Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

No dobra. Może i głupio zrobiłem, bo najpierw zamieściłem, a potem się pytam. Tak czy inaczej: zamieściłem przed chwilą fragment dramatu w prozie dla początkujących. Gdyby dramat był wierszowany, umieszczałbym go raczej w odcinkach w poezji. Czy jednak jest to dobre wyjście? Administracjo: może do kompletu przydałby sie kącik dramatyczny? Zapewne nie byłby oblegany, bo pisanie dramatów nie jest raczej zbyt popularne a i czytanie nieszczególnie przyjemne (mnie np. wszelkie didaskalia okrutnie wybijają z rytmu, a bez nich niewiele da sie zrozumieć). Ale gdyby z czasem zaczęły się pojawiać w tym dziale jakieś przyjemne nowoczesne jednoaktówki - byłby wtedy z orga portal literacki pełną gębą (i już żałuję, że to powiedziałem:/). W każdym razie ciekaw jestem waszego zdania na temat pisania dramatów i ich publikowania na orgu.
Dziękuję :)

Opublikowano

Hm... wyobraź sobie Sceptiku, że ostatnio miewam podobne przemyślenia. Sama chciałabym spróbować stworzyć skromny dramat, tak dla sprawdzenia samej siebie, choć przyznam się szczerze, że mam też obawy co do moich możliwości. Za to z chęcią zapoznałabym się z twórczością dramatyczną naszych "org-peelów"
Fakt - wskazany oddzielny dział dla tej kategorii. Pozdrawiam/B.

Opublikowano

Mój zupełnie debiutancki dramat, a w zasadzie jego pierwsza część, w prosie, w dziale dla początkujących, pod tytułem M jak Mason. Zupełnie raczkuje i zupełnie nie wiem, jak się za to zabrać. Na początku miała być z tego powieść - i pewnie tak sie skończy. Ale mam nadzieję, ze wersję dramatyczna też uda mi sie skończyć - warto sie chyba sprawdzać w czymś nowym. Podejrzewam, ze jeśli pojawiłby się osobny dział, to i starzy orgowicze napisaliby parę dramatów, a może i inni debiutanci z sieci by sie znaleźli...

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •     Zaczął duchowo przygotowywać się na skok stulecia, jego głowę wypełniły podniecające scenariusze, o tyle słodsze, o ile dyskretniejsze i głębiej pochowane gdzieś w dziecięcym światku. Karol postawił mur fabryki między sobą a światem dorosłym, tylko po to, żeby móc go własnoręcznie zburzyć, z pozdzieranymi knykciami, obscenicznie przywitać starszych w ich własnym salonie. Myśli te mąciły nastoletnią głowę - jedząc obiad, kończył powtarzać swój rozpoznawczy obchód, w szkolnej ławce szukał najłatwiejszego punktu wejścia (tam fabrykę odznaczał jedynie smukły komin, sterczący na planie osiedla jak kulfon radzieckiego urbanisty) .

          Kiedy przeczołgiwał się pod ogrodzeniem, na początku przenosząc na drugą stronę samą głowę, potem powoli wciągając tors, rozgrzewał wokół siebie przymrozek poranka, ostatecznie wypychając się w całości na drugą stronę falowanej blachy. Karol rozprostował nogi, otrzepał pył ze spodni, a wraz z nim, na placu powstała nowa siła - magnetyzm tego miejsca przestał zdawać się siłą przyciągającą tutaj chłopczyka, wsiąknął w niego samego, jego wibracje czuć można było w rozchodzącym się cieple, w lekkim, elektrycznym, brzęczeniu w uszach, w malutkich wibracjach każdej tkanki, możliwych do wyczucia przy wystarczającym skupieniu (pobudzone w tym momencie krążenie zdało się Karolowi czymś o wiele magiczniejszym), co wszystko składało się na poczucie młodzieńczego zrywu wcześniej jedenastolatkowi nieznanego. Prawie że najniższy w swojej klasie, uczeń piątej klasy szkoły podstawowej zdał się tutaj nadczłowiekiem, członkiem kasty wydzielonej zarówno od dzieci jak i dorosłych, wszystkich trwających w ohydnym bezruchu i bezwiedzy, jednych, pchanych ospale przez życie zwierzęcością, drugich, swoją metafizyką. Drugą siłą, która musiała opanować każdego Ubermenscha, był strach. Jawił się pod postacią lekkiego bólu czy nudności, gdzieś pomiędzy brzuchem a plecami, oznaczał dziwne zatwardzenie w gardle, i szybszy pęd myśli, w tym momencie zdających się jakby zwolnieniem śluz na długo wypełnianym zbiorniku dojrzałości. 

          Pierwszy krok osłupił Karola, jego powaga prowadziła jedynie do strachu - nie dlatego, że był to krok przełomowy, ale dlatego, że jego ciężki, zimowy but z hałasem dotłukł już wcześniej potłuczone szkło. Zaspany gołąb sfrunął gdzieś z wysoka. Post-sowiecki panoptykon wrócił jeszcze na chwilę do włamywacza, tym razem z parą oczu w każdym sąsiednim oknie, co teraz Karol uznał za niezasługujące na krztę jego uwagi. Następny krok był już wartki, jego impet był obietnicą następnego, a następny obietnicą dalszych i dalszych. Elewacja rosła i rosła, aż stanęła na wyciągnięcie ręki. Mały dziewięciolatek w biało-złotej albie instynktownie zadarł w tym momencie głowę do góry, a kościelna wieża, rozsypała się pod jego błyszczącymi bucikami na suchy, ceglany pył. W pobliżu rozległo się bicie dzwonów. Ósma rano. Jakby to był jego sygnał, Karol postawił pierwszą nogę w miejscu wyłamanego okna, i sam nie wiedząc kiedy, znalazł siebie w pustej, industrialnej hali.

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...