Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

"Kici kici kic..." Gwiezdna Dziwa parsknęła i połykając sporą porcję kosmicznego planktonu chlusnęła ogonem po rumieńcach gwiazdy. Tryskała wyśmienitym humorem, w odróżnieniu od kondomora ekspedycyjnej Guffy czającej się z wysoko uniesionym peryskopem orbitalnym w cieniu księżyca niewielkiej, zielonkawej planety.
Załoga Guffy od miesiąca oczekiwała na pozwolenie wejścia w jej atmosferę, tymczasem kondomor, przejrzawszy najświeższe wykresy Computer Lady świadczące o tryplowatych anomaliach pola grawitacyjnego, zaklął:
- Do diaska! Co to za wyjątkowo syfiasta galaktyka? Coś mi się zdaje, że marnie tu wszyscy skończy...
Nagle dostrzegł w iluminatorze kształtne biodrzysko Gwiezdnej Dziwy.
- Niemożliwe? Nieprawdopodobne? - wyszeptał podniecony, co skwapliwie podchwyciła Computer Lady:
- Oczywiście, że niemożliwe! No pewnie, że nieprawdopodobne! To tylko fantasmagoria kosmi...

Kondomor nie odpowiadał, obserwując jak bez mała milion kapsuł penetracyjnych odrywa się od Guffy i w pośpiechu zmierza w kierunku Gwiezdnej Dziwy.
- Absolutnie niemożliwe! Co za ulotne złudzenie! – darła się Computer Lady na opuszczonych pokładach.
- Odwołać misję! Natychmiast odwołać misję! – wrzeszczała jeszcze, kiedy zamykał za sobą rozpór kapsuły penetracyjnej.
Tuż przed startem kondomor uruchomił bezpośredni kanał łączności z Computer Lady i głośno, dobitnie wypowiedział tajną formułę destrukcyjną: - Pierdol się!

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Przemyśl w takim razie użycie wulgaryzmu na końcu, i czy jest on w takim kontekście nadal wulgaryzmem? Zapomniane słowo, tylko kapitan potrafi jeszcze je wymówić, ale opacznie rozumie jego znaczenie: formuła ma raz na zawsze zamknąć drogę powrotu do tego, co było.
"Pier... się" wypowiedziane po raz ostatni przez człowieka :-)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Przecież to wynika z treści. Co wprowadza się do komputera aby uruchomić ściśle tajne procedury? Tajny kod. Skoro w tym przypadku jest nim "pier.. się!" (tak, tak... koniecznie z wykrzyknikiem, czyli "dobitnie zaakcentowane" - coś jak cyfry pomieszane z literami w prawdziwym kodzie) to znaczy, że tylko kapitan potrafi jeszcze wymówić te słowa. Inaczej ktokolwiek na pokładzie (a proszę zauważyć, że samych lądowników odlatujących z macierzystego statku jest około miliona) powiedziałby zdenerwowany czymś prędzej czy później do innego: }pier... się!" uruchamiając w nieodpowiednim momencie procedurę samodestrukcyjną gwiazdolotu.
Opublikowano

I tak oto wszyscy misjonarze porzucili swoją Lady, a polecieli na Dziwę, i to w kapsułach penetracyjnych (które jakoś tak kojarzą mi się z plemnikami, ale to pewnie chore skojarzenie). ;-) I cóż im po eleganckim świecie, w którym nikt nie przeklina? Życie musi mieć trochę pikanterii, tak samo jak sztuka. A sztywne, zimne i świetnie zaprogramowane Ladies? No cóż, wielka dama tańczy sama.
Zabieram i to. Boskie. ;-)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • a może morze jesteśmy sami bez uniesień bez fal namiętności noc otula nas rybim ogonem łuszczą się sny rozmaite zimno drapie się za głowę panele podłogowe imitują mokry piach i senną plażę na odludziu chore zatoki dokuczają nieobecnym dryfujące myśli wyrzuciło na brzeg zrywamy się zachłannie każdy w swoją muszlę
    • @Poet Ka

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

        Odbiliśmy od nabrzeża. Sternik skierował prom silnie na sterburtę, pozwalając by śruby złapały energię nurtu. Delta rzeki była jak zawsze spokojna. Zakole portu pamiętało jeszcze czasy francuskich eskard i niewolniczych barek. Wszędzie tylko grząski muł,  czarne cuchnące błoto  i brunatne, nieprzejrzyste fale. Taka była powierzchnia. Klucz do prawdziwego koszmaru.     A było nim dno. Pełne tanich oparów bimbru, duchów secesyjnych posiadłości, upiorów dawnych zarządców plantacji, czarnych potomków kultystów  voodoo i hoodoo. Zioła, kości i krew  na poświęconych kartach tarota. Dym czarnych świec, okadzający nagie, spocone ciała. Młode wiedźmy z dredami na głowie, szepczące w ciemnych zaułkach strychów  zaklęcia ochronne, ze starych, nadpalonych woluminów. Przywołani z niebytu  zaoranych przed laty cmentarzysk. Lgną ochoczo słowa dusz, na języki kapłanek.     Namorzynowy las był głuchy. Ginęło w nim światło i dźwięk. Ludzie także. I to nie w paszczach  ukrytych w toni aligatorów. Był to swoisty labirynt natury. Nie tej dobrej i ułożonej. A dzikiej i sadystycznie szalonej. Wysepki wyrastały z bagien. Liche, kruche i niestabilne. Oczy drapieżników śledziły każdy krok. Czasami jedynie rzeka wydała cichy plusk, szuwary zaszeleściły  szargane nie wiatrem a grozą. Drzewa pękały z trzaskiem  osuwając się do wodnego grobu. Ptaki milczały. Nie ze strachu a z klątwy ciszy.     Gdzieniegdzie dostrzec można było  zalążek ognia czy dymu. Ogniska miejscowych metysów. Czerwonych diabłów tych włości. Mieszkali daleko w lasach lub na samotnych odizolowanych wysepkach. Po nocach niosły się odgłosy bębnów. Modlitw i błagań do prastarych bóstw. Kultów wyklętych przed wiekami. Skakali dziko przez ogień, wychwalając imiona zapomniane o których ludzkość  nie powinna mieć już wiedzy.     Płynąłem do domu. Wracałem z ciemności do światła. Prom wszedł na kurs. Mijał rybackie łodzie i kutry. Stare motorówki i łodzie wiosłowe. Barki załadowane węglem. Promy i statki pasażerskie  a nawet mniejsze okręty  marynarki i straży przybrzeżnej.     Na Long Brigde wjechała  z donośnym gwizdem  lokomotywa ze składem. Mijała te wszystkie domy, gospodarstwa, farmy i cmentarze. Pełne historii, bólu, łez i rdzy. Ten skład nazywają imieniem tego miasta. Jego synem i dumą. Na gwizd lokomotywy  odpowiedziały syreny morskich jednostek. Byliśmy wolni. Czując jednak cały czas, ołowianą kulę z łańcuchem przy nodze.            
    • @hollow man Hahaha

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...