Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Ja obok ostatnich dwu do udanych zaliczyłbym jeszcze
pierwsze cztery - a to już większość:)
Tzn. tak dla przyzwoitości, nie oszukując nikogo
- chciałbym więcej, no ale cieszę się tym, co mam.

ps. a gdyby tak "wzajemnie ręczyć za laurowy wianuszek"?
To chyba troszkę zmienia sens, a może nie? Wydaje mi się
ciekawsze... ale co ja tu.
Pzdr! :)

Opublikowano

mnie w nim nic nie przeszkadzało i nie bede sugerowała się wcześniejszymi opiniami
wiersz trafił do mnie w porę,
małolata jeszcze jestem i właśnie płaczę z powodu kilku rozbitych balonów- choć ponoć już mi nie wolno... emocje biorą jednak górę...

dla mnie prosty, trafny, przemawiający i prawdziwy- same plusy, bardzo misie

pozdrawiam, frrr

Opublikowano

nie chciałem robić z niego apelu, ale raczej demonstracje sprawy-ktoś mi powiedział, że nierzeczywistej-ale ja w nią wierzę, więc po co mi realność w życiu? jeśli dałem komuś coś do myślenia, to wzbudza we mnie radość człowieka i jego zasad, bardziej niż twórcy

wcześniej już konsultowałem ten tekst i pomimo rad (w większości zauważone również przez was) zostawiłem pierwotną wersje, ponieważ wydaje mi się najdokładniejszym odzwiercirdleniem treści (jak Bartku zauważyłeś, to byłaby jej zmiana, a tego nie chcę robić) a że większości najbardziej podoba się pointa, to chyba dobrze, bo i taka jej rola

dzięki wszystkim za wgląd i pozostawienie śladu
pozdrawiam


aha, przeczytałem kilka tekstów powyżej i poniżej (te jeszcze przed publikacją) mojego i odniosłem wrażenie, że jestem inny...

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...