Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

kochamy się

z wzajemnością mniej mi siebie żal
sama wiesz- rozdział czy przydział wszystko
da się podzielić

na dwa i więcej i
tak zostanie
jedno
niedokończone- razem

dobrze nam w tej samotności

Opublikowano

"Najbliżej, obok"... jakże prawdziwe spostrzeżenie, fajna ta miniatura Grzegorz. Jedno malutkie ale, nie lepiej będzie czytać... wszystko da się podzielić ...?
"tak zostanie
jedno
niedokończone- razem

dobrze nam w tej samotności"... dla mnie naj...:), ale całości także plus. Pozdrawiam... :)

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Cieszę się niezmiernie, że się podoba (tym bardziej, że tekst powstawał w męczarniach).
Co do inwersji- czasem 'tak to czuję', ale nie omieszkam pomyśleć nad Twoją propozycją.

Pozdrawiam

Fei
Opublikowano

Jakby się tak dobrze wczytac, to i siebie tutaj by mozna wyczytac - np. ku przestrodze. Ale przyznam, że jest tutaj i o bliskości i o tym, że tej bliskości nie ma... Faktycznie, przewrotka, że użyje języka mojej przedmówczyni :)
Dobry, naprawde dobry wiersz.
Pozdrawiam.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



co do Twojej interpretacji- jak najbardziej, ale dla mnie, paradoksalnie, ta przewrotka była/ miała być pocieszeniem.
Więcej tropów (jeśli zechcesz, oczywiście) mogę zaoferować na priv ;)

Serdeczności/G.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



myślę, że bliskość nie wyklucza pewnego rodzaju braku/pustki, która jest w każdym człowieku i pozostanie z nim do końca- można kochać (szczęśliwie/wzajemnie), ale samotność pozostanie, niezależna i jednostkowa.

PS. Dzięki za pozytyw

Serdecznie

Grzegorz
Opublikowano

Podobna mężczyźni lepiej znoszą samotność a jesli mogliby pisać także takie wiersze to napewno od czasu do czasu potrzebowaliby poetyckich oddechów.



Serdeczne pozdrowienia

Sunny - Poezja Malowana
http://poezjamalowana.blog.onet.pl

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...