Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

zdradzam cię bez wyrzutów sumienia
na przykład wczoraj - znów
wyobrażałam sobie że to ty.
zamknęłam oczy i chociaż te ręce
brzmiały inaczej - tłumaczyłam
że wypadłeś z rytmu.
i że połowa z nas to procenty

*

bez żalu i postanowienia poprawy
odpukuję dzisiaj w niemalowane.
zamykam perspektywy w pudełkach
przeprowadzek. na przyszłość
na wypadek. recykling. amen

*

granice coraz bliżej. może
to przez zbyt wąskie chodniki
na krawężnikach dzieci uczą się
świata dorosłych. megabalans
na odpustach wata cukrowa
i szklana. rysy. to nie anemia
ani brak słońca

nie mam siły ani czasu
tłumaczyć ci skąd ta krew

Opublikowano

dobry wiersz! nie czepne sie 2ch pierwszych strof, ale
trzecia wyliczankowa i cos tam trzeba zapelnic, ciachnac
i bedzie git!
taki prawdziwy ten wiersz, smakowity - ciekawe czy
mozna peela utozsamic z autorem?:PPP

Pozdrowki

:)

Opublikowano

nie można:)

z tej trzeciej już kilka słów wycięłam, przed wklejeniem tutaj
zdaję sobie sprawę, że coś jeszcze czeba pokombinować;) help

może tak po prostu?

granice bliżej. może
to przez zbyt wąskie chodniki
na krawężnikach dzieci uczą się
świata dorosłych. megabalans
wata cukrowa i szklana. rysy
to nie anemia ani brak słońca

nie mam siły ani czasu
tłumaczyć ci skąd ta krew


tylko że ten odpust jest jakby potrzebny, no...
help:)

Opublikowano

granice coraz bliżej. może
to zbyt wąskie chodniki?
na krawężnikach dzieci uczą się
świata dorosłych. balansują.
lżej na odpustach - wata cukrowa
i szklana. rysy. to nie anemia -> a te Rysy co tu robia? ;)
ani brak słońca -> i wywal to slonce! mocniej!

nie mam siły ani czasu
tłumaczyć ci skąd ta krew



???
moze tak

:)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •     Zaczął duchowo przygotowywać się na skok stulecia, jego głowę wypełniły podniecające scenariusze, o tyle słodsze, o ile dyskretniejsze i głębiej pochowane gdzieś w dziecięcym światku. Karol postawił mur fabryki między sobą a światem dorosłym, tylko po to, żeby móc go własnoręcznie zburzyć, z pozdzieranymi knykciami, obscenicznie przywitać starszych w ich własnym salonie. Myśli te mąciły nastoletnią głowę - jedząc obiad, kończył powtarzać swój rozpoznawczy obchód, w szkolnej ławce szukał najłatwiejszego punktu wejścia (tam fabrykę odznaczał jedynie smukły komin, sterczący na planie osiedla jak kulfon radzieckiego urbanisty) .

          Kiedy przeczołgiwał się pod ogrodzeniem, na początku przenosząc na drugą stronę samą głowę, potem powoli wciągając tors, rozgrzewał wokół siebie przymrozek poranka, ostatecznie wypychając się w całości na drugą stronę falowanej blachy. Karol rozprostował nogi, otrzepał pył ze spodni, a wraz z nim, na placu powstała nowa siła - magnetyzm tego miejsca przestał zdawać się siłą przyciągającą tutaj chłopczyka, wsiąknął w niego samego, jego wibracje czuć można było w rozchodzącym się cieple, w lekkim, elektrycznym, brzęczeniu w uszach, w malutkich wibracjach każdej tkanki, możliwych do wyczucia przy wystarczającym skupieniu (pobudzone w tym momencie krążenie zdało się Karolowi czymś o wiele magiczniejszym), co wszystko składało się na poczucie młodzieńczego zrywu wcześniej jedenastolatkowi nieznanego. Prawie że najniższy w swojej klasie, uczeń piątej klasy szkoły podstawowej zdał się tutaj nadczłowiekiem, członkiem kasty wydzielonej zarówno od dzieci jak i dorosłych, wszystkich trwających w ohydnym bezruchu i bezwiedzy, jednych, pchanych ospale przez życie zwierzęcością, drugich, swoją metafizyką. Drugą siłą, która musiała opanować każdego Ubermenscha, był strach. Jawił się pod postacią lekkiego bólu czy nudności, gdzieś pomiędzy brzuchem a plecami, oznaczał dziwne zatwardzenie w gardle, i szybszy pęd myśli, w tym momencie zdających się jakby zwolnieniem śluz na długo wypełnianym zbiorniku dojrzałości. 

          Pierwszy krok osłupił Karola, jego powaga prowadziła jedynie do strachu - nie dlatego, że był to krok przełomowy, ale dlatego, że jego ciężki, zimowy but z hałasem dotłukł już wcześniej potłuczone szkło. Zaspany gołąb sfrunął gdzieś z wysoka. Post-sowiecki panoptykon wrócił jeszcze na chwilę do włamywacza, tym razem z parą oczu w każdym sąsiednim oknie, co teraz Karol uznał za niezasługujące na krztę jego uwagi. Następny krok był już wartki, jego impet był obietnicą następnego, a następny obietnicą dalszych i dalszych. Elewacja rosła i rosła, aż stanęła na wyciągnięcie ręki. Mały dziewięciolatek w biało-złotej albie instynktownie zadarł w tym momencie głowę do góry, a kościelna wieża, rozsypała się pod jego błyszczącymi bucikami na suchy, ceglany pył. W pobliżu rozległo się bicie dzwonów. Ósma rano. Jakby to był jego sygnał, Karol postawił pierwszą nogę w miejscu wyłamanego okna, i sam nie wiedząc kiedy, znalazł siebie w pustej, industrialnej hali.

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...