Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Już czas, mówię ci, już czas
Zapytała: boisz się, kiedy śpisz?

gdy pada jestem sam. nawet psy
boją się burzy – zasypiają
na kolanach, u stóp

Odpowiedziałem: tak, boję się
Boję się; może lepiej być psem, twoim psem?
Odpowiedziała: nie chcę

przyszła wieczorem -zmokła
podałem ręcznik tak zwyczajnie
powiedziała: dziękuję, zaparz kawę

Odpowiedziałem-mam tylko wodę

Opublikowano

Tekst zdecydowanie do przemyślenia, chociaż już wyczuwam, że chodzi o odrzucenie, czyli o samotnośc - czyli nihil novi... Ale za to podane zupełnie odmiennie, chociaż ten pies to i u Gałczyńskiego (chyba) przy tej hrabinie leżał...
Na wieczór, ale nie tak do końca jestem pzrekonany. I jeszcze ta kawa...
Pozdrawiam.

Opublikowano

bardzo prosze, wersja pierwotna:

pomyłka

Już czas. Mówię Ci, już czas.
Zapytała: boisz się, gdy sam śpisz?
Zapytała: boisz się?
gdy pada zawszę jestem sam. nawet psy
boją się burzy – odsypiają
na kolanach; u stóp.
Odpowiedziałem: tak, boję się.
Boję się. chcę być psem; Twoim psem.
Odpowiedziała: nie.

Przyszła wieczorem – po drodze zmokła.
Podałem jej czysty ręcznik.
Powiedziała: dziękuje; zaparzysz mi kawę?

Odpowiedziałem: mam tylko wodę.


Pani Ewa, poprawiala:P

- nie jest to wiersz o odrzuceniu, lecz o trudnej przyjazni.a i Gałczynski chyba tez nie trafiony, bo nie czytam, a zainspirowal mnie wiersz Świetlickiego - swierszcze.

dziekuje uprzejmie:)
zapraszam

Opublikowano

Mnie tutaj bardziej chodziło o pewien topos, chociaz Świetlicki też zwala, nawet z Bogusławskiego Mu sie zdarza. Miałem na myśli ujęcie samej treści i co w niej jest - a wszakże jeżeli jest rozstanie, jest i samotnośc. I nawet wpisana jest ona w przyjaźń.
Ale to już jest odbiór i dyskusja na poziomie treści wiersza, zatem nie chodzi o to, że jest słaby, tylko o czym traktuje. A że opinie pozwalają na dyskusje, trzeba korzystac.
Pozdrawiam.

Opublikowano

zgadzam sie z Panem, rozmawiajmy. rozstania i powroty sa wpisane w przyjazn czy milosc. samotnosc... rozumiem, interpretacja dowolna, oczywiscie. chcialem w tym wierszu przekazac nie tyle samotnosc, ale probe zamiany przyjazni w milosc. czy mi sie udalo? nie wiem. staralem sie;)
jesli ma Pan jakies uwagi czy propozycje,to bardzo prosze:)

Serdecznie

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


\Tak w wierszu ''Łatwo zdradzić''
\Druga wersja lepiej dopracowana.
pozdrawiam.

jesli jest tu na forum?; to napewno zagladne:)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



a tak własnie zinterpretowałem, ponieważ ta przyjaźń i miłośc, czy przyjaźń jako skrywana miłośc, wreszcie... No właśnie :)
I mam wrażenie, że praktycznie każdy go sobie odbierze inaczej i to jest właśnie ta rzecz, która wartościowuje dzieło - poszerza wszakże zakres odbioru i oto chodzi. A to, co pisałem w pierwszej opini to wszakże toposy pałętające się już od pierwszych dzieł literackich aż do dziś i wiem, że ciężko uniknąc nawet przypadkowych zbliżeń.
Opublikowano

coz zrobic?, poezja to powtarzalnosc srodkow, stylow i mysli, to wielka sztuka wyjsc 'poza'
i napisac tak jak nikt inny, ale i tak nie ma sie pewnosci czy aby;)

Serdecznosci

  • 2 miesiące temu...

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Pierwsza świeca zgasła   ta o skostniałych palcach   trzysta sześćdziesiątego piątego dnia roku tego cichego nieprzestępnego   w ogrodzie oliwnym gdzie szarość miesza się z błotem a niewinność z kulturowym głodem jadącym nowoczesnym samochodem   Druga świeca zgasła   ta czająca się w kącie introwertyk cholerny w ogrodzie oliwnym ten trzeci — niepotrzebny grający w piłkę sacrum i profanum   Trzecia świeca zgasła   oświecona granica przeszłości poziomica teraźniejszości   w ogrodzie oliwnym gdzie stare całuje młode w policzek bezboleśnie gdzie monety uderzają o krzewiastą podłogę   we śnie   Pierwsza Druga Trzecia Druga Trzecia Pierwsza Trzecia Pierwsza Druga   Mózg mruga i mruga   W ogrodzie oliwnym Świadek ze mnie dziwny
    • @LessLove dobrze wiedzieć kogo ulokować;)
    • @andrew krótka:)
    • Był w swoim,  zupełnie niezrozumiałym  przez innych świecie. Kolejna nagła trauma tym razem wywołała manię. Spał tyle co nic. Miał podkrążone, mętne oczy. W tym stanie  nie były jednak martwe jak co dzień. Szarość zastępował błękit. Był czujny, uważny, skupiony. Był szalenie pewny wszystkiego. Swojego geniuszu. Idei ukochanego narcyzmu.     Nie jadł  a raczej łapał pod wieczór byle co  z praktycznie pustej lodówki. Pił tylko kawę rozpuszczalną i colę. Był opętany pasją tworzenia. Zamykał drzwi i okna. Wyłączał domofon, telewizor i telefon. Stopował zegarki. Wyłączał nawet muzykę. Ściszał się do poziomu niebytu. Tworzył przez cały czas.  Rozmawiał z jedyną godną osobą. Z samym sobą.     Ustawiał płótno. Mieszał farby. Przygotowywał pędzle. Nie z nadzieją a pewnością. Teraz ktoś mnie zauważy. Zapłaci i pochwali. Sprzedam dziesiątki prac. I pracę rodziły się lekko. Bez bólu. Zapominał o ranach depresji. Czas by on mógł zranić  jedynym dostępnym orężem. Swoją sztuką.     Jego pejzaże cierpiały na paranoję. Rozczłonkowane, krwawe wnętrza mieszkań, ociekały psychozą tysiąca oczu i rąk, wystających ze ścian. Ostatnie chwile bohaterów. Uchwycone za mgłą znieczulenia. Wszędzie tylko ta podła, czarna krew. Ofiara sądu, który nie zna litości. Oni skakali do przygotowanego grobu. A wieko trumny  opadało im na zgarbione plecy. Grzebiąc za sobą  coś więcej niż samo życie. Umiał nazwać wszystkie głosy. Malował je ze szczegółami. Schizofreniczny ich potok. Napełniał go spokojem. Bał się jedynie głosu rozsądku. Bo on kazał mu walczyć o coś  co nie miało żadnego znaczenia. O życie.   Malował rzekę tak samo  jak tamtego pamiętnego dnia. Uśmiech nie schodził mu z twarzy  nawet na chwilę. Miał nieodparte wrażenie,  że rzeka była równie psychopatyczna i podła. W jej nurcie, słyszał szaleńczy rechot. Nie żab schowanych w sitowiu a braku jakichkolwiek odruchów. Ta dziewczyna. Zmusił ją by weszła do wody. Patrzyła na niego. Wiedząc, że za chwilę umrze. A potem zaczęła tonąć, we wzburzonym nurcie. Jej chaotyczne ruchy, wzbijały z dna, lepkie ślady mułu. Jakieś korzenie i zbutwiałe liście. Poszła na dno. Ale on ją uwiecznił. Jej ciała nigdy nie odnaleziono. A on je pamiętał doskonale.     Siły witalne opuściły go, dopiero w środku nocy. Obraz był skończony. Podpisał się jeszcze inicjałami S.T. Ale w zasadzie nie musiał tego robić. Zawsze słyszał tylko. Nikt nie maluję tak jak Ty. Nikt nie patrzy na świat i dzieło jak Ty. Jesteś chory i przeklęty. Jesteś niebezpieczny. Dopiero teraz odszedł od sztalugi  i zaczął włączać na nowo wszystkie sprzęty. Domofon i telefon i tak by milczały. Nikt go nie odwiedzał od lat  a książka w telefonie  nie nosiła śladu ani jednego kontaktu.     Sięgnął po pilot i włączył telewizor. Oglądał tylko programy publicystyczne  oraz wiadomości. I właśnie ich powtórka  leciała teraz na programie piątym. Skamieniał patrząc w ekran. Prowadzono relację z miejsca,  które właśnie skończył malować. Ta sama rzeka,  ten sam ostro zakończony brzeg. Ten sam cuchnący muł. Na rzece unosiły się dwie policyjne łodzie. A wokół ich burt można było dostrzec, wynurzone głowy trzech płetwonurków.     Spikerka mówiła o tym, że wreszcie po prawie trzech tygodniach, udało się znaleźć ciało nastolatki,  zaginionej na początku miesiąca. Najpierw pokazano wywiad  z koordynującym akcję oficerem policji, później z załamaną babcią dziewczyny. Wychowywała ją jak umiała najlepiej. A na końcu pokazano zdjęcie dziewczyny. Jej długie, krucze włosy, lekko zakrzywiony, długi nos, szare, przejmująco smutne oczy. I cudowne piegi,  podkreślające jej wyjątkową urodę. A później jeszcze tylko zbliżenie kamery, na worek z ciałem  a raczej z tym, co z niego zostało  po tak długim kontakcie z dzikością żywiołu.     Nie oderwał wzroku. Nie zrobił nic. Czekał na jej ruch. I wtedy odezwała się w jego głowie. To nie była psychoza. To była ona. Zwróć nasze wspomnienie rzece. Wyrzuć swój obraz w nurt. Wyślij mnie znów do samego dna. Proszę. Uległ i pękł. Złamał się i sam poszedł na dno. Wiedział, że policyjne łodzie  wrócą za jakiś czas w to miejsce. Będą szukać kolejnego ciała. A wśród ich burt i głów płetwonurków będzie dryfował na spokojnej fali. Jego ukochany obraz.          
    • @Mel666 nooo , lubię ten klimat :)) po sezonie najbardziej ;)))
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...