Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Zgłoś



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Czy ktoś jeszcze go pamięta? Taki ładny był bałwanek... Wszedł do chaty, chciał się ogrzać, więc przy piecu sobie stanął...   Dziś się pisze inna bajka, drogie Panie i Panowie, nie ma śniegu, ni bałwanka, lecz bałwany same w głowie.  
    • Normalizuj bycie innym, co uczyni mnie dziś każdym. Tworzę wizję podzieloną i wylewam wiele żalu. Ta fantazja to dziś problem, lecz i bez niej jestem słabszy, A ta inność — ciągle zwykła. Jestem nikim, to mój nałóg.   Wszyscy ciągle: albo smutni, albo radość ich rozpiera. Gdzie ja jestem, gdy w euforii ta depresja wciąż napiera? A jej nie mam. I nic nie mam. Wszystko dzisiaj nie ma sensu. To mój obłęd, moja miłość, moja droga gdzieś w tym przejściu.   Między życiem oraz śmiercią dzieli nas niedługa droga. Chyba wrócę, ale nie wiem. Czuję misję jak od Boga. Muszę tworzyć i uwolnić to, co czuję nieustannie. Kończę spowiedź mojej duszy. To uczucie dziś upadnie.
    • Lokalnie też pamiętają:   

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • Wybacz, ale odnoszę wrażenie, że zmarnowałaś genialny tytuł. Pozdrawiam
    • Tak, to ja. Tytułowym słowem określasz grupę zwierząt, do której z urodzenia - i z uprzedniego postanowienia duszy - należę. A mój gatunek nazywasz innymi: szpic, bokser, pudel, jamnik. Czasem mówisz "kundel" i wtedy - w zależności od intonacji twojego głosu - podoba mi się ten wyraz lub nie. Bo oddaje uczucia, których istnienia jestem świadomy. I które mogę wyrazić jedynie w ogólnopsim języku. Wiedząc, że nie zrozumiesz, ponieważ go nie znasz. A ja nie jestem w stanie cię go nauczyć.    Staram się więc rozumieć twój. Pojmować, co mówisz i zrobienia czego spodziewasz się ode mnie w danej chwili.    Wspieram się, tak samo jak ty, mową gestów. Przekrzywianiem - jak go nazywasz - łba, chociaż przecież jest to moja głowa. Proszeniem przez podawanie ci mojej ręki, prawej albo lewej. Łapy, jak ją - śmiesznie moim zdaniem - nazywasz. I najczęściej machaniem ogonem dla oddania wszystkich pozytywnych emocji, których przecież jestem jak najbardziej świadom. Które odczuwam. A wyrażam tak, jak potrafię. Jak pozwala mi moja biologiczna natura.    Oczywiście podnoszę też głos: szczekam, jak to ujmujesz. Przywołuję, wołam, namawiam, zachęcam. Proszę i ponaglam.    No i ostrzegam - tym, co nazywasz warczeniem, pokazując zęby. Jakże jest ono inne od twojego - znów, jak go nazwałeś - uśmiechu. Bo i intencja inna, i powiązane z nim uczucia. Bywa, że powtarzam go po tobie - znaczy pokazuję zęby - w uśmiechu. To jeden z dowodów, że moje pojmowanie jest głębsze, a sfera emocji szeroka.     A gdy cieszę się bardzo na twój widok, biegam wokół i skaczę, połączywszy to z machaniem ogonem i ze szczekaniem. Ty tak nie potrafisz, nie jesteś tak żwawy i ruchliwy. A nawet gdybyś był, śmiesznie wyglądałoby, gdybyś zaczął biegać wkoło lub skakać z podłogi na łóżko lub tapczan.     Przywiązuję się. Przyzwyczajam. Zakochuję. Kocham. Szanuję. Nie "za", bo to, że mam w twojej przestrzeni swoje własne miejsce do spania (ale lubię, czasem nawet uwielbiam, patrzeć z tobą na tę twoją telewizję, położywszy się wygodnie tuż obok) czy za jedzenie. Albo za wychodzenie na spacery. Bo to naturalne i oczywiste, że mnie karmisz i że spacerujemy. Jestem przecież domownikiem. Ale w zamian za uczucia i za czas. Za uwagę. Za bezpieczną i pełną ciepła codzienność przy tobie.     Bo, jak już powiedziałem - czuję.       Voorhout, 4. Stycznia 2025 
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...