Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Kolejny naród usłyszał
Że słońce nie dla nich świeci
Że drzewa ich nienawidzą
Że jedzenie nie dla ich dzieci

Po co rozwijasz
Ten drut kolczasty
Hej, po co stawiasz te cegły

Nad ranem stały dwie cegły
O dwunastej już było ich sześć
Co godzinę ktoś jedną dokłada
A za murem już nie ma co jeść

Po co rozwijasz
Ten drut kolczasty
Hej, po co stawiasz te cegły

Czy odpowiesz Bogu
Na te pytania
Patrząc mu w twarz?

Opublikowano

To bardzo ciekawe przesłanie. A wiersz, myślę, że można jeszcze jakoś zmodyfikować,
przetworzyć, ulepszyć. Wtedy przesłanie będzie odpowiednio uwydatnoine. Szczególnie
ostatnia zwrotka wymaga poprawy. Może inni lepiej potrafią to sprecyzować niż ja.
Myśl zawarta w Twoim wierszu na pewno zatrzymuje, pobudza do myślenia. Nie jest
to pisanie o niczym, a to już dużo, chociaż niektórzy potrafią świetnie pisać o niczym.
Jeśli wiesz czego chcesz w swoich myślach, spróbuj jeszcze ulepszyć formę. Popatrz
jak robią to inni na tym forum, wśród nich są tacy, których warto poczytać.

Opublikowano

Że drzewa ich nienawidzą
Że jedzenie nie dla ich dzieci-zgubiłeś rytm, bez że byłoby ok

Hej, po co stawiasz te cegły

Nad ranem stały dwie cegły(2 wers:):):))

sam widzisz ze to powtórzenie jest ble ble ble-spóbuj jakoś zmodyfikować 2 wers:)

pierwsza strofka (bez że na końcu)-rytmiczna

refren ok

w kolejna powinna być 8-zgłoskowa, takie są 3 pierwsze wersy i 4 bez że:PP a to zobowiazuje

ostatnia do zmodyfikowania:)

podsumowując-zrób ze zwrotek 8-zgłoskowce, refreny ok-reszta należy do ciebie
jeżeli go poprawisz będzie b.fajny

Opublikowano

Absolutnie - ważniejsza jest dla mnie krytyka (choć oczywiście miło przeczytać pochwałę, ale jednak każde zdanie krytyczne wobec mnie, pomaga mi być lepszym poetą). A fakt, że mój komentarz do Twojego wiersza był złośliwy, nie jest spowodowany tym, że chcę Tobie "oddać" za pare zdań krytyki (chociaż tutaj to nawet jest bliżej sugestii niż krytyki jako takiej), tylko najłatwiej mi było napisać komentarz w formie ironi, lecz to nie powinno sugerować braku szacunku do Ciebie (w końcu co innego ironia w krytyce, a co innego bezczelność, zwłaszcza taka niepodparta żadnymi argumentami).

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •     Zaczął duchowo przygotowywać się na skok stulecia, jego głowę wypełniły podniecające scenariusze, o tyle słodsze, o ile dyskretniejsze i głębiej pochowane gdzieś w dziecięcym światku. Karol postawił mur fabryki między sobą a światem dorosłym, tylko po to, żeby móc go własnoręcznie zburzyć, z pozdzieranymi knykciami, obscenicznie przywitać starszych w ich własnym salonie. Myśli te mąciły nastoletnią głowę - jedząc obiad, kończył powtarzać swój rozpoznawczy obchód, w szkolnej ławce szukał najłatwiejszego punktu wejścia (tam fabrykę odznaczał jedynie smukły komin, sterczący na planie osiedla jak kulfon radzieckiego urbanisty) .

          Kiedy przeczołgiwał się pod ogrodzeniem, na początku przenosząc na drugą stronę samą głowę, potem powoli wciągając tors, rozgrzewał wokół siebie przymrozek poranka, ostatecznie wypychając się w całości na drugą stronę falowanej blachy. Karol rozprostował nogi, otrzepał pył ze spodni, a wraz z nim, na placu powstała nowa siła - magnetyzm tego miejsca przestał zdawać się siłą przyciągającą tutaj chłopczyka, wsiąknął w niego samego, jego wibracje czuć można było w rozchodzącym się cieple, w lekkim, elektrycznym, brzęczeniu w uszach, w malutkich wibracjach każdej tkanki, możliwych do wyczucia przy wystarczającym skupieniu (pobudzone w tym momencie krążenie zdało się Karolowi czymś o wiele magiczniejszym), co wszystko składało się na poczucie młodzieńczego zrywu wcześniej jedenastolatkowi nieznanego. Prawie że najniższy w swojej klasie, uczeń piątej klasy szkoły podstawowej zdał się tutaj nadczłowiekiem, członkiem kasty wydzielonej zarówno od dzieci jak i dorosłych, wszystkich trwających w ohydnym bezruchu i bezwiedzy, jednych, pchanych ospale przez życie zwierzęcością, drugich, swoją metafizyką. Drugą siłą, która musiała opanować każdego Ubermenscha, był strach. Jawił się pod postacią lekkiego bólu czy nudności, gdzieś pomiędzy brzuchem a plecami, oznaczał dziwne zatwardzenie w gardle, i szybszy pęd myśli, w tym momencie zdających się jakby zwolnieniem śluz na długo wypełnianym zbiorniku dojrzałości. 

          Pierwszy krok osłupił Karola, jego powaga prowadziła jedynie do strachu - nie dlatego, że był to krok przełomowy, ale dlatego, że jego ciężki, zimowy but z hałasem dotłukł już wcześniej potłuczone szkło. Zaspany gołąb sfrunął gdzieś z wysoka. Post-sowiecki panoptykon wrócił jeszcze na chwilę do włamywacza, tym razem z parą oczu w każdym sąsiednim oknie, co teraz Karol uznał za niezasługujące na krztę jego uwagi. Następny krok był już wartki, jego impet był obietnicą następnego, a następny obietnicą dalszych i dalszych. Elewacja rosła i rosła, aż stanęła na wyciągnięcie ręki. Mały dziewięciolatek w biało-złotej albie instynktownie zadarł w tym momencie głowę do góry, a kościelna wieża, rozsypała się pod jego błyszczącymi bucikami na suchy, ceglany pył. W pobliżu rozległo się bicie dzwonów. Ósma rano. Jakby to był jego sygnał, Karol postawił pierwszą nogę w miejscu wyłamanego okna, i sam nie wiedząc kiedy, znalazł siebie w pustej, industrialnej hali.

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...