Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

nie żyj, czyń...

po co jest słowo?
żeby ludzi opisać
ja chcę ludzi opisać
czynem!

profesorowie oddychają
helem pragnienia
wstawają filozofią
nad niebem!

wszystko co pozostaje
jest dalej
co jest pozostałym
po nas?

po nas pozostaje dalej...

Opublikowano

Żeby czynić trzeba żyć,aby pozostawić po sobie miłe wspomnienie.
Bez życia nie ma czynów jak nie ma dymu bez ognia.
Więdz żyj i czyń pozostaw po sobie ślad.

'Jak szybko znika wszystko
w świecie sami ludzie
w czasie i wspomnienie o nich...


Mnie się podoba,można nad nim pomyśleć.
Pozdrawiam milutko

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



pitu pitu...
kawanaławe, prościej żeś jeszcze nie mógł??


PS zrobiło się duszno i żałośnie w tym dziale, robie sobie wakacje

pozdrawiam

pieruggoss


po co jest słowo?
żeby ludzi opisać
ja chcę ludzi opisać
czynem

Ta zwrotka mówi o tym, iż podmiot liryczny chce widzieć człowieka jako działającego, a nie zawsze piszącego biernie swoje życie

profesorowie oddychają
helem pragnienia
wstawają filozofią
nad niebem!

tutaj jest metafora, profesorowie "napełnieni helem", czyli że wznoszą się nad człowieka mądrością, jak balon jest uonszony przez hel, pani tego nie rozumie, chodzi o to aby każdy z nas był takim profesorem

wszystko co pozostaje
jest dalej
co jest pozostałym
po nas?

po nas pozostaje dalej...

a tutaj z kolei mamy mowę o tym że jeśli nie będziemy naśladowaać tych profesowrów to co po nas pozostanie jest dalszym siebie wynaturzeniem"
wytłumaczyłem w sposób prosty to skomplikwoane nałożenie słów...

P.s mam nadzieję że pani zrozumiała przesłanie wiersza, także, iż to nie jest napisane w 30 sekund, nad takimi zwrotkam jak pierwsza, trzeba trochę pomyśleć, niemniej jednak bardzo dziękuję za odwiedziny i proszę o komentowanie moich innych wierszy
pozdrawiam
Opublikowano

zrozumiałam aż za dobrze ten wiersz! prosto go napisałeś jak chłop z jarmaku
czytelnik to nie idiota! czytelnika trzeba zaskoczyć, czytelnik musi być zadowolony intelektualnym rozszyfrowaniem! utworu
czytelnik nie jest zadowolony gdy wszystko się mu podaje, bo wtedy nie jest potrzebny


pozdrawiam

PS Nie tłumacz nigdy swojego wiersza inaczej po nim!!!!

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




ahh, a jak się pani tłumaczyłe przy swoim kiczu, że kilka słów może rozwwać wszystko, kilka słów, prostych, wielu poetów używa prostych słów do opisu refleksyjności, niech pani zrozumie
pozdrawiam serdecznie

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •     Zaczął duchowo przygotowywać się na skok stulecia, jego głowę wypełniły podniecające scenariusze, o tyle słodsze, o ile dyskretniejsze i głębiej pochowane gdzieś w dziecięcym światku. Karol postawił mur fabryki między sobą a światem dorosłym, tylko po to, żeby móc go własnoręcznie zburzyć, z pozdzieranymi knykciami, obscenicznie przywitać starszych w ich własnym salonie. Myśli te mąciły nastoletnią głowę - jedząc obiad, kończył powtarzać swój rozpoznawczy obchód, w szkolnej ławce szukał najłatwiejszego punktu wejścia (tam fabrykę odznaczał jedynie smukły komin, sterczący na planie osiedla jak kulfon radzieckiego urbanisty) .

          Kiedy przeczołgiwał się pod ogrodzeniem, na początku przenosząc na drugą stronę samą głowę, potem powoli wciągając tors, rozgrzewał wokół siebie przymrozek poranka, ostatecznie wypychając się w całości na drugą stronę falowanej blachy. Karol rozprostował nogi, otrzepał pył ze spodni, a wraz z nim, na placu powstała nowa siła - magnetyzm tego miejsca przestał zdawać się siłą przyciągającą tutaj chłopczyka, wsiąknął w niego samego, jego wibracje czuć można było w rozchodzącym się cieple, w lekkim, elektrycznym, brzęczeniu w uszach, w malutkich wibracjach każdej tkanki, możliwych do wyczucia przy wystarczającym skupieniu (pobudzone w tym momencie krążenie zdało się Karolowi czymś o wiele magiczniejszym), co wszystko składało się na poczucie młodzieńczego zrywu wcześniej jedenastolatkowi nieznanego. Prawie że najniższy w swojej klasie, uczeń piątej klasy szkoły podstawowej zdał się tutaj nadczłowiekiem, członkiem kasty wydzielonej zarówno od dzieci jak i dorosłych, wszystkich trwających w ohydnym bezruchu i bezwiedzy, jednych, pchanych ospale przez życie zwierzęcością, drugich, swoją metafizyką. Drugą siłą, która musiała opanować każdego Ubermenscha, był strach. Jawił się pod postacią lekkiego bólu czy nudności, gdzieś pomiędzy brzuchem a plecami, oznaczał dziwne zatwardzenie w gardle, i szybszy pęd myśli, w tym momencie zdających się jakby zwolnieniem śluz na długo wypełnianym zbiorniku dojrzałości. 

          Pierwszy krok osłupił Karola, jego powaga prowadziła jedynie do strachu - nie dlatego, że był to krok przełomowy, ale dlatego, że jego ciężki, zimowy but z hałasem dotłukł już wcześniej potłuczone szkło. Zaspany gołąb sfrunął gdzieś z wysoka. Post-sowiecki panoptykon wrócił jeszcze na chwilę do włamywacza, tym razem z parą oczu w każdym sąsiednim oknie, co teraz Karol uznał za niezasługujące na krztę jego uwagi. Następny krok był już wartki, jego impet był obietnicą następnego, a następny obietnicą dalszych i dalszych. Elewacja rosła i rosła, aż stanęła na wyciągnięcie ręki. Mały dziewięciolatek w biało-złotej albie instynktownie zadarł w tym momencie głowę do góry, a kościelna wieża, rozsypała się pod jego błyszczącymi bucikami na suchy, ceglany pył. W pobliżu rozległo się bicie dzwonów. Ósma rano. Jakby to był jego sygnał, Karol postawił pierwszą nogę w miejscu wyłamanego okna, i sam nie wiedząc kiedy, znalazł siebie w pustej, industrialnej hali.

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...