Martyna Anna P. Opublikowano 12 Listopada 2007 Autor Zgłoś Opublikowano 12 Listopada 2007 Kiedyś zabiorę Cię na łąkę, skąpaną we wschodzącym słońcu. Jej zielone łono będzie mokre od porannej rosy, twoje ramiona oplotą mnie ciasno jak boa swoją ofiarę i będziemy tak trwać, zanurzeni w sobie bez pamięci i drzewa będą nam szumieć stare pieśni, których nikt nie pamięta i zabłądzimy w nagości, a trawa będzie cicho piszczeć jak cykada o zmierzchu, a stokrotki i mlecze zwiną swe płatki ze wstydu. Słońce dla nas zgaśnie i przyjdzie księżyc,niejasny, a potem będzie mrok i majaczące wierzby jak płaczki, oddadzą pokłon potędze miłości. Zabiorę Cię kiedyś na tę łąkę, nocą, a trawa będzie szara i sucha, drzewa zapomną stare pieśni i dwa białe szkielety zabłysną w fosforyzującym świetle księżyca.
Pan poeta Opublikowano 12 Listopada 2007 Zgłoś Opublikowano 12 Listopada 2007 oczytalnia - poważnie, i proszę nie spekulować, a jeśli pani nie wierzy, polecam nieszuflada.pl. tam pani wszystko wyjaśnią)ahijo
Martyna Anna P. Opublikowano 12 Listopada 2007 Autor Zgłoś Opublikowano 12 Listopada 2007 wiem wiem dobra poddaję się to wszystko kicz.Nie mam pojęcia o konstruowaniu wierszy więc bardzo dziękuję za ten odnośnik, na pewno się z nim zapoznam.I wiesz pan co, panie Poeto fajne masz te wiersze...ja tak sobie zawsze marzyłam żeby pisać, ale chyba za cienka w te klocki jestem...:( Dzięki.Pozdrawiam Martyna Anna czy jak mi tam
Pan poeta Opublikowano 12 Listopada 2007 Zgłoś Opublikowano 12 Listopada 2007 Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość. ojj, dziewczyno nie ironią, tylko pewną postawą Anny odpowiadamy, bo ta ironia i tak niczego nie owocnie, oczytalnia.pozdr niestety, nie ma pani zielonego pojęcia co zawierają środki użyte w moich tworach,
Rekomendowane odpowiedzi
Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto
Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.
Zarejestruj nowe konto
Załóż nowe konto. To bardzo proste!
Zarejestruj sięZaloguj się
Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.
Zaloguj się