Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Dziękuje za odwiedziny Anastazjo:
szkoda,że żadnych refleksji poza tym ;)

Zależałoby mi na ocenie końcówki,bo choć lepsza niż stara, to dalej nie jestem z niej do końca zadowolony...

Pozdrawiam serdecznie
Coolt

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



O matko. Dobrze że wolę kawę. Niech Pan sie najpierw zajmie środkiem :

"Wnet na taflę życiodajnego roztworu "

Czy Pan robi brzydkie rzeczy do swojej herbaty ? Takie sformułowanie jest niesmaczne nawet w tanich erotykach.

A wers pod spodem :

"wpływa żółta meduza"

Czy wypił by Pan herbatę z meduzą w środku ?


Makabryczna całość.


Pozdrawiam


Opublikowano

Pretensji za niewłaściwe,niesmaczne skojarzenia, proszę do mnie nie żywić.

Życiodajna jest oczywiście woda, z której się herbatę robi, to dla mnie naturalne skojarzenie,
tak samo z kwaśną żółtą meduzą, chyba ciężko nie wpaść na to, że chodzi o cytrynę.

A jeśli całość jest makabryczna, to ok :)
Chciałbym się jednak dowiedzieć dlaczego, bo za nadinterpretacje chyba odpowiadać nie mogę ;)

Pozdrawiam serdecznie
Coolt

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




(edytuje fragment o braku talentu, pańską sympatyczność pozostawiam bez zmian)

Dziwka, jak Pan pewnie wie, to kiedyś było określenie wiejskiej
dziewczyny. Czy dziś nazwał by Pan tak swoją ukochaną, a potem dziwił się, że reszta świata ma takie a nie inne skojarzenie ?

O życiodajnych płynach czytałem za dzieciaka w Vampach, potem
prześladowały mnie w erotykach. Przynajmniej herbatę chciałbym wypić wolny od tego swiństwa. To określenie zarezerwowane dla jednego kontextu i prosze mi tu nie ściemniać.

Meduza nie jest apetyczna, o tym pisałem, chciałby Pan wypić meduze z Herbatą ?! Nie ?! To po co Pan ją tam wstawił ?! Bezmyślnie ?!

Musi Pan mieć kontrolę nad tym, jak wiersz może zostać zinterpretowany, to chyba nie jest dziwne, więc można do Pana żywić. Broni się Pan wciskając bajki.


Herbata smakuje lepiej od miłości którą Pan męczy ostatnio w wierszach.

Niektóre metafory są przekombinowane, epitety, całość nie byłaby zła bedąc dobrą. Nie mam sił tego rozbierać,


Pozdrawiam





[sub]Tekst był edytowany przez Natan Lemens dnia 26-08-2004 21:54.[/sub]
Opublikowano

Natanie: o życiodajnym płynie możesz sobie czytać w tanich erotykach czy pismach pornograficznych, jeśli lubisz, proszę bardzo.
U mnie jednak jest życiodajny ROZTWÓR, czyli wodny roztwór i chyba trudno się nie zgodzić, że to dzięki wodzie na naszej planecie może istnieć jakiekolwiek bardziej zaawansowane,wielokomórkowe życie.
A jeśli w wierszu o parzeniu herbaty, przychodzi Ci do głowy męskie nasienie, to wybacz mi proszę, ale to już nie mój problem.
Nie mam zamiaru się zastanawiać, jakie to seksualne skojarzenie może mieć czytelnik, gdy napiszę np. o kapiącej wodzie z kranu...

Co do meduzy, jest ona jak najbardziej celowa, po pierwsze dlatego, że 2 i 3 strofa jest utrzymana w konwencji morskiej, bo drugie zaś dlatego, że nie trzeba mieć wiele wyobraźni,żeby skojarzyć plaster cytryny z:
żółtą meduzą
kwaśnymi ruchami
zataczą się na dno

Ale darujmy już sobie tą dyskusje,bo nie ma w niej nic konstruktywnego, a w dodatku jest 'niesmaczna'

Dormo: no proszę,może jeszcze niedługo stwierdzisz, że piszę teraz trochę inaczej niż na początku ;)

Pozdrawiam serdecznie i jeśli ktoś jeszcze ma ochotę na komentarz, to proszę się nie krępować.
Coolt

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...