Tomasz Matkowski Opublikowano 14 Czerwca 2006 Autor Zgłoś Opublikowano 14 Czerwca 2006 Wściekłe kundle, Poważny wybryk, furmanka I ogień. Dom pełen krzyku, Blask szklanych oczu, fałsz I suchy płomień. Koszmarne są noce w tej budzie, Kosmicznie nie mojej – psiej jakiejś; Szczekające sny i wyjące poranki, I smród wielki z mordy: twarzy mej. W wyniku skandalu uciekłem na pole, Warcząc dla szmeru strumyka, Muszę wreszcie, kobiety – suki moje, Muszę nauczyć się znikać. Bom przytwierdzony za tył, za kudły, Ogarnięty od spodu, od boków, po pachy, Oszołomiony wiatrem zbyt prędkim, zbyt ciasnym, Przesiąknięty smrodem bożej niełaski. Więc próchnieję, zwijam, roluję się w kłębek, Do strumienia chętnie bym wskoczył I zatonął z kurzem na brudnych kłakach – Tak zginąć na własne oczy. I patrzę na siebie, i widzę ze zgrozą, Że bez śmierci pies umrzeć może; Martwy leży z rozbitą obrożą. W strachu zginął. W strachu i pokorze.
Oxyvia Opublikowano 19 Czerwca 2006 Zgłoś Opublikowano 19 Czerwca 2006 Przerażające. Robi wrażenie. Chyba każdy bywa bezpańskim psem.
Rekomendowane odpowiedzi
Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto
Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.
Zarejestruj nowe konto
Załóż nowe konto. To bardzo proste!
Zarejestruj sięZaloguj się
Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.
Zaloguj się