Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

I

Nazywam się Travis Ivory i mieszkam, jak sądzę po tych dziwnych chmurach w Londynie.
Urodziłem się 39 lipca tego roku i mam 23 lata. Umrę za 4 lata na astmę. Nigdy nie chorowałem, ale ta woda...W bułgarskich kranach płynie srebrna woda! A tylko w Bułgarii mogę zaopatrywać się w wodę, bo tu nie ma ani kropli. Mógłbym kupować ją w Glasgow, ale nigdy nie mogę tam trafić. Nie wszyscy chorują przez wodę, większość ludzi uodporniło się na nią, jedząc kaukaskie brzoskwinie, dojrzewające tylko nocą w dni parzyste. Ale są paskudne więc ja ich nie jadam.
Nie studiuję. Uczelnie nie lubią Anglików. Wszystkie uciekają na Alaskę, gdy tylko słyszą ten akcent. Za to podróżuję! Tak. W Rzymie widziałem koreański sklep zoologiczny, który uciekł przed pewnym Hiszpanem tylko dlatego, że ten zapytał o somalijskie żaby śnieżne?! W Rzymie rzadko można spotkać koreańskie sklepy, toteż fotografia jednego z nich przyniosła mi duży zysk w agencji National Geographic.
Teraz siedzę w szpitalu, jest wrzesień, 9 maja 1967 roku. Już tylko dwa dni do moich urodzin. Mam je 16 lutego 1980, zawsze w parzyste roczniki i parzyste dni lutego. Za oknem pewnie Moskwa bo już pół godziny tu jestem, czekając na wypis. Gdy tu przybyłem była Lubeka. Do szpitala można się dostać tylko przez Lubekę. A to dziwne miasto bo trolejbusy jeżdżą tutaj tylko gdy wieje wiatr i rosną trufle. Im większe, tym trolejbusy częściej kursują i są tańsze. Ludzie często smarują te trufle dżemem. Ach ci Szwajcarzy! Nie wiem co oni mają z tym wspólnego, ale zawsze tak mówię gdy ktoś jest cwany. Przeczytałem o tym w „Glamour” gdy byłem na Krymie rowerem. A propos rzodkiewek to w Genewie też kiedyś byłem i nie spotkałem ani jednego autobusu. Tam już dawno wszyscy mają samochody bo są tak bogaci, że radia nawet nie słuchają przed snem, co by im się nie śniły podarte ubrania i koty, które nie jedzą Royal Canin. Ach ci Szwajcarzy! Wybaczcie mi, znowu gadam bez związku.
No więc czekam na wypis. Nie chcą mi go za bardzo dać bo przecież nigdy nie leżałem na żadnym z tutejszych oddziałów. Ale wypis by mi się przydał, by móc stąd wreszcie wyjść. No i czekam.
Tak czekałem, aż nastał następny dzień. Był to 18 listopada, 1952 roku. Dziwny ten kalendarz wiedeński; żeby lipiec był zaraz po maju zamiast odwrotnie. Ale cóż. Nie codziennie jest środa. Wymyślili go Niemcy na potrzeby wojska, żeby Rosjanie nie mogli bezkarnie strzelać do ich bydła.
Dali mi ten wypis, więc wyszedłem. Tak się guzdrali, że nastała Wenecja, spóźniłem się na Moskwę. No tak...powinienem był przeczytać rozkład odjazdu miast. Poznałem, że to Wenecja po Japończykach z aparatami. Nie lubię Wenecji. Udałem się więc szybko na tramwaj, by uciec do Aten. Po drodze jakiś człowiek poprosił mnie o pomoc w uruchomieniu bryczki ale nie miałem czasu się schylać. Wsiadłem do tramwaju w ostatniej chwili i spytałem starszej pani, chyba Portugalki, na które jedzie piętro. Ta spytała zaś „Skąd pan wie?” i wiedziałem, że się spóźniłem na ten tramwaj. Gdybym był wcześniej to pewnikiem bym zdążył do Aten, a tak klops. Stara Portugalka w białym płaszczu zawsze zwiastuje burzę. A gdy grzmi, na ulicach tworzą się strajki i ciężko zdążyć do Aten i miasto to zawsze odjeżdża bez ciebie. Tak było i tym razem. Burza i strajk. To były czeskie renifery, domagające się zamknięcia ukraińskich kopalń i utworzenia w ich miejsce szkół dla starych talentów.
Chciały, by umierający staruszkowie mogli tam uczyć się gry na instrumentach muzycznych. Zablokowały całą ulicę. Na miejscu byłem dopiero w środę, 2 czerwca 1981 roku. Nie było Aten. Spóźniłem się więc na tramwaj. Znalazłem się w Nowym Orleanie i natychmiast się naćpałem. Cholera, zawsze to samo! Chciałem wejść do kwiaciarni. Po drodze przeczytałem „Wojnę i Pokój”
Kwiaciarnia uciekła, zobaczywszy norwesko brzmiące nazwisko autora. Przez chodnik przebiegł niedźwiedź polarny z tabliczką na szyi. Napis na niej mówił: „Wyzwolić Tybet i Katalonię!!!” Osobiście wkurzają mnie te społeczne zwierzęta. Za grosz luzu i anarchii. Wtedy, idąc do ambasady przypomniałem sobie, że nie mówiłem wam jeszcze o mojej ukochanej. To Hiszpanka. Nosi zielone, śpiewające buty i wełniane spodnie. Kupiła je w Irkucku. Ona zawsze wie jak wyjść ze szpitala by


dobrze trafić. Nawet gdy długo stoi po wypis w kolejce, to zdąży. W dodatku zawsze dadzą jej pomarańcze gratis. Ale tylko niedojrzałe. Ona takie lubi....i wódkę też, ale owoców i alkoholu nie znosi. Tak jak długich rozstań ze mną. A trwa to już dość długo, bo jakieś dwa lata odkąd wyszedłem ze szpitala. Trufle w Nowym Orleanie rosną gęsto, więc mało nie rozjechał mnie trolejbus. Oprócz tego, pod zakładem fryzjerskim dla krabów, trzy razy ukradli mi zegarek. Nie mogłem zatem zadzwonić do Composteli, mojej ukochanej. Mogę do niej dzwonić tylko gdy pada deszcz, a jak mam to wiedzieć bez zegarka?! Ambasada była zamknięta, lało jak z cebra, jak zawsze tutaj. Ale nie mogłem być na tyle pewny, że pada by ryzykować telefon do żony. Nie stać mnie na to. Zwłaszcza, że budki telefoniczne tak szybko uciekają ostatnio, że nawet taksówką ciężko jest je złapać.
Udałem się na dworzec. Spotkałem bezdomnego Białorusina, który nawijał coś o końcu ludzkości. Obiecywał mi, że już za 10 lat bogowie będą nas pytać jak mają rysować świat. Mówił, że miasta będą nam posłuszne i, że drogi nie będą złośliwie skręcać w pola i lasy. Mówił, że Montreal znów będzie pachniał naftaliną, a Madryt znowu będzie wpuszczał turystów, nawet tych okropnych obdartusów Polaków. Pijak stary i kłamca – Madryt już od dawna nie obraża się na nikogo. Nie słuchałem go dłużej i wsiadłem do pociągu relacji Miasta Unii Afrykańskiej – Czwartek. Czemu by nie? W czwartek są moje urodziny i chciałem się jak najszybciej znaleźć w tym dniu.
Jechałem w przedziale dla nie uprawiających joggingu i jedzących zielone gruszki. Nie miałem biletu, więc konduktor wyrzucał mnie z pociągu co drugą stację. Wiele widziałem: Meksyk, Jugosławię i Sobotę. Tak się stało, iż Sobota była ciepła i mglista. Tak, mówiłem, że jechałem pociągiem do Czwartku. Za oknami panowała cisza, choć trudno było mi ją dostrzec przez te drzewa. Podobno każde z nich to jedno zapomniane wspomnienie ludzi, kochających pamiętać. To okropne. Wszystko na czym nam zależy znika, a potem zamienia się w drzewa. Ziemia jest pełna lasów. Kochałem Compostelę, teraz widziałem ją przez okno pociągu, gdzieś między Dublinem a Grudniem. Była limbą i szumiała. Stała na skraju lasu, pochylona ku dębowi, którym zapewne ja byłem. Nie wiem, nie przyjrzałem się.
Gdy wjechałem do Grudnia, było już późno. Nastał 1 kwietnia, 1916 roku, było więc już blisko do moich urodzin. Za oknem świt. Kolorowy! Ptaki latając nisko, kłaniały się nam, pokazując swój wykwintny strój. Piękny! Wszystko to za moimi zamkniętymi oczyma. Świat wygląda dużo wspanialej przez zamknięte powieki.
W końcu wysiadłem i zapaliłem papierosa. Udało się, byłem w Czwartku, 16 lutego, 1980 roku. Wszyscy wręczali mi kwiaty. Świeciło słońce ale zaryzykowałem. Kto wie, może to akurat deszcz?!
Zaczaiłem się za pewnym klonem, który miał na imię Dolly i był wspomnieniem lodu pewnego pisarza. Podszedłem cicho i z głupim, greckim akcentem zawołałem „Buongoherra!!!”
Budka telefoniczna, zaskoczona jak dwa króliki, przyrządzone według przepisu mojej nigdy nienarodzonej ciotki, nie miała odwagi uciekać. Poddała się. Wszedłem i zadzwoniłem do Composteli. Odebrał najpierw jakiś renifer, który krzyczał: „Precz z rudą żelaza!” Potem przełączył mnie na inną linię. To była moja kobieta. Płakała. Spytałem co się dzieje. Odparła, że oddali jej mój zegarek. Stwierdziła po nim, iż bardzo się postarzałem. No tak, u niej w domu był Paryż, sierpień, 1944 roku a ja byłem kilkadziesiąt lat starszy. Nie znosiła podróży. Ale musiałem szukać tych cholernych wróbli, znających przepowiednię o początku ery psa. Modliłem się o te czasy. Koniec ze srebrną wodą i długimi kolejkami w szpitalach. Compostela dalej płakała, składając mi urodzinowe życzenia. Chociaż gdy wszedłem do budki był już wtorek, następnego roku. Takie są te niemieckie budki, wiecznie wadliwe. Coś przerwało połączenie. Pewnie indyjskie koty beżowe strajkują znowu. Odkąd weszły w skład rady nadzorczej ministerstwa łączności, ciągle coś psują, domagając się równouprawnienia kocich homoseksualistów. Jeden z nich, kot gej, imieniem Laos, chciał piastować urząd premiera Chin Ludowych w Mozambiku. Zabrakło mu jednak dwóch punktów na ustnym egzaminie z astrokinetyki klasycznej. Podobno ktoś specjalnie ich nie policzył, widząc jego czerwone spodnie w zielone grochy. Nietolerancja szerzy się w zaskakującym tempie i nie można już spokojnie rozmawiać przez telefon. Gdy wyszedłem, spóźniłem się na prom do Karlskrony. Choć nie zamierzałem tam płynąć, ale tak czy siak odpłynął beze mnie, cham. Skąd mógł przecież wiedzieć, że ja nie chcę do Szwecji?! Na ulicy

minęło mnie chyba 20 portugalek, ubranych na biało. Chwilę potem znów zaczęło padać. Postanowiłem schować się w ogromnej, gotyckiej katedrze, w parku świętej Łucji. Na wielkich drzwiach było napisane:
„TO NIE JEST PRZYTUŁEK DLA UBOGICH TALENTÓW, MY DEMOLUJEMY RYNEK!”
Od razu zorientowałem się, że jestem w San Remo. Tak, to tu jeżdżą papierowe czołgi na zimowych oponach. W katedrze było pusto. Przy ołtarzu klęczał tylko jeden człowiek. Gdy chwyciłem go za ramię, spojrzał na mnie i rzekł: „Ci co kryją się przed burzą, boją się życia w spokoju. Spokój odnajdujemy w pięknie, a piękno w chwilach, krótkich niczym walka Tysona z Gołotą. Musisz nauczyć się żyć chwilą, czyli nie myśleć o jutrze, a co za tym idzie; o konsekwencjach. Ci co uciekają przed burzą, boją się jej konsekwencji...Włosy zroszone wiosennym deszczem to dowód miłości do świata i własnego istnienia. Żegnaj młody głupcze!”
Znowu pewnie jakiś narkoman. Miał podkoszulek z napisem „Gratyfikujemy Potrzeby Narcystyczne”
Gdy nastała zima, wyszedłem z kościoła i wszedłem do kiosku, by znaleźć się w Anchorage. Chciałem koniecznie zwiedzić te wszystkie budynki, uciekające przed Anglikami. Hotele, supermarkety, uczelnie i kina. Widziałem Harvard, Yale i hotel Niedźwiadek. W żadnym z nich nie było śladu wróbli. Wszędzie tylko te gazety z morświnem na okładce. Takim samym jak ten, który tankował ropę w mojej wypożyczalni filmów na płytach chodnikowych. Anchorage trwało krótko, a ja miałem już 27 lat. W każdej chwili mogłem się przewrócić i umrzeć na astmę. Była Saragossa, 8 września, 2000 roku. Starzy ludzie grali na lutniach, klarnetach i cymbałach a dumne renifery, ubrane w czeskie flagi siedziały na ławkach w słońcu i podziwiały srebro gwiazd.
Szedłem główną ulicą i marzyłem o pocałunku Composteli. Tylko ona mogła przywrócić mi zdrowie, a czułem się już zupełnie źle. Na drzewach wisiały rozkłady jazdy genewskich autobusów. Szwajcaria sprzedała je za opony do samochodów i czołgów. Wiał wiatr, więc byłem wysoki i gruby. Jakieś wróble coś ćwierkały o psie dingo, który zjawi się wraz ze śmiercią chorego na astmę Szkota i wyzwoli świat z jego snów. Mówiły, że politycy wyjdą z cel, muzyka znowu zarobi 10 miliardów funtów, szkoły będą na nowo uczyć pierdoł, a ludzie zaczną kłamać i się uśmiechać. Skończą się te ohydne wizje marzeń, kolorowe liście na drzewach i śmiejące się chmury. Wszystkie rzeki będą śmierdzieć a dzieci rodzić się będą w słodkiej nieświadomości o więziennych kratach, widocznych tylko w cierpiących sercach tych, którym miłość została odebrana przez białe, wysadzane perłami budynki i garnitury z marokańskiego jedwabiu. Znów nastanie wolność, takie fajne słowo, o którym oni wszyscy nie mają najbardziej jasnego odcienia koloru zielonego ze wszystkich zielonych pojęć. Wolność dla perłowych, ograniczonych wyższymi siłami ludzi, napędzanymi potrzebami innych.
Nie słuchałem śpiewu tych wróbli. Pod gmachem Sądu Najwyższego, po drugiej stronie ulicy, gdzie zaczynała się już Grecja, stała Compostela. Ubrana w czarną suknię. A gdzie jej wełniane spodnie?
Przeszedłem ledwo na drugą stronę. Spostrzegłem okropny grymas na jej twarzy, rysowany przez dłoń utartej czasoprzestrzeni i moralności, nazywanej często rzeczywistością. Moja żona była smutna – to chciałem wam powiedzieć. Smutna, jak cały świat, gdy kończy się sen. Słyszałem jęk ofiar wojen i odgłos sypiących się monet. Oto dzień. Jasny, choć ciemny. Znów zegary chodziły w prawo.
Upadłem, na tym ateńskim, zabytkowym chodniku. Umarłem. Godna to śmierć, u stóp ukochanej, w ulubionym mieście. Pies nadszedł, zaszczekał i zniknął ze mną gdzieś w nicości. Piękna ta ciemność jest, gdy nie widać wody pełnej oszustw. Nastał znów normalny dzień, słońce wzeszło i wszyscy niewolnicy otworzyli szeroko zmęczone oczy...

25.07.2003

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Postęp

       

      Zaryzykowałbym zdanie, iż wiara w postęp nauki i techniki narodziła się w „epoce renesansu” (choć rozmaite wynalazki ułatwiające życie pojawiały się już w epoce Archimedesa i wcześniej). Wielkie „tuzy”, które ukazały się na firmamencie epoki usiłowały unieść człowieka w powietrze i „przypinały” mu skrzydła. Konstruowały doskonalsze machiny wojenne takie, które zwiększały siłę rażenia i unicestwiania przeciwnika, zabijania drugiego człowieka. W architekturze dokonano przełomowego odkrycia i skonstruowano łukowate sklepienie świątyni (kopułę) we Florencji. Udoskonalano broń palną. Jednocześnie wraz z postępem techniki pojawił się regres dobrych obyczajów ludzi. Wyzwalano się z zbawiennych oków średniowiecznej dyscypliny etyczno-moralnej na rzecz powrotu do pogańskiej swobody obyczajów, co poskutkowało niemal natychmiast wzrostem zachorowań na choroby weneryczne. Następowało „zwyrodnienie” relacji międzyludzkich. Wielkie odkrycia geograficzne jakie miały miejsce w tej epoce, znacznie poszerzyły wiedzę o globie ziemskim i ilości kontynentów. Wraz z odkryciami nowych lądów odnowiły się także takie cechy osobowości ludzkich jak niezmierna chciwość i pazerność na kruszec złota. Kolonizowano nowo odkryte tereny i podporządkowywano sobie miejscową ludność siłą, brutalną przewagą militarną. Gwałcono łatwowiernych tubylców roznosząc jednocześnie nieznane tam wcześniej choroby takie, jak odra czy syfilis. Rola Kościoła została zmarginalizowana i wyparta przez bezpardonowy imperializm świeckiej władzy.

       

      Kolejną epoką, w której dominowała wiara w „ludzki geniusz”, w postęp nauki i techniki było „oświecenie”. Wiara w to, że człowiek samodzielnie, bez Boga i mimo Boga może, a nawet powinien kreować nową rzeczywistość. Zagrabiono i zlikwidowano dobra kościelne w wielu krajach uzyskując ogromny kapitał, który spożytkowano na „nowy” system kształcenia. Powstawały szkoły świeckie, w których kształcono przyszłe „elity” choć metody kształcenia w takich szkołach były, eufemistycznie rzecz ujmując, bardzo surowe. Za złe zachowanie, za nieuctwo karano chłostą. Uczono przeważnie lichwy. Choć nie tylko i wyłącznie. Ubodzy ludzie, którymi do tej pory opiekowało się duchowieństwo w rozmaitych przytułkach i sierocińcach zostali pozbawieni jakiegokolwiek wsparcia. Narastała przestępczość, wzrastał tzw. „margines społeczny”. Sytuację zaostrzał panujący powszechnie głód. Kary za przestępstwa (np. za kradzież chleba) były niewspółmiernie wysokie: ciężkie galery. To rodziło bunt i aprobatę haseł rewolucyjnych. Całą winę za zaistniałą sytuację społeczno-polityczną obarczono króla, arystokrację i duchowieństwo. Wymyślono i skonstruowano gilotynę przez którą „przewinęło” się wiele tysięcy ludzi. „Zgilotynowano” pół Francji. Najbardziej wymownym przykładem były wydarzenia w miejscowości Wandea we Francji. Odkryto siłę powszechnego ciążenia. Wzniesiono się po raz pierwszy w balonie na ogrzane powietrze, w powietrze.

       

      „Wiek pary” umożliwił ludziom szybsze i łatwiejsze przemieszczanie się na znaczne odległości w czasie i przestrzeni. Powstały maszyny, które ułatwiły wiele ciężkich prac wymagających do tej pory siły rąk ludzkich. Wymyślono nawet „filozofię pozytywizmu”, w której wychwalano pod niebiosa wiarę w postęp naukowo-techniczny oparty tylko i wyłącznie o doświadczenie. Zaczęto wierzyć w to, że postęp nauki, sam w sobie, przyczyni się do rozwiązania wszelkich problemów trapiących ludzkość. Wiara w Boga została uznana za relikt minionego czasu. Tymczasem „wojny napoleońskie” znów przyniosły opłakane żniwo w postaci śmierci setek tysięcy istnień ludzkich. Czy można tu mówić o postępie? Czy może raczej o regresie człowieczeństwa? Inny myśliciel naukowy (w tym czasie), postępowy zasugerował światu nauki i społeczeństwu, iż człowieka nie stworzył żaden Bóg lecz człowiek po prostu wyewoluował z małpy. Nie byłoby w tym nic niepokojącego (ot jeszcze jedna, nieszkodliwa teoria naukowa) gdyby nie fakt przeniesienia poglądów tego pana do etyki społecznej, a w końcu do moralności poszczególnych osób („darwinizm społeczny”). Doprowadziło to do zwyrodnienia relacji interpersonalnych. Mówiąc kolokwialnie „do zezwierzęcenia” znacznej części społeczeństwa, zaniku empatii. Pokrewny naukowiec do wyżej wymienionego dołożył swoje „trzy grosze” i powstała nauka zwana „eugeniką” co zaowocowało, w późniejszym okresie „rozwoju” ludzkości, katastrofalną w skutkach teorią „naukową” zwaną „higieną ras”. Rewolucja bolszewicka w Rosji na początku XX wieku, oparta o idee „wielkich myślicieli” i „dobroczyńców ludzkości”, gloryfikująca świecki humanizm, miała obalić istniejący, rzekomo skostniały ustrój społeczny przemocą, brutalną siłą. Na czele tej „rewolty” stanęły niedouczone męty społeczne, zbrodniarze rozmaitej konduity, przestępcy pozbawieni jakichkolwiek skrupułów moralnych. W tym to czasie, postęp techniczny „wynalazł” ciężki karabin maszynowy, który zastosowany na polach walki siał spustoszenie pomiędzy walczącymi: zarówno atakującymi, jak i broniącymi dotychczasowego ustroju społecznego (czyli caratu). Podobnie jak to działo się podczas „wielkiej rewolucji francuskiej” z tą różnicą, iż dokonywano rzezi już nie setek tysięcy obywateli ale ponad setkę milionów. Wprowadzono w Rosji terror jakiego przedtem ta ziemia nie znała. Wszystko pod „patronatem” akademii nauk i w imię nauki, i postępu. Wysłano do „łagrów” zarówno osoby duchowne, jak i wykształcone według tradycyjnych wartości takich jak filozofia grecka, hellenizm i cerkiew prawosławna (cywilizacja bizantyńska). Oponentów likwidowano lub w najlepszym razie zmuszano do emigracji. Na czele państwa stanęli psychopaci tłumiący jakiekolwiek ludzkie odruchy w skali społecznej. Wprowadzono ustrój „bez ludzkiej twarzy”.

       

      Pierwsza wojna światowa wraz z postępem naukowo-technicznym kosztowała istnienie wielu milionów ludzi. Usadawiano się w okopach („atak pozycyjny”) i strzelano do siebie „jak do kaczek” z „udoskonalonych” armat ogromnego kalibru, ciężkich karabinów maszynowych, pojawiły się czołgi. Jakby tego było mało wprowadzono do walki chemiczne środki bojowe. Trup słał się gęsto. Po wojnie było bardzo wielu okaleczonych mężczyzn, wymagających stałej opieki medycznej.

       

      Oczywiście byłbym tendencyjny, mało prawdopodobny i niesprawiedliwy, gdybym nie wspomniał tu o pozytywach „postępu” takich, jak wynalazek fotografii, ruchomego filmu, prądu elektrycznego, fal radiowych, penicyliny, samolotów, etc. itp. Te „dobre” wynalazki przysłużyły się „dobrej” stronie tzw. „postępu”. Dały ludziom ogromne możliwości rozwoju indywidualnego i społecznego w wielu dziedzinach nauki. Posunęły ludzkość niewątpliwie „do przodu”. Ludzie zauroczeni nowymi możliwościami zachłysnęli się się „postępem” i zaniechali tego co stanowi i stanowiło podstawy prawdziwego postępu w etyce i moralności, w sferze ducha, duszy, osobowości.

       

      Nadszedł czas przemysłowego ludobójstwa. Ludzi umieszczano w obozach zagłady i robiono z ich tłuszczu kostki mydła. Czas drugiej wojny światowej stanowił, historycznie rzecz ujmując, najmroczniejszy okres w dziejach świata. Eugenika posłużyła za podstawę teorii o wyższości rasowej określonych grup ludzi, o ściśle określonych cechach takich jak kolor oczu, włosów, kształtu czaszki itp. Doświadczenia [pseudo] medyczne na żywych, zdrowych i chorych ludziach miały posłużyć tak zwanemu „postępowi” wyższych rasowo „nadludzi”, znalezieniu „polepszaczy” bytu ludzkiego. Co zaś przyniosły? Ogrom cierpienia, bólu i śmierci. Wynalazcy, w imię obłąkańczej ideologii, wymyślili pocisk o napędzie odrzutowym, który miał zapewnić szybkie zwycięstwo siłom „wielkiej rzeszy niemieckiej”. Paradoksalnie, to odkrycie, znacznie udoskonalone, przyczyniło się do powstania w niedalekiej przyszłości pierwszej rakiety kosmicznej. Zarysowuje się więc dwoisty charakter tak zwanego postępu naukowo-technicznego. Z jednej strony ludzie żyją szybciej, podróżują dalej, a egzystencja ludzka staje się łatwiejsza. Jednak z drugiej, tej mroczniejszej strony, staje się straszniejsza, „nieludzka”. „Ludzie ludziom zgotowali ten los” - powiedziała dwudziestowieczna myślicielka. I co położyło kres temu dwudziestowiecznemu szaleństwu, jakim była druga wojna światowa? Oczywiście nowy, „postępowy” wynalazek jakim okazała się bomba atomowa, zrzucona na dwa wielkie miasta. Zmusiła siły zideologizowanych bojowników o lepsze jutro do bezwarunkowej kapitulacji. Zaczął się w powojennej rzeczywistości nowy wyścig. Wyścig zbrojeń. Każdy kraj, każde państwo chciało i chce posiadać taką broń masowego rażenia [ABC].

       

      W połowie XX wieku „narodzili” się nowi myśliciele związani z tzw. „szkołą frankfurcką”. W czym upatrzyli sobie postęp ludzkości? M. in. w odrzuceniu cywilizacji łacińskiej i kultury zachodu powiązanej z chrześcijaństwem. Uważali oni, iż współczesnego człowieka trzeba „wyzwolić” z ograniczeń, jakie nakłada na niego ta cywilizacja i kultura. Temu celowi miała posłużyć „rewolucja seksualna”. Dotknęła ona takie dziedziny kultury, jak: modę, film, teatr, muzykę młodzieżową, literaturę, prasę itp. itd. Środkiem prowadzącym do tego celu miał być niczym nieograniczony seks. Ponieważ „bliższa jest koszula ciału”, mówiąc kolokwialnie, ta myśl została bardzo łatwo przyswojona przez młodzież i jej „underground”. Naczelnym hasłem młodzieży „hipisowskiej” stało się powiedzenie „make love, not war”. Z podziemnego nurtu „wolnego rynku” dorzucono do tego ideologicznego kłamstwa narkotyki (LSD). Czym to poskutkowało? Uzależnieniem się ludzi od seksu, pornografii i narkotyków. Ile zgonów miało miejsce pomiędzy „idolami” stworzonymi przez tę ideologię, z powodu przedawkowania narkotyków...? Nie da się ich policzyć na palcach rąk i nóg. Tak wyglądał i wygląda ów „postęp” w odniesieniu do moralności ludzkiej, który sobie założyła „postępowa” część społeczeństwa. Przez cały XX wiek ludzkość borykała się z tą teorią „postępu”.

       

      Jakby tego było mało z w/w pnia myśli człowieczej zrodziła się „nowa” ideologia XXI wieku, popularnie zwana „gender”. Ideologia negująca nie tylko prawa przyrody, logiki, „prawo naturalne” ale także „zdrowy rozsądek”. Każdy normalny człowiek wie, że mamy tylko dwie płcie u ludzi: męską i żeńską. W w/w ideologii („gender”) okazuje się, że mamy setki płci, płci do wyboru, gdyż klasyczny podział płci to ograniczenie narzucone nam przez ową „nieszczęsną” cywilizację i kulturę.

       

      Cóż z tego, że nauka rozwiązała zagadkę kodu genetycznego człowieka (DNA). Że możemy tworzyć genetycznie zmodyfikowaną żywność (GMO), odporną na rozmaite choroby. Dziś nikt nie chce kupować i spożywać takiej żywności, ponieważ nieznane są konsekwencje żywienia się taką żywnością dla organizmu ludzkiego. Znakomitym wynalazkiem okazał się komputer osobisty (laptop, ajfon, smartfon). Tak, jak kiedyś w dziejach postępu znakomitym wynalazkiem okazał się klucz i zamek w drzwiach, tak może on posłużyć zarówno dobrym celom, jak i złym. Tak samo, jak kiedyś ten kto posiadał „wytrych” pośród złodziei, łatwo mógł usunąć przyczynę blokującą go i oddzielającą od skarbu, i otworzyć wszystkie drzwi. Tak samo dziś ten, który przygotował w komputerze fałszywą stronę internetową może wyłudzić fortunę na znaczną skalę. Kto zliczy tych, którzy dali się na to „nabrać” (zaufali oferentowi powodowani domniemaną uczciwością oferenta) i stracili fundusze, zgromadzone oszczędności? Gdzie jest ten właściwy postęp etyczno - moralny dzięki któremu ludzie ludziom mogliby bardziej zaufać? Czy systemy monitoringu wizyjnego rozwiązują problem? Nie! Przestępstwa są coraz bardziej wyrafinowane, a bandyci (hakerzy) coraz lepiej „wyedukowani”. Szkoda tylko, że nie jest to edukacja moralna we właściwym tego słowa znaczeniu. Szkoda tylko, że nie jest to nauka empatii.

       

      Na horyzoncie „postępu naukowo – technicznego” pojawiła się tzw. „sztuczna inteligencja”. Jakie perspektywy zarysowały się dla rozwoju nauki i postępu! Wielu cmoka z zachwytu. A we mnie powstaje niepokój: czy „sztuczna inteligencja” ma serce? To serce, które ma swoje racje, jakich rozum nie zna. Quo vadis homo viator?

       

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Postęp   Zaryzykowałbym zdanie, iż wiara w postęp nauki i techniki narodziła się w „epoce renesansu” (choć rozmaite wynalazki ułatwiające życie pojawiały się już w epoce Archimedesa i wcześniej). Wielkie „tuzy”, które ukazały się na firmamencie epoki usiłowały unieść człowieka w powietrze i „przypinały” mu skrzydła. Konstruowały doskonalsze machiny wojenne takie, które zwiększały siłę rażenia i unicestwiania przeciwnika, zabijania drugiego człowieka. W architekturze dokonano przełomowego odkrycia i skonstruowano łukowate sklepienie świątyni (kopułę) we Florencji. Udoskonalano broń palną. Jednocześnie wraz z postępem techniki pojawił się regres dobrych obyczajów ludzi. Wyzwalano się z zbawiennych oków średniowiecznej dyscypliny etyczno-moralnej na rzecz powrotu do pogańskiej swobody obyczajów, co poskutkowało niemal natychmiast wzrostem zachorowań na choroby weneryczne. Następowało „zwyrodnienie” relacji międzyludzkich. Wielkie odkrycia geograficzne jakie miały miejsce w tej epoce, znacznie poszerzyły wiedzę o globie ziemskim i ilości kontynentów. Wraz z odkryciami nowych lądów odnowiły się także takie cechy osobowości ludzkich jak niezmierna chciwość i pazerność na kruszec złota. Kolonizowano nowo odkryte tereny i podporządkowywano sobie miejscową ludność siłą, brutalną przewagą militarną. Gwałcono łatwowiernych tubylców roznosząc jednocześnie nieznane tam wcześniej choroby takie, jak odra czy syfilis. Rola Kościoła została zmarginalizowana i wyparta przez bezpardonowy imperializm świeckiej władzy.   Kolejną epoką, w której dominowała wiara w „ludzki geniusz”, w postęp nauki i techniki było „oświecenie”. Wiara w to, że człowiek samodzielnie, bez Boga i mimo Boga może, a nawet powinien kreować nową rzeczywistość. Zagrabiono i zlikwidowano dobra kościelne w wielu krajach uzyskując ogromny kapitał, który spożytkowano na „nowy” system kształcenia. Powstawały szkoły świeckie, w których kształcono przyszłe „elity” choć metody kształcenia w takich szkołach były, eufemistycznie rzecz ujmując, bardzo surowe. Za złe zachowanie, za nieuctwo karano chłostą. Uczono przeważnie lichwy. Choć nie tylko i wyłącznie. Ubodzy ludzie, którymi do tej pory opiekowało się duchowieństwo w rozmaitych przytułkach i sierocińcach zostali pozbawieni jakiegokolwiek wsparcia. Narastała przestępczość, wzrastał tzw. „margines społeczny”. Sytuację zaostrzał panujący powszechnie głód. Kary za przestępstwa (np. za kradzież chleba) były niewspółmiernie wysokie: ciężkie galery. To rodziło bunt i aprobatę haseł rewolucyjnych. Całą winę za zaistniałą sytuację społeczno-polityczną obarczono króla, arystokrację i duchowieństwo. Wymyślono i skonstruowano gilotynę przez którą „przewinęło” się wiele tysięcy ludzi. „Zgilotynowano” pół Francji. Najbardziej wymownym przykładem były wydarzenia w miejscowości Wandea we Francji. Odkryto siłę powszechnego ciążenia. Wzniesiono się po raz pierwszy w balonie na ogrzane powietrze, w powietrze.   „Wiek pary” umożliwił ludziom szybsze i łatwiejsze przemieszczanie się na znaczne odległości w czasie i przestrzeni. Powstały maszyny, które ułatwiły wiele ciężkich prac wymagających do tej pory siły rąk ludzkich. Wymyślono nawet „filozofię pozytywizmu”, w której wychwalano pod niebiosa wiarę w postęp naukowo-techniczny oparty tylko i wyłącznie o doświadczenie. Zaczęto wierzyć w to, że postęp nauki, sam w sobie, przyczyni się do rozwiązania wszelkich problemów trapiących ludzkość. Wiara w Boga została uznana za relikt minionego czasu. Tymczasem „wojny napoleońskie” znów przyniosły opłakane żniwo w postaci śmierci setek tysięcy istnień ludzkich. Czy można tu mówić o postępie? Czy może raczej o regresie człowieczeństwa? Inny myśliciel naukowy (w tym czasie), postępowy zasugerował światu nauki i społeczeństwu, iż człowieka nie stworzył żaden Bóg lecz człowiek po prostu wyewoluował z małpy. Nie byłoby w tym nic niepokojącego (ot jeszcze jedna, nieszkodliwa teoria naukowa) gdyby nie fakt przeniesienia poglądów tego pana do etyki społecznej, a w końcu do moralności poszczególnych osób („darwinizm społeczny”). Doprowadziło to do zwyrodnienia relacji interpersonalnych. Mówiąc kolokwialnie „do zezwierzęcenia” znacznej części społeczeństwa, zaniku empatii. Pokrewny naukowiec do wyżej wymienionego dołożył swoje „trzy grosze” i powstała nauka zwana „eugeniką” co zaowocowało, w późniejszym okresie „rozwoju” ludzkości, katastrofalną w skutkach teorią „naukową” zwaną „higieną ras”. Rewolucja bolszewicka w Rosji na początku XX wieku, oparta o idee „wielkich myślicieli” i „dobroczyńców ludzkości”, gloryfikująca świecki humanizm, miała obalić istniejący, rzekomo skostniały ustrój społeczny przemocą, brutalną siłą. Na czele tej „rewolty” stanęły niedouczone męty społeczne, zbrodniarze rozmaitej konduity, przestępcy pozbawieni jakichkolwiek skrupułów moralnych. W tym to czasie, postęp techniczny „wynalazł” ciężki karabin maszynowy, który zastosowany na polach walki siał spustoszenie pomiędzy walczącymi: zarówno atakującymi, jak i broniącymi dotychczasowego ustroju społecznego (czyli caratu). Podobnie jak to działo się podczas „wielkiej rewolucji francuskiej” z tą różnicą, iż dokonywano rzezi już nie setek tysięcy obywateli ale ponad setkę milionów. Wprowadzono w Rosji terror jakiego przedtem ta ziemia nie znała. Wszystko pod „patronatem” akademii nauk i w imię nauki, i postępu. Wysłano do „łagrów” zarówno osoby duchowne, jak i wykształcone według tradycyjnych wartości takich jak filozofia grecka, hellenizm i cerkiew prawosławna (cywilizacja bizantyńska). Oponentów likwidowano lub w najlepszym razie zmuszano do emigracji. Na czele państwa stanęli psychopaci tłumiący jakiekolwiek ludzkie odruchy w skali społecznej. Wprowadzono ustrój „bez ludzkiej twarzy”.   Pierwsza wojna światowa wraz z postępem naukowo-technicznym kosztowała istnienie wielu milionów ludzi. Usadawiano się w okopach („atak pozycyjny”) i strzelano do siebie „jak do kaczek” z „udoskonalonych” armat ogromnego kalibru, ciężkich karabinów maszynowych, pojawiły się czołgi. Jakby tego było mało wprowadzono do walki chemiczne środki bojowe. Trup słał się gęsto. Po wojnie było bardzo wielu okaleczonych mężczyzn, wymagających stałej opieki medycznej.   Oczywiście byłbym tendencyjny, mało prawdopodobny i niesprawiedliwy, gdybym nie wspomniał tu o pozytywach „postępu” takich, jak wynalazek fotografii, ruchomego filmu, prądu elektrycznego, fal radiowych, penicyliny, samolotów, etc. itp. Te „dobre” wynalazki przysłużyły się „dobrej” stronie tzw. „postępu”. Dały ludziom ogromne możliwości rozwoju indywidualnego i społecznego w wielu dziedzinach nauki. Posunęły ludzkość niewątpliwie „do przodu”. Ludzie zauroczeni nowymi możliwościami zachłysnęli się się „postępem” i zaniechali tego co stanowi i stanowiło podstawy prawdziwego postępu w etyce i moralności, w sferze ducha, duszy, osobowości.   Nadszedł czas przemysłowego ludobójstwa. Ludzi umieszczano w obozach zagłady i robiono z ich tłuszczu kostki mydła. Czas drugiej wojny światowej stanowił, historycznie rzecz ujmując, najmroczniejszy okres w dziejach świata. Eugenika posłużyła za podstawę teorii o wyższości rasowej określonych grup ludzi, o ściśle określonych cechach takich jak kolor oczu, włosów, kształtu czaszki itp. Doświadczenia [pseudo] medyczne na żywych, zdrowych i chorych ludziach miały posłużyć tak zwanemu „postępowi” wyższych rasowo „nadludzi”, znalezieniu „polepszaczy” bytu ludzkiego. Co zaś przyniosły? Ogrom cierpienia, bólu i śmierci. Wynalazcy, w imię obłąkańczej ideologii, wymyślili pocisk o napędzie odrzutowym, który miał zapewnić szybkie zwycięstwo siłom „wielkiej rzeszy niemieckiej”. Paradoksalnie, to odkrycie, znacznie udoskonalone, przyczyniło się do powstania w niedalekiej przyszłości pierwszej rakiety kosmicznej. Zarysowuje się więc dwoisty charakter tak zwanego postępu naukowo-technicznego. Z jednej strony ludzie żyją szybciej, podróżują dalej, a egzystencja ludzka staje się łatwiejsza. Jednak z drugiej, tej mroczniejszej strony, staje się straszniejsza, „nieludzka”. „Ludzie ludziom zgotowali ten los” - powiedziała dwudziestowieczna myślicielka. I co położyło kres temu dwudziestowiecznemu szaleństwu, jakim była druga wojna światowa? Oczywiście nowy, „postępowy” wynalazek jakim okazała się bomba atomowa, zrzucona na dwa wielkie miasta. Zmusiła siły zideologizowanych bojowników o lepsze jutro do bezwarunkowej kapitulacji. Zaczął się w powojennej rzeczywistości nowy wyścig. Wyścig zbrojeń. Każdy kraj, każde państwo chciało i chce posiadać taką broń masowego rażenia [ABC].   W połowie XX wieku „narodzili” się nowi myśliciele związani z tzw. „szkołą frankfurcką”. W czym upatrzyli sobie postęp ludzkości? M. in. w odrzuceniu cywilizacji łacińskiej i kultury zachodu powiązanej z chrześcijaństwem. Uważali oni, iż współczesnego człowieka trzeba „wyzwolić” z ograniczeń, jakie nakłada na niego ta cywilizacja i kultura. Temu celowi miała posłużyć „rewolucja seksualna”. Dotknęła ona takie dziedziny kultury, jak: modę, film, teatr, muzykę młodzieżową, literaturę, prasę itp. itd. Środkiem prowadzącym do tego celu miał być niczym nieograniczony seks. Ponieważ „bliższa jest koszula ciału”, mówiąc kolokwialnie, ta myśl została bardzo łatwo przyswojona przez młodzież i jej „underground”. Naczelnym hasłem młodzieży „hipisowskiej” stało się powiedzenie „make love, not war”. Z podziemnego nurtu „wolnego rynku” dorzucono do tego ideologicznego kłamstwa narkotyki (LSD). Czym to poskutkowało? Uzależnieniem się ludzi od seksu, pornografii i narkotyków. Ile zgonów miało miejsce pomiędzy „idolami” stworzonymi przez tę ideologię, z powodu przedawkowania narkotyków...? Nie da się ich policzyć na palcach rąk i nóg. Tak wyglądał i wygląda ów „postęp” w odniesieniu do moralności ludzkiej, który sobie założyła „postępowa” część społeczeństwa. Przez cały XX wiek ludzkość borykała się z tą teorią „postępu”.   Jakby tego było mało z w/w pnia myśli człowieczej zrodziła się „nowa” ideologia XXI wieku, popularnie zwana „gender”. Ideologia negująca nie tylko prawa przyrody, logiki, „prawo naturalne” ale także „zdrowy rozsądek”. Każdy normalny człowiek wie, że mamy tylko dwie płcie u ludzi: męską i żeńską. W w/w ideologii („gender”) okazuje się, że mamy setki płci, płci do wyboru, gdyż klasyczny podział płci to ograniczenie narzucone nam przez ową „nieszczęsną” cywilizację i kulturę.   Cóż z tego, że nauka rozwiązała zagadkę kodu genetycznego człowieka (DNA). Że możemy tworzyć genetycznie zmodyfikowaną żywność (GMO), odporną na rozmaite choroby. Dziś nikt nie chce kupować i spożywać takiej żywności, ponieważ nieznane są konsekwencje żywienia się taką żywnością dla organizmu ludzkiego. Znakomitym wynalazkiem okazał się komputer osobisty (laptop, ajfon, smartfon). Tak, jak kiedyś w dziejach postępu znakomitym wynalazkiem okazał się klucz i zamek w drzwiach, tak może on posłużyć zarówno dobrym celom, jak i złym. Tak samo, jak kiedyś ten kto posiadał „wytrych” pośród złodziei, łatwo mógł usunąć przyczynę blokującą go i oddzielającą od skarbu, i otworzyć wszystkie drzwi. Tak samo dziś ten, który przygotował w komputerze fałszywą stronę internetową może wyłudzić fortunę na znaczną skalę. Kto zliczy tych, którzy dali się na to „nabrać” (zaufali oferentowi powodowani domniemaną uczciwością oferenta) i stracili fundusze, zgromadzone oszczędności? Gdzie jest ten właściwy postęp etyczno - moralny dzięki któremu ludzie ludziom mogliby bardziej zaufać? Czy systemy monitoringu wizyjnego rozwiązują problem? Nie! Przestępstwa są coraz bardziej wyrafinowane, a bandyci (hakerzy) coraz lepiej „wyedukowani”. Szkoda tylko, że nie jest to edukacja moralna we właściwym tego słowa znaczeniu. Szkoda tylko, że nie jest to nauka empatii.   Na horyzoncie „postępu naukowo – technicznego” pojawiła się tzw. „sztuczna inteligencja”. Jakie perspektywy zarysowały się dla rozwoju nauki i postępu! Wielu cmoka z zachwytu. A we mnie powstaje niepokój: czy „sztuczna inteligencja” ma serce? To serce, które ma swoje racje, jakich rozum nie zna. Quo vadis homo viator?  
    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      @APMCudowna, ulotna chwila. Lubię takie wiersze. 
    • @Migrena   Zachwyciłeś mnie tym wierszem.Ukazałeś swoją romantyczną naturę. A dziś - znowu się zachwycam. Przepiękny wiersz!
    • Zakładam stłuczonego lustra maskę oprawioną w drewnianą ramę myśli odbijam światło zbyt ciasnych marzeń popękane szczęście do szkła się modli na oczach dziura łzami wykopana patrzę przez otwory podwójnej maski otwórz usta nadziejo lustrzana wyszepcz to co krzyczą senne kawałki smutkiem lustra nie skleję dotykam twarz szklaną odbiciu nadaję własne imię żegnam się z zamaskowaną blizną już nie jestem po drugiej stronie siebie
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...