Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Szef okazał się przyjacielsko nastawiony. Pewnie to Ryśka zasługa? Zjechał na swoje siódme – już przyzwyczaił się do podświetleń. Do dobrego łatwo się przyzwyczaić.
Agata ucieszyła się z jutrzejszego wyjścia na strzelnicę; ucieszyła się z służbowego samochodu, najbardziej jednak
z wiadomości, że nie są już tymczasowi. Zdążyła się urządzić – postawić w sekretariacie wielkie biurko, niszczarkę, w kuchni – jak ochrzcili gospodarcze – pojawił się elektryczny czajnik. Kartony z herbatą częściowo znalazły się w biurkowej lodówce, częściowo w szafie. Przydadzą się – pomyślał Paweł. Była nieco podekscytowana, dużo mówiła.
-Bez pomocy Grażyny zajęłoby mi to ze trzy dni. Co pan zrobił, że jest tak życzliwie usposobiona?
-Nie przyjąłem jej do pracy zamiast pani.
Spojrzała na niego z uśmiechem.
-Umówię nas na jutro z panem Ryszardem. Przynajmniej na coś się przydam.
-Będzie pani miała okazję na strzelnicy, by nas się pozbyć.
-Byłoby pięknie, tylko wynagrodzenie, samochód... Nie opłaca się.
-Możemy czuć się bezpieczni?
-Mało – będę czuwała, żeby się nic nie stało. Mój interes.
-Wszystkie sekretarki dostają służbowe samochody?
-Tylko pańska! Jeszcze miejsce w garażu! - Agata była widocznie rozgorączkowana.
-Spokojnie. Ciekawe, za co to.
-Jestem wspaniałą donosicielką. Dwa tygodnie temu powiedziałam, co będzie jutro.
-Co będzie?
-Będzie dużo lepiej, niż pan myśli.
-Wszystko wskazuje, że do frapujących wad: wścibstwa, weredyzmu dochodzą zarozumialstwo i jasnowidztwo - Paweł był w coraz lepszym humorze.
Wesołe pogwarki przerwał im Rysiek wpadając bez ostrzeżenia.
-Widzę, że kończycie się urządzać. Mogę zająć chwilę?
-Nie możesz. Pani Agato! Kupię pani procę, upoważniam do zestrzelenia tego osobnika jeśli wpadnie bez ostrzeżenia. Wyobraź sobie, jak byś się czuł, gdybym był zajęty sekretarką, jak na przełożonego przystało.
-Jutro o dziesiątej. Będę. – Rysiek ciągnął swoje nie zważając na jego słowa.
-Pani Agata idzie z nami. Naczelny pies zezwolił. – Paweł postanowił się pochwalić.
-Byłeś u naczelnego psa?
-Tak. Skarżył się na ciebie, na Karola, że za drogie kołysanie mu wymyśliliście.
Powiesz mi krótko na czym to polegało?
-Wykombinowaliśmy system przesuwu podłogi. Tam i z powrotem. Przeprowadziliśmy symulację. Było niedostatecznie, więc dodaliśmy ruch pionowy, było drogo, a skutek mizerny.
-Wymyśliłem taką soczewkę na łożyskach – niech się kiwa, połowę pracy wykona grawitacja.
-Dobre chyba. Zadzwonię do Karola, że będziesz u niego.
-Na samą myśl o takim kiwaniu robi mi się niedobrze. Może szefowi o to chodzi?
Pozbywałby się w taki sposób niewydolnych współpracowników – przez zakiwanie.
-Niezłe.
Paweł czuł się swobodniej i u siebie, z każdą godziną bardziej. Podobało mu się w piramidzie; postanowił zostać w niej jak najdłużej. Agata przerwała mu rozmyślania:
-odezwały się kadry – proszą o kod bankowy, żeby móc wpłacać pieniądze. Zapomnieli wpisać przy przyjęciu. Aha. Pani Bożena pyta czy już się pan urządził.
-Proszę powiedzieć, że zjawię się koło drugiej. Wybrała pani dla nas niszczarki?
-Tak. takie same jak u pana kolegi Ryszarda. Jak chce pan być w kadrach punktualnie, to powinien pan już się zbierać.
-No tak. Myślę, że na dzisiaj wszystko. Możemy iść. Do jutra.
Kadry – podał kod; zdał relację Bożenie; poszedł do garażu. Po zmianie wystroju, łupinka była wygodniejsza. Odwiedził Karola żeby sprzedać mu pomysł na wahadło – ten powiedział, że dobry ale musi zrobić symulację i policzyć koszty. Przegadali prawie cztery godziny, gdy dotarł do domu było już ciemno.

Na strzelnicy
Następny dzień w pracy zaczął się od sprzeczki – kto po kogo przyjdzie. Stanęło w końcu. Że mają być gotowi do wyjścia o dziesiątej, zwalisty zwali im się z ósmego, ruszą do piwnic – strzelnica była obok psiarni. Ruszyli zgodnie – młody, facet w średnim wieku, dziewczyna-kobieta. Paweł patrzył na Agatę; nie mógł się nadziwić, że to on wybierał. Była bardzo rozemocjonowana wyprawą do piwnic. Uradowana. Weszli do pomieszczeń gdzie udawano strzelanie – wszystko niemal było symulowane oraz sterowane komputerowo. Szef strzelnicy wręczył im hełmy instruując jak ich używać. Każde otrzymało również atrapę broni ręcznej – sprzężonej z hełmem. Równie dobrze mogłaby to być maczuga – pomyślał Paweł nakładając kuliste urządzenie. Nie miał złudzeń co do siebie więc wybrał program o najniższym stopniu trudności, z trzech do wyboru. Ku własnemu zdumieniu, bez trudu przebrnął przygotowane przez programistów pułapki, włączył średni stopień – było nieco trudniej, ale tylko nieco. Włączył najwyższy poziom – ciężko było jednak osiągnął metę z maksymalną ilością punktów. Nie jest źle pomyślał zdejmując ciężkie urządzenie z głowy. Otaczali go inni użytkownicy strzelnicy bijąc brawo.
-Śpiewałem? – zapytał. Dziękuję!
Rysiek i Agata wpatrywali się w niego z lekkich przestrachem – podszedł ku niemu kierujący interesem – wręczył prawdziwy pistolet; Paweł opuścił odruchowo wylot broni w kierunku ziemi. Zaprowadzono go na stanowisko ogniowe, gdzie mógł do woli dziurawić tarczę pociskami ze specjalnego tworzywa – po osiągnięciu tła osiągały płynną konsystencję, przestawały istnieć. Żarty skończyły się, to nie była symulacja. Wspomagał go w celowaniu promień laserowy więc osiągnął nienajgorszy wynik. Skończył, położył broń wylotem ku tarczy.
-Gdzie pan ćwiczy strzelanie? Spytał szef.
-Nigdzie.
-Zechce pan tu przychodzić każdego dnia? Chcę aby pan reprezentował piramidę na zawodach. Zachowuje się pan profesjonalnie, wyniki też ma pan godne zawodowca.
-Żartuje pan. Nie umiem posługiwać się bronią. Na studiach byłem zawsze ostatni.
-Tu jest pan pierwszy. Widzę zdumienie; ja też je czuję. Wierzę w pańskie deklaracje, tym bardziej chcę tę niezwykłość wykorzystać. Poprzednio, parę lat temu, taki wynik uzyskał czynny zawodnik. Pan będzie bardzo ważny w naszym zespole, bo to zawody zespołowe. To jak. Zgoda?
-Zgadzam się. Z wielkimi obawami wezmę udział w zawodach. Ufam panu.
-Słusznie. Skoro bez treningu ma się duże rezultaty, co będzie po intensywnych ćwiczeniach? Jeszcze jedno.
-Tak.
-Obserwowałem obchodzenie się z prawdziwą bronią – większość ma z tym problemy – pan nie.

Wychodzili ze strzelnicy – Ryszard poważny, Agata roześmiana, Paweł skupiony oraz ucieszony. Popatrzył na kobietę, był z każdą chwilą bardziej przekonany do swego wyboru. Oprócz zewnętrznych potwierdzeń, czuł się swobodnie w jej obecności, wiedział, że może jej zaufać. Milczeli w jej śmiechu – zwalisty przerwał ciszę:
-dlaczego nie powiedziałeś, że masz takie wyniki w strzelaniu?
Nie zdążył odpowiedzieć. Agata była szybsza:
-pan Paweł nie wiedział o tym jeszcze dzisiaj rano, wczoraj trząsł się ze strachu przed dzisiejszą próbą. Pewnie można mu wiele zarzucić, lecz nie, że jest nieuczciwy.
Nie wiedział czym się cieszyć – jej opinią o nim, czy faktem, że wzięła go w obronę. Zauważył, że myśli o niej często, jak o bliskiej osobie. Beznadziejna taka werbalna sztuczność we wzajemnych kontaktach. Postanowił zrobić z tym porządek... w przyszłym tygodniu. Ruszyli ku windom. Rysiek niezwykle milczał, w końcu powiedział:
-jestem normalnie zazdrosny. Powinieneś wstąpić do sił szybkiego reagowania nie do policji. To jak. Będziesz trenował?
-Jasne. Obiecałem.
-Wygramy!
-Zobaczymy.
-Jeśli bez przygotowania tak się sprawujesz marnie widzę szanse rywali.
-Do dzisiaj byłem święcie przekonany, że ja jestem marny. Pewnie ze strzelaniem jest jak ze smakiem, jak z węchem. Muszę powiedzieć Zygmuntowi.
-On ci da jakąś miksturkę i koniec wspaniałych wyników. Nie zawracaj mu lepiej głowy przed zawodami.
-Zapomniałem umówić się z trenerem na konkretną godzinę – przypomniało się Pawłowi
-Skorzystaj z wewnętrznego komunikatora. Może pani Agata zrobi to za ciebie?
-No nie wiem...
-Ale ja wiem. – Agata zareagowała błyskawicznie. – Przed castingiem przeszłyśmy szkolenie w obsłudze systemów komunikacji wewnętrznej. Zadziałam.
Ryśkowi humor się poprawiał z każdym krokiem:
-jaki zapał. Ja latami dochodziłem do obecnego stanu – Grażyna pracuje, ja świętuję.
Ty Paweł bez wysiłku, mimochodem, przy minimalnej zewnętrznej pomocy osiągasz to samo.
-Przyzwyczajam się dopiero do bycia przełożonym, do myśli, że są czynności, które ktoś wykona za mnie lepiej.
Pożegnali się w windzie obiecując sobie rychłe niecałkiem służbowe spotkanie. Agata z Pawłem wrócili na świeżo zasiedlone włości. Zwrócił uwagę, że była milcząca, jakby smutna. Zważywszy jej ożywienie w trakcie wyprawy na strzelnicę oraz powrotu do gabinetu, podejrzewał jakieś babskie fanaberie ale nie znał się na gatunku człowieka zwanym kobietą.
-Co jest? – zapytał wprost.
Spodziewał się uników, wykrętów, zbycia żartem. Doczekał się rzeczowej odpowiedzi:
-pan pójdzie trenować strzelanie, ja kiedyś byłam zawodniczką, podobno dobrą. Bardzo to lubiłam. Myślałam że mi przeszło z wiekiem. Tymczasem po dzisiejszym dniu wróciło, co było dziesięć lat temu.
-Pójdziemy razem. Nie mam zamiaru pytać nikogo o zgodę. Pani udział nie powinien być problemem zważywszy symulacyjny charakter zabawy. Trener wygląda na normalnego człowieka – nie powinien robić trudności.
-Dziękuję. Nie będę przeszkadzać.
-Załatwione. Jutro idziemy razem na trening – wesprze mnie pani doświadczeniem, bo nie mam żadnego.
-Panie Pawle.
-Słucham.
-Nie, nic.
-Do jutra, pani Agato.
-Moment. Skontaktuję się ze strzelnicą i umówię na jutro.
Usiadł w fotelu; podjechał do okna podziwiać nagie gałęzie oraz resztki zieleni trawników otaczających piramidę. Agata poszła do sekretariatu porozmawiać z piwnicą. Wróciła z miną zwycięzcy:
-załatwione – idziemy na dwunastą. Trochę się śmiał, że razem, że już... Obiecałam że pan go zastrzeli i obwącha. Dał spokój. Miałam przynajmniej okazję przypomnieć sobie jak działa komunikacja wewnętrzna. Mam dwa komunikatory. Jeden wewnętrzny, drugi zewnętrzny. Tu jest tylko wewnętrzny. Idzie pan?
-Tak.
-Do zobaczenia jutro.
-Do zobaczenia.

Zdecydował że zaskoczy Zygmunta niezapowiedzianymi odwiedzinami zanim wsiadł do swej muszelki. Czekała na parkingu wyzywając kolorem – „pływająca perła”. Karol i Ryszard musieli wypić ze skrzynkę piwa wymyślając coś co miało tylko jeden walor – było tak przeraźliwe, że nikt tego nie wybierał; od razu zauważalne. Trzeba to zmienić postanowił.
Zauważył natychmiast korektę w menu; doszły dwie nowe pozycje: „komunikator”, „uaktualnienia – jak zrobić”. Wywołał komunikator - w odpowiedzi wyświetliły mu się trzy pozycje, oczywiście:
KAROL
RYSZARD
ZYGMUNT

Komunikator okazał się rozbudowanym telefonem (pokazały to wyświetlone funkcje). Wybrał „ZYGMUNT” – lekarz odezwał się po chwili:
-gadaj szybko.
-Chciałem cię dzisiaj odwiedzić.
-Chyba o dwudziestej trzeciej. Ja, w przeciwieństwie do was, policjantów, ciężko pracuję cały dzień. Masz służbowe cacko samochodem zwane? Masz na pewno. Wpadnij w piątek o trzeciej – odwieziesz mnie do domu, pogadamy.
-Jedzie się szybko – uśmiechnął się wspominając tempo pojazdu na drodze do i z pracy.
-Pogadamy przy wysiadaniu albo wpadniesz do mnie.
-Zmusisz mnie do grania w karty?
-W karty gram w sobotę.
-Dobra – Paweł zgodził się na spotkanie w piątek.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Wróć  Wiedz że przepraszam nie padnie To za małe słowo na ostatnią zgaszoną zapałkę w pudełku podpisanym zaufanie i wiara w drugiego człowieka  Czynami też nie przeproszę  ale marzyłby mi się wers, który odbudowałby podpalony most płomieniem o czarnej barwie z piekła wzięty za odpowiedni drogowskaz by nie widzieć nie słyszeć nic ale krzyczeć skrzeczàcymi dźwiękami słowa wojennych nabo i  i jeszcze wiemy (ja to split być może więc powiem o sobie w trzeciej osobie) że ból fizyczny jest za zasługi chaosu na synaptycznych drogach zasłużony  pięć lep liści wypłaconych jak byś sam chciał moc ich zarobić błagam prosić  Wiem że błaganie po tym bałaganie jest równie bezczelne poza wyobrażenie  ale wiesz jak mam być szczelny  cały pokluty i podziurawiony blizny które omija słońce  blizny nieopalone już nigdy to zrobiłem wam to zrobiłem sobie to chore  a spowiedź  czekamy z moimi grzechami na samotności czas gdy stalker powieczas opuścić was ale bestia 24/7 w obserwacji myśli  po operacji skalpelem świata który nie  istnieje z teczki o kryptonimie  Anioły i demony gdzie jednym z rozdziałów był zabieg wszepienie sumienia  mk ultra nie ma słuchawki w lewej ucha przestrzeni takiej małej ale techniki technologi jak w serialu z De Nirem są realne i tak się robi z tymi co na zawsze bezimmienie umrą pochowani z dala miejsc które na mapach świata jako białe plamy odznaczają się  przysypani piachem o ciężarze własnych klamstw czyli żwir i kamienie jak te które tworzą cud świata w Gizie i nikt się nie dowie bo to nieistotne ważne jest to co jest cud przypadku gdzie Duch Święty przejął demoniczne myśli i wiatr poniósł w Niebo na skrzydłach które nie palą w słońcu się  Nie Ikar  Dedal Latają ptaki nie uznając granic Niosą melodię i śpiewając trelami Odnajdują mistykow za Pań brat z natury wibracjami którzy czytając nuty tych które ponad chmurami kontynety pokonują prowadzone gwiazdami i Ziemskim (tym no na co reaguje kompas zapomniałem słowa a niby myślę w tym języku jako Polak ale to chaos który przejął mnie i przekonał jako droga ku dobremu może nie dla mnie może nie dla bliskich ale dla cyfr które pokonują nazwane setkami milionów z definicji pojedyncze głowy słowem kmwtw omerta ale chyba i tak za dużo gadam jako że...) Skrzydła dał Bóg Bóg Bóg Bóg Bóg (taka tam rewolucja mała ale jeśli nie ma stalkera a jest schizofrenia nigdy nie wyjdzie na jaw jak prawda mojego życia za mojego życia jako to moja łaska i nagroda by bezimiennie zniknąć i wybuchając nad grobem zbudować parkiet śliski od plwocin (pisząc wiersz gdzie wieczny deszcz nie wiedziałem że Niebo pluje we mnie jeszcze ale co to tam za nieistotne to dziś się ma ja to mam albo mieć powinienem ale życie jest takie że myśli są subiektywne)) Armi Aniołów  połamany głos hałas i skrzek to objaw jednej z chorob dzieci wychowanych bezstresowo w tłumie bezimiennych mas wielkich miast sąsiadów których znasz ledwo twarz spowiedzi czas i bólu którego bym nie chciał uczulony na ciosy który boi się bić a ruszył do wojny ze słowem jak z przysłowiowym mieczem i nie przepraszam bo tu się wali mocniej tylko wydaje mi się że definicja slowa przepraszam nie sklei szkła ekranu przez który pukają ale to jeszcze nie to do takich jak my (trzecia osoba bo skalpela pociągnięcia po półkuli jednej drugiej mózgu (o ja glupcu ze mnie głupiec nie używałem mózgu jako ego było mym rozumem a słuchaćc ego to jak zamknąćoczy i zatkaćuszy zasnąć na jawie i w drogę ruszyć somnabulizm) przez który widzą jak monster idzie jak po nitce  art monster grzechy coraz gorsze by przeżyć cokolwiek  czuje ból  czy czuje ból?  czuje żal po operacji na sumieniu dziś do siebie choć nad ranem w snach poleciały nie tak dawno temu wersy że też mogliście być więcej i bardziej niż wymyslaczem góry k2 białych kłamstw wiem że ta metoda nie mówienia prawdy jest ku dobru tego co w niewiedzę ubieramy ale jak można nie wiedzieć o sobie tak bardzo nic myślęc że sumienie czyste jest i wykrzyczeć to zaklocajac nocny czas cisz i spkkojnego snu tym którzy nocą nie oddają się demonom lecz poscielili sobie dobrze by się dobrze wyspać  sen jako bezpieczna przystań gdzie umysł odpoczywa na oceanie wymiarów równoległych morzu pływa by poznać drogi wcieleń swojej osoby by poznać choć trochę losy na gałęziach drzewa możliwości którego tutejsze istnienie nie wybrało jako kroki (mi się często śni że to dorośli chodzą do szkoły ale nie wiem co z dziećmi chciałbym by rozwijały umiejętności słuchania psychiki i czytania uczyć swoich innych ku ogromowi empatii dla uwaznosci by innych w życiu nie ranić tylko miłością traktować siebie i innych ku nie nienawiści i ku ogólnego wspólnego umysłu cywilizacji spokoju niczym w Raju (ale co ja tam wiem jedynie że to nieistotne jest) więc przepraszam nie padnie bo jest za małe z definicji i nie padnie ubrane w czyny  marzy mi się jeden wers który cofnie czas i znów będzie musiało paść pierwsze słowo ale z zachowaną świadomością tu dotrę i nie popełnię sekundy gdzie ego zgubi mnie w chaosie  niejeden raz krzyk wyzwiska spokój będę umiał dać zamiast bólu i ran zamiast być krzyżem im i golgotą  faryzeuszem który przerażony wizją że ktoś może być lepszą wyższą mocą istotą wyda rozkaz słowami  zabije cię  i za cudze czyli moje grzechy nie będzie nikt cierpiał i nie złamię serc i wypiekajac chleb którego od razu nie pokryje pleśń który będzie sycił głodnych i nie poleje się krew na pustyni piach tworząc czerwone bagno ruchomych piasków nievdam się wciągnąć do miejsca znanego jako dno drugiego dna  że ponowny Big Bang stopi lody arktycznej pustyni mojego serca by spragnionych napoić wodą która nie zna zanieczyszczeń w jakich plywa dziś siedem morz i oceany  jesteśmy jak lalki barbie wypełnieni plastikiem  i jak dinozaury z których powstała ropa by ten plastik powstał  cudowna zwrotka która przekona że wojna też była kłamstwem bo kłamcą jest ten który do kłamstwa przyznaje się  bo kłamcą jest ten który sam siebie nie zna marzy mi się metafora która rozpali zapałkę po raz drugi (a może kolejny w nieskończoność oczekiwany z ufnoscia ale pozostało z wzruszeń w końcu jedynie ramieniami wzruszanie bo ile razy można dać drugą szansę jeden raz i jeden jeszcze to definicja liczby dwa (liczby mają definicje czemu nie czytamy za slownikiem ile to jedynek jest w tej liczbie bo to pewnie nieistotne jest) a nie że wydłuża się ciąg szans)  zapalić zapałkę która da ogień by na nowo złożyć lustro zbite poprzez stopienie i wykonanie jak w hucie szkła jego czystej tafli by nie było tam rys jak ran na sercu i duszy ale to na koniec i potem przyjdzje mi skończyć z biciem serca i po tych słowach jeszcze przed kropką lub zamknięciem ostatniego nawiasu ostatni oddech opuści płuca i w końcu dla wielu czekających nie będę już marnował tlenu na marny żywot ku utrapieniu niewinnych  Zbudować parkiet na mojm grobie bardzo proszę  tańczyć jak w tej sentencji o tańczeniu nad wroga grobem byłem  jestem wrogiem Z nienawiści wziąłem banicję i wygnanie jak na życzenie  Zapomnienie o mnie to by było dobre Wielkie Pierwsze Słowo niech nie doda mnie może gdy po wersie który przekona czas by zaczął wszystko dla nas żyjących na zasadzie jego (czasu) do przodu zawsze uplywania by ma osoba nie była cyfrą jeden w równaniach Stwórcy i jego planach wyliczenia granic nieskończenie długiego ciągu jedynek kolejno ustawianych na poziomej linii aż ta ostatnia nazwana jakimś krótkim słowem dla definicji i ułatwienia myślenia o niej rozpocznie Rajską epokę po sądzie który skończyć się może miłością i szczęściem wszystkich pojednaniem początku z końcem  czerni z bielą  gdzie zaczniemy być po środku każdej przeciwności jak w ziarnie z którego wszystko powstało  pogodzeni z historią docenimy dobro znając moc zła i strachu  nie będzie mowy tam w tym drugim Raju na którym się skończy koło historii zatoczy obrót i jak od Raju się zaczęło tak Rajem się skończy  ale z.madroscia historii która sprawi że zakazany smak owocu drzewa poznania będzie w genach dusz dzieci Boga które wydała Gaja ku skonczonosci materialnych dni by przekonać każdy byt jak to jest żyć z grzechem pierworodnym  i zostanie w nas miejsce gdzie pacierz to tylko krótkie Amen jak pozdrowienie obecnych które wszystko tłumaczy i czyni zrozumiałym  miejsce maleńkie które pomieści wszechświat cały by czuł się jednym i doskonałym  który w skromności swej wspólnej cząstki nie upoi się zachwytem własnej istoty jako doskonałości i zapragnie stworzyć na podobieństwo swoje Pierwsze Słowo by rozpoczęło nieskończoność Bożych istnień  ku towarzystwu i ku możliwości poznania zachwytu nad cudem  życia śmierci świata w obrazkach i kolorach i dusz rzędu z których każda dokona kolejnego obrotu osi koła czasu   na przepraszam nie mam czasu leżę na kanapie odwrócony plecami do świata z którym chciałem się pogodzić wojnami który chciałem przekonać ranami gasząc i tłukąc ogień i szkła okien i luster źrenice moje puste a podobno to miejsce gdzie widać duszę      za długie ale op dzięki za inspirację do niepotrzebnie nieistotnego komentarza tu który się ku jutrzejszym chęciom by się nievwydarzllyl uswiadomi mnie że nie jestem jak czas tylko jak sekundbik na zegarze pędzący tylko w jedną stronę  koniec
    • Ara, Ic - raf oto farciara.    
    • @KOBIETA   Dominika...      
    • Ada na łodzi: zdoła - nada.   Ja po statek, a jak etat - stop, aj.    
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...