Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

miłośc na całe życie
jest pełna wyżeczeń
nie stroni od bólu
nie zaznając cierpienia
nigdy nie drwi
ze śmierci
lecz jest jej obojętna

miłości nie można sobie zażyczyć
niczym ukojenia
w bezwietrzną jesienną noc

miłość istnieje
nigdy nie przemija
miłość nie goni
i nie ucieka
lecz urzeczywistnia się za sprawa
jednego tchnienia
zajrzenia w głąb siebie
i odszukania drugiej istoty
niczym odwiecznia szukanego natchnienia

miłość ma wiele imion
lecz jeden tylko głos
ją nawołuje
ten z głębi serca
wypełnionego duchem

miłość nie walczy
i nie musi
gdyż nigdy nie przegrywa

miłości nie da się ogarnąć
gdyż ona wzrasta
z każdą ulotnie zatrzymaną chwilą
i płynie bez końca
tylko w jednym kierunku

miłośc nie jest niespełniona
gdyż z pokorą wystarcza
za wszystkie gesty i słowa
sama w sobie będąc już
całym wszechświatem

miłość jest prawdą
pozwalającą zasnąć
w obęciach niekończącej się nocy życia
dającą jasność w chwili zwątpiena

gdy jest
staje się nieunikniona
jak myśl do której wracasz we śnie
by po przebudzeniu móc ją urzeczywistnić

miłość więc jest
i łączy nas w jedno
po dłubiej tułaczce
osamotnienia

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Arsis    piękno, smutek, symbol,   forma graficzna - która mi się podoba    i tak zwane lśnienie (promyk - idąc za L.M.Montgomery)  
    • @Gra-Budzi-ka Oj,

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      jakie fajne! 
    • @Poezja to życie   oby perfekcyjnie zabijał ! I bezboleśnie

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      pozdrawiam !
    • Przechodzą cicho, mając przeszklone spojrzenia. W przedpokoju. W pokoju. W noc ciemną i tkliwą. W noc majową. W pełną szumiących liści, pełną drzew, gałęzi, podziemnych korzeni.   I w tę noc podążają moje złudy, widma… Te moje odwieczne i wciąż milczące od lat pięćdziesięciu chore iluminacje.   Przepoczwarzają się. To znów nieruchomieją. Ale są. I płyną naprzeciw obłokom bez-szepnie. Albo szepczą jak wiatr na przekór milczenia. Albo się stwarzają od początku. I znowu. I wiecznie…   Dręczy mnie ta struna. Zaciska się coraz ciaśniej.   W bolesnym skowycie powolnego rozpadu.   W progu uchylonych drzwi leży zakurzone truchło jakiegoś ptaka. Szkielet obsypany piórami. I ten szkielet podobny raczej do szkieletu człowieka, lecz z białą podłużną czaszką i z otwartym w jakimś zastygłym grymasie dziobem.   I z czarnymi oczodołami niewidzącej śmierci. Tej samej, która naznaczyła spojrzenia mojej matki i ojca, kiedy ich oczy wyrastały z czarnej, błotnistej, mokrej od deszczu ziemi. Wyrastały jak kiełkujące pąki jakiejś melancholii spomiędzy kwiatów białych chryzantem.   A więc rozbił się przed wiekami ten ptak, nie-ptak.   Roztrzaskał w koszącym locie. W gazetach pisano wtedy: to było samobójstwo.   (Włodzimierz Zastawniak, 2026-05-05)      
    • @.KOBIETA.     dziękuję wszystkim

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      tak …spokój wewnętrzny bez czynników zewnętrznych ! Buziaczki
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...