Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

w pozornym świecie
serca z prawej strony
Mozarta poznaje się tylko z wyglądu
a litery przypadkowe
mają jeszcze pory roku

źrenica i tafla kawałka ściany
to nie człowiek ustala kształty
lustereczko powiedz przecie
jak bardzo fizyczna jest dusza?

niektórym wystarczy się uśmiechnąć
inni zdjąwszy wszystkie ze ścian
udają przed sobą że pójdą na spacer

Opublikowano

Witaj

Lepsza wersja od tego w dziale bez limitu,ale..
troszkę niedopracowany.
jeśli masz zamiar coś zmieniać jeszcze to moim zdaniem "przecie" nadaje się do ciachnięcia,out.
Poza tym dwuwers też niepotrzebny uważam, przypuszczenie że lustra ustalają kształty jest ukryte nieco wcześniej,a to o potykaniu jest powtórzone więc myślę że nie trzeba dwa razy,wystarczy w puencie (której swoją drogą nie mogę coś rozpracować). Ale ogólnie daje do myślenia,coś w tym jest ciekawego, najlepsze: jak bardzo fizyczna jest dusza?, za to plus i za resztę też

ps.tylko zlikwiduj proszę te gwiazdki;)

pozdrawiam/martyna

Opublikowano

dzieki za rady.po gwiazdkach mialo byc troche zartobliwie.o lustra potykają się z ich zbytniego nagromadzenia narcyzi:].Wprowadzilem korektę i mysle ze lepiej tu trzymać jedną tonację.
pozdrawiam

Opublikowano

w pozornym świecie
serca z prawej strony
Mozarta poznaje się
po wyglądzie

litery przypadkowe
mają jeszcze pory roku

źrenica i tafla kawałka ściany
to nie człowiek ustala kształty
lustereczko powiedz
jak bardzo fizyczna jest dusza?

niektórym wystarczy się uśmiechnąć
inni zdjąwszy lustra ze ścian
udają przed sobą


tak sobie pozwoliłam:) ale to Twój twór więc jak uważasz,ja zostawiam swój plus i pozdrawiam/m.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...