Tuż przed naszym cieniem
krąży nadzieja.
Jest niema,
nie szarpie za rękaw,
nie rozkazuje,
nie śmieje się szyderczo.
Dla niektórych
jest jedynym dobrym duchem
pod łkającą siwą chmurą.
Jej milczenie
słyszą ateiści,
a fanatycy religijni
widzą jej odchody.
Nie całuje się z nią
pijany robol i śmierdzący rolnik.
Wyśmiewa ją,
napychający złotem brzuch,
posiadacz niewolników.
A Ona
widzi każdego,
śmieje się do każdego,
z wyciągniętymi, po saunie,
jasnymi dłońmi.
Jest tym, czego człowiek
nie był wstanie
stworzyć i skruszyć.
Obietnicą złożoną
przed grzechem pierworodnym,
który był alfą w dominie.
Ma jeden język,
czekający na właściciela,
daje siłę serc inwalidom,
by wbiegli na ostatnie piętro.
Sprawia, że dwa duchy
łączą oba ciała,
a po siedmiu latach słyszy:
„Kochałem Was,
jak potrafiłem,
inaczej nie mogłem,
bo stworzyły mnie potwory”.
Nadzieja,
że Zło to Inni.
różowe? czarne? szare?
najlepiej doskonale przezroczyste
jak czysta źródlana woda
jak rześkie powietrze wysoko w górach
jak Ty
którego nie widzę
ale przecież wiem
że wszystko
poprzez Ciebie
@Simon Tracy Bardzo ciekawy tekst; zaczyna się zwyczajnie — a potem stopniowo staje się coraz bardziej niepokojący i obsesyjny. Jak zwykle bardzo mi się podoba :^):^)