Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Pętla

Trudno mi się mówi, tak strasznie drażniąco przechodzą myśli przez gardło. Nie wiem czym to jest spowodowane. Przestałem znać samego siebie. Taki jestem jak malutki węzełek na końcu drażniąco długiej nitki. Niby wiem że przytrzymuje się w tym rzeczywistym świecie a jednocześnie niepokoję się że nitka która gdzieś zanika w oddali jest oderwana od wszystkiego co pozwala mieć pewność istnienia w rzeczywistości konkretnej.
To mnie nastraja właśnie tak:

Powiew tchnienia nieznanego wzmaga się
Odnajduję znaki postawione wczoraj i kiedyś
Zamieć zmienia wesoły krajobraz
W wirujący biały tabun siwych koni
Osamotniony oczekuję na ostatni tramwaj
Który zabierze mnie na końcowy przystanek
Drzwi z sykiem podstępnym otworzą się
I wysiądę
Nie, będą wyrzucony
Dzwonek tramwaju oznajmi koniec stałości
Pozostanę łagodnie obcy w tle
Nie jestem smutny
Zaczynam rozumieć los
Szary wałach
Podłożył mi pod dłoń aksmitne chrapy
Ciepły oddech zapełnił moją głowę myślami
Teraz nie jestem sam
Raduję się z tego co mam
Chcę być dziwny i odległy
Powoli dobrnę bez wysiłku
Nad brzeg morza
Mewy mnie poznają krzykiem
Wysoki brzeg przywita mnie słodką bryzą
Połączę się palcami z krawędzią urwiska
Zaczniemy wspólne istnienie
Już mam odwagę bycia końcem
Granicą stałości i nieznanego
Kiedy obmyślam setny plan zdobycia
Zegar wybija piątą nad ranem
Zobaczę na końcu toru przyjazny wagon
Ledwie stanąłem na schodkach ażurowych
Tramwaj wesoło drgnął
I potoczył się niespiesznie pomiędzy sprawami
I klepnął mnie na pożegnanie jak druh
Wie że za jakimś smutkiem
Znowu wyrzuci mnie we mgle
Poczeka na srebrzystego konia
By powrócić po mnie właściwie
Bo to moja linia jest
Linia cudna prawdziwie
Kiedyś razem potoczymy się do mgły radosnej.

Napisałem jak czułem. Dochodzę do nieuchronnego wniosku że dziwaczność mi odpowiada. Może dlatego że gdy jest się dziwolągiem uchodzą na sucho różne wybryki niezrozumiałe. Nie wiem tego. I wcale nie mam ochoty dowiadywać się. Wiesz że mam dłonie fizycznego, takiego dajmy na to – drwala. Takie grube krótkie palce- obrzydliwość. Zaczynam nie lubić własnej fizyczności. Chcę już oderwać się od dziś i gdzieś tam się obracać. Wyczerpałem swój przydział chyba. Taki właśnie chcę pozostać w twojej głowie- dziwny ale tak ciepło , nie dziwak. Dasz radę to unieść. Choćby kilka kroków. Proszę nie zostaw mnie na drodze pomiędzy szóstym kilometrem i zakupami. Daj mi potrwać chwile obok.

Brat Pit

  • 3 tygodnie później...

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • nie mówisz prawdy  stając się opowieścią  o innej opowieści więc to już nie ja nie wtedy cierpliwie nawlekam obrazy   niteczko zwiewna zostawisz mi szary szum do snu zapatrzenie w punkt  przez który sączy się czas    
    • A nadmiar bezy? Zebra im dana
    • @Waldemar_Talar_Talar Waldemarze, Ty żyjesz, zdaje się, na tym świecie parę lat i trochę już widziałeś. Ujmuje mnie osobisty ton, u Ciebie w ogóle trudno odnaleźć fałszywe nuty, ale czasem jesteś naiwny jak dziecko. Ty jesteś elektorat. Z elektoratem rozmawia się raz na cztery lata i mówi się elektoratowi co ten chce usłyszeć, a później trzeba tak sterować żeby słupki były przyzwoite do kolejnych wyborów. To jest w skrócie polityka. Jeśli pragniesz etyki w polityce, odpowiedzialności za słowo itd., to czytaj Platona i nie oglądaj telewizji.
    • dzień dobry dniu może będziesz dobry jeśli policzę liczbą oddechów na godzinę    dzień dobry dniu bądź cichy jak ja  chciałbym być
    • Śniłem dziś że jestem płomykiem znicza, Upamiętniającym poległego przed laty partyzanta, Tlącym się w cieniu brzozowego krzyża, Smaganym wciąż przez zimny wiatr,   A choć wkoło sroga dotkliwa zima, Naokoło mroźna noc głucha, Jedynie nikły srebrzystego księżyca blask, Tańczy na wielkich śniegu połaciach,   Na oszronionej partyzanckiej mogile, W mroku nocy migocąc samotnie, Głośno krzyczę o należną mu pamięć, Choć wkoło tylko śnieżne zawieje,   Lecz może tej nocy mój krzyk, Posłyszą choć duchy przeszłości, By opowiedzieć o ciężkiej doli, Setek i tysięcy partyzantów niezłomnych…   I znad oszronionych partyzanckich mogił, Poniesie się cichy szept historii, O czynach ich bohaterskich chwalebnych, O Honorze nigdy nie zatartym…   Niekiedy kilku braci partyzantów, Wszyscy rodem z jednego domu Brało na siebie partyzanckiego życia trud, Gdy zawezwało ich poczucie obowiązku,   Pozostawili rodzinne swe domy, By trudom partyzanckiego życia czoła stawić, Choć długimi nieprzespanymi nocami, Wypłakiwały oczy za nimi ich matki…   Gdy tylko bladym świtem, Skrzące gwiazdki na niebie, Gasły jedna po drugiej, Oni swe karabiny brali w dłonie,   Z rozległych lasów i nieprzebranych borów, Gdy padał rozkaz do ataku, Młodzi partyzanci wyruszali w bój, Choć nieobce im było uczucie strachu…   Choć rozległe lasy i bory, Wielkie czapy śniegu pokryły, Oni niewzruszenie na posterunku wciąż trwali, Mimo siarczystych mrozów Ojczyźnie swej wierni,   Przemarznięci, zziębnięci partyzanci, Dotkliwym chłodem przeszyci, Zmuszeni w leśnych bunkrach się kryć, W milczeniu znosili losu przeciwności,   Nad dogasającym z wolna ogniskiem, Ogrzewając w kilku zziębnięte dłonie, Przemarznięte gwałtownie pocierając o siebie, Z ust wdmuchiwali w nie parę…   Pamiętający kampanię wrześniową pistolet, Często był największym ich skarbem, Ostatnimi nabojami uzupełniając magazynek, Strzegł go każdy jak oka w głowie,   Często zdobyczny trzonkowy granat, Nikłą jedynie nadzieję dawał, Na zadanie okupantowi dotkliwych strat W kolejnych zasadzkach i potyczkach…   Nie straszne im były najsroższe zimy, Wszystkie najcięższe wyrzeczenia i trudy Z godnością w milczeniu wytrwale znosili, Trwając na przekór okrutnemu losowi,   A rozłożyste drzewa oszronione, Widząc ich smutek i niedolę, Choćby najcichszym nawet szumem, Pociechy zimą nie mogły im nieść…   I tysiącami niezłomni partyzanci, W walce o naszą wolność polegli, Choć często mizernie uzbrojeni, Do walki z okupantem zawsze gotowi…   Dziś gdy ognia płomyki, Tańczą nam wesoło w kominkach ceglanych, Sypiąc niekiedy złote iskierki, Cieszące tak oczy roześmianych dzieci,   Unosząc kubek gorącej herbaty, Pobiegnijmy swymi myślami, Ku tamtym partyzantom niestrudzonym, Zmuszonym w rozległych borach cierpieć srogie zimy…   I za dusze partyzantów zapomnianych, Których często nie znamy nazwisk, Którzy grobów nie mają własnych, W skupieniu i w ciszy gorąco się pomódlmy...      
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...