Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Bolesław

-Tak, nazywam się Bolek, Bolesław, nie tańczę w reflektorach i kropka, proszę się nie wymądrzać. Nie ma słońca - nie ma tańca. Nie ma tańca - nie ma winy. Nie ma winy – nie ma kary. Nigdzie nie idę i kropka.

Balet-mistrzostwo osiągnąłem w wieku lat dwunastu podczas gdy moi rówieśnicy budowali z piasku zamki o ułomnych wieżach, świadomi okrutnej regularności fal. Szumiało w uszach, a wzrok potrafił skoncentrować się jedynie na morskiej pianie, która bezwonnie rozmydlała w nas ciszę wydm. Balet-mistrzostwo – zmyślona przeze mnie nazwa wymyślnie słodkiej czynności, którą przez krótkie chwile, między wakacyjnie błahym śniadaniem i równie obfitą obiadokolacją, miałem okazje praktykować. Najdokładniej przypominam to sobie wtedy, kiedy przykładam do uszu muszelki. Ich pachnące solą, hałaśliwe skorupy wspominają. Zbieram je dokładnie od tamtej pory, to jest, od dwudziestu lat. Codziennie rano.

Jesienią jest ich tu bardzo dużo, muszę obchodzić w tę i z powrotem po kilka razy, a one i tak mnożą się jak bakterie i szumią głośniej i energiczniej, budzą okolice jak wiejskie koguty. Na innej plaży owszem tolerowałbym taką bezczelność, ale tutaj, gdzie dowiedzieć się może każdy. Gdzie każdy może usłyszeć grzechy mimo sprzeciwu grzesznika. W innym temacie owszem tolerowałbym taką bezczelność ale one to robią złośliwie. Szepczą o moim balecie, szepczą na północ i na południe, zdradliwe. Od dwudziestu już lat bronie swojej intymności, którą permanentnie wyrzuca morze. Zamykam je w domu. Dwa lata minęły odkąd zasypałem piwnicę i pralnie, dziś śmiecę w sypialni, dwa wiadra dziennie przez cztery miesiące.

- Nie proszę pani, nie ma mowy, nie tańczę! I kropka.

Latem odpoczywam, morze wyrzuca same okruchy niezdolne by cokolwiek o czymkolwiek wiedzieć, te małe mają spokój, tych małych nie ruszam. To smutna pora turystów, przypadkowych ludzi zmuszonych do markowania szczęścia przez maksymalny tydzień urlopu. Bandy pracoholików wtłoczonych w wiry rodzinnych powiązań. Nikt z nich, sztucznie opalonych sztucznymi słońcami miast nie chce słyszeć prawdy. Nawet jeślibym podczas tego tzw. Sezonu, spotęgowanego ich nadętością, oczyścił zawartość piwnicy, pralni lub też sypialni, gdzie znoszę jedynie najokazalsze paple i ubarwił nimi ruchliwy grunt plaży, nikt nie przejąłby się ich wołaniem. Oczywiście przynajmniej nie od razu. Najpewniej miesiąc dalej cały kraj szumiałby to samo: Balet, balet, balet wśród wydm… Na to właśnie nie mogłem pozwolić. Na innej plaży owszem, ale do cholery ciężkiej ja tu żyję! Strach pomyśleć: gdyby się wydało. Ten rozgrzany bezosobowy ścisk, między stosami uschłych morskich klamotów, odnajdowanie tu uczucia, kochanie przed jednogłośnym mułem opalającego się mięsa. Sępy.

- Proszę pani – Tyl-ko-na-słoń-cu !

Wiosną gdy podstępne wlazły mi do łóżka, gdy zasypiałem i budziłem się z neurotycznym szmerem pod czaszką, gdy pobiłem obcego dzieciaka żerującego na mojej fabule i mojej zakrwawionej jak pięść autopsji, gdy zabrano mnie na uwłaczające mojej godności badania psychiatryczne, gdy zaczęto omijać łukiem moje podwórko, lub wręcz rozpowiadać bzdury o moim dobrym samopoczuciu, nie wytrzymałem, a dokładniej: było mi wszystko jedno.

Jest Zima - tuż przed drugim wezwaniem do sądu (mały musiał być jakimś paparazzi, inaczej po co mu były moje sekrety?) na plaży nie było nikogo. Tego dnia wraz z wschodem skorzystałem z niosącej wytchnienie nieobecności świata i podłożyłem ogień, uprzednio pokruszywszy każdą, bez wyjątku szumiącą rzecz jaką napotkałem w pobliżu. Mój nowy dom i tak ziści się gdzieś niebawem, olbrzymim wysiłkiem pokonuję tak obce mi teraz, spopielone, ściany. Przeznaczyłem na ten szum największą część życia. Tak czy siak mam zaklepane miejsce, sąsiedzi już zaczynają się gromadzić, wypytywali przez lata, żaden wprost. Płoszyli krewnych. Ciągłe „co” i „jak” okraszane znakami zapytań, jak gdyby wtórowały muszlom. Lecz przecież ja ani przez moment nie wstydziłem się swoich planów. Wystarczyło pozbyć się dumy czy czegokolwiek innego i spytać. Może nie potrzebowałbym tej dwudziesto dwu tysięcznej szumiącej armii? Jest zima. Sztuczne słońca tylko utwierdzają okolicę w nadęciu. Tak to już jest, cały rok, jak nie nadęci turyści to nadęci mieszkańcy przywracają człowieka do pionu. A tu bęc, macie swoje, płonie domek na śniegu, dowody zniszczone – następnych nie będzie.

- Proszę mnie nie pchać, już mówiłem! Jakie prawo? Co użyte przeciw mnie? Z jakiego urzędu? Jakim prawem? To ona mnie wtedy zmusiła, jej wina, jej balet – szukać Baletmistrzyni!

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Najszanowniejsi... Gdy tylko polski Internet obiegła wieść o napisaniu przez Jasia Kapelę trzydziestu tekstów o tematyce proaborcyjnej w ciągu jednego roku, po zapoznaniu się z częścią z nich zastanowiłem się mimowolnie czy ja zdołałbym napisać trzy wiersze o wymowie antyaborcyjnej w ciągu jednego tylko wieczora… I nim zdążyłem się nad tym dobrze zastanowić już kilka rymów przeciwko aborcji napłynęło mi nieproszonych do głowy…   Będę z Wami szczery... Z racji tego że niespodziewanie dopadły mnie w nocy gorączka i dreszcze nie wyspałem się poprzedniej nocy za dobrze… O poranku miałem problemy z zwleczeniem się z wyra… W ogóle tego dnia chodziłem jakiś taki półprzytomny... Ale myślę sobie... Co??? Ja nie dam rady napisać trzech wierszy przeciwko aborcji w jeden wieczór?! Ja nie dam rady?! Zaraz robię sobie herbatę z miodem i cytryną i biorę się do dzieła!... I tak w jeden tylko wieczór (kilka godzin) napisałem te trzy poniższe wiersze o wymowie antyaborcyjnej... Oceńcie je proszę sami...     ,,Wszystko to było odległym wspomnieniem”         Choć w obskurnych lekarskich gabinetach, Na przestrzeni wielu postkomunistycznej Polski lat, Każda z ust lekarza bezlitosna diagnoza, Tak wiele młodych matek z nóg ścinała,   Choć niejedna wymodlona ciąża, Podług diagnoz była zagrożona, A rozbudzona w sercu matki nadzieja, W ułamku sekundy niekiedy gasła,   Choć natrętna proaborcyjna propaganda, Niczym straszna upiorna zjawa, Usiłowała w ich myśli przenikać By zamęt i zwątpienie w nich siać…   Choć rozwrzeszczanych feministek wybuchy złości, Załganych pseudoekspertów opinie i głosy, W pamięci tak wielu z nich się wyryły, Sypiąc się z ekranów telewizorów plazmowych…   Wszystko to było odległym wspomnieniem, Gdy tuląc do piersi maleńkie niemowlę, Niejedna skrycie uroniła szczęścia łzę, Uśmiechając się zarazem serdecznie,   Wszystko to było odległym wspomnieniem, Gdy biorąc na ręce swe dziecię, Słowami przyobleczonymi w cichy szept, Obiecywała mu życie szczęśliwe,   Wszystko to było odległym wspomnieniem, Gdy spoglądając w swego dziecka źrenice, Pochwycona silnym wzruszeniem, Pierwszy jego ujrzała uśmiech,   Wszystko to było odległym wspomnieniem, Gdy pewnego dnia niespodziewanie, Padło z dziecięcych usteczek… - Mamusiu kocham cię…   ,,W oku niejednej matki”        Gdy w murach kościołów gotyckich Światło padające z kolorowych witraży Na twarze roześmianych dzieci, Migocąc wesoło na nich zatańczy,   Gdy maleńkie rączki dziecięce, Uczynią znak krzyża na czole, W niejednym stareńkim kościele, W skupieniu żegnając się z nabożeństwem,   W oku niejednej matki rozmodlonej, Dostrzec możemy ukradkiem łzę, Która perląc się w jasnego dnia świetle, Przetnie niekiedy blady policzek,   W oku niejednej matki rozmodlonej, Dostrzec możemy winy poczucie, Ból ciężkich niezabliźnionych wspomnień, Nagłe ukłucie sumienia wyrzutem…   I niejedna młoda matka, Zatapiając się w bolesnych wspomnieniach, Wzruszona w głębi matczynego serca, Pobiegnie myślami do tamtego dnia,   Gdy tamta straszna diagnoza, Padła z ust starego lekarza, Gdy z przerażeniem do wiadomości przyjęła, Że zagrożoną była jej ciąża,   Gdy pędzący na oślep świat, Nagle jakby się zatrzymał, Zimny dreszcz przebiegł po plecach, Z przerażenia tchu złapać nie mogła,   Gdy diabelska pokusa Odrzucenia nauczania Kościoła, W głębi duszy się tliła, Niczym kiełkujący z wolna chwast…   I spoglądając w oczy swych dzieci, Ocierając ukradkiem łzy, Niejedna przeklnie tamtą myśl, Gdy przyrzekała sobie aborcję rozważyć,   I niejedna Maryi podziękuje, Że w serca ich wlewając otuchę, Nadludzką wtedy dała im siłę, Ocaliła cudem zagrożone ciąże…   ,,Widziałem w mym śnie…”        Widziałem w mym śnie czarne parasolki, Połamane o uliczne chodniki, Bez litości zmiażdżone obcasami, Przesiąknięte brudem ulicznych kałuży,   Widziałem w mym śnie czarne parasolki, Ciśnięte do koszy na śmieci, Niszczejące pomiędzy odpadami, Obgryzane nocami przez szczury…   Widziałem w mym śnie w kościołach starych, W cieniu nadkruszonych murów gotyckich, Rozmodlone młode Polki, Przesuwające w dłoniach różańców paciorki,   Modlące się by w kolejnych latach, U boku ukochanego męża, Dostąpić łaski licznego potomstwa, Wielbiącego Boga w codziennych pacierzach…   Widziałem w mym śnie nienarodzone dzieci, Śpiące nocami pod sercem matki, Niekiedy mimowolnie ssące kciuki, Wyczekiwane przez swe anioły,   Tak bardzo pragnące być kochanymi, Przez świat w wojnach pogrążony, Zatopiony w międzyludzkiej nienawiści, Do Boga wciąż odwrócony plecami…        
    • @Mitylene utwór ma w sobie coś  klasycznego, czystego, kryształowego, niczym mityczne źródło Aretuzy.
    • @Berenika97 Dziękuję za tę nobilitująca dla mnie uwagę o dialogu z W. Szymborską. Bardzo lubię Jej poetykę, ale nie w pełni znam Jej twórczość. Ty i Poet Ka zwróciłyście mi na to uwagę. Kiedyś wcześniej padła podobna uwaga o korelacji tematu/poetyki z Wisławą. Za mało czytałem dotąd poezję. Może to Cię ubawi, ale na tym portalu studiuję poezję "z wypiekami", ponieważ sporo utworów i sporo autorów na poezja.org pisze ciekawie, inspirująco dla mnie. Jestem prawie poetyckim profanem w Waszym towarzystwie, bo mam literacką wrażliwość, ale do marca `26 w ogóle jej nie eksplorowałem w poezji. Dojrzewam przy Was, dziękuję. @Gosława  Dojrzewamy na pogrzebach. Podobnie na rozstaniach z mniej zasadniczych powodów. To brutalne i skuteczne metody. To boli, ale nie nie chcę się na nie uodparniać :-) @Poet Ka Dziękuję uważna i łaskawa :-) @KOBIETA Jakżeby inaczej u Ciebie, trzpiotko

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • Chwila zawieszenia pomiędzy światami jest podróżą przez pole maków. Czuć zapach opium. Z daleka szumi Morze Egejskie.
    • @Berenika97 Tak, zakochanie/zatracenie, może zakochanie w zatraceniu... Dziękuję! :)    @Lenore Grey Bardzo mi miło :) Pozdrawiam    @iwonaroma Pociągają czasem te przepastne... Dziękuję za zatrzymanie :)   @viola arvensis Chyba tak. Bardzo dziękuję :) Pozdrawiam 
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...