Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

najlepszy mój przyjaciel
siadł na kamieniu
i tak do mnie mówił

jeżeli musisz kochać
kochaj tylko siebie
a wtedy nie będzie bolało

najlepszy mój przyjaciel
poklepał mnie po ramieniu
i w te słowa przemówił

jeżeli szukasz szczęścia
zapomnij o reszcie świata
nie przeżyjesz rozczarowań

najlepszy mój przyjaciel
pochylił szept nad mym uchem
i słuchajcie co powiedział

jeżeli zrobisz jak ci radzę
uszczęśliwisz wielu ludzi
smutni pokonani przez życie
od ciebie nauczą się szczęścia

Opublikowano

super Pawel ! przemowiles do mnie co prawda troche pachnie Budda, ale zalozenie dobre
" jesli czegos nie posiadasz
to nie mozesz tym sie dzielic,
jesli siebie nie pokochasz
skad wezmiesz by kogos rozweselic"
no tak ,ale to sprawa interpretacji...
pozdr, M+A

Opublikowano

a dla mnie pachnie panem Nalepą - tylko, że w tym wypadku ojcem stał się przyjaciel - porównanie może dalekie ale coś w nim jest

... wziął mnie ojciec
wziął mnie ojcec
i tak do mnie rzekł ....

poza tym to "rozmowa z przyjacielem" jest tu "monologiem dobrego duszka" - czepiam się może ale tak to odbieram

serdeczne pozdrówko W_A_R

Opublikowano

No kurka wodan!Jakbys z moich ust wyjal te slowa drogi autprze : )

W zyciu sie kieruje bardzo podobnymi zasadami jakie podawal panu pana najlepszy przyjaciel..

Jestem pod tym wzgledem niewyuczalna pesymistka
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



chciałbym na temat - ...odkąd zrezygnowałem z boga... - nie wiem co Cię skłoniło do tego rzutu - ale poważnie to brzmi - Paweł - wydaje mi się ze zakleszczyłeś się w sobie - nie jestem psycholog - ale wiersz o tym świadczy i ten temat "muru" - słyszałęś o trąbach jerychońskich???

serdeczne pozdrówko W_A_R

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...