Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Opętani


tacy uranieni w gonitwie, jak uraniona godność za nimi w cień.
żrenica, jeszcze rozwarta jak południe rozdziera północ.
kołysanka im przygrywa, jak łatwo jest udawać rozkołysanego w tym świecie.
chłoną ponury kunszt nocy, jak chłonie noc ponury kunszt dnia.

i mówią:

"czujemy, kiedy w nas wstępuje namaszczenie, czujemy poemat ruchów.
lada moment wskrabuje się świetlik w cień naszego biegu
kradnie światło, kradnie lustro połyskującej nadzieji, okrada nas.
nikt na nas nie patrzył, nikt bladym, nikt opętanym, nikt nikim"
opętano nas, jesteśmy kimś

odpowiedz podmiotu:

dziwny jest ten świat...

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




nie powinno być
'lada moment wskrada się świetlik w cień naszego biegu'

Świat jest piękny
W swym krajobrazie...
Świat jest tonią ...
I odchłanią...
Świat jest
Odziany we wspaniałość...
Okryty jest aksamitnym płaszczykiem
Jest pełen ludzi
W którym nie wszyscy
Doznali MIŁOŚCI.
Świat jest Światem
W majestacie...
Człowiek w nim
Małym pionkiem
Który nie przeżyje Go.
Pozdrawiam milutko
Opublikowano

Nie rozumiem być może paru zastosowanych tu zabiegów, bo wierzyć mi się nie chce, iż robiłby Pan błędy z niewiedzy. Jeśli to możliwe, proszę o wyjaśnienie zmiany w strukturze wersów jednozdaniowych i ich graficznej modyfikacji ([z małej litery pisany wyraz](...).).
Poza tą wątpliwością, wiersz uważam za ciekawy. Pokazał Pan drugą twarz, zestawiając z przedostatnią publikacją formę sylabotoniczną (?)...
Pozdrawiam i zapraszam do komentowania moich wierszy.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...