przyjęcia i ogromny bałagan. Impreza się skończyła.

UMIWERSYTET WEST WINONA

Wieczór. Na uniwersytecie odbywa się wykład poświęcony historii współczesnej miasta. Sala jest wypełniona dziennikarzami. Wśród publiczności siedzi Iza. Obok niej siada JIM – jest to człowiek ze snu Tomka. Wykład rozpoczyna się. Dowiadujemy się, że do niedawna w West Winona rządził pewien dyktator. Gnębił naród i pracowicie produkował broń chemiczną, którą zamierzał użyć przeciwko państwom ościennym. Jego plan nie wypalił, ponieważ ktoś go zamordował. Miesiąc temu przypadkiem odkryto miejsce ukrycia tej broni i okazało się, że było jej wystarczająco dużo by zabić setki milionów ludzi.

Podczas wykładu Jim – potężnie zbudowany, przystojny facet z „błyskiem” w oku podrywa Izę. Dziewczyna próbuje go ignorować, ale nie wychodzi jej to za bardzo. Szybko okazuje się, że Jim zna historię miasta bardzo dobrze. Iza dowiaduje się od niego kilku ciekawych rzeczy na temat dyktatora.

W pewnym momencie wykładu Jim dostrzega, że ktoś z publiczności wychodzi do łazienki. Przeprasza Izę i podąża za tą osobą. W łazience, gdy ta osoba załatwia potrzebę fizjologiczną Jim wyciąga długi nóż i szybkim sprawnym ruchem podrzyna mu gardło. Mężczyzna pada na ziemię. Jim zbliża się do niego i coś robi przy ciele.

Potem wraca na salę i siada koło Izy. Po wykładzie odprowadza ją do samochodu i rozstają się. Jim robi na Izie duże wrażenie.

DOM IZY

Noc. Tomek siedzi w pokoju. Wygląda na bardzo zmęczonego i smutnego. Nie wytrzeźwiał od czasu imprezy. Pali cygaro. Pociąga głęboki łyk whisky. Spogląda w okno. Na zewnątrz wiać tylko ciemność. Nagle z ciemności wyłania się ŻYWY TRUP. Przykleja się do okna i ześlizguje się z niego powoli. Wydaje się, że chce coś powiedzieć Tomkowi. Z jego przegniłych ust wydobywa się cichy syk: „Pomocy…”

„Hej!” Do pokoju wchodzi Marcin. „Widzisz coś ciekawego?” pyta się wpatrującego się w okno Tomka. Za oknem nie ma nikogo. Tomek nie zwraca uwagi na Marcina. Pociąga kolejny łyk whisky.

Zjawia się Iza i MONIKA – dziewczyna Marcina, bardzo ładna mała blondynka, pracująca w prosektorium. Iza opowiada Monice o Jimie. Mówi jej, że jest bardzo przystojny, ma „seksowny błysk w oku”, no i to, co mówił jej na temat historii West Winona jest o dziwo sensowne.

Monika zabiera Tomkowi butelkę whisky i razem z Izą próbują go pocieszyć. Niestety nie za bardzo im to wychodzi.

Później cała czwórka ogląda wiadomości i dowiadują się, że jeden z mafijnych szefów został wczoraj zamordowany w swojej willi. Natomiast dziś wieczorem podczas wykładu, na którym była Iza ktoś zabił mężczyznę w łazience. Ofiary łączyło to, że za życia należały do mafii, a po śmierci morderca pozbawił je gałek ocznych. Iza pomyślała o Jimie. Zrobiło się jej niedobrze.

W wiadomościach mówią także o broni chemicznej, o której była mowa podczas wykładu. Została ona przewieziona, z miejsca, w jakim została znaleziona do zakładów chemicznych „Emerald” gdzie ma być następnie zneutralizowana.

Następnego dnia cała czwórka miała udać się poza miasto na piknik. Jednak nastąpiła zmiana planów, ponieważ Tomek gdzieś zniknął.

Iza próbuje dowiedzieć się czegoś na temat morderstw, a Marcin i Monika wybrali się do parku.

PARK

Monika i Marcin siedzą na ławce. Czekają na znajomego. Rozmawiają na sobie tylko znane tematy. W pewnym momencie zjawia się DAVE – dawny przełożony Marcina z policji. Dave żałuje, że Marcin odszedł z policji pewien czas temu. Składa Marcinowi ofertę pracy. Mówi mu, że skoro nie pracuje już w policji oficjalnie to mógłby pracować na czarno i dzięki temu nie musiałby działać zgodnie z przepisami, które krępują skuteczność działania policji. Poza tym Marcin ma szerokie grono znajomych wywodzących się z przestępczego półświatka. Chodzi o tego mordercę, który zabił już sześciu bardzo wysoko postawionych członków mafii. Szuka go cały półświatek przestępczy i policja, ale informacje o nim są szczątkowe. Marcin mógłby spróbować wybadać, kim jest ten morderca i co planuje. Po chwili wahania Marcin przystaje na propozycję.

ULICE WEST WINONA

Tomek błąka się po podrzędnych barach. Trafił do jednego i opowiada znużonemu barmanowi historię swojego kontaktu z siłami nadprzyrodzonymi i konsekwencji z niego płynących. Barman nalewa mu wódkę. Po pewnym czasie Tomek wychodzi nawet nie kończąc swojego wywodu.

Tomek idzie ulicą. Jest to biedna dzielnica. Mija biedaków ogrzewających się przy ogniu w beczce. Zatacza się, obija się o ściany, o samochody.

W pewnym momencie spogląda w zacienioną boczną alejkę i widzi kuśtykające w jego stronę przerażające zjawy. Jedna ze zjaw wyciąga do niego rękę. Tomek zaczyna biec. Po chwili przewraca się i ląduje na górze śmieci.

Wstaje i stwierdza, że czas na jeszcze jednego głębszego. Wchodzi do pobliskiego baru. Tam spotyka znajomego z Europy. Jest to DAREK – poznajemy go ze snu Tomka. Darek jest bardzo zadowolony ze spotkania w przeciwieństwie do Tomka. Darek wspomina dawne czasy, gdy świetnie bawili się wywołując demony. Tomek natomiast woli o tym zapomnieć. Darek odpowiada: „o tym nie można zapomnieć, to pozostaje z tobą na zawsze. Demony, które wywołałeś są z tobą.” Tomek powoli orientuje się, że istota, na którą się natknęli podczas wywoływania duchów, czyli Azazel zawładnęła Darkiem. Celem Azazela był właśnie Tomek, lecz rytuał został przerwany i Azazel został odrzucony. Teraz Azazel powrócił, tym razem w bardziej cielesnej formie by dać Tomkowi jeszcze jedną szansę na unifikację. Darek wyjaśnia, że Tomek utknął pomiędzy dwoma rodzajami rzeczywistości. Tylko unifikacja z Azazelem pozwoli mu przejść całkowicie na drugą stronę. Powrót do „normalnej” rzeczywistości jest na razie niemożliwy. Kontakt z siłami wyższymi to „droga w jedną stronę”. Azazel czuje do Tomka wielką sympatię i jego propozycja zawsze będzie dla niego otwarta.

SIEDZIBA DAWN

Później. Tomek i Darek znajdują się w opuszczonych tunelach pod West Winona, wybudowanych jeszcze za czasów reżimu. Tam znajduje się tymczasowa siedziba organizacji „DAWN” założonej przez Darka. Darek prowadzi Tomka przez wąskie korytarze. Mówi mu, że dzięki Azazelowi udało mu się połączyć kilka gangów i jedną porządnie zorganizowaną armię. Ma wielu bardzo dobrze wyszkolonych ludzi, którzy są gotowi do działania w każdej chwili. Wszystko po to by zrealizować cel, o którym od wieków śni Azazel.

DOM IZY

Do Marcina dzwoni jego znajomy. Należy do miejscowej grupy przestępczej. Wydaje się bardzo zdenerwowany. Mówi, że jego szefowie giną z rąk mordercy. Prosi o ochronę. Marcin obiecuje, że zrobi, co może, ale niczego nie gwarantuje.

Marcin jest bardzo zadowolony, z tego, że nie musiał szukać pracy a praca sama przyszła do niego. Na dodatek zarówno policja jak i półświatek przestępczy proszą go o pomoc.
Z wigorem zabiera się do tropienia nieuchwytnego mordercy.

Ofiary seryjnego mordercy były wysoko postawione w mafijnej hierarchii. Marcin przypuszcza, że mogą to być wyjątkowo sprawnie przeprowadzone mafijne porachunki.

Marcin postanawia zebrać grupę znajomych skorumpowanych policjantów i skierować ich do ochrony jednego z szefów tutejszej mafii. Ponieważ jest on celem ataku seryjnego mordercy, Marcin liczy, że gdyby zabójca uderzył, to prawdopodobnie udałoby się go zidentyfikować albo nawet złapać lub zabić.

SIEDZIBA DAWN

Tomek poznaje strukturę organizacji Darka. Dowiadujemy się, że Azazel demon, który dawał o sobie znać już w czasach starożytnych. W świecie „rzeczywistym” potrafi poruszać się tylko, gdy „opęta” jakiś żywy organizm. Potrafi przenosić się między nimi poprzez bezpośredni kontakt fizyczny. Gdy zasiedli dany organizm zmienia jego sposób przetwarzania informacji. Na skutek tego opętany organizm zyskuje możliwości Azazela.

WILLA NA PRZEDMIEŚCIACH

Noc. Willa należy do jednej z grup przestępczych działających w West Winona. Przypomina teraz twierdzę. Przed wejściem stoi kilku ochroniarzy z pistoletami maszynowymi. W hollu też.

Przed drzwiami do pewnego pokoju siedzą Marcin, Monika, Iza i kilku innych znajomych Marcina. Wyglądają na mafię. Marcin mówi jednemu z nich, że ich szef jest całkowicie bezpieczny. Takiej ochrony nie ma nawet prezydent.
Jeden z znajomych wyjaśnia, że kilku przełożonych organizacji, w której siedzibie się teraz znajdują, zostało zamordowanych mimo ochrony. Marcin odpowiada, że zorganizował najlepszych ludzi, jakich udało mu się znaleźć. Z dalszej rozmowy wynika, że do szefa ma przybyć dziś jego siostrzeniec.

W pewnym momencie do hollu wchodzi starszy mężczyzna i domniemany siostrzeniec, którym jest...
Jim.
Jim obejmuje ramieniem starszego i mu opowiada coś z wielkim rozbawieniem. Wszyscy patrzą na nich ze zdziwieniem a w szczególności Iza. Jim zauważa Izę i uśmiecha się w jej kierunku. Puszcza do niej oko. Iza zauważa dziki błysk w tym oku.

Jim i starszy wchodzą do pokoju szefa. Zamykają drzwi za sobą. Iza jest zaniepokojona. Wydaje się, że coś jest nie w porządku. Było coś nienaturalnego w chodzie tych dwóch osób, które przeszły przez holl. Przypomina sobie dziwne ułożenie ręki Jima...

TOK TOK TOK... Zza drzwi dochodzą ciche dźwięki. Brzmi jak odgłos strzału z pistoletu z tłumikiem. Wszyscy w hollu zrywają się na równe nogi. Próbują otworzyć drzwi, a gdy to nie przynosi rezultatu, rozbijają zamek i dostają się do środka.

Jest już za późno. Szef leży martwy na ziemi z jego twarzy płynie krew. Marcin podchodzi bliżej by zobaczyć, że...
Ofiara jest pozbawiona oczu. Ciało starszego leży za biurkiem. O sposobie ucieczki napastnika świadczy otwarte na oścież okno. Marcin wygląda na zewnątrz, ale po mordercy nie ma ani śladu.

CDN...

  • 2 tygodnie później...

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      @Berenika97 , nie przeczę, że jest tu satyra. Skoro ją odkryłaś, to pewno jest. Nie znaczy to jednak, że naśmiewam się z przedstawionej tu wizji przyszłej Polski. Nie odrzucam tej wizji Polski, ani jej nie popieram. Są w tej wizji rozwiązania, za które nie mógłbym przejąć odpowiedzialności. Dlatego postawiłem się w wygodnej pozycji pisarza, który pisze powieść, a nie program polityczny.
    • @Leszek Piotr Laskowski Cenię taką religijność. Pozbawioną buty lecz zadającą pytania, czasem wątpiącą lecz pełną oddania...
    • @Leszek Piotr Laskowski sugestywne.
    • @Stukacz nie mogę się doczekać każdego kolejnego.
    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

        Jak wielkie było moje zdziwienie, kiedy przekroczyłem próg świątyni, do której jako dziecko zaglądałem co niedziela i święta  a teraz odwiedzałem ją, jedynie przy okazji  pogrzebów i jednego ślubu. I teraz właśnie  miał to być czas  przeznaczony na mszę pogrzebową. Przed kościołem  nie stał jednak zaparkowany karawan  ani nie było w jego pobliżu żadnych grabarzy. Żałobników również. Nie było łez, wspomnień i kwiatów.     Już od kruchty,  poczułem, nie drażniący swąd  cmentarnego kadzidła  i zapach tlących się parafinowych świec  a świeży i ciepły przeciąg. Za ciężkimi, dębowymi drzwiami prowadzącymi do głównej nawy, powitała mnie zupełna pustka i osamotnienie. Ani jedna postać  nie siedziała lub stała w ławkach  ciągnących się w dwóch długich rzędach  aż do stóp ołtarza. Pod nim nie ujrzałem również  katafalku ani trumny i to już zadało mi ostateczny cios, uświadamiając mnie w tym, że zwyczajnie pomyliłem  jeśli nie dzień to godzinę pogrzebu.     Pomylić dzień byłoby wykluczonym. Czwartek. Dziewiętnasty sierpnia.  Godzina jedenasta. Tak było  bezsprzecznie zapisane w nekrologu. Godzina jedenasta. Pociągnąłem za dewizkę  i uchwyciłem wystający z kieszeni  czarnej kamizelki zegarek. Wskazywał dziesięć minut na jedenastą. A więc niecały kwadrans do uroczystości.     Dzieje się tu coś absolutnie dziwnego. Warto byłoby zapytać u źródła, czyli księdza  lub choć kościelnego czy ministranta. Ich jednak też próżno było szukać wzrokiem. Szedłem powoli  wzdłuż ściany zachodniego skrzydła. Co jakiś czas zerkałem w stronę ołtarza  i przeciwległego skrzydła świątyni. Byłem w niej sam. Zaglądałem do konfesjonałów, licząc na to, że w ich mroku  odnajdę jakiegoś  pogrążonego w zadumie  rozważań lub modlitwy księdza,  który wyjaśni mi to wszystko.     Konfesjonały były puste. Patrząc na te drewniane, pokutne klatki, uświadomiłem sobie, że ostatni raz klęczałem w takiej  przed dwudziestoma pięcioma laty. Były proboszcz, który mnie wtedy spowiadał, był teraz starym, niedołężnym emerytem  z prawie setką lat na karku. A ja z chłopca bogobojnego i ułożonego, wyrosłem na  pozbawionego uczuć, empatii i sumienia. Zimnego psychopatę. Widać i tacy są potrzebni na tym świecie  by wypełniać wolę Pana.     Miałem zamiar udać się  do kancelarii na zachrystii. Tam też byłem już kiedyś. Jakieś dziesięć lat wstecz. By przynieść druk apostazji. Pytano mnie wtedy o powód. Wróciłem do wiary prawdziwych przodków. Wolę prawdziwy, rodzimy kult słońca niż syjonistyczną sektę  narodzoną gdzieś na izraelskiej pustyni. Podpisali bez słowa i wahania.     Postawiłem stopę  na pierwszym marmurowym schodku  prowadzącym do drzwi na zachrystię, gdy te rozwarły się szeroko  i zanim jeszcze  próg przekroczyła jakakolwiek osoba, dało się słyszeć przeciągły  i niesamowicie głośny płacz niemowlęcia. Widać płakało już długo. Chrypło i spazmatycznie łapało  zbawczy oddech.     Przez drzwi wszedł ksiądz  w o dziwo czarnej szacie, jakiej jeszcze nigdy w kościele nie widziałem. U jego boku jak mały, wierny pies kroczył ministrant ubrany tożsamo w czarną komżę, haftowaną  w jakieś dziwne litery i wzory, których znaczenia nie znałem. Za nimi wyszli do nawy rodzice dziecka. Ojciec, brunet o dość ciemnej karnacji, niski i chuderlawy,  trzymał w dłoniach zawiniątko z dzieckiem.     Małżonka jego była aniołem  i to nie tym z nieba a z piekła męskiego pożądania. Wyższa nawet ode mnie. Jej błyszczące, niebieskawymi refleksami, krucze włosy, ciągnęły się za linie, kuszących, pełnych bioder. Oczy z turmalinową głębią  wbite były daleko w przestrzeń przed sobą,  jak gdyby oglądały piękno  oddalonych o millenia galaktyk. Suknia była prosta i sięgająca ziemi. Tren ciągnął się za nią jak mój wzrok. Blade, odsłonięte plecy  z mocno zaznaczonym  pod skórą kręgosłupem  a pod nimi zapięcie sukni. Zamek schodzący w dół, prowadzący na zatracenie zmysły. Był bramą do  niewysłowionych rozkoszy jej ciała.     Jeden raz tylko odwróciła wzrok  by spojrzeć właśnie na mnie. Blado się uśmiechnęła. Przez potok łez. Bo właśnie przedziwne było to, że podobnie do dziecka, ona też zalewała się łzami. Była załamana i dojmująco smutna. Załamana ale i złamana. Pogodzona z losem. Widać trafiłem na chrzest  a czułem się tak jakbym oglądał pogrzeb.     Za nimi weszła ostatnia postać. Kobieta wyglądająca jak siostra matki dziecka Równie wysoka, piękna ale zimna. Jak głaz. Dało się to wyczuć natychmiast. Znałem ten grymas. Znałem ten wzrok. Bezlitosny i pogardliwy. Ja używałem go na codzień i ona widać też. Omiotaliśmy się nim nawzajem, jak dwa nadrzędne drapieżniki. Zabrakło jedynie warkotu i szczerzenia kłów. Demon zawsze wyczuję drugiego demona.   Wcześniej umknęło mi to, że co prawda przed ołtarzem nie było wyczekiwanej przeze mnie trumny, lecz zamiast niej stała tam kamienna, obszerna, owalna chrzcielnica. A więc faktycznie trafiłem na chrzest. Dziwny chrzest.     Postaci zebrały się wokół chrzcielnicy. Woda w niej z pewnością nie była święconą. Była lepka, gęsta i zupełnie nieprzejrzysta. Czarna jak polarna noc.     Ksiądz nachylił się do ucha matki  i zadał widać jakieś krótkie pytanie. Ta pokiwała głową i… wskazała na mnie.     Wszyscy wbili wzrok  w moją nieruchomą postać na schodku. Wreszcie ksiądz przerwał niezręczną ciszę. Czyli pan jest chrzestnym? Proszę podejść bliżej. Zaczynamy.     Jego słowa były chyba ponurym żartem. Ja chrzestnym!? Wykluczone proszę księdza. Ponad dziesięć lat temu składałem apostazję, zresztą wcześniej  i tak nie miałem bierzmowania. To nieistotne teraz drogi Panie. Dziecko musi mieć ojca chrzestnego. Ziemskiego opiekuna swych praw. Błogosławię Pana do tej roli. Proszę podejść.     Ja przyszedłem tu na pogrzeb! Kiedy odbędzie się pogrzeb  zaplanowany tu na godzinę jedenastą? Chcę wiedzieć tylko tyle i już mnie tu nie ma. Ksiądz nie dał się zbić z tropu. Ta świątynia nie prowadzi  mszy pogrzebowych,  tylko chrzty i komunie święte. Został Pan wybrany na ojca chrzestnego, chyba Pan teraz nie odmówi dziecku?     Jak to nie prowadzicie pogrzebów?! Od kiedy?! Byłem tu wielokrotnie na pogrzebach, na ślubie też,  ledwie w zeszłe lato. Teraz powołujemy jedynie nowych wiernych, chrzcząc ich i nadając im imię. Niech Pan nie robi scen w domu Bożym i stanie w swej roli dla dobra tej dzieciny.     Chyba ksiądz mnie nie zrozumiał. Nie jestem katolikiem  ani nawet chrześcijaninem. Przyszedłem na pogrzeb bo tak trzeba, ale nie mogę brać udziału  w żadnym chrzcie ani w liturgii. Z szacunku do Was wiernych  jak i swoich przekonań i wiary. Jestem rodzimowiercą. Wierzę w duchy, demony i magię. Tą najczarniejszą również. Praktykuję ją na codzień. Modlę się do swojej patronki. Przenajświętszej Śmierci. Nie o łaski dla mnie  a o zemstę, sprawiedliwość  i śmierć dla moich wrogów. Więc przepraszam  ale będzie ze mnie kiepski chrzestny. Idealny.     To jedno słowo rozcięło ciszę jak nóż. A padło z ust chrzestnej matki. Dalej patrzyła na mnie drapieżnie i dziko. Jest Pan idealny dla mnie  jako Pana chrzestnej partnerki  i dla rodziców małej. Proszę się zgodzić. Wyciągnęła ku mnie dłoń  w zapraszającym geście.     Oszalałem widać, lecz dałem za wygraną. Przeszedłem w ich stronę i złapałem jej dłoń. O dziwo była ciepła  a wręcz lekko spocona i gorąca. Ale gdy ścisnąłem ją troszkę mocniej, nie wyczułem pulsu tam gdzie zwyczajnie powinien odbijać się echem serca w żyłach. Spojrzałem na nią z bliska. Teraz już uśmiechała się szczerze  ale nadal zimno. Z profilu przypominała  kapłanki Świętej Śmierci a może sama nią była. Jeśli nawet tak było, to już nie bałem się. Bezbronnemu nie grozi kara.     Ksiądz spojrzał na mnie  i zwrócił się tymi słowami. Na chrzcie świętym nadano Ci imię skały  na której miałeś zbudować kościół. Ty zbudowałeś go  a potem doszczętnie zrujnowałeś  a na końcu spaliłeś. Przyjąłeś demona do swego serca  i nadałeś mu imię tego,  który pomagał dźwigać krzyż na Golgotę. Bo on pomaga Ci dźwigać ciężar żywota. Wyniosłeś go  ponad wszelkie stworzenie i uczucie  byś już nigdy nie wrócił  do postawy człowieka. Wezwałeś święte oblicze Śmierci  do swego życia  aby oddawać jej hołd  i uciec pod Jej protekcję. Ona chroni Cię od wrogów  i zadaje im krwawą sprawiedliwość. Stałeś się ambasadorem Jej praw. Piewcą Jej chwały. Jej wilczym omenem,  który wykonuje Jej nieomylne wyroki. Godnym jesteś kapłanem  by nadać imię temu dziecku. A wtedy mechanicznie wręcz wyrzekłem A więc niech przyjmie imiona. Angelisa Angela Luna Sol de Muerte.     Dzwonnica rozgorzała  potęgą spiżowych dzwonów. Ksiądz zanurzył dziewczynkę we krwi. Już nie płakała. Miała zimne, czarne oczy śmierci. Wyrośnie na piękna kapłankę. Ministrant trzymał w dłoniach złoty pucharek  z komunią w środku. Były to szczątki ciała wrogów  umoczone we krwi. Rozdał je pośród zebranych. Każdy dopełnił ofiary. Wiążąc zaklęte w nich dusze Na wieki w potępieniu.                          
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...