Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

zdarzasz się
pojawiasz się i znikasz
między jednym a drugim
mrugnięciem powieki
i chcę byś była
balsamem dla oczu
zbolałych od wypatrzenia
witasz mnie
przychodzisz i odchodzisz
między jednym a drugim
przepływem powietrza
i chcę byś była
przystankiem dla myśli
zgubionych od zmyślenia

a ja
wzrok wstrzymuję
wpatrzony w twą niby nicość
i oddech hamuję
czekając na twoje słowo
i na nowo
krok po kroku
rodzisz się
w moich pytaniach
i na nowo
krok po kroku
umierasz
niby nicość dając

Opublikowano

zdarzasz się
pojawiasz się i znikasz między jednym a drugim
mrugnięciem powieki
i chcę byś była balsamem dla oczu
zbolałych od wypatrzenia
witasz mnie
przychodzisz i odchodzisz między jednym a drugim
przepływem powietrza
i chcę byś była
przystankiem dla myśli zgubionych od zmyślenia

a ja wzrok wstrzymuję
wpatrzony w twą niby nicość
i oddech hamuję czekając na twoje słowo
i na nowo
krok po kroku rodzisz się w moich pytaniach
i na nowo
krok po kroku umierasz
niby nicość dając
*
myślę że mogłabyś pokombinować z wersyfikacją, bo te entery nic nie wnoszą...
pozdr ES

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Ja bym to jeszcze bardziej uporządkowała:

zdarzasz się pojawiasz
i znikasz między jednym a drugim
mrugnięciem powieki
chcę byś była balsamem
dla oczu zbolałych od wypatrzenia

witasz mnie przychodzisz
i odchodzisz między jednym a drugim
przepływem powietrza
chcę byś była przystankiem
dla myśli zgubionych od zmyślenia

a ja wzrok zatrzymuję
wpatrzony w twą niby nicość
i oddech wstrzymuję
czekając na twoje słowo

i na nowo krok po kroku
rodzisz się w moich pytaniach
i na nowo krok po kroku
umierasz


mozna by jeszcze pomyśleć nad podmianką niektórych słów, np. "zbolały" brzmi średnio :-)
może "wzrok zawieszam", albo jeszcze inaczej.

w każdym razie pozdrawiam :-)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...