Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • klimatycznie i refleksyjnie o wewnętrznym świecie pełnym spokoju, piękna i wolności myśli...pozdrawiam serdecznie*)
    • No więc jestem człowiekiem sukcesu. Cztery firmy, w tym jedna w Dubaju, w tym światowym zagłębiu biznesu,   a więc coraz rzadziej bywam w kraju. Apartament w stolicy, dom w Gdyni. Kiedy byłem w domu? Chyba w maju.   W garażu BMW, Lamborghini, luksusowy jacht w porcie czeka. Na rejs zapraszają mnie kuzyni.   Nie mam czasu, a życie ucieka. Zapraszają na zjazd absolwentów, lecz z Dubaju to droga daleka.   Była żona ma moc argumentów, choć syna od roku nie widziałem, by żądać wciąż wyższych alimentów.   Ja wcale rozwodzić się nie chciałem, zawiniła miłość do biznesu. Nie tak sobie to wyobrażałem.   Czemu mniej radości, więcej stresu? Przecież jestem człowiekiem sukcesu.
    • Nika wiedziała, że to błąd, jeszcze zanim weszła do kina. Nie była to katastrofalna pomyłka, zostawiająca blizny - raczej ciche, uwierające przeczucie, niczym kamyk w bucie. "To nie tak miało wyglądać". Wojtek stał przy kasie w swojej szarej bluzie z kapturem, machał do niej z uśmiechem człowieka, który obsadził się w roli głównego bohatera i był absolutnie pewien, że napisał scenariusz na doskonały wieczór.   Dziewczyna miała osiemnaście lat i wciąż naiwnie wierzyła, że wewnętrzny głos ostrzegawczy można zagłuszyć uprzejmością.   - Ucieszy cię, że udało mi się dostać ostatnie miejsca w środkowym rzędzie - powiedział chłopak, wręczając jej bilet niczym order - najlepsze w całej sali! - Mhm ... - Nika spojrzała na tytuł "Stal i pot" - Wojtek, nie pytałeś mnie, czy chcę iść akurat na ten film. Wzruszył ramionami z miną kogoś, kto właśnie usłyszał bardzo nieistotną uwagę. - Bo wiem, że będziesz zachwycona. To nie jest zwykły film sportowy. To jest historia o człowieku, który musi wybrać między lojalnością a ambicją. Reżyser to Kowalczyk - ten od "Krwi na asfalcie." - Nie widziałam "Krwi na asfalcie." - To powinnaś zobaczyć! - rzucił i ruszył przodem. Nika zamarła na środku foyer, czuła, że jej decyzyjność kurczy się do rozmiarów ziarenka piasku. "Uciec teraz?" - pomyślała. To oznaczałoby awanturę, niezręczne tłumaczenia, może łatkę histeryczki. "Jeszcze nie" - zdecydowała - "dam mu jeszcze szansę." Ale zabrzmiało to jak kapitulacja. Sala tonęła w półmroku, wypełniona gęstą aurą męskiego testosteronu. Usiedli. Wojtek natychmiast przysunął się do niej - nie blisko, ale tak, żeby swoje ramię miał przy jej ramieniu. Nika pomyślała, że to jednak miłe, i trochę się rozluźniła, chwytając się tej drobnej intymności jak koła ratunkowego.   Film się zaczął. Pierwsze dziesięć minut było znośne - klisza goniła kliszę: biedna dzielnica, zapłakana matka, ojciec alkoholik. Ułożyła się wygodniej, wmawiając sobie, że ten wieczór da się jeszcze uratować. A potem zaczęły się walki. Dźwięk był fizycznie bolesny. Chrzęst łamanych kości, sapanie, zwierzęcy ryk wirtualnego tłumu uderzały w nią falami. Nika nie była przewrażliwioną na widok filmowej przemocy, ale ta prymitywna rzeź na ekranie zwyczajnie ją nużyła. Odcięta od fabuły zaczęła obserwować Wojtka. Nie patrzyła na niego wzrokiem zakochanej dziewczyny. Patrzyła jak entomolog podziwiający dziwnego owada pod lupą. Wojtek oddychał filmem. Jego szczęka drgała w rytm ciosów, mięśnie karku były napięte jak postronki. Kiedy bohater oberwał w żebra, chłopak z sykiem wciągnął powietrze. Dziewczyna poczuła ukłucie rozczarowania. "Człowieku, ile ty masz lat? Jesteś o dwa lata starszy, a ja widzę w tobie chłopca zafascynowanego bijatyką za garażami."   Nagle szturchnął ją w ramię, boleśnie wyrywając z zamyślenia. - Powinnaś teraz uważać - szepnął, wciąż zahipnotyzowany ekranem - zaraz scena z trenerem, kluczowa dla całej osi fabularnej. Nika zmrużyła oczy. Chłód bijący z klimatyzatora nagle wydał się przenikać pod jej skórę, zamrażając dłonie. - Dobrze - odparła cicho, choć w środku zwinęła się w kolczasty kłębek. Patrzyła na ekran. Trener wygłaszał patetyczny monolog o sercu do walki. Bokser ronił łzy potu i krwi. A ona czuła, że prawdziwy nokaut rozgrywa się właśnie w jej głowie. - Widzisz tego gościa po lewej? - Wojtek mówił tonem kustosza oprowadzającego po muzeum kogoś o bardzo niskim IQ. - Powinnaś zwrócić na niego uwagę. - Wojtek... - Co? - Oglądam przecież. - No właśnie mówię, żebyś oglądała. Powinnaś patrzeć na detale. Odwróciła wzrok w stronę migoczącego ekranu, choć nie widziała już obrazu, tylko rozmazane plamy światła. Zaczęła liczyć w myślach. Nie do dziesięciu, żeby się uspokoić. Zaczęła liczyć coś, co stawało się gwoździami do trumny tego wieczoru. Liczyła, ile razy Wojtek próbował ją sformatować swoim "powinnaś". Po seansie Wojtek wibrował energią. Szedł obok niej sprężystym krokiem, jakby to on przed chwilą zgarnął mistrzowski pas. Z jego ust wylewał się nieprzerwany potok słów - o kunszcie reżyserskim, o metodzie Stanisławskiego, o autentyzmie potu. Dla Niki jego głos był już tylko szumem ulicznego ruchu. - Rozumiesz, o co chodzi? - zawiesił głos, zadowolony z własnego intelektualnego wykładu - to prawdziwy kunszt, nie żaden tani montaż. Dziewczyna wpatrywała się w migoczącą latarnię, której światło odbijało się w kałużach. - Dobra - ożywił się nagle, jak monarcha łaskawie obdarowujący poddanych - w sobotę możemy pójść do kawiarni na Brackiej. Mają niezły wybór herbat, skoro nie pijesz kawy.   Nika zatrzymała się wpół kroku. Iluzja pękła ostatecznie, z cichym, uwalniającym trzaskiem. Chłopak przeszedł jeszcze dwa metry, zanim zauważył brak "publiczności". Odwrócił się ze zmarszczonym czołem. - Co jest? - Nie będzie drugiej randki. Słowa zawisły w wilgotnym powietrzu. Wojtek zamrugał, jakby ktoś zmienił język w połowie filmu. - Słucham?! - Nie będziemy się więcej spotykać - powiedziała. Głos miała spokojny, wyprany z jakichkolwiek emocji. Była po prostu zmęczona, jak po dźwiganiu cudzego bagażu. - Miło z twojej strony, że zaprosiłeś, ale nie. - Ale... - przestąpił z nogi na nogę, a jego pewność siebie zaczęła pękać na krawędziach - film ci się nie podobał? Nika spojrzała na niego, widząc go wreszcie w pełnej ostrości. - Film nie ma z tym absolutnie nic wspólnego. -To co ma?! Rozterki, które tłumiła w sobie przez ostatnie dwie godziny, teraz domagały się głosu. Mogła wykrzyczeć, że potraktował ją jak rekwizyt w swoim idealnym scenariuszu. Że przez cały wieczór nie zadał ani jednego pytania, które dotyczyłoby jej. Że kiedy w ciemności kina uczyła się na pamięć rysów jego twarzy, to nie z miłości, lecz z rosnącego poczucia obcości, że był dla niej zagadką - i że ta zagadka okazała się boleśnie płytka. Ale też wiedziała, że niektóre bitwy nie są warte wchodzenia na ring. - Przez całe nasze spotkanie cztery razy powiedziałeś mi, co powinnam – odparła krótko. Wojtek zamrugał szybciej. - I? - I na tym koniec. Odwróciła się na pięcie i odeszła. Bez dramatyzmu, bez teatralnych gestów. Po prostu wyszła z jego życia z taką samą ulgą, z jaką zdejmuje się za ciasne buty.   Chłopak został sam na mokrym chodniku. W jego głowie trybiki zgrzytały, próbując dopasować ten absurdalny finał do logicznego równania. Przecież film miał świetne recenzje. Przecież wspaniałomyślnie zaproponował modną kawiarnię zamiast byle sieciówki. Przecież przez całą drogę edukował ją w tak fascynujących kwestiach! A potem, niczym koło ratunkowe, przemknęła mu przez głowę zbawienna myśl. "Przez cały film gapiła się na mnie. Na mnie, nie na ekran. Przecież widziałem". Uśmiechnął się do siebie pod nosem. "Więc jednak jej zależało. Pewnie po prostu wstała lewą nogą." Sylwetka Niki malała w oddali, rozmywając się w świetle miejskich latarni, a Wojtek wciąż stał w tym samym miejscu - reżyser bez głównej aktorki, wciąż nie rozumiejąc, co było "cięciem", które ostatecznie zakończyło ten film.      
    • Piękny poetycko, refleksyjny wiersz. Trafnie pokazuje, jak łatwo zagubić się w nieustannym wyścigu, zapominając o tym, co naprawdę nadaje życiu sens...pozdrawiam pogodnie*)
    • @Wiechu J. K. to tak jak ja i nie ominę dzikiej róży...dziękuję za miłą gościnę i cenny komentarz...pozdrawiam słonecznie w tak deszczowy dzionek*)
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...