Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

nie śmieję się bez powodu
nie płaczę bo inni to robią
nie mówię by śwat zachwycić
więc nie ma zaproszeń na rauty na bal

nie głaszczę by być głaskaną
nie klaszczę by mi klaskano
nie kocham by mnie kochano
więc nie ma zaproszeń na rauty na bal

nie żyję z frazesem w zębach
nie liżę wielkich po rękach
nie łgam że bufon jest mędrcem
więc nie ma zaproszeń na rauty na bal

nie wdziewam papuzich ubranek
nie liczę cudzych kochanek
nie srebrnik w moim cenniku
więc nie ma zaproszeń na rauty na bal

nie łkam że kawa bez zgiełku
nie szukam strachów i jęków
nie godzę się by jakoś tam było
więc nie ma zaproszeń na rauty na bal

aż nadto jestem mała
aż nadto niedoskonała
aż nadto mnie w innych nie ma
więc nie ma zaproszeń do piekła ni nieba
  • 4 lata później...
Opublikowano

Cóż, na swój sposób każdy z nas jest wytworem własnej wyobrźni. A przynajmniej na zewnątrz - przedstawiamy siebie innym takimi, jakimi chcielibyśmy, aby nas widzieli. A jacy jesteśmy naprawdę? Tę wiedzę skrywamy skrzętnie dla samych siebie.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



To prawda, pewnie dlatego jest tutaj tak wiele ludzi, a właściwie ich prawdziwych wnętrz. Albo jesteśmy tutaj bo chcielibyśmy być inni niż jesteśmy. Nieźle byłoby postrzegać ludzi tak prosto jak przedmioty. Wiadomo czego się spodziewać i po kłopocie : to kopie - na złom, to przyda się do sprzątania - do szafy ze środkami czyszczącymi, paskudna ta sukienka ale wzbudza zazdrość koleżanek - na wieszaku wśród ulubionych ubrań itd. Może dlatego skrywamy siebie by nie wylądować na śmietniku lub po to by umieścić nas tam gdzie tak naprawdę nie nasze miejsce. Ale fajnie jest znaleźć brylancik w schowku na szczotki albo wyrzucić łach, którego nam wszyscy zazdroszczą, by poczuć szacunek dla samego siebie.

Dzięki za odwiedziny, Zoombie, wiersz ten napisałam parę lat temu i miło, że dałeś znać, że jeszcze on istnieje ;)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Raihaifathum Oj, ciekawy Przypadek trafił mi się na dobranoc :) Wiersz stylizowany na dawną polszczyznę - coś między: gawędą ludową, a balladą. Na pierwszy rzut oka wygląda brutalnie, prawie jak jakaś scena przemocy wobec dziewczyny. Ale -  'z szyi kukiełeczki próchnęły trociny”  To nie jest dziewczyna - to jest lalka. Masz wyobraźnię i odwagę. Momentami aż gęsto od obrazów. Czuję tu duży potencjał, choć chwilami język tak się rozrasta, że trudno za nim nadążyć. Jesteś kimś kto:  dużo czytał  dużo pisał  i bawi się językiem świadomie.   Zapowiada się ciekawie :)    
    • kiedy mówisz Ojcze nasz przylatuje gołąbek chleba naszego powszedniego wypatruje   na przystanku kiedyś ludzie czekający i niepewni dalszych losów i powrotu   odmawiali gołąb ja dał    
    • Będę taką jaką chce mnie Świat się wykoleja w słownikach Pojedynczych przechodniów Zbiór pusty jest elementem Każdego zbioru ludzkiego też To ja dziś, ogłaszam się tym pustym Dobrze już, biorę to na siebie Jak zbyt słoneczne miejsce w autobusie bez firanek Mkniemy na południe Z tyłu Nocny Kowboj z kumplem Od którego idzie chłód Walczy skubani ze mną o pusty zbiór  
    • (...) Raz nagonił czarci chłopek ducha winne dziewczę, Te cichutkiem tuliło swą uszytą warkotkę, Wyszarpał ją zaborem z jej leciutkich dłoni, Wysiłek jej na nic skryć złup za kapotkę.   A dziewoja drobnica, tycia nad rówieśnych, Jakby od wymiona matki dziś ją odessano , Słabiutka chudzina, od garna się wzdryga, Strawę w chlew oddaje, za rękę złapano.   Lękliwa jak łania - strachała się pospolitej bzykajki, Bo raz ugięła kolana jak pod ciągiem ciążnika, Zachwiała się w zagrozie na przewrót plecami, I roiły ludne na to, że winą równia błędnika.   Indziej - włochaty pajęczak niewielki, śladny, Okami ledwo glądany na ścianie, Opuścił się na przędzy w pół drogi nad progiem, Salwowała na galop, trzy dni polowanie.   A szelma żwawy do postępku, zagarniał się i zmyślał, Przyczajki nie uznawał, niezdygany stąpnął, Wyłonił się zza winkla, pognał na ofiarę, Żywiec w pełnej krasie, w dryg piorunnie pomknął.   Oniemiała, porażona jak za gromu błyskawą, Wytrzeszcz łupił oczka, potwornie zszokowana, Samotna po znienackiej rozłące z pałubą, A morduchna szelmy z obłędem zaśmiana.   Ten zaś jął zdobycz silnym pochwytem, Rozdarł dratewkę spojenia włókniny, Puścił grzbietny przyszew, z karku spadła główka, Z szyi kukiełeczki próchnęły trociny.   Rozpruł barbarzyna jej ciemienne nici, A czynił w żywiole i napływie zamroku, Puściło szycie, na klepę zwał wióra, Wyzionęłą ducha za upustem krwotoku.   Ręką swą wypchajce był jak topór i szafot, A on sam jak kapturnik w rozjarnej szacie, I znów był jej głownią na straceń placyku, A w rozrachu danił jeno gorzki żal po stracie.   I mgnęło po łupie, cyk, krótka chwila, Gdy grabieżca dopieroć zwieńczył swe pojmanie, Pojąć niewiniątko w porę los zdołało, I nad mur freblówki rozniosło szlochanie.   Łezki lała nieszczęsna jak obłok ulewny, I ślinę toczyła, zaciągała noskiem, Pełne wiadro szlochu, tyleż by nałkała, Bez kojnej tulajki żywot jej zaszedł mrokiem.   W sercu widok zbójni napinał drgę cięciwy, Odnóża miękły jak podparte puchem, Roztrząsł się dzban uczuć, niemocą ujmował, U kresu pękł w mak, opar ulazł zaduchem.   Zagnębią ją kłujące oddychna rozpaczy, Utknie w samotni, choć za oknem tłumnica, Nie wynuci kołysany pod zaciszną nocą, Ziąb udusi tlik żarnika - proch, kości, zimnica.   (...)   CDN.
    • @Czarek Płatak dzięki:)
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...