Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Zachęcony stonowanie pozytywnym przyjęciem pierwszego wiersza, zuchwale umieszczę drugi. Czekam na opinię oraz krytykę (która ja dotąd okazała się bardzo pomocna). Dziękuję za uwagę.

Wprowadziłem pewne poprawki, do autetycznego tekstu. Ciekaw jest czy teraz będzie lepiej :)

I zrzucam wreszcie twój płaszcz,
którego mi nigdy nie dałaś.
I puszczam rękę,
której nigdy podać nie chciałaś.

Wiosną - wiosnę chcę widzieć,
a zimą lata wypatrywać.
A nie w twoich oczach uczucia szukać,
z poczynań myśli zgadywać.

Życzenia?
Tyś moim życzeniem, pragnieniem,
nieosiągnieniem (jedynym).
Porażki ucieleśniem,
wspomnieniem….
Ale wspomnienia bledną!
bledną.
bledną… [?]
To kiedyś wyblednie na pewno!

Nie dałaś niczego czego bym pragnął,
odebrałaś złudzenia rzucając na dno,
czego wciąż chcesz młoda panno?!

Bądź szczęśliwa.
Chociaż ktoś

PS. Wiersz powstał jakieś 2 lata temu. Miałem wtedy 18 lat. Tytuł, dla osób które nie zauważyły, to nie Wdowiec, a W*** dowiedz :)

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Zbyt dużo znaków przestankowych! Stanowczo! Wielokropki w wierszu mają czynić jedno, tonować nastój, dodawać refleksyjności. Są jednak o tyle "perfidne", że gdy ich zbyt wiele, wszelka potencjalna oryginalność wędruje w stronę kiczu. Wykrzykników także za wiele.

Jestem zadowolony z formy regularnej w sensie obecności rymów, niepokojący jest jednak ich powierzchowny odbiór.

Wiersz spełnia określone zadanie, jednak czasami miewa z tym pewne trudności.

Pozdrawiam - K.A.M.

PS Wdowiec piszemy przez "c" - ja bym się nie nabrał;)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Dziękuję za cenną uwagę. Nie wiedziałem o tym :) Z pewnością na przyszłość będę się starał unikać.
Na swoją obroną mogę napisac tyle, że wiersz ten pisze najczęsciej z pamięci i za każdym razem znaki interpunkcyjne wychodzą inaczej [choć może to kolejny błąd]. Wydaje mi się, że nikt nie zwraca na to uwagi [ja nie zwracam]. Choć może to znowu błąd :)

[quote]Jestem zadowolony z formy regularnej w sensie obecności rymów, niepokojący jest jednak ich powierzchowny odbiór.

W dawnych wierszach starałem się zachować forme regularną. Dzisiaj raczej nie... :(
Ale bardzo by mnie ciekawiło, co Pan rozumie przez powierzchowny odbiór?

[quote]Wiersz spełnia określone zadanie, jednak czasami miewa z tym pewne trudności.

Hm... Wiersz ten miał za zadanie powstać :) [wiem, że lekko haczę o regulamin, bo "jesli piszesz do szuflady i nie interesuje cię krytyka to nie publikuj", ale może mnie za to nie zbanują :)]. Historia tego wiersza to jakiś miesiąc jego obecności we mnie i potem jednorazowe przelanie na papier. Nie wiem, czy to jest słuszna metoda. jednak najczęsciej tak wychodzi u mnie... Ale naprawdę z chęcią zapoznałbym się z Pańską opinią o tym, co powoduje owe trudności. czy całokształt, czy może jakieś fragmenty ?

Dodatkowo korzystając z okazji chciałbym się dowiedzieć, co Pan sądzi o aluzjach literackich zaszytych w wierszu.
Pierwsza:
[quote]I zrzucam wreszcie Twój płaszcz


Drugi:
[quote]Wiosną - wiosnę chcę widzieć
Opublikowano

Aluzje zaiste, zaiste... To jednak niebezpieczny oręż - dla czytelnika, który może się nie poznać, ale także dla autora, bo może zoskać oskarżony o nawiązania bezzasadność.
Niemniej uważam te akurat za trafne.

Powierzchowny odbiór to moim zdaniem taki, który nie daje nam nic, no może poza truizmami.

Trudności wywoływane są moim zdaniem poprzez właśnie uchybienia technicze, artystyczne także, jeśli są one użyte bezcelowo.

Dziękuję za wnikliwą analizę mych słów.

Pozdrawiam - K.A.M.

PS Zapraszam do oceny moich wierszy, np. "rany" na tymże forum.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Nadal powierzchowna odpowiedź :) [ale rozumiem, że widocznie ciężko jest wskazać konkretne słowa. Choci pewnie o całość]. Przyjmuje z pokorą :).

[quote]Trudności wywoływane są moim zdaniem poprzez właśnie uchybienia technicze, artystyczne także, jeśli są one użyte bezcelowo.

Miałem nadzieję, iż otrzymam trochę konkretniejszą wskazówkę co było nie tak :). Otrzymałem raczej co jest w wierszu nie tak, gdy jest nie tak :). Ale może sam dojdę wreszcie.
[quote]Dziękuję za wnikliwą analizę mych słów.

Dziękuję za czas mi poświęcony
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Nadal powierzchowna odpowiedź :) [ale rozumiem, że widocznie ciężko jest wskazać konkretne słowa. Choci pewnie o całość]. Przyjmuje z pokorą :).

[quote]Trudności wywoływane są moim zdaniem poprzez właśnie uchybienia technicze, artystyczne także, jeśli są one użyte bezcelowo.

Miałem nadzieję, iż otrzymam trochę konkretniejszą wskazówkę co było nie tak :). Otrzymałem raczej co jest w wierszu nie tak, gdy jest nie tak :). Ale może sam dojdę wreszcie.
[quote]Dziękuję za wnikliwą analizę mych słów.

Dziękuję za czas mi poświęcony


OK To może trochę potrwać, ale postaram się umieścić stosowny komentarz, a więc hiperobszerny, ale rano, bo powoli tracę porządek myśli.

Pozdrawiam - K.A.M.
Opublikowano

podzielam uwagi poprzedników, co do znaków przystankowych i nadmiaru wykrzykników,
ale wiersz niesie w sobie naturalną moc refleksyjności i nutę słodyczy w postaci puenty, brawo za to, ale na przyszłość staraj się nie nadużywać cierpliwośći znaczków):
pozdrawiam i proszę o ocenę moich wierszy):

Opublikowano

Postanowiłem trochę zmodyfikowac wiersz.

Niestety nie mogłem zlikwidować wykrzykników przy takiej budowie całego wiersza... Pierwszy nie tyle ma być wykrzyknikiem ile potrwiedzeniem słów. Kropka to tu za mało... Podobnie drugi wykrzyknik. Służy od odpowiedzi na pytanie. Podmiot liryczny w moim zamyśle stwierdza, że wspomniania bledną. Późniejsze powtórzenia miały służyć (bo skoro muszę t tłumaczyć, to się bardzo kiepsko w tej roli sprawdziły) pokazaniu tego, że tak naprawdę nie wiadomo, czy bledną .Od pewności przechodzi w wiarę, a na końcu w całkowitą niepewność. I wtedy występuje drugi wykrzyknik mający upewnić podmiot liryczny, że z pewnością zapomni o Niej.

Ostatni wykrzyknik... Lubię wykrzykniki na końcu [lub blisko końca] wiersza :)

Oczywiście rozumiem, że skoro musiałem wytłumaczyć jakikolwiek fragment wiersza, to znaczy, że był on niezbyt dobrze skonstruowany. I oczywiście nie robię tego na zasadzie "o wy, ignoranci, czytać się nauczćie". Chcę poprostu przedstawić co chciałem ukazać w wierszu, skoro wiersz to za mało w tym przypadku.

Dziękuję za poświęcony czas :)

PS. Już czytałem rany... Rany, no co tu mówić :) dobre...

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



[color=FF0000]Ad 1.Nadal powierzchowna odpowiedź :) [ale rozumiem, że widocznie ciężko jest wskazać konkretne słowa. Choci pewnie o całość]. Przyjmuje z pokorą :).[/color]

[quote]Trudności wywoływane są moim zdaniem poprzez właśnie uchybienia technicze, artystyczne także, jeśli są one użyte bezcelowo.

[color=FF0000] Ad 2.Miałem nadzieję, iż otrzymam trochę konkretniejszą wskazówkę co było nie tak :). Otrzymałem raczej co jest w wierszu nie tak, gdy jest nie tak :). Ale może sam dojdę wreszcie.[/color]
[quote]Dziękuję za wnikliwą analizę mych słów.

Dziękuję za czas mi poświęcony


Ad 1......
Wiosną - wiosnę chcę widzieć,
a zimą lata wypatrywać.
A nie w twoich oczach uczucia szukać,
z poczynań myśli zgadywać.

Życzenia?
Tyś moim życzeniem, pragnieniem,
nieosiągnieniem (jedynym).
Porażki ucieleśniem,
wspomnieniem….
Ale wspomnienia bledną!
bledną.
bledną… [?]
To kiedyś wyblednie na pewno!


To przejście z jednego obrazu do drugiego świadczy chociażby o pewnej powierzchowności, oczywiście chwilowej. Najpierw przyroda, jej zieleń, nowe życie, ale nagle kolejny już widok: życzenia, w tym miejscu dość niefortunny. Wiersz, co może i jest dziwne, ale musi być całością, a nie strzępkami. Powyższy utwór jest nim istotnie, jednak owy mechanizm ucieczki od omówienia nie wiadomo w jaki celu jest dla mnie autentycznie nie tyle niezrozumiały, co przesadzony w porywie liryczności. Powierzchowny także w tym sensie, że jeśli rym skonstruowany jest banalny, wyświechtany (vide: pragnieniem, nieosiągnienie,...), to zakłóca on odbiór swą nieoryginalną bynajmniej wymową. Rym, który znamy dobrze przynosi nieodwracalne skojarzenia - często sprzeczne z zamiarami twórcy. No chyba, że ma on na celu przerzucanie czytelnika z jednego pola na drugie, nie drogą, a za pomocą niezrozumiałej z sensu techniki.

Ad 2. Trudności oznaczały owe zaburzenia taktu właściwego generalnie rozumianemu meritum. Znowu owo skakanie z kwiatka na kwiatek nie opłaciło się, ani też nie dało spodziewanego rezultatu. Trudności, co odnosi się zwłaszcza, do słów nie całkiem zrozumiałych. Chodzi mi głównie o: "nieosiągnienia", które są neologizmem może i ciekawym w innej scenerii, ale tu: opłakanym w skutkach. Stwarzają bowiem owe "nieosiągnienia" niedoparte wrażenia przymusu formy rymowanej, która kierowała autorem. Docieramy oczywiście do celu, ale z wymienionym trudnościami;). Do nich zaliczyć mogę również sformułowanie "chociaż ktoś" trącające wyrzutem, gniewem, pewną wręcz arogancją, która nie jest najlepszym towarzyszem pointy. Nieusunięta wątpliwość intonacyjna (myślnik) jest pobobnie taką trudnością:


Myślnik jest w mym mniemaniu i według wiedzy oraz intuicji (wspartych odpowiednim działem Słownika ortograficznego wyd. Park) użyty w tym fragmencie bezsasadnie. On w poezji skłania do reflekcji i/lub dowodzi językowej staranności, ale tutaj nie zauważam najmniejszej istoty w jego bycie. Spowalnia on tok myślowy, zatrzymuje nas przed dość ważnym momentem, a zatem wytrąca z właściwego nastroju.

..................................................................................................................................

We wcześniejszym zapytaniu upewniasz się, czy aby cały wiersz nie jest zły? Gdyby tak było chyba zacytowałbym Dr. Oyeya (vide: kupa gówna etc.).

Naprawdę uważam, że niesie pewną wartość, a więc zechciałem pomóc jej w pełni wydostać się przed oczy czytelnika.

Mogłem oczywiście urazić zbytnią ingerencją w treść, ale prosiłeś o uzasadnienie mego pierwszego postu. Innej drogi nie widziałem.

Teraz, po kolejnej lekturze, nie jestem znudzony merytoryczną rozmową, co zaświadcza o jednym - że czasu nie zmarnowałem.

Żywię nadzieję, że teraz wszystkie me widzimisię są dostatecznie jasne.

Pozdrawiam - K.A.M.
Opublikowano

Przede wszystkim dziękuję za głębszą analize i poświęcony czas. Na pewno skorzystam na przyszłość. Pozwolę sobie jeszcze delikatnie wejść w polemikę. Proszę by najmniej nie traktować tego jako zarozumialstwa z mojej stony :)

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Muszę przyznać, że nigdy nie patrzałem na ten utwór w taki sposób. Prawdopodobnie dlatego, że jestem z założenia bardzo subiektywnym odbiorcą i pewnie dlatego, że każde słowo tu przywodzi mi na myśl setki innych słów (zdarzeń, myśli...). Cieszę się, że ktoś mógł spojrzeć na to z boku i z rozsądkiem - i wiedzą - ocenić.

Co do owej powierzchowności. Rzeczywiście, można to tak zinterpretować. Jednak czytając ten tekst, czy też powtarzając go sobie, setki razy nigdy nie myślałem, o wiośnie jako o wiośnie. A o płaszczu, jako o części garderoby. Stąd też nigdy nie przyszło mi do głowy, że tu może być jakikolwiek skok burzący harmonię wiersza...

[quote]Ad 2. Trudności oznaczały owe zaburzenia taktu właściwego generalnie rozumianemu meritum. Znowu owo skakanie z kwiatka na kwiatek nie opłaciło się, ani też nie dało spodziewanego rezultatu. Trudności, co odnosi się zwłaszcza, do słów nie całkiem zrozumiałych. Chodzi mi głównie o: "nieosiągnienia", które są neologizmem może i ciekawym w innej scenerii, ale tu: opłakanym w skutkach. Stwarzają bowiem owe "nieosiągnienia" niedoparte wrażenia przymusu formy rymowanej, która kierowała autorem. Docieramy oczywiście do celu, ale z wymienionym trudnościami;). Do nich zaliczyć mogę również sformułowanie "chociaż ktoś" trącające wyrzutem, gniewem, pewną wręcz arogancją, która nie jest najlepszym towarzyszem pointy.

Hm... Akurat jakiekolwiek rymy w tej częsci wiersza powstały przypadkowo. A neologizm ów [pobrubiony] wydawał mi się idealnym. Jednak jak mówię - ja trochę inaczej odbieram te słowa. Co jako [ewentualnego] poetę mnie tłumaczy, jako osobę upubliczniającą swoje teksty - już nie do końca.

Co do zwrotu "chociaż ktoś". Jesli został odebrany w taki sposob, to wspaniale. Tak miał zostać odebranym i w taki sposób zintepretowanym. Łagodniejsza wersja "Wynocha! Ale nie płacz".

Jeszcze raz dziękuję za czas poświęcony takiemu żółtodziobowi jak ja. I uświadomenie, że pewne szczegóły mają znaczenie. [oraz powiedzenie, że inne mają - przepraszam, że jednak nie zawsze się zgodzę :) ].

Pozdrawiam i dziękuję :)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Hm... Akurat jakiekolwiek rymy w tej częsci wiersza powstały przypadkowo. A neologizm ów [pobrubiony] wydawał mi się idealnym. Jednak jak mówię - ja trochę inaczej odbieram te słowa. Co jako [ewentualnego] poetę mnie tłumaczy, jako osobę upubliczniającą swoje teksty - już nie do końca.

Co do zwrotu "chociaż ktoś". Jesli został odebrany w taki sposob, to wspaniale. Tak miał zostać odebranym i w taki sposób zintepretowanym. Łagodniejsza wersja "Wynocha! Ale nie płacz".

Jeszcze raz dziękuję za czas poświęcony takiemu żółtodziobowi jak ja. I uświadomenie, że pewne szczegóły mają znaczenie. [oraz powiedzenie, że inne mają - przepraszam, że jednak nie zawsze się zgodzę :) ].

Pozdrawiam i dziękuję :)


Oczywiście, że jest Pan autorem i to w Pana gestii leżą losy wiersza, poszczególnych jego części. Ja niemniej próbowałem ustosunkować się do jego treści, do tego, co widać tylko i wyłącznie dzięki lekturze. Jako czytelnika nieszczególnie obchodzi mnie co Pan, jako autor, miał na myśli albo co chciał, żeby ludzie pomyśleli.
Napisałem raz, że gdyby nie wartość refleksyjna wiersza i przewaga elementów w nim dla mnie bezspornych, nie podejmowałbym w ogóle próby jakiejkolwiek bogatej w argumenty oceny. Odnoszę jednakowoż wrażenie, że Pana swoimi wrażeniami urażam nierozsądkiem w ocenie, brakiem "czułości" odbioru i z tego powodu jest mi przykro.
Uznałem swą ocenę za niedoprecyzowaną, a więc odnalazłem "dowody", ale dostrzegam brak ich akceptacji. Możliwe, że późna pora czyni mój rozum swawolnym, a więc nie wykluczam, że wrócę tu jutro.
Sybiektywizm, który jest Pana argumentem, istotnie uzasadnia rozbieżność całości interpretacji autorskiej i czytelniczej, co nie zmienia faktu, że pewna generalna metoda rozgryzienia wiersza istnieje. Jaka? Słowa, słowa, słowa - aż tyle i tylko tyle. To one niosą wiadomość, są swoistym "listonoszem", który w tym wypadku dociera do celu, ale z pewnym opóźnieniem, co szczegółowo wcześniej wyjaśniałem.

Miło jest mi bardzo, że walczy Pan o swe racje i broni ich całkiem przystępną argumentacją.
Polemik nie uważam za destrukcyjne, a raczej za - twórcze w każdym słowa tego znaczeniu.
W ich trakcie obaj poznajemy swoje racje, zwykle dochodząc do porozumienia. Dla mnie jest nim niewątpliwie fakt, że Pańska analiza, choć subiektywna, jest uprawdopodobniona. Każdy myśli inaczej i w tym jest chyba największy szkopuł.

Pozdrawiam - K.A.M.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Widocznie nie tylko w poezji nie zawsze wyrażam się jasno :P

Nie zostałem dotknięty Pańską interpretacją, ponieważ była ona konstruktywną krytyką. I naprawdę uświadomiła mi kilka rzeczy, o których wcześniej nie wiedziałem.

Faktem oczywistym jest, że zawsze jako autor będę miał inny odbiór... I tak np. "Gorzka herbata", była przeze mnie mniej doceniana od powyższego wiersza. Mimo, iż prawdopodobnie była lepsza :).

Dziękuję za uwagę.

Może dziś wrzucę coś nowego.

Jeśli byłby Pan ciekaw najnowszych wierszy [te publikowane sa dosyć wiekowe], to zapraszam na mój blog. Link w podpisie.

W szczególności wydaje mi się, że "Leż i tak upadniesz" oraz "Ameryki nie odkryłem" mogą być wartościowe. Po tym, co tu przeczytałem, pozostałe jakoś mniej mi się podobają :) [ale chyba o to chodzi :) ]

EDIT. Aha, nad interpunkcją tych wierszy będę musiał popracować :) ale to trochę póxniej aktualnie mam wiele rzeczy na głowie... :)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @aff dziękuję

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

       
    • Krakoski givre m'enchante ─── „Ah ! Comme la neige m'a délaissé, Lavé mon cœur de sa pluie... Parmi les jours engivrés, Je m'enivre de mon ennui... Je m'engivre de mon destin..." [Hors d'] Nad moim półmiastem niebo mrozem zamarło, Jak ta na szybie łza, Nad moim niekrajem śnieg śnieży tak, Że świata okno mgłą szron skrył, jak moje ciało, Jak szybę życia, w mrozu ogród spopielił w białość... [Res medium] Nad moim niemiastem niebo tętni niczym czerwca odpust. Niebo delikatne jak najnowszy nów, A o zachodzie rzeka szara hymn śpiewa w słońca blues – Tam śpiewa „Alleluja” even bruk. A ja chwytam je szczytem serca… Szukaj spokoju tam, gdzie są ci ofiarowani: Ten czerwiec, Miłosz, Mrożek, Lem, i… To niebo ołowiane… Ono ci Ojcem, a synem samotrzecim – ty… O, niemiasto me! Sponiewierałem cię w rozterce... Jest tam na zachodzie – żelaznych ptaków port, Na północy – łuna Kombinatu Toksycznych Zórz. Na południu – aluminium płonący kort, Na wschodzie – matecznik, puszcza puszcz, A pod stopami, zwiędłycu map gorszy sort... A tu – północnych zorzy łuna łun, Tu – zachodniego wiatru arktyczny szkwał, O wschodzie, rzeki rzek szał – Na południu – jezior, jezior, jezior szum, A ponad mną ptaków powrotny klucz… Szukam podniety tu, gdzie śnią niemożliwy sen: Wciąż luty, Atwood, Cohen i Arcand… Śnieg, śnieg, w śniegu świat, po świata kres… Ona dobrą macochą mi, ma compagnonne, ma femme, Ta ćwierćojczyzna ma.   Ô mal adresse! Grzeszysz absencją co dzień, (Ja, je manque à l'appel)…, Tu, w inazylu mym, w abstraktu zastygły chłód: Fale, co w stalaktyty roztrzaskują się o Saint Laurent, Niebo ponuro zwisłe (comme chez Arcand), Tu, w nienowym Brest, słońca blask krwawy jak Cronenberg, Jak fleuve, co rozbija się o brzegu głód, Jak nadzieje na Saint-Jean, co rozbijają się o świtu brzeg… „Znajdziesz w końcu ujście”, szeleści mego serca prąd… "Gdziekolwiek jestem, na jakimkolwiek miejscu na ziemi, ukrywam przed ludźmi przekonanie, że n i e j e s t e m s t ą d.” Tam, w Laskach mych, lawą tryska żar: Wisły fal, co w czerwca skwar lgną do Ojcowskich skał, Nieba płonącego jak tańczący w Czar Par, Słońca, co zacina się jak album Lady Pank, Jak anioł stróż o Pod Aniołem budy bar, Jak Smok, co od wieków nie przestaje ziać, Jak ci, co pod Adasiem zimnym wzrokiem będą wciąż z bukiecikiem stać… [Ars carnae] "Nigdy nie znajdziesz spokoju”, mówi Pismo. A Słowo odpowie: „Nic się już nie zmieni”, Więc wybacz swym demonom, że im coś nie wyszło, Że twoje przywary są z tej tu ziemi, Że Omnia Tua – to duszy letniość, Bo dzwon Zygmunta zagrzmi w te tony: „Chwileczkę, proszę, będzie pochwalony… Nie wiś u diabła rękawa wciąż, dbaj o duszy higienę, Ta historia z szewczykiem poszła… w zapomnienie"... Masz tu port-aero na Zachodzie (na życia uciechy), Na Wschodzie – kołyskę (choć wątpliwego…), Na Północy – mumię tego (wiecznie żywego), Na Południu – góry z góry (to za grzechy…)! I choć niebo skwarne to jak u Chełmońskiego, W Mieście Krakuff wszystko jest tak niezmienne, Jak fale opływające Most Piłsudskiego… „Wszędzie znajdziesz jakąś miłość, niby ukojenie” – Tak szepce wzruszeniem nad sztuk sztuką Ułamek-Ławica, „Wracaj do źródeł”, krzyczy rozumu Labrador… "Jesteś, skąd jesteś, nie ma dla ciebie miejsca na tej zmieni;” I arktycznym prądem przeszywa cię jak matador Świadomość ta, dotąd skryta w dni cieniu: "N i e j e s t e m s t ą d.” - Kerouac z Księżyca. Tu, w szpitalnego korytarza półmrok wpadł lodowaty Iqualuut wwiew: Fali Saint Laurent, co w grudniową noc lasi się do bazaltów Ex Machina, Nieba zamarłego jak więźniarki w Unité 9, Słońca, co jest puste jak poczta głosowa Dédé Fortin'a, Jak bar przy boulevard Hamel, gdzie diabeł się sam upija, Jak wieloryby w Tadoussac, którym w płetwach zaparło śpiew, Jak Sacrilège'u ostatni zew… [Ars carnae] "Wciąż tylko wiatru niepełny niepokój”, mówi człowiek. A świat odpowiada: „Za późno”, Więc nie daj diabłu zapomnieć, że zrobił za dobrą robotę, Że twoje przedmioty stoją po złej oceanu stronie, Że your słowiańska krew – tutaj żebrze na próżno, A Notre Dame des Âmes Perdus ten tekst wydzwoni: „Proszę nie czekać, ten kraj jest zastrzeżony… Uprasza się nie wydzwaniać po Anioła Stróża, Ten numer z Winnetou się zajął, jak w lesie róża." Mam tu autoport na Zachodzie (po przebiegu), Na Wschodzie – Atlantyk (ten od Atlantydy…), Na Północy – las les Laurentides (wiecznie w śniegu), Na Południu – Stany (zastane w dyby)… I choć niebo tu twarde tel un Riopelle, W Citadelle wszystko wciąż płynie w kierunku, Jak fale, co Pierre Laporte wzięły na cel, Jak niestała stal Pont de Québec (ciągle w obstalunku)... „Niby znajdziesz miłostkę, pół-upojenie tu” – Tak dyszy pełną piersią chóru z Baru Fou ostatnie westchnienie… „Wracaj do źródeł”, wonieje morału swąd… "Gdziekolwiek byle nie tu, w każdym innym kącie ziemi, nie kryję, że nie mam do ciebie przekonania, nie rozumiesz, w y m i s t ą d!" [Pièce de résistance] „Religia to pokój Boży” – głosi Księga… chyba na Początek, Lecz czasopismo prawdę powie ci: „Nic się nie zmieni, Bo twoje pragnienia i cały tlen na ziemi, Wszystko, co nosisz – nie jest warte twej kieszeni”… A co ze spokojem? Pytia spokojnie odpowie… I ma rację ona, nie Kasandra: Czy tu czy tam, będziesz tracił zdrowie, To po co ci za każdym razem stłuczona filiżanka? Szukaj więc miejsca, gdzie uwierzysz chyba, Że ten luty to nie twoja Kasandra, Lecz wiecznie ci obiecywana Aleksandria, A tamten czerwiec – nie liczy się w rejestr, jak Atlantyda... Choć niebo i tu, i tam, i u Ubu, Jest jak diament ogniste, twarde niczym płomień, A o zachodzie, Popiół-Dni cię wita: „Zapraszamy do klubu!”, A zaschły atrament parkietu telegrafuje: „Wolny pokój tobie...”, I nawet twój pokój ci powie: „Daj pokój”, A coraz pustsze mieszkanie odrzeknie: „Tak z boku!” [Dés serres] Ach! Jak pada śnieg! Me okno w szronu sad rozkwitło... Ach! Wątek dni się rozsnuwa! Nad niemoim miastem niebo martwe jest, Jak ta łza, co uniknęła mego pokoju świetlikiem. Ach! Osnowa nocy światłu sztabę zasuwa... Ach! Ciemność widzę! Skąd przyjechałem? Dokąd jadę? Mróz ściął me nadzieje wszystkie: Jestem Południowym Krzyżem – Porzucony przez Polarną Gwiazdę... Ach! Gdzież smak poutine? Tak tęskno, tęskno mi... Ach! Jak śnieży śnieg! Wśród mrozem skutych dni, Ach! Ściął się życia ścieg... Nie tak.. A mad moim Uhr sierpień w śpiew jak w śnieg brnie, W śmiech, co strzaskał Hadesu drzwi! Ach! Wątek snów światło otworzyło mi! Ach! Widzę jasno: Skąd przybywam, gdzie gnam! Żar rozjaśnił duszę mą: Jestem jak lipca skwar – A tyś – moją ciemną Gwiazdą... Ach! Ten Cracovii smak! Ach! To mój gwiezdny czas... Wśród nocy, szalony bieg Ach! Spiął się życia ścieg... Ach! Jaki słońca blask! Tak.. [Ars carnae] I choć w Neverland „Wszystko, co masz, wciąż przekwita” (Tak mówi ci do ucha fala, która rozbija się po porcie Οὐτοπία)... To: „W Śródmorzu nie Mieć, lecz Być Różą zakwita”; Tak śpiewa ci rozbitek tysiąca nocy Acquae Vitae: "سقطت في هاوية التعاسة" ───  
    • Starzec i dziecko siedzieli na brzegu strumienia, gdzie woda cicho płynęła między kamieniami. Wokół nich rosły bujne trawy, a w powietrzu unosił się zapach ziemi i wilgoci. Dziecko patrzyło w wodę, a jego oczy błyszczały od ciekawości. Zauważyło coś na dnie strumienia – coś, co wyglądało jak mały, złoty przedmiot. Zapytało, wskazując palcem na wodę: – Co to jest? Starzec uśmiechnął się łagodnie, spoglądając na błyszczący punkt w wodzie. – To, co widzisz, jest tylko odbiciem. Ale to, co widać w odbiciu, może być czymś więcej, jeśli pozwolisz swojej wyobraźni popłynąć z nurtem. Wyobraźnia jest jak woda, która płynie w strumieniu – nie zatrzymuje się na jednej rzeczy, nie twardnieje w jednym obrazie. To nie jest świat, który musimy dosłownie zobaczyć, ale przestrzeń, w której wszystko może stać się możliwe. Wyobraźnia nie zna granic, bo to ona wyznacza, co jest realne. Tak jak woda w strumieniu nigdy nie jest tym samym nurtem, tak i my, gdy pozwalamy swojej wyobraźni płynąć, możemy przejść przez miejsca, które w rzeczywistości nigdy by się nie zdarzyły. Możemy być wszędzie, gdzie tylko zechcemy – w świecie, który kształtuje się w naszych myślach, w przestrzeni, którą sami tworzymy. W wyobraźni kryje się nasza wolność, nasza zdolność do bycia kimś innym, do spojrzenia na świat w inny sposób, do twórczego kształtowania rzeczywistości. To ona daje nam odwagę, by marzyć, by wierzyć, że to, co niemożliwe, może stać się możliwe. Bo w wyobraźni nie ma ograniczeń. Ona jest jak strumień – płynie, zmienia koryto, rozlewa się w nowych miejscach. A my, jak dziecko, możemy ją obserwować, pozwalając jej prowadzić nas do odkrywania nowych światów, nowych prawd.  
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...