Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Dariusz Sokołowski

(moje zdanie)

nie sądzę, że o sztukę chodzi Dariuszowi Sokołowskiemu
są sprawy, których nie uważam za temat do żartów
między innymi należą do nich sprawy poruszone w wierszu Pani Joanny
w komentarzach podpisanych Dariusz Sokołowski chodzi o pokazanie wyższości
jest w nich nieżyczliwość i pogarda w stosunku do innych
z takiej postawy rodzi się to co opisała Pani Joanna w swoim wierszu
strach w piwnicy
chęć wykrzyczenia sprzeciwu

wolnośc jest przywilejem mądrych

jest przywilejem
którego nadużycie prowadzi:
do zasieków z drutu kolczastego wkoło kominów Birkenau
do ruin Warszawy, Groznego, Bejrutu

mądrość nakazuje
Panu Sokołowskiemu wycofanie się
powiedzenie przepraszam
jak postąpi?
zależy tylko od niego - jest wolny

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Zaiste Panie Sosen, Monteka byłby dumny ze swej protoplastycznej filozofii. Ani mądrość komentatorska ani żadna inna, ani nawet prywatny punkt widzenia nie żadzi się sentencyjnymi prawamami. Rozumiem że "pasłowicy mudrostiej nacji" ale takowoż patrzenie z punktu widzenia pielęgnowanego przez pana kultu (nawet nie wiem czy zmarłych) zachwytów nad światem tylko wiersza nie pozwala na obiecujące perspektywy. primo: a to z powodu nierównoważności światu peela i poetki (Joanna Juz podkreślała niewspółbieżnośc), secundo: cywilnej odwagi. to pejzaże węglem malowane. jeśli więc chodzi o mądrość, jestem przekonany że tylko wybitni nie pojmą co im dano a co tajemnicą być powinno. cóż trzeba wierzyć że przyjdzie kiedyś zgłupieć. tak więc ani o wyobraźnię ani o mądrość nie idzie. strasznie mi przykro że moim pierwszym komentarzem obraziłem pana ikonę. wiem że boli gdy się pokaże serce a ktoś nadzwyczajniej z niego zadrwi. proszę na spokojnie przeanalizować komentarze. nic takiego nie miało miejsca. Myślę że z Autorką mamy wspólne zdanie na temat historii, czczenia pamięci narodowej, na ból cierpienie bliskich i tych dalszych. Niejednokrotnie udowodniła nam swoją wrażliwość i iście matczyno-umanotarne podejście do nawet trudnych spraw różnorakiej natury. W żaden sposób nie chciałem urazić ani pamięci narodowej ani czyegoś ubolewania. Niejednokrotnie w swoich komentarzach pod tym wierszem, chciałem zasygnalizowac dwojakość natury poetyckiego widzeni. Z jednej strony kult pamięci jako przedmiot wiersza nie pozwala nam na stosowanie ciekawszyc tricków poetyckich. Dlatego permanentnie pojawia się stop klatka, rettrospekcja, jednakże nawet zamierzenie nieporządkownia wrażeń poetyckich i widza nie poprawia odczytu. cóż z tego żę widzę co jest napisane i czuję to co powinno boleć, kiedy widzę to po raz tysięczny. pamięć jest tak dziwnym wynalazkiem, powiedziałbym klatwą ludzkości, że nie bardzo pozwala nam ciekawe tricki, zaskakujące rozwiązania. jest w pewien sposób niedynamiczna w przekazie. co nie przeczy dynamice obrazów przezentowanych. Pewnego rodzaju jałowość intelektualna, która przejawia się w wierszach, jest jakby symptomem traumy naszej-narodowej. Zaakcentowne przeze mnei piwniczne wynalazki, które tak zirytowały Joanne są najlepszym przykłądem tej jałowości poetyckiej, bo droga od odrażającego wyimaginowanego obrazu do uczucia bólu w klatce piersiowej tudzież innego rodzaju wewnętrzne uścicki są nam dobrze znane,. Joana to dobrze wie. Z tym się godzi, dlatego wielokrotnie akcentuje że to tylko migawki, że retrospekcje. Dlatego te zapewnienia coraz bardziej przekonują mnie o chaosie zarówno w wizji tamtych śmierci, jak i opisie. a czy zamierzony czy nie, niesie ze sobą pejoratywny wydzwięk. Tylko to chciałem podkreślić. Spójrzmy zaś na to z drugiej strony. Smutnym jest dla mnie fakt, że dzisiejsze podejście do poetyki, nie pozwala na wylewności, nawet te tłumione zamiarami obrazy historyczne są dla nas irytujące. Jak nie patrzeć klincz. Nawet autopsyjne wizje współgrające z kultem pamięci zintegrowane ze szmatławymi programami kultywowania świadomości narodowej nie odzwyczają nas od tego uczucia irytacji, które owocuje wnas w najłagodniejszym wypadku obojętnością. Dlategoż Autorka dziękuję i mi za kometarz. Bo nie pozostałem obojętnym. Zapewniam Sosen, że w mojem skromnem i niecenionem przez Cię przypadku, miesca z zamierzenia i przez wzgląd na pamięć narodową "święte", też są powodem do zadumy. Może niekoniecznie powodem do utożsamiania się w cierpieniu (co Ty próbowałeś nam w kiczowaty sposób wcisnąć, jedność w cierpieniu), ale przyczyną chociaby myślenia o tym jak wpływją na nas wpspółczesnych ludzi. Stricte jeszcze myślących. I może należał by w tym miejcu przeprosić Autorkę za zdegradowanie (tylko w moim odczuciu) jej wiersza do rangi szpargału, ale posłużę się tu pewnym rozumowaniem. Co jest dla nas desygnatem czasów przedstawianych przez Autorkę. Zdjęcia współczesne. Dlaczego alegoryzuje nieporządek w albumach, które są tworem jakże współczesnym. Jakże płytką jest dla mnie apoteoza zdjęcia, fotografii, która niejednokrotnie przewija się nawet przez twórczość współczesnyc rymotworów. Tak więc popatrzmy z jednej strony zeszmcony motyw z drugiej stronydesygnat pamięci. Dlatego mam mieszane uczucia. Czy o taką apoteozę nam chodziło? Zdaję sobie sprawę jak ciężko jest mówić o sprawach które bolą, albo jeszcze nas bolą. Zatem mówiąc już potoczyście zaproponowałbym jakiś odpowiednik, różowiczowskiego warkoczyka, herbertowskiego guzika, kralowskiej ciżemki itp. Podkreślam mówię tylko o wierszu. Proszę zaoszczędzić sobie tych tanich chwytów rodem z piwnicznego orroru. Proszę nie poniewierać ludzkich odczuć. Bo to bzdurna batalia. Prześciganie się w manifestowaniu cierpienia, akcentowanie takiej psudoduchowej (pseudo bo npisanej) jedności. Cóż gorszego mogło by sie nam przytrafić. To przecież zdejmowanie majtek. I znów Autorka miała rację. I znów pochwalę za dojrzałość. A Tobie Sosen, dziękuję za wódę, monolog. Zgodnie z życzeniem tylko perspektywiczne przepraszam.
Opublikowano

Dariusz Sokołowski

proszę nie nazywać mnie tak jak pan ma w zwyczaju
ponieważ w dalszym ciągu korzysta pan z wolności obrażania mnie
ja z tej wolności też skorzystam
"strasznie mi przykro że moim pierwszym komentarzem obraziłem pana ikonę"
Dariusza Sokołowskiego obraził wiersz?
wiersz mojej "ikony"?
obraził więc moją "ikonę"
mnie wolno lubić to co osobnikowi używającemu ksywy Dariusz Sokołowski się podoba?
nie!
ja lubię to co lubię!
mętne wywody i patetyczne sformułowania w rodzaju "nadwodny strun lazur"
mogą mnie wnerwiać
obojętne z czego zostały skopiowane

Opublikowano

Żałuję, że nie mogłam się dopisać wcześniej, a i komentarz Pana Darka też się rozrósł w międzyczasie.
Najpierw przeproszę Pana Sosnę za Mojego Miłego Gościa, żartownisia i kpiarza, Pana Dariusza Sokołowskiego :))
Myślę, że nie chciał nikogo obrazić, a to co napisał w jakiś sposób usprawiedliwia te kpiarskie komentarze.
Szpargał to bardzo fajne słowo, dlatego napisałam o tym jego pieszczotliwym brzmieniu.
Po nas wszystkich zostają szpargały tylko. Po śmierci mojej ciotki (siostry tej dziewczynki tańczącej w piwnicy), zostało mnóstwo szpargałów. Jednego wśród nich zabrakło - wspomnień wojennych, które spisywała. A miała co spisywać. Zabrana w łapance stała się więźniem obozu w Ravensbruke.
Pod koniec wojny trafiła do Szwecji dzięki akcji pomocy Czerwonego Krzyża. Dlatego tylko ocalała (176 cm wzrostu i 34 kg wagi) Pamiętniki zniszczyła przed śmiercią, nie chciała aby te jej wspomnienia przetrwały. Pan Sosna na pewno pamięta wiersz, który kiedyś o niej napisałam. Tylko on jeden napisał komentarz.
Nawet gromadzone pieczołowicie w muzeach pamiątki, nigdy nie oddadzą całej prawdy o tamtych czasach. Zawsze będą tylko migawkami. To takie szpargały, bez których jednak nie ma ciągłości w życiu (jakby to patetycznie nie zabrzmiało) narodu. Chyba dobrze, gdy następne pokolenia o tym pamiętają i rozumieją to co się wtedy działo. Dlatego nie zawadzi czasem o tamtych czasach przypomnieć. Ale jeśli młodzi ludzie kpią sobie ze zbytniej celebracji tamtych zdarzeń, to wydaje mi się to zupełnie naturalne. Ważniejsze to wszystko co przed nami, a miejsce historii w muzeum.
Adamie, Dariuszu, bardzo serdecznie pozdrawiam i dziękuję.

Opublikowano

Tak się składa,
że do szkoły i ze szkoły chodziłem cmentarnymi alejkami
z kolegami
żartowaliśmy
śmialiśmy się
do czasu
do czasu, gdy spotkaliśmy naszego matematyka - staruszka
zaczepiał wszystkich w drodze i pytał: "gdzie jest mój grób?"
do czasu śmialiśmy się

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • RONDO ALLA POLACA

      Jeśli Twój majestat żąda, bym
      Zamilkł jak po zachodzie ptak,
      Ciemności nie skalam głosem mym,
      Nie ubliżę nim urodzie dnia.

      Nic nie powiem już,
      Będę tylko trwał, aż
      Policzony będzie każdy oddech mój,
      Jeśli taka wola Twa.

      By głos nie zadrżał mi,
      Gdy z kurhanu złych sław
      Będę śpiewał Ci

      Z tego kurhanu lat,
      Śpiewał Chwałę Twą,
      Jeśli tylko dasz
      Wciąż śpiewać ją 

      Z tego kurhanu dni
      Twa chwała będzie grzmieć,
      Jeśli pozwolisz mi
      Mą śpiewać pieśń

      Na sam rozkaz Twój,
      Lub gdy wybór dasz,
      Rzekom daj nabrać wód,
      Wzgórzom radość wskaż.

      Niech łaska Twa udzieli się
      Sercom zgorzałym w piekielny czas
      Jeśli tak Pan chce -
      Chce uzdrowić nas

      I zgarnąć do rąk,
      Na rękach zacieśnić więź,
      Twym dziatkom tu,
      Jeśli Ty tak chcesz.

      W tych z lumpexu snach,
      Wszystkie w na zabój sznyt
      I dać, by śpiew pokonał strach,
      Jeśli zechcesz Ty.

      W Twych w szmaciankę grach
      I w strzelankach, gdzie każdy to wróg,
      I dać by odszedł strach,
      (Jeśli tak zechce Bóg...).

      Jeśli Twój majestat chce,
      bym nie mówił nic,
      Mój głos skryje się
      Jak w ciemnościach widz

      Nic nie powiem już
      Będę tylko trwał, aż
      Policzone będą me dni
      Jeśli taka wola Twa

      Jak pan Władza chce,
      Żebym zamknął ryj,
      Z chęcią zamknę się
      Jak w komórce stryj

      Jak tak, to tak
      Jak mam być twój błękitny ptak,
      Jak chcesz, zamknę się
      W klatce, jak papug ten

      To co?
      Stul pysk, bo....
      Z tulipana ci....
      Ci, ci, ciuciubabko,
      Won

      Casino Royale

      Wciąż pamiętam, w Chelsea Hotel, jak ty 
       Mężnie i słodko piałaś jak grecki chór 
      Na rozebranym łóżku dobrze robiąc mi
       A na ulicy czekał limuzyn sznur...

      To był powód, to był Nowy Jork
      W kolejce po szmal i po szał ciał
      To zwali miłością do mas śpiewających ten song
      Pewnie wciąż ją tak zwą, dla tych, co  jeszcze są...

      Lecz ty  uciekłaś jej, więc po co ten szum? 
      Po prostu poszłaś w drugą stronę, niż tłum,
      Uciekłaś, lecz ani raz nie słyszałem z twych ust:

      "Potrzebuję cię: nie, nie potrzebuję. Cię
      Nie potrzebuję; nie: jednak potrzebuję."
      Wiesz, całe to paplanie mnie denerwuje

      Pamiętam cię z  Chelsea Hotel wciąż:
      Podawano  z ust do ust twe serce wiecznieżyjące...
      I mówisz, że wolisz, jak przystojni są,
      Ale, że dla mnie zrobisz wyjątek...

      I twardo bierzesz w dłoń takich jak ja,
      Co jęczą pod jarzmem piękna,
      Po wszystkim ogarniasz się, i mówisz: „No tak:Urody nam brak, ale mamy pieśni dźwięki”...

      Uciekłaś, lecz ani raz nie słyszałem z twych ust:

      "Nie potrzebuję cię: nie, potrzebuję. Cię
      Potrzebuję; nie, nie potrzebuję."
      Twoje paplanie mnie wciąż denerwuje...

      Nie mówię, że kochałem najbardziej cię 
      Nie  zliczę ile razy wróbli trup padał gęsto 
      Dobrze cię pamiętam, z Chelsea Hotel 
      To wszystko, nawet nie myślę o tobie zbyt często...

      Pamiętam cię, z Chelsea Hotel, lecz jak przez mgłę,
      Brałaś wszystko, co leci, do ust, twoje wdzięki już gasnące...

      Wciąż biorą do ust twój biust więdnący...
      Wciąż mówisz, że wolisz, by przystojny był,
      Ale ten jeden raz zrobisz wyjątek... 

      "Potrzebujesz mnie: ja nie potrzebuję Cię
      Nie, potrzebuję; nie: nie potrzebuję."

      Ja też miałem w ustach smak 
      Na życie pieśnią tętniące..
      Też wolę, jak ładne są pół tak 
      Lecz dla ciebie zrobiłem wyjątek... 

      "Wcale nie żałuję: nie, jednak żałuję. 
      Trochę żałuję; nie: mi cię nie brakuje.
      Tango Anus

       

      TANGO ANUS 


      Tańcz mnie, poprzez strach,  po schronienia próg
      Wznieś mnie, gdzie mirtu gałązkę będę nieść,
      Gdy będę gołąbkiem, co leci, gdzie chce Bóg,
      Stańcz mnie w piękna płonących skrzypiec piec
      Stańcz mnie, gdzie miłość nie wytrzyma prób,
      Wtańcz mnie, gdzie miłości s grób..

      Pokaż mi swe piękno,
      Gdy świadczyć miał nie będzie kto
      Daj  poczuć, jak tętni
      W tobie Babilonu noc 
      Pokaż to, czego tylko granice znam, chodź,
      Wtańcz mnie, gdzie miłość traci swą moc..

      Tańcz mnie tam, gdzie nasz ślub, wciąż i wciąż
      Wytańcz mnie czule, zatańcz mnie po krag,
      Jesteśmy oboje mniejsi niż ta miłość, lecz też ponad nią 
      Wtańcz mnie, gdzie miłość ma granicę swą,
      Wtańcz mnie, gdzie miłość wie że koniec to...

      Dotańcz do tych dzieci, którym rodzić się nie dał czas,
      Przetańcz przez zasłony, które  starł pożegnań żar,
      Wznieś namiot azylu, choć pękła ich nić,
      Odtańcz  mnie tam, gdzie miłość nie znaczy już nic...

      Tańcz mnie poprzez strach,  po schronienia próg
      Wtańcz mnie w płonących skrzypiec piec
      Dotknij nagą dłonią lub łachmanem choć
      Tańcz mnie tam, gdzie miłości kres


      Tańcz mnie, gdzie miłość wchodzi w noc
      Wtańcz, gdzie zechce Bóg
      ""Tańcz mnie, po miłości kres..."


      z POPULARNE


      Wszyscy wiemy, że kości tu chrzczone
      Lecz rzucamy, zaciskając kciuk
      Wiemy, że wojna jest skończona;
      Wszystko świetnie: wygrał wróg...

      Wszyscy wiemy, że ta walka to sztos
      Biedni bez grosza, bogatym pęcznieje trzos
      Już taki los. Tak chce populi Vox...

      [Zwrotka 2]
      Wszyscy wiedzą, że łajba bierze wodę
      I myślą, że kapitan to łgarz
      Lecz w tych okolicznościach przyrody
      Zawsze tak, jakby ojciec lub pies ci zmarł....

      Wszyscy zapatrzen są w konta stan:
      Każdy na bombonierkę z dyskontu ma smak 
      I bukiet że stu róż
      Tak tu jest już...

      [Zwrotka 3]
      I wiedzą, że mnie kochasz niezmienne
      Wszyscy wiedzą, że tak dokładne jest
      Wiedzą wszyscy, że mi byłaś wierna
      Wyjąwszy tysiąc nocy +/- dwie

      Wiedzą, że Święty ci małżeński próg
      Lecz tak monitują do Twych ud
      Że przyjmujesx jak cię stworzył Bóg
      Taki masz drobny druk

      [Refren]
      Wszyscy wiemy, że taki klimat jest tu
      Taki razem ciągniemy drut
      Tak czytamy z nut
      Maestra Ubu
      Taki hołd składamy mu
      Nie licz więc na cud

      [Zwrotka 4]
      Oboje wiemy, że nigdy, jak nie teraz
      Wiemy, że na dwoje: albo ja, albo ty
      I wiemy, że jak żyć, to nie umierać
      Gdy wciągnąć kreskę Biała Śmierć, czarny film..

      Wszyscy wiedzą, że układ jest zamknięty
      Że murzynek Bambo zrobił swoje, jak z Nel Staś
      Nawet Kali ma nieswoje momenty
      I wszyscy odkładają wszystko na zaś

      [Zwrotka 5]
      I wszyscy wiedzą, że nadchodzi pandemia
      Wiemy, że po kościach rozeszła się, lecz...
      A nadzy on i ona na planecie Ziemia
      To dziś niezwykle niezwykła rzecz

      Wszyscy wiemy, jaki rozkład ról
      Lecz przy twoim łóżku będzie siedział mól,
      Który zaksięguje jak wół
      To, co wiemy już

      [Zwrotka 6]
      I wszyscy znają ten twój zapaszek
      I się zakładają, jak wcielasz im cel,
      Od krwawego krzyża na Górze Czaszek
      Do plaży na półwyspie Hel

      Wszyscy wiedzą, że przemija ten świat, 
      A Najświętsze Serce jest pełne łat
      Zaraz pęknie jak Albert brat,
      Totus Eium już od lat..

      [Refren]
      Wszyscy wiedzą, wszyscy wiedzą
      Tak to jest
      Wszyscy wiedzą
      Wszyscy wiedzą, wszyscy wiedzą
      Tak to jest
      Och, wszyscy wiedzą
      Wszyscy wiedzą, wszyscy wiedzą
      Tak to jest
      Wszyscy wiedzą
      Wszyscy wiedzą, wszyscy wiedzą

      ŚNIEŻYNKA I STRACH
      (Dialog na cztery kopyta)


      [STRACH]
      Przyszłaś do mnie dziś rano
      I obrobiłaś jak sztukę mięs.
      Tylko facet ci powie, jaki to
      Delikatny, jaki czuły gest.


      Tyś w lustrze jest odbiciem mym,
      Krwią z mojej krwi, poznam cię we स्नेह,
      Bo kto inny by mnie zechciał wziąć
      W tysiąca swych pocałunków toń?


      (Dla tych, którzy przywitali mnie)
      Nieważne, że droga nam dłuży się,
      Nieważne, że pod górę wciąż,
      Nieważne, że księżyc już zszedł
      I zapanował mrok.


      Nieważne, że gubimy szlak,
      Spisane jest, że spotkasz mnie.
      Na pewno mi mówiłaś tak
      Na pocałunków dnie.


      I kocham cię, gdy na słońca blask
      Jak lilia otwierasz płatki swe,
      A ja – to na wróble strach,
      Którego smaga deszcz.


      Strach, co strachliwie kocha cię,
      Choć ma z lumpeksu twarz,
      Ciało i wszystko, czym był i jest,
      Aż do pocałunków dna.


      Wiem, że znasz ten kłamstwa smak
      I oszustw bez zbędnych słów:
      Nauczyłaś się operować tak
      Na kolanach ojca i u matki stóp...


      Ale czy musiałaś się bić,
      By ulicę w ogniu przejść,
      Jeśli całe to nasze mieć i być
      Wisi u pocałunków tajnych miejsc.


      Numerki, odwyk i jasna rzecz:
      Wracam na Square du Blues.
      Chciałbym rzucić już tę robotę, lecz
      Podchodzi mi już do ust.


      Lecz o tobie myśl daje mi nabrać tchu,
      A akta sprawy twej kompletne są,
      Brak tylko w nich tego, czego nie zdziałałem tu
      Płynąc w pocałunków głąb.


      Nieważne, czy masz moc sił i dóbr,
      Czy opuściła cię moc,
      Czy napiszesz te kilka słów,
      Które słowiki cytują co noc.


      Nieważne, czy masz zaszczyt robić w HR,
      Czy nieregulowany czas,
      Rzucasz życie w kąt, bo masz
      Przeżyć pocałunków tysiąc pięć.


      Biegną poszły, a dziewczyny młode są,
      Bieg ten jest szansy wart.
      Los bierze stronę twą,
      Lecz szybko kończy się fart.


      Wezwanie: masz być jak widz
      W kinie, co twą pyrrusową klęskę gra,
      Lecz żyjesz, jak gdyby nigdy nic,
      Odbijasz się od pocałunków dna.


      Słyszę głosy ich na kufla dnie,
      Co czasem tak woła mnie.
      Jak ta orkiestra, co cover gra – czyżby to moja pieśń?


      Lecz gwardia nie cofa się;
      Gdy woła to, co kochasz, serce odpowie na zew,
      Choćbyś oddał tu swój życia skok,
      Tak świadczą nasz czas, nasza krew
      I tysiąca pocałunków twych mrok.


      Tak wiem: musiałaś kłamać
      I oszukiwać bez słów:
      Tak jak gdy ojciec na kolana cię brał,
      A matka tuliła do stóp...


      Wiem, że musisz tak kłamać im,
      By system ograć, zamiast się położyć na wznak,
      Lecz majątek nic nie gwarantuje ci,
      Gdy Cnota i Podstęp zerwą pakt.


      Prawdę wpędzili w szok, piękno wypędzili na bruk,
      Styl dawny ma dziś naftaliny woń,
      Bo Duch przeszedł przez próg
      W tysiąca pocałunków toń.


      A Wewnętrzne Światło twe, co
      Nie ma równych i ma gest?
      Garbię się w kolejną noc,
      Po tysiąca pocałunków kres


      Zaklinam los, nastrajam głos,
      I wracam na Avenue du Blues.
      Chciałbym rzucić to, lecz nie mogę, bo
      Jestem za cienki tchórz.


      Lecz czasem, gdy noc grzeczna jest,
      A my potulnie zapijamy żal,
      Burzymy się, zbieramy zabawki serc
      I odchodzimy w pocałunków dal.


      Tym pachnie ta o tobie myśl,
      Mam o tobie komplet akt –
      Poza tym, co mi nie umknęło dziś
      W pocałunków niski takt.


      Grałem z Dizem raz i z Dantem też –
      Brak mi było tego ich „coś”,
      Lecz raz czy dwa przygarnęli mnie,
      Wciągnęli w pocałunków blues.


      Odstawić wino chcę, jak Bóg chciał,
      Wchodzę w parkietu tłum gęsty jak w dym.
      Zespół wpadł już w weny twórczy szał,
      Serce nie cofnie się przed morzem win.


      Może musiałem jechać drogi szmat
      I obietnic tysiąc złamać, lecz
      Rzuca się wszystko, ot tak,
      By przeżyć twych pocałunków treść.


      Teraz jesteś jak Anioł Śmierć,
      Potem jak Parakleta szał,
      Czasem jak Zbawiciela Dech,
      Potem – w Belsen stos ciał.


      Nie ma odwrotu już od miłości gróźb,
      Czy meta to skoku w bok –
      Jak zaświadczono czasem i krwią
      W pocałunków równy krok.


      Przyszłaś do mnie tu skoro świt,
      Przyniosłaś słowo jak ciała strzęp.
      Tylko człowiek powie ci, że to nie wstyd,
      Tak delikatnie, czule zrobić wstęp.


      Tak delikatnie, czule w materię wejść.
      Tylko mężczyzna wie, nawet bez przejść,
      Że przynieść miłość jak kwiatu pąk –
      To przyjść bez pustych rąk.


      [ŚNIEŻYNKA]
      Tyś mój brat z lustra, krewny mój
      Z najczarniejszych snów.
      Kto, jak nie ty, by dał mi znój
      Podróży w tysiąc pocałunków znów?


      Czekałam, aż otworzysz się
      Na ulic skwar. Jeden z wielu tak...
      A ja jestem jak kula śnieżna łez,
      Tocząca deszczu z deszczem ślad.


      Topniejącą miłością wciąż kocham cię
      I fizis tą z drugiej ręki –
      Całą sobą, wszystkim, czym chcesz,
      Tysiącem pocałunków namiętnych.


      Cała ja, aż do granicy mórz,
      Przeniknięta przez seks,
      Widzę, że oceany tu wyschły już
      Modliszce, co we mnie jest...


      Docieramy na dziób,
      Syreną daję znak, że twej floty wrak
      Ma mi się rozbić tu
      Na tysiąc pocałunków. Odzewu brak.


      Przychodzisz do mnie co noc
      I ubijasz jak stek,
      Lecz baba powie ci, że większą moc
      Ma czułych obelg stek.


      Tyś mój w krzywym lustrze wizerunek jest,
      Jesteś jak koszmar śniony dzień w dzień,
      Jak zapomniany chrześniak, co już wchodząc w sień,
      Woła na ratunek i składa ci
      Na czole obśliniony pocałunek.


      (Dla tych, którzy mnie powitali w tym...)
      Weszliśmy tu nie do siebie jak w dym,
      Wgryźliśmy się w seks jak w steak tartare.
      Sami, choć dwoje nas jest, bo chce nam się wbić
      W ten słodko-kwaśny smaku czar...


      Mój bliźniaku z lustra, mój bliski krewny,
      Poznałbym cię przez sen.
      Kto, jeśli nie ty, przyjąłby mnie
      W tysiąc pocałunków namiętnych?


      Wzdychamy na los; poprawiamy włos
      I wjeżdżamy na Autoroute du Blues.
      Próbowaliśmy rzucić to nasze coś –
      Cóż, na inny rejs sił nie mamy już.


      Lecz śnieżynka i strach wciąż mają to... cóż,
      Miast miłości – z wyprzedaży twarz,
      Miast szału ciał – goryczy czar,
      A pocałunków czar dna dosięgł już.


      Lecz gonitwa trwa, wieczór młody wciąż,
      Śnieżynka i Strach wciąż nie są bez szans.
      Za chwilę wygramy, a potem raut –
      Dzisiaj zacznie się nasza passa pass!


      A kiedy wezwą nas, byśmy zdali rzecz,
      Jaką im odpowiedź dasz?
      Jakie życie? Życie poszło precz.
      Pocałunki? Ważne, co w kieszeni masz...


      A kiedy mnie wezwie On, bym spowiadała się
      Ze stanu, w jakim jest cały ten kram,
      Odpowiem: życie? Życie przeszło w cień,
      Lecz tysiąc pocałunków w kieszeni mam.


      Przyszliśmy tu w ostatnie dni,
      Podtarliśmy się o Twego Słowa strzęp.
      Skalaliśmy wszystko, to co dałeś Ty,
      Na Twą czułość ogarniał nas śmiech.


      Lecz delikatnie chcemy wciąż w tę materię wejść.
      Wiemy, przeszedłszy przez ucho Twych przejść,
      Że miłość trzeba nieść jak kwiatu pąk –
      I do Ciebie przyjść bez pustych rąk.

       

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...