Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

II.



‭ Kasia wyszła z łazienki w samych stringach. Weszła na środek pokoju i ręcznikiem osuszała swoje długie, kasztanowe włosy. Robiła to codziennie, tak samo, i niemal każdego dnia, przez cienkie firanki, przyglądali się temu chłopcy z bloku naprzeciwko.

‭Otworzyła drzwi balkonowe. Zapowiadał się ciepły, słoneczny dzień. Jeden z takich, kiedy człowiekowi aż chce się żyć, nawet gdyby trzeba było rozwiązywać problemy nagromadzone w brzydszych dniach.
Normalnie włączyłaby teraz radio lub ulubioną płytę i‭ ‬tańczyłaby na środku pokoju, aż do utraty tchu. Uśmiechnięta padłaby wtedy na miękkie łóżko i dłuższą chwilę przeobrażałaby się ze zwariowanej dziewczynki w kobietę. Później zjadłaby lekkostrawne śniadanie,‭ ‬ubrała się i wyruszyła na‭ "‬podbój świata‭"‬.

Dziś trudno jej było nawet się ubrać.‭ Na śniadanie nie miała ochoty wcale.
Siedziała na skraju łóżka,‭ ‬ze skarpetką w ręce i tępo patrzała się przed siebie.‭ D‬o oczu powoli napływały jej łzy.
Upuściła skarpetkę na dywan.‭ Pochyliła‬ się do stolika nocnego i chwyciła za telefon.
-‭ ‬Darek‭? ‬-‭ ‬spytała drżącym głosem.
-‭ ‬Tak,‭ ‬przy telefonie‭ ‬-‭ ‬odpowiedział mężczyzna po drugiej stronie linii. -‭ ‬Kasia!‭? ‬-‭ ‬zapytał nie udając zaskoczenia.
-‭ ‬Tak,‭ ‬to ja‭ ‬-‭ ‬odparła przełykając łzy.
-‭ ‬Dzień dobry,‭ ‬Kasiu‭ ‬-‭ rzucił‬ wesoło, najwyraźniej zadowolony z telefonu.
Nie odpowiedziała.‭ ‬Przez jakiś czas mężczyzna nie słyszał niczego w słuchawce. Dziewczyna milczała.
-‭ ‬Kasia‭? ‬-‭ ‬sprawdzał,‭ ‬czy nie odłożyła.‭ ‬-‭ ‬Halo‭! ‬Kasia‭!?
Była na linii.‭ ‬Słyszał wyraźnie jej łkanie.
-‭ ‬Katarzyno,‭ ‬co się stało‭? Ty płaczesz‭? ‬Co się stało‭? ‬Halo,‭ ‬odezwij się‭!
-‭ ‬Darek...‭ ‬-‭ ‬odezwała się w końcu, pociągając nosem.
-‭ ‬Tak‭?
-‭ ‬Grzegorz znów nie wrócił na noc.
-‭ ‬Aha,‭ ‬więc o to chodzi‭ ‬-‭ ‬odparł nieco uspokojony.‭ ‬-‭ ‬Kasia,‭ ‬przecież mówiłem ci...
-‭ ‬Właśnie,‭ ‬mówiłeś...‭ ‬Mówiłeś,‭ ‬że mnie zdradza, a ja idiotka...‭
‭Znowu zamilkła.
- Mówiłeś też inne rzeczy,‭ ‬pamiętasz‭? ‬-‭ ‬zapytała po chwili.
-‭ ‬Tak,‭ ‬pamiętam.
-‭ ‬Darek,‭ ‬jestem już pewna,‭ ‬że on ma inną.
Głośno zapłakała.‭
‭Mężczyzna czekał, aż się uspokoi.
-‭ Wczoraj znów nie wrócił na noc - powiedziała w końcu. - A wcześniej nazwał mnie Magdą‭! ‬-‭ dodała‬.
-‭ ‬Aha,‭ ‬no i co? Co dalej‭? ‬Co chcesz z tym zrobić‭? ‬-‭ ‬zapytał.
-‭ ‬No...‭ ‬Nie wiem.‭ ‬Mówiłeś,‭ ‬że...‭ no... że mogę... czy to jest aktualne‭?
-‭ ‬Jasne,‭ ‬przyjedź.‭ ‬Będę cały dzień w domu.


‭ Pakując do torby swoje rzeczy zastanawiała się, czy robi dobrze. Z jednej strony zamieszkanie u obcego mężczyzny napawało ją lękiem, ale nie mogła przecież pójść na ulicę! Wrócić do domu też nie mogła. Musiałaby wtedy przerwać studia. Nie mogła przecież dojeżdżać na "uniwerek" gdański z Olsztyna.

Darek miał koło czterdziestki‭ ‬-‭ ‬polski Niemiec.‭ ‬Na stałe mieszka w Hamburgu,‭ ‬a do Gdańska,‭ ‬gdzie też ma mieszkanie,‭ ‬przyjeżdża w interesach‭ ‬-‭ ‬ciemnych jak węgiel. Jak koks.‭
Kiedyś przyjaźnił się z Grzegorzem. Często się razem zabawiali na mieście. To przez Grześka Darek poznał Kasię. Na imprezie w Sopocie.
To były szalone czasy - amfa, jaranie, piguły...

Wkrótce jednak imprezy się skończyły. Grzegorz awansował w policji. Znajomość z gangsterem,‭ ‬stała się nie na miejscu, więc obaj panowie szybko i bez żalu o sobie zapomnieli.
Ale Darek nigdy nie zapomniał o Kasi.
Teraz dzięki niemu będzie mogła dokończyć studia,‭ ‬a on‭ cóż ‬-‭ ‬być może nie będzie zbyt często przyjeżdżać do polskiego domu.

Skończyła rozmyślać, była gotowa‭ ‬-‭ ‬wszystko zapakowane,‭ ‬ubrana.
Rozejrzała się jeszcze raz po pokoju.

Na szafce obok telewizora stała ramka ze zdjęciem sprzed czterech lat.
Kasia chwyciła ją do ręki i znów ciężkie łzy napłynęły jej do oczu.‭ ‬Byli tacy szczęśliwi...

Odłożyła ramkę na miejsce,‭ ‬znalazła pisak i kartkę. Napisała:‭ "‬MAM DOŚĆ‭! ‬ŻEGNAM‭!", położyła list na stole i wyszła.





III.




‭ Grzegorz dotarł do pracy przed południem. Musiał jeszcze wrócić do domu, umyć się i przebrać się.
We trzypiętrowym budynku Komendy Wojewódzkiej mieściło się kilka wydziałów.‭ ‬Niższe piętra zajmowała zwykła‭ "‬biurokracja‭"‬,‭ ‬wyżej‭ - ‬Wydział Kryminalny. Na samy końcu korytarza ostatniego piętra wygospodarowano cztery pomieszczenia dla Wydziału Spraw Niewyjaśnionych‭ ‬-‭ ‬Archiwum X.
Miało zaszczyt tam pracować jedynie pięciu funkcjonariuszy i nadkomisarz.‭
Na początku,‭ ‬kiedy jednostka powstawała,‭ ‬w zespole była też jedna kobieta.‭ Szybko jednak zrezygnowała.
‭To nieprawda, że była miękka. Była całkiem dzielną i inteligentną babką.
Przez wiele lat, rozwiązywała trudne zagadki kryminalne piętro niżej - z dużym powodzeniem.‭ Dlatego trafiła do Archiwum.
‭Nowa rola jednak najwidoczniej nie przypadła jej do gustu. W zwykłej służbie co prawda często oglądała zwłoki i krew, może nawet częściej, jednak tam trupy przeważnie były świeże.
W Archiwum przyszło jej przekopywać groby,‭ wyciągać cuchnących,‭ ‬rozpadających się w rękach nieboszczyków,‭ ‬by potem kroić ich,‭ ‬oglądać z lupą w ręku - z zewnątrz i od środka.‭ ‬Mało wdzięczne zajęcie jak dla kobiety.
W uzasadnieniu swojej rezygnacji podała,‭ ‬że praca niekorzystnie wpływa na jej stosunki z mężem.

Faceci jakoś się trzymali,‭ lecz‬ faktem jest,‭ ‬że żaden nie był w stanie utrzymać przy sobie żadnej kobiety na dłużej.‭ ‬Grzegorz najwidoczniej nie miał być wyjątkiem.
Cóż‭ ‬-‭ ‬albo szczęście w rodzinie (i udane stosunki),‭ ‬albo praca w Archiwum.




Oficer mijał kolejne piętra.‭ Wszędzie‬ krzątali się mundurowi.‭ ‬Otwierały się drzwi do biur, dochodziły z nich głosy pracowników,‭ ‬stuki maszyn do pisania, wycie drukarek igłowych i drzwi znów się zamykały.

-‭ ‬Mariola,‭ ‬każdy o tym wie...‭ ‬-‭ ‬powiedział mężczyzna wychodzący z sekretariatu.
Grzegorz od razu, po głosie, rozpoznał Tomka,‭ ‬starego kumpla jeszcze ze szkolnych lat.‭ ‬Stał we futrynie drzwi,‭ ‬a głową tkwił jeszcze wewnątrz pokoju i czekał na odpowiedź.‭
-‭ ‬Ej,‭ ‬Mariola,‭ ‬no mąż to akurat nie musi o tym wiedzieć‭ ‬-‭ ‬skomentował to,‭ ‬co usłyszał i‭ ‬gromko się roześmiał zamykając drzwi.

Grzegorz nie zatrzymywał się.‭ ‬Miał nadzieję,‭ ‬że Tomasz go nie dostrzeże.‭

-‭ ‬Hej gangsta‭! ‬Gdzie ty tak pędzisz‭!? ‬-‭ ‬usłyszał jednak za plecami.
-‭ Witaj‬ Tomek.‭ ‬No pędzę,‭ ‬do góry pędzę‭ ‬-‭ ‬odparł Grzegorz.‭ ‬Zatrzymał się i zszedł kilka stopni w dół, do kumpla,‭ ‬by się przywitać.
-‭ ‬Tomek,‭ ‬nie mam czasu na rozmowy, naprawdę‭ ‬-‭ ‬powiedział podając rękę.‭ ‬-‭ ‬Dopiero wylądowałem na komendzie‭! ‬Spóźniony,‭ ‬jak cholera‭!
-‭ ‬Aaa,‭ ‬noo rozumiem,‭ ‬rozumiem.‭ ‬Też bym zasypiał do roboty,‭ ‬jakbym miał taką... Kasię‭ ‬-‭ ‬zażartował Tomek, uśmiechając się jednoznacznie.
-‭ ‬Heh,‭ ‬nie nie brachu,‭ ‬nie tym razem.‭ ‬Kurewsko pechowy dzień mam...‭ szkoda‬ gadać‭ ‬-‭ ‬odparł wchodząc z powrotem na schody‭ ‬-‭ ‬Idę,‭ ‬trzymaj się.‭
-‭ ‬Dobra,‭ ‬leć.‭ ‬Aha i pozdrów Kaśkę!‭ I‬ mi tu nie ściemniaj koguciku.
-‭ ‬Może być problem‭ ‬-‭ ‬usłyszał z góry.
-‭ ‬Jaki problem‭? ‬-‭ ‬krzyknął Tomek.
-‭ ‬Odeszła.
-‭ ‬Chyba jaja sobie ze mnie robi‭ ‬-‭ ‬powiedział sam do siebie, szczerze niedowierzając.


Grzegorz dotarł na ostatnie piętro i skierował się w stronę biura na końcu korytarza.‭ Na tym holu panowała‬ zupełna cisza mącona tylko cykaniem startera neonówki.‭ ‬Jakoś nikt, od miesiąca, nie miał czasu naprawić tej lampy.

Stanął przed drzwiami z napisem: ‭"‬Laboratorium kryminalistyki‭"‬.
Zanim nacisnął klamkę jeszcze raz upewnił się,‭ ‬że woreczek z proszkiem nie jest fantazją.‭ Nie b‬ył.
W laboratorium była tylko jedna osoba‭ ‬-‭ ‬młody mężczyzna w długim,‭ ‬białym fartuchu.‭ ‬Nawet nie odwrócił się odpowiadając "dzień dobry".‭
Grzebał w dokumentach ułożonych pionowo w wysuwanych szufladach i cicho, lecz soczyście klął pod nosem.
Grzegorz rzucił torebkę na blat biurka.
-‭ ‬Sprawdź to Sławek‭ ‬-‭ przerwał‬ zapracowanemu człowiekowi.
Laborant szukał jednak dalej i klął coraz głośniej,‭ ‬aż wreszcie pchnął szufladę wściekle w przód tak, że cała szafka huknęła w ścianę. Odwrócił się.

-‭ ‬Co‭!? ‬-‭ ‬zapytał niegrzecznie.
Grzegorz wskazał palcem na biurko.
-‭ ‬Co!‭? ‬Co to jest‭? ‬-‭ ‬ponowił pytanie. Chwycił worek i obejrzał zawartość pod światło.
-‭ ‬To ty mi powiedz.
-‭ ‬A dokumenty‭?
-‭ ‬Nie ma dokumentów.‭ ‬Jest tylko to.
-‭ ‬Nie,‭ ‬Grzegorz, nie ,nie.‭ Chyba‬ wiesz,‭ ‬że muszę to do czegoś przyczepić!?‭ ‬-‭ oznajmił‬ laborant.
-‭ ‬Zrób to,‭ ‬po prostu zbadaj to gówno... a potem gdzieś to przypniemy.‭ ‬Sławek,‭ ‬to ważna sprawa, bardzo ważna.‭ ‬Proszę cię,‭ ‬zrób to i najlepiej jeszcze dziś.
-‭ ‬Nie Grześ,‭ ‬nie mogę,‭ ‬sorry.
-‭ ‬Nawet mi tego nie mów‭ ‬-‭ ‬kończył Grzegorz kierując się w stronę wyjścia‭ ‬-‭ ‬Czekam Sławek‭ ‬-‭ ‬dodał wychodząc.
-‭ ‬Kurwa‭! ‬-‭ ‬usłyszał Grześ już zza zamkniętych drzwi i lekko uśmiechnął się pod nosem.
"Załatwione"



Dotarł do swojego biura.‭ "Z‬amknięte?‭ ‬Dziwne, a gdzie Młody!?" - pomyślał. Arek,‭ ‬Haker,‭ lub po prostu Młody ‬-‭ ‬nowy partner Grzesia.‭ ‬Przydzielili mu go w zaszłym tygodniu.‭ ‬Ksywkę Młody dostał od ekipy "na dzień dobry",‭ ‬bo chyba wszyscy świeżacy taką otrzymują i noszą aż do czasu,‭ gdy‬ pojawi się ktoś nowszy.
Tak naprawdę Młody jest młodszy od Grzegorza tylko o dwa lata i wcale nie jest najmłodszy z zespołu.
Drugi pseudonim Arka‭ ‬-‭ ‬Haker‭ ‬-‭ ‬ma lepsze uzasadnienie.
Studiował informatykę. Był w tym dobry,‭ wyjątkowo utalentowany.
‭Już na trzecim roku zaczęły walczyć o niego firmy softwarowe. Arek rozmawiał chętnie z ludźmi, których wysyłały do niego korporacje, ale robił to chyba tylko z grzeczności, bo na ostatnim roku zaskoczył wszystkich "łowców głów" - oznajmił, że zostanie policjantem. I został.
‭Co prawda już na starcie dostał lukratywną posadę, ale zarobki i tak dziesięciokrotnie niższe od tych, jakie proponowli mu headhunters.
‭Niewielu dziś takich romantyków na świecie.
Archiwum łaknęło specjalisty od komputerów nie mniej niż‭ pustynia deszczu‬.‭ ‬Do wielu zadań mógł się przydać.‭
Na początek dostał rozkaz "odmulenia" laptopa Grzegorza i...‭ ‬spisał się na medal.


Grześ odkluczył drzwi i wszedł do środka.‭ Na biurku leżała‬ jakaś teczka.
Usiadł na swoim stanowisku,‭ ‬przeciągnął się i głęboko odetchnął.‭ ‬Na te kilka sekund zapomniał o Kasi‭ ‬i nieprzyjemnym poranku.

Po chwili ktoś włożył klucz do zamka.‭ ‬Zaczął kręcić w tę i z powrotem,‭ ‬dość długo.‭ ‬Wreszcie drzwi otworzyły się i do środka wszedł Arek.
-‭ ‬Zawsze zamykasz drzwi jak chcesz wejść,‭ ‬Młody‭? ‬-‭ ‬zapytał Grzegorz.
Haker zaśmiał się.
-‭ ‬Gdzie byłeś,‭ Arku? ‬-‭ ‬rzucił krótko i leniwie przełożony.
-‭ ‬Kawa się skończyła‭ ‬-‭ ‬odparł pokazując słoik rozpuszczalnej,‭ ‬który trzymał w ręce.‭ ‬-‭ ‬Zrobić panu też‭? ‬-‭ ‬zapytał.
Grzegorz kiwnął głową twierdząco i‭ rzucił okiem na‬ teczkę leżącą przed nim.
-‭ ‬Młody,‭ ‬co to jest‭? ‬Kto przyniósł tę teczkę‭?
-‭ ‬Szef.‭ ‬Nadkomisarz ją tu położył rano - odpowiedział Haker.
-‭ ‬Co w niej jest‭? C‬hodzi o coś‭? ‬-‭ ‬pytał dalej.
-‭ ‬Sprawa dotyczy zaginięć‭ ‬-‭ ‬odpowiadał ustawiając czajnik elektryczny na podstawce.
-‭ ‬Zaginięć‭? ‬Młody,‭ ‬a od kiedy my się zajmujemy poszukiwaniem dzieciaków!‭?
-‭ Nie tylko dzieciaki ostatnio znikają, szefie. Ale nie o to chodzi. ‬Okazało się,‭ ‬że najświeższe zaginięcia łączy coś ze starszymi... i to z bardzo starymi.‭ N‬awet sprzed pięćdziesięciu lat.
Woda w czajniku zaczynała syczeć.
-‭ ‬Co je łączy‭?
-‭ ‬Dom.‭ ‬A właściwie piwnica.‭ ‬Na ścianach w piwnicy widnieją nazwiska zaginionych‭ ‬ostatnio i... bardzo dawno‭ ‬-‭ ‬kontynuował Haker.
Grzegorz przysunął energicznie do siebie teczkę i zaczął przeglądać akta.

-‭ ‬Prawdopodobieństwo,‭ ‬że to przypadek jest niewielkie‭ ‬-‭ ‬stwierdził informatyk zdejmując czajnik z podstawki‭ ‬-‭ ‬Chociaż prawdopodobieństwo,‭ ‬że porywa ich jeden i ten sam człowiek też jest małe.‭ ‬Dlatego mamy tę sprawę‭ ‬-‭ ‬dodał zalewając kawę.
-‭ ‬Niech to szlag‭! ‬-‭ ‬krzyknął Grzegorz,‭ ‬kiedy ujrzał fotografie.
Zerwał się z krzesła.‭ Wepchnął‬ wszystko z powrotem do teczki i wyszedł trzaskając drzwiami.
-‭ A kawa?


Oficer ruszył prosto do laboratorium.‭ ‬Rzucił teczkę na blat biurka.
-‭ ‬Ta torebka...‭ ten‬ proszek...‭ ‬to poszlaka w tej sprawie - Oficer przybił teczkę pięścią do blatu. -‭ ‬Do tego dopnij.
Laborant rzucił okiem na dokumenty.
-‭ ‬No - spojrzał na Grzegorza. -‭ Nie można było tak od razu‭?

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • super pomysł, poczułem że jestem grzybem niejadalnym niestrawnym trującym ten daleki od doskonałości organizm...
    • Prezentowany utwór stanowi literacką rekonstrukcję jednego z najbardziej fascynujących i mrocznych epizodów w historii polskiego pogranicza kulturowego. Przenosimy się na przedwojenne Podlasie, do wsi Grzybowszczyzna. To tam, w latach 30. XX wieku, niepiśmienny chłop Eliasz Klimowicz ogłosił się Prorokiem Ilją. Wokół niego narodziła się fanatyczna sekta religijna. Wyznawcy, uciekając przed nadchodzącym końcem świata, wybudowali w głębi lasu osadę Wierszalin – mającą stać się Nowym Jeruzalem.   Wiersz jest próbą uchwycenia zbiorowej ekstazy, ludowego mistycyzmu oraz cienkiej granicy między boskim uniesieniem a obłędem.   Tekst powstał z bezpośredniej inspiracji utworem „Wierszalin III” formacji Patriarkh, która na swoim koncepcyjnym albumie „Prorok Ilja” przełożyła tę podlaską tragedię na język rytualnego, cerkiewnego black metalu. Zanurz się wraz z autorem w błocie Grzybowszczyzny i usłysz bicie wierszalińskich dzwonów.   "Wierszalin"   Wracała do wsi. Odmieniona i uzdrowiona. Uśmiech, którego nie widziałem od miesięcy, wykwitł teraz pięknie na jej ustach. Policzki nabrały rumieńców  a niebieskie oczęta zyskały blask. Zdjęła kwiecistą chustę. i poczęła ją tulić jak niemowlę. Płakała i całowała materiał. Relikwię jego łaski. Upadła na kolana przed chałupą. Składając najwyższe dziękczynienie Panu. Gdzieś za opłotkami,  przecinanymi ścieżynami i bruzdami pól, dał się słyszeć dzwon. Teraz i ja uwierzyłem. Wyszedłem z obory  i przypadłem do postaci siostry. A dzwon bił radośnie,  obwieszczając ludowi  prostemu i pokornemu, nastanie Nowego Jeruzalem. Siostra wyrwała mi się  i w euforii uniesienia  poczęła skakać i tańczyć po obejściu. Obwieszczała dobrą nowinę całemu światu. Tak głośno by i aniołowie usłyszeli. Zaprawdę święty, święty, święty  i błogosławiony jest prorok, który uszedł z niewoli bestyi  i nie ugiął się  pod ciężarem grzechu nierządnicy! Wrócił do swej świątyni i ludu swego, by odbudować na kamieniach prawdy i wiary Nowe Jeruzalem. Wysławiajmy imię proroka bo jest wielki! Chwalmy jego święte imię  bo jest sprawiedliwy! Wysławiajcie Pana, bo jest dobry,  bo na wieki Jego miłosierdzie! Twoja jestem!  Zbaw mnie! Bo Twoich przykazań szukałam! Moja dusza na wieki w Twoich jest rękach! I legła bez ducha tak jak stała. W kałuże głębokie, pełne wody nie żywej a mulistego grzechu i występku.     Cała wieś ruszyła ku świątyni. By oddać pokłon prorokowi. I pomyślałem patrząc na ten, nagłym tłum, rozradowany triumfem wiary. Otwórz i mi oczy i uszy na Twą chwałę. Czyste serce stwórz we mnie. Nieprawości zgładź jak smoka piekielnego i daj zasiąść w chwalę  po Twej boskiej prawicy. Pasterz wołał swe owce do zagrody. Na zielone pastwiska zbawienia.   Świątynia ożyła na dobre. I był to bezsprzeczny dowód  odrodzenia proroka. Wierszalin był centrum doczesnego świata. Wszystko co wokół było niewolą. Wszystko co w nim.  Było zbawieniem. Pielgrzymów były dziesiątki. Jedni klęczeli,  inni leżeli krzyżem w płytkim śniegu. Złote i srebrne ikony  połyskiwały z ołtarzy na wozach. Byli i tacy co opasali się nimi niczym zbroją, śpiewając dziękczynne psalmy. Twemu domowi Panie,  przysługuję świętość po kres dni.     Do środka nie dało się wejść. Wszędzie byli wierni. Zajmowali cały pritwor. Całowali podłogę, chresty i ikony. Obnażali plecy, wymierzając sobie pokutę skórzanymi biczami lub drewnianymi pałkami. Żegnali się raz po raz  w modlitewnym upojeniu. Byli i tacy co po prostu zamarli na obliczach  z powodu ogromu cudów wokół. Patrzyli tępo w niebo pod postacią ikonostasu. Bóg wybrał ich.  Byli oblubieńcami proroka. Nową świętą rodziną.     Chwalcie imię Pańskie,  chwalcie słudzy Pana, którzy stoicie w świątyni Pańskiej,  na dziedzińcach domu naszego Boga. Chwalcie Pana, albowiem dobry jest Pan, śpiewajcie Jego imieniu, albowiem jest dobre.  Błogosławiony Pan z Syjonu,  który mieszka w Nowej Jerozolimie.     I był pierwszym po Bogu. Siedział na tronie biskupim  i błogosławił ludowi swemu. Całowali jego stopy i dłonie. Dotykali jego szat. Upadali pod jego wzrokiem. Błagali o łaskę i wstawiennictwo. A on patrzył na swoje dzieło zbawienia. Prosfora, jałmużna czy dłoń położona na czole starca, dziecka czy chromego. Była nagrodą samego królestwa niebieskiego. Zbawienie sprawiedliwych od Pana,  On jest ich obrońcą w czasie utrapienia. Pomoże im Pan i ich wybawi,  uwolni ich od grzeszników i zbawi ich, albowiem w Nim mają nadzieję.     I przemówił Pan głosem proroka. Ślady po cierniach na mych skroniach. Każdy raz krwawym śladem bicza, odbity na plecach. Blizny po gwoździach  w mych świętych dłoniach. Stopy nimi przebite na wylot. Bok rozorany rzymską włócznią. Martwy byłem przez trzy dni  w ziemi babilońskiej. Mówili biada mu i zagłada po wszechczas. Mówili szaleniec on i uzurpator. Nie święty! Boże Wszechmogący! Ty widzisz mnie i apostołów moich! Koniec będzie wszędzie! Sromota i ogień! Wierszalin! Wierszalin! Nowe Jeruzalem!                  
    • nie jestem ekspertem  nie jestem profesjonalistą  nie jestem znawcą tematu  nie pytaj mnie bo  nie jestem źródłem rzetelnych informacji  nie mam milionów na koncie nie pokazuję się ze znanymi ludźmi  nie modlę się  nie liczę na cud  nie mam złudzeń      i to jest moja największa zaleta    a kiedyś tak… starałem się nadążyć  śledziłem nowinki trendy  płynąłem na fali klikałem  widziałem horyzont  wierzyłem że można  że trzeba tam zmierzać  jak inni byłem niezawodnym trybikiem w machinie wzrostu      co zaszło pytasz? nie jestem źródłem rzetelnych informacji… jeśli społeczeństwo jest organizmem ja jestem komórką rakową 
    • Nie miała tam być. Terezin dał możliwość życia Ona wybrała inny los. Ottla zgłosiła się na ochotnika, aby być z dziećmi aby się nie bały w ostatniej drodze z której powrotu. nie ma. W Auschwitz była tylko ciemność. A dziś śnieżynki ciepłych ściegów, są jak płatki pierwszych przebiśniegów. Ptaki je spłoszą śpiewając kołysankę. O piżamkach w zielone groszki, utulą wszystkie niepotrzebne troski. Śpiewaj, śpiewaj jak najwięcej!. Będzie lżej wzruszać jasne powietrze. Śpij , spij i idź! Tak daleko, a chmury są tak wysoko. Mama- i już wiadomo gdzie i dokąd.         Ty jesteś, z całą wiedzą o mnie, z taką świadomością, wbrew wszystkim, pomimo wszystko. (Franz Kafka do siostry Ottilie)            
    • Znoszę nieszczęście jak jajka wczorajsze ile jeszcze zniosę będąc kurką na wybiegu   w kurniku myśli wydziobuję pech   z marzeń robię jajecznicę na tłustej nadziei   pazurami wygrzebuję wiarę miłość niewidzialnym ziarnem   czy jeśli bardzo się postaram to zniosę szczęście?
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...