Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

powiedź co widziałeś w jej oczach
modigliani podzielił się na czerń
czysty lazur - kusiła podwójnie wierna
twarz belladonny giorgione

zachowałaś tamtą wiosnę w wazonie
na szafie kapelusz jak z bajki o kocie
- na obcasach byłabyś wyższa

nie miałaś złudzeń
ciepłym mlekiem karmiłaś je
- w wiklinowym koszyczku zasypiasz

do przemyślenia
jej uśmiech

Opublikowano

powiedź co widziałeś w jej oczach
modigliani podzielił się na czerń
czysty lazur - kusiła podwójnie wierna
twarz belladonny giorgione

tak by podzieliła,a w ogóle to cała pierwsza jest kapitalna.a z tym kociakiem,widać porównanie tylko nie kumam tego
"nie miałaś złudzeń
ciepłym mlekiem karmiłaś je" --to "je" może się odnosić do czegoś innego ale brzmi tak jakby chodziło o złudzenia

a tak poza tym lepiej by było "ciepłym mlekiem je karmiłaś"
cmok

Opublikowano

co to mleka, to masz racje, zmiele to i rzuce na pozarcie:)))

twoja proponowana wersyfikacja, niestety, mi nie odpowiada, trzeci wers musialby byc zmieniony. tak to czuje:)))
dziekuje pieknie:)))

Opublikowano

a ten znowu z myślnikami... i po co?

"koszyczku" zamieniłabym na koszyku - to i tak zdrobnienie - a tamto to już niuńkanie

i zamieniłabym kolejność:

jej uśmiech
do przemyślenia

wiersz mi się podoba:)

Opublikowano

podoba sie ten mixik:))))

ale bez myslnikow?:P

pomysle i poprawie napewno:))

Ewo, tak niunkanie, moze masz racje, takie to prze-slodzikowane.
ale ta zmiana kolejnosci nie wchodzi w rachobe, nie stosuje wszelkich znakow, ale wedle poprawnosci wygladalo by to tak:

do przemyślenia:
jej uśmiech



Pozdrawiam i serdecznie dziekuje:)))

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...