Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Za chwile przyjdą do mnie moje ukochane niedźwiadki, żeby nie było żadnych nieporozumień, to są to moi wnukowie. O! Dzwonek do drzwi. To pewnie oni.
- Cześć dziadziu!
- Witajcie moje dzieci. Nie mogłem się Was doczekać. Skoro już pościągaliście kurtki, to chodźcie, usiądziemy sobie przy kominku.
Zapaliłem w kominku, a potem usiadłem w plecionym foteliku na biegunach a Pary z Rapy usiedli na kocyku u stóp fotela.
- Dziadku! Opowiesz nam coś?
- Tak jest! Na dziś mam coś specjalnego.
Powiedziałem z tajemniczą miną, a dzieciakom aż oczy zaświeciły się z ciekawości.
- Super!!!
- To ja Wam jeszcze przyniosę herbaty.
Wyszedłem do kuchni po pyszną herbatkę Jadzi, mojej żony. Po czym wróciłem do nich i zacząłem opowiadać.
- To co zmierzam Wam dziś opowiedzieć, będzie o dwójce niedźwiadków, którym zawdzięczacie swoje imiona.
- Naprawdę?! To to ma jakąś historię?
- Tak, niestety bardzo smutną historię.
- O rany! To już opowiadaj dziadku, bo zaraz umrę z ciekawości.
- No dobrze, a więc słuchajcie.
- Zamieniamy się w słup soli.
- Pewnej nocy w Bieszczadach urodziły się dwa niedźwiadki. Jednego nazwano Pary, a drugiego Rapy. Rapy był wcieleniem matki- ślicznym, pulchniutkim maleństwem, natomiast Pary nie odziedziczył urody po żadnym z członków rodziny Piasków. Był drobnym, niezdarnym z wyłupiastymi oczyma „potworkiem”- tak go nazywała rodzina. To też przesądziło o ich życiu. Rapy był rozpieszczany przez niedźwiedzice na wszystkie możliwe sposoby, gdy Pary był traktowany gorzej niż służący. Gdy żył ojciec niedźwiadków próbował chronić przed żoną niedźwiadka, ale niestety ta ochrona nie trwała długo ponieważ, zmarł on niespodziewanie pół roku po narodzinach synków. Matka przejęła wszelką władzę nad nimi i od tej chwili Pary przeżywał istne piekło.
Nadszedł w końcu dzień w którym Pary i Rapy pierwszy raz pomaszerowali do szkoły. Ledwo Rapy przekroczył próg szkoły namówił wszystkich do terroryzowania swojego brata. Niedźwiadek nawet w szkole nie zaznawał spokoju, ciągle sypały się na niego obelgi i nie raz był napadnięty przez rówieśników w powrocie do domu. Mimo wszystko Pary dzielnie się trzymał i znosił wszystko z anielską cierpliwością.
Był wszechstronnie uzdolniony i to przynosiło mu pocieszenie w najgorszych chwilach, ale niestety było kolejnym powodem do znienawidzenia go przez kolegów i koleżanki.
Pewnego ranka, gdy obydwa niedźwiadki już się obudziły, przyszła do ich pokoju matka i zwróciła się do Paryego: „Od dziś pokój w którym mieszkałeś do tej pory należy wyłącznie do Rapyego. Ty nie zasługujesz na nic więcej niż jakiś kąt w stodole. Posiłek będziesz dostawał raz dziennie. Ze szkoły Cię wypisałam, więc teraz będziesz bezustannie pracował. Zrozumiano?! No to już marsz do roboty! Co tak pomału? Szybciej! Szybciej!”. Nawet te straszne słowa, które wypowiedziała jego rodzona matka nie zachwiały równowagi Paryego.
Aż w końcu pewnego wieczoru gdy niedźwiadki przechodziły młodzieńczy wiek Pary nanosił na pola obornik jako nawóz, zatrzymał się koło niego Rapy przechodzący tamtędy ze swą nową dziewczyną i powiedział: „A oto nasze popychadło, którego nawet nie śmiem nazwać moim bratem. Jest to od dziś Twój sługa po wszystkie czasy.”. Pary słysząc jak brat z niego szydzi nie wytrzymał, wszystkie żale i smutki, które tak umiejętnie skrywał, teraz wezbrały ogromną falą. Pary cały poczerwieniał ze złości i wylał całą zawartość wiader wprost na oniemiałych z przerażenia: Rapyego i niedźwiedzice. Na koniec jeszcze powiedział: „Teraz sobie radźcie sami! Ja odchodzę i nigdy nie wrócę!!!”.
Od tej chwili sytuacja w domu Piasków stała się koszmarna. Rapy kompletnie ignorował matkę i w niczym jej nie pomagał, a jeszcze przeszkadzał. Niedźwiedzica więc pracowała za dwojga i odczuwała coraz większy brak katowanego syna.
Pewnego sobotniego popołudnia Rapy i matka wybrali się razem na jagody. Tam ku swojemu przerażeniu znaleźli martwe ciało Paryego na drzewie, gdzie się powiesił. Pani Piasek nie zniosła tego widoku, który otworzył jej oczy na wszystko czego się dopuściła i do czego doprowadziła- szoku jakiego doznała nie wytrzymało jej serce i zmarła natychmiast.
Rapy, który niczego nie umiał i był ciągle rozpieszczany nie potrafił sam poradzić sobie na świecie i w parę dni później utopił się.
Dlatego też Wasi rodzice dali Wam takie imiona, aby udowodnić, że te imiona nie są przeklęte i że niedźwiadki, które je noszą mogą być szczęśliwe i żyć w szczęśliwej rodzinie.
- O rety!
- To najciekawsza opowieść jaką słyszałem!
- Dobra dzieci, wystarczy zachwytów. Zmykajcie do domu, bo rodzice będą się o Was martwić.
- Dobrze, już idziemy. Dobranoc dziadziu.
- Pa.
- Dobranoc niedźwiadki.
Wam też dobranoc Drodzy Czytelnicy, gdyż właśnie zapadam w długi sen, nie koniecznie zimowy. Dobranoc.

Opublikowano

Sam nie lubię być porównywany do kogokolwiek i robię wszystko, żeby odciąć się od takich porównań, ale teraz to akurat mnie korci, żeby to napisać: odnajduję tu kabaretowy model, kabaretu nie wspomnę. Był taki cykl BAJKI DLA POTŁUCZONYCH (bez obrazy) a drugie skojarzenie, które podsunęła mi pamięć, to czarny humor Macieja Zębatego. Z tym, że jego teksty bez obaw poleciłbym starszym dzieciom. Twojego opowiadania nie odważyłbym się im pokazać. Pozdrawiam. A.F.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   24 czerwca 2023

       

        Przeżyłam. Myślałam, że umrę, ale przeżyłam. Gdyby mama nie trzymała mnie za rękę, byłabym pewna, że już jestem martwa.

        Kiedy ratownicy weszli do domu, wszystko wydawało się snem. Głosy się rozlewały. Z ledwością podnosiłam powieki. Czułam spalony szpinak, który gotowałam chwilę wcześniej. Pytali mnie, co brałam. Nie byłam w stanie im powiedzieć. Język mi spuchł, a ciało zesztywniało. Na noszach znosili mnie do karetki. To był trzeci raz, jak jechałam karetką, ale pierwszy na sygnałach.

        Na SORze odzyskałam mowę. 

        - Fenibut - powiedziałam lekarzom.

        Do tej pory mnie trochę bawi, że musiałam im tłumaczyć, co to jest. Znalazłam to gdzieś w internecie. Pisali, że to sowiecki lek uspokajający, neuroprzekaźnik receptorów GABA. Miał działać jak pregabalina. UWIELBIAM pregabalinę. To prawie jak alkohol, ale jest lepsza. Nie chodzi się po niej na skos i nie sepleni jak kaleka.  

        Chyba powinnam się przedstawić. Cześć, jestem Laura, a to jest mój dziennik. Mam dwadzieścia lat i jedyne osiągnięcie na moim koncie to wygranie konkursu recytatorskiego w pierwszej klasie liceum. Jestem ćpunką. Ale nie taką zwykłą, co bierze wszystko jak leci. Nie, ja lubię wiedzieć. O wszystkim, co biorę, czytam. Wiem, jak co działa, z czego jest zbudowane i jakie są konsekwencje ćpania tego. To ważna wiedza, gdyby coś poszło nie tak (wczoraj poszło k o s m i c z n i e źle). Szkoda, że nigdy nie byłam dobra z chemii. Tak to bym poszła na studia. Może w przyszłości stałabym się drugą Lori Arnold albo Walterem White’em. W sumie mogłabym iść na ASP, tyle że ciotki mi powtarzały, że po tym to tylko malowanie portretów na Krupówkach.

        Nie wiem, czy ktokolwiek poza mną przeczyta ten dziennik, ale jeśli tak - niech uczy się na moich błędach. Narkotyki to ścierwo, a ja zrozumiałam to za późno. Teraz leżę w psychiatryku i wątpię, że szybko mnie wypuszczą. 

        Zadomowiłam się na oddziale. Nie jest najgorzej. Pielęgniarki są miłe, uśmiechają się do mnie, kiedy przychodzę po papierosa. Nie możemy ich trzymać przy sobie, wydzielają nam po jednym co godzinę i to jest najbardziej przejebane. Jedzenie też mają dobre, nie to, co na innych oddziałach. Kiedy leżałam na nefrologii, dawali same pomyje.

        Miałam w planach przespać cały pobyt tutaj i obudzić się, gdy odejdą głody. Staram się nie myśleć o kreskach i blantach, ale one same do mnie przychodzą. I Dawid nie pomaga. Jeszcze trzy dni temu piliśmy razem wódkę, a teraz jest tu razem ze mną, bo pomieszał perazynę z alkoholem i fetą. Twierdzi, że ledwo go odratowali, ale ja wiem, że buja. Mógł co najwyżej dostać niewydolności wątroby. A zamknęli go, bo jest po prostu pieprznięty.

        Przed chwilą wołali na leki. Teraz papieros. Dają mi te same tabletki, co przepisał mi psychiatra, tylko dawkę zwiększyli. Przyjmuję to z ulgą, bo będzie się lepiej spało. 

        Kończy się pierwszy dzień mojej trzeźwości. To przerażające. Odkąd pamiętam, jestem na haju. Zawsze załatwię sobie pieniądze. Jeśli nie biorę od mamy, to daje mi babcia. Do tej pory nie wiedziały, na co wydaję. Żle, że się dowiedziały. Nie, nie mogę tak myśleć. Przecież chcę z tego wyjść. Kurwa, Laura, tak będzie dla ciebie lepiej, zrozum to wreszcie!

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...