Albert Etz Opublikowano 23 Maja 2006 Autor Zgłoś Opublikowano 23 Maja 2006 usta – do zmieszania umysłu brama... siedząc na spękanej ziemi widzę to a patrzę na niebo bezchmurne gdy je złotawa rysa przecina drzewa wspomnień z hukiem o ziemię uderzają korzenie popękały w ziemię się przeistoczyły dotknięciem ręki las runą jak zapałki gwiazdy żywym ogniem się stały i namiętność jednym tylko krzykiem niesionym za światy przez anioły zgrozy odebrane ciszy w orszaku promienistej zorzy inni tylko mówią w innym świecie szepczą jak bardzo siebie nienawidzą pętają proste nici na których pozawieszane krzywe życie a my leżymy za drzewem jednym tchnieniem światu odebrani parą z twoich ust deszcz słów wymalowany ja nie mówię nic – jestem pijany na dnie łąki w pajęczynie kwiatów leżę rozlany nieprzytomnie obmalowany mój kontur węglem twoich oczu Ciebie mam przy swoim boku dotykiem ręki mierzę twą gorączkę obecność niezmywalną jak znamię pozostawione na duszy jęzorem przenikliwego lodu mam Cię i trzymam za rękę nie puszczę... chcę jeszcze chcę trwać na zawsze zaplątany dłoni twojej ciepłem... się nie ulęknę stanę ze sobą twarzą w twarz i z oczu wyczytam że nie jestem sam...
jacek_sojan Opublikowano 23 Maja 2006 Zgłoś Opublikowano 23 Maja 2006 i groza, i gorączka; nie nazwałbym ten utwór udanym; męcząca ekspresja, banalne obrazy; J.S
Beenie M Opublikowano 23 Maja 2006 Zgłoś Opublikowano 23 Maja 2006 Wiersz trochę przydługi przez co nie zachęca do czytania, ale przeczytałam i znalazłam jedną perełkę: „obmalowany mój kontur węglem twoich oczu”. To mi się podoba i za to mój plus. Pozdrawiam serdecznie
Rekomendowane odpowiedzi
Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto
Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.
Zarejestruj nowe konto
Załóż nowe konto. To bardzo proste!
Zarejestruj sięZaloguj się
Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.
Zaloguj się