Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Ogień płonął dość długo. Rozniecił go ten, który za moment założy sobie pętle na szyję. Jeszcze zobaczy raz twarz piękną, tuż przed sobą, uśmiechniętą i pojmie z większym bólem, że właśnie wydał przyjaciela. Ale nadchodzi oczekiwany koniec, tam musi być o wiele prościej. tylu jest zabłąkanych, jak on, tam zbliżą się do siebie i nadejdzie spokój.
Ogień płonął, suche gałązki skręcały się delikatnie trzaskając, łagodny dym łączył się z aromatem lasu. Ktoś nucił cichutko, późna pora nadawała tony takiej przyjemnej melancholii, lato tego roku niezwykle udane, przytulone do siebie ciała wczuły się w sielskość otoczenia, któryś z nich, samotny, układał w myślach poemat mający korzenie w mitologii północy, zdawało mu się, że walczy wśród nagich, poszarpanych skał, by wygrać, by zmierzyć się wreszcie z natłokiem doskonałości. Zresztą oni wszyscy coś w sobie chowają, coś, co jest charakterystyczne dla każdej odmienności. Przyjechali tu na wakacje, grupka przyjaciół, jedenastu młodych mężczyzn i cztery dziewczęta. Panował letni, rozmarzony wakacyjny nastrój, urok chwil bezczynnych, pojących ciszą i zbliżeniem. Kto pierwszy zauważył, że ktoś im się przygląda ? Nie zlękli się, bowiem często zachodzili nieznajomi, pytając o zdrowie, dosiadając się i opowiadając własne przypowieści, uzupełniające ich doznania, gawędzili, żartowali wspólnie z nieznajomym celebrując zachodzące słońce, lekko zasypiając, by wstać pełni sił i nadziei. A ten tylko stał i patrzył. Było w nim coś innego, w błyszczących oczach lśniły płomienie, a twarz zdawała się być białą plamą w czerni lasu, jakaś szydercza i żałosna, emanującą jednak obce tutaj cierpienie. I owiało ono tych grzejących się wspólnie przyjaciół.
Podobno Judasz słuchał słów Racheli, ale ich nie pojął. Marzył mu się cud wolności. w końcu to mu obiecano, powiedział te wielkie słowa wiary i nie kazał chować broni w szatach i bać się. a on nie lubił strachu, w myślach przeklinał te ciasne rygory machabejskich czasów. Jego ojciec, Szymon, nauczył go handlować, ale i on miał przy sobie mieszek pełen trucizny. Ale posłuchał jej słów i szedł, szedł. Aż do środy, w milczeniu, bo nikt nie mówił, byli tak blisko siebie, a jednak czuł pewien niepokój. Zdawało mu się, że drzewa wiszą, poskręcane jak ciała w agonii, wreszcie doszli na polanę.
- tutaj płakał – przełykają swój wstyd powiedział wyraźnie. Oni zamienili się w słuch. Któryś zapytał:
- kto płakał ?
- On – odpowiedział. On, któż ten On i kim On jest. Uzmysłowił sobie, że tak naprawdę nie wie.
Przy ognisku zapanowała lekka dezorientacja, on stojąc tak burzył pewną konstrukcje ich przyzwyczajeń. Powinien wyjść z tego cienia, przywitać się, przysiąść, jak to zwyczajowo czynili letni goście.
- krwawią mi usta – usłyszeli. Zaszemrali, może zdarzył się jakiś wypadek, burza zrywające dachy kruchego szczęścia, coś nieoczekiwanego. Piotr, młody samotnik, ale dość ceniony poeta zapytał:
- w czymś pomóc, przyjacielu ?
- coś się stało ? – wspomógł przyjaciela Tomasz, zerkając w stronę Mateusza.
On zaś odrzekł zimnym głosem:
- Jeszcze się duszę.
Podobno wstał od ognia i zawiązał pętle. Dokonał wyboru, bo Zakon złamał jego myśl. został sam. Rachela oddała całą siebie, ale nie jemu, niestety, ale to tak kobiece. Cóż on, podła dusza handlarza, ciągle sprzedawać, nigdy dawać. Dusił go ciasny sklepik, skrzeczące głosy kłótni, krwawe ochłapy wyrywane sobie z rąk, te dni takie same i te duszne noce, tak, Galilea była martwa. A on przyniósł ze sobą obietnicę, taką prostą wskazówkę, porzucić to wszystko i chodź. Porzucił i poszedł, bez większego żalu.
Magdalena szepnęła do Marka „może zadzwoń po pomoc”, wpatrzyli się w niego, chwila zawisła, a on:
- te drzewa dalej tu rosną.
- chodź do nas, ogrzej się, Mateusz już dzwoni po pomoc, o ile jej potrzebujesz. Chyba nie jesteś stąd, bo tutaj znamy wszystkich. Jak masz na imię ?
Milczy. Wyczuli w chłód. Ta najprostsza forma kontaktu międzyludzkiego – pytanie zdawała się zawodzić. Pytanie skleja obcość, obce staje się bliższe, jak mąż i żona, powiedzmy, jak Judasz i Rachela.
Kim on jest, ten mężczyzna ? Nie wymawia słów, on wręcz je śpiewa, takie proste, a takie celne, zrozumienie rośnie, pęcznieje, nabiera wartości, określa. Dzisiaj sobota, myśli wpatrzony w słońce i odpoczywa. Myśli układają się w warstwy, jak te chmury, przez chwilę zdawało mu się, że na niebie pojawił się biały anioł. Porzuci ten sklep. Tam ludzie licytują się nad padliną, szarpią ją pożółkłymi zębami, wyklinają się. A on obiecał Królestwo. To ja będę tak blisko, bliziutko. Ogień daje ciepło, kojarzy się z domem, z miłością, strawą, ogień zawsze go przyciągał. Ale im dalej szedł, tym bardziej się męczył, zamiast spełnienia odczuwał trud, często bolały go stopy. Pieśni mogą wlewać się jak trucizna. Nie, to złe myśli legną się w głowie, to jakiś nic nie znaczący cień zwątpienia. Obiecał przecież... Palce wiążą sznur. Wyszedł sam i został sam. Oni zostali razem ,a on sam poszedł. Czy ma zawrócić, ma im powiedzieć o Annaszu, Kajfaszu, o tych suchych starcach wydających wyroki zgodnie z prawem. Kto zrozumie samotność i jej palącą nadzieję ? To koszmarne oczekiwanie ? To chaos rządzi światem, a imię jego Matanbuszus. Czy on jest w stanie stawić mu czoła, sklepikarz, syn Szymona ? Nawet skała potrafi runąć, gdy uderzą w nią potęgi. Niebo zachmurza się, słyszy własne myśli. Anioł pojawia się tylko raz, opuszcza głowę swą niebiańską i odchodzi. Te towary i pulchne ramiona wybranki. Niewolnik w niewoli. handlarz i cieśla w drodze do Królestwa. Czy o kimś takim mógł wspomnieć Izajasz ? Przecież musieli uciekać z jego własnego domu. Judasz zaczyna się bać. Annasz ma głębokie oczy, słucha. noc jest ciepła.
- „pomóc ci” – to Piotr
- „nigdy nie wątp” – Jan
- „proś, a będzie ci dane”
- „podejdź do nas”
- „chodź do nas, tu jest cieplej” – Maria ? Rachela ?
- podejdź – stanowczy głos wyrwał go z zamętu.
- Ja, Judasz Iskariota, syn Szymona, zbłądziłem. Byłem z tym, który ogłosił się Mesjaszem, Wybawicielem, Synem Bożym, Jezusem Chrystusem, ogłosił się Królem Żydowskim, a pięknie głosił, ja mu wierzyłem a żona ma serce mu całe oddała, i tłumy serca mu oddały i tylko teraz w nocy będzie można Go pojmać.
- Ja...- coś zamarło w gardle, jakby się dusił, zimne, paraliżujące uczucie. Przed wzrokiem stanął mu ojciec, pochylony nad ladą, włosy, srebrne wstęgi szarzały wraz z czasem, on umierał, umierał, ciągle, gasnął, a jeszcze kłaniał się, pełzał jak wąż przeklęty, mimo to mądry, liczył i miał, a to co miał to zostawił, bo ja odszedłem. Został mi tylko po nim mieszek, zmiętoszony w mych dłoniach. Annasz ma głębokie oczy, widzi i słyszy.
Odwrócił się i wszedł w las. Chwila minęła w ciszy, potem druga, wreszcie ktoś machnął ręką, ktoś po cichutku zanucił, był i sobie poszedł, jakiś czubek, chociaż może jednak powinniśmy iść za nim, może rzeczywiście coś mu jest, jeszcze popełni jakieś głupstwo, a niech sobie idzie, jakbyśmy się tak mieli wszystkimi przejmować, to już po nas, przecież są wakacje, byle tylko nas w nocy nie napadł, rzeczywiście, musimy troszeczkę uważać, nigdy nie wiadomo, co takiemu może wpaść do głowy... I rzeczywiście, intuicja nie pozwoliła im na odkrycie, ale to byli przecież artyści, a bogowie są daleko, pokryci mgłą i legendą. Może jeden z nich by wiedział, co tak często śni, ale on zajęty jest nią, pochodzącej z Sumerii, a ona zawsze pożerała pragnących, a on przecież jej pragnął, w te gorące noce i w całej tej mistycznej mistyfikacji. Podziwia jej pychę i dumę, tej, która porzuciła Adama, genialnego malarza. Ona mu powiedziała: „biel to początek, która przechodzi w czerwień, a ta kończy się czernią”. I tak myślał o niej, a ogień płonął, płonął, płonął do świtu. Dopiero po paru tygodniach dowiedzieli się, że tuż obok ich biwaku powiesił się człowiek, jakiś wariat, który uciekł z zakładu. Czy było im żal ?

Szarpał się, ale ogień palił.

  • 1 miesiąc temu...

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @wiedźma ... zegar zatrzymał się  jakby chciał coś powiedzieć  ONA cofnęła wskazówki    sama musi otworzyć siebie  popatrzeć jak przez okno  w NIEJ drzemie ...   jutro to nie fikcja  nie biega po parku  jest w NIEJ  jest wiele szufladek  otwierała niewłaściwe    najłatwiej wydać wyrok  myślę o ułaskawieniu ... Pozdrawiam serdecznie Miłego dnia 
    • @Waldemar_Talar_Talar

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      @violetta @wiedźma
    • Idzie… strzępy przestają mieć znaczenie, Znikają co krok, wśród katedr bez boga, Wokół wszędzie pogrzebane istnienie, Biały bezdźwięk, coraz większa ta trwoga.   Milczący nawet wobec własnych myśli,  Przemierza prerie ostrego powietrza, Szuka ich, bo chciał, by dawno już przyszli, Rozszarpują się nici jego wnętrza.   Tętent koni naprowadza go na szlak,  Ku ciemnej jaskini, na skarpę bytu, Mieszka tam ta, co rozprasza każdy ślad, Gdzie milknie echo ludzkiego zachwytu.   Rozpościera się skamieniałe gardło, Wnętrze co nie zaprasza, a pożera, Krtań zaciska się jak ciężkie imadło, Wnętrze Ziemi napomyka ta sfera.   Kapanie odmierza coś nieustannie, Koniec lub początek - to bez znaczenia, Czas powiedzieć osobistej madonnie, Swojej, mojej, twojej, dane życzenia.   Wychodzi z ciemni strażniczka końca, Zbliżyła się - nie skracając dystansu, Wyłania się z półcienia bez słońca, Oczy bez dna, nabiera dysonansu.   Przeszywa głębię, słyszy szept bez źródła: „Czego szukasz zagubiony młodzieńcze?” Stanęła bliżej, rozprzestrzenia się mgła. „Wyzwolenia.” - widzi oczy odmieńcze.   Dotyk zamyka linearność czasu, Ciało bez ciepła, jednakże nie martwe, „Zatem przystąpisz do tegoż romansu?” Zamyka oddech i przegryza warstwę.   Kontakt rozpuszcza granice cielesne, Obecność tak bliska, że znika przestrzeń, Dając i biorąc tortury bolesne, „Nastał już czas twoich najszczerszych zwierzeń.”   Kradzież tlenu dobija dostatecznie, by paść i zamknąć powieki ciężkawe, „Jestem tu by zamilknąć ostatecznie. By zakopać swoje jestestwo krwawe.”   Muśnięcie, które nie zostawia ciepła, „Zatem spełnię transcendentalną misję.” Rozpad bez bólu szykuje eksmisję, Krew w krwioobiegu natychmiast skrzepła.   Rozpad nie boli - bo nie ma już kogo, Cisza nie trwa - bo nie zostało już nic, I nawet śmierć nie pozostała sama, Tylko brak, który nie pamięta imion.
    • @Alicja_Wysocka @Waldemar_Talar_Talar @Berenika97                                                                              Dziękuję  za tak uważne i życzliwe czytanie. Bardzo mnie cieszy, że wybrzmiał ten moment zawieszenia - między tym, co było, a tym, co jeszcze może się odrodzić - bo właśnie w tej niepewności i nadziei chciałem ten wiersz zatrzymać. Nie chciałem niczego przesądzać ani zamykać w prostym wyznaniu, tylko zostawić miejsce na gest, na próbę, na ten jeden krok, od którego czasem zaczyna się wszystko od nowa. Miło mi też, że dostrzeżony został motyw niedokończonego tańca. Rzeczywiście zależało mi na tym, żeby nie tłumaczyć zbyt wiele, nie rozliczać, nie rozdrapywać, tylko wyciągnąć rękę. Czasem najwięcej dzieje się właśnie wtedy, gdy człowiek przestaje mieć pretensje, a zaczyna mieć odwagę, by jeszcze raz spróbować. Jeszcze raz dziękuję - za obecność, za odczytanie i za to, że dopisujecie do tych wersów własną wrażliwość.    Pozdr.
    • Witaj -  uśmiecham się  do gry  jaką prowadzi życie  - i tak trzeba grać   - fajny ciekawy wiersz -                                                                                                                Pzdr.
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...