Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

DEWIACJE SEKSUALNE [łac.], wszelkie formy stałego zaspakajania popędu seksualnego w sposób odbiegający od typowego w danej kulturze (PWN)

Homoseksualizm jest dewiacją, ale co z tego? jak to sie ma do rozmowy? kogo obchodzi, że ja gwałcę odkurzacz? i dlaczego miałbyś walczyć o moje leczenie z tego, skory i mi i mojemu odkurzaczowi jest z tym jak najlepiej?

DEWIACJA NIE ROWNA SIE CHOROBIE

  • Odpowiedzi 139
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


bardzo dużo z tego.
po pierwsze wypadałoby sie zastanowić czy należy interweniowac czy nie (tak samo jak z przytoczonymi samobójcami - to kwestia odpwoeidzialności społeczeństwa ze jednostkę: tym bardziej że nie wiadomo jaką winę za jej problemy ponosi własnie to społeczenstwo) - ale to problemy etyczne - zostawiamy na inną dyskusję :)

po drugie - i o to właśnie sie rozchodzi: żeby jeżeli coś jest deiwacją, można było nazywać to po imieniu - jeżeli jakieś zachowanie jest dewiacyjne (a więc odbiegające od przyjętych norm i estetyki) to o ile nie mogę oceniać innych cech tych ludzi przez pryzmat tejże dewiacji, o tyle chyba zgodzisz sie że mogę nie chcieć na to DEWIACYJNE zachowanie patrzeć... nie zabraniam im robić tego w domu, nie każę ich leczyć... ale skoro to dewiacja to chyba powinni mieć na tyle taktu żeby nie obnosić sie z nią publicznie i domagać się społecznej dla nich miłosci
Opublikowano

a apropo interii - oczywiscie racja - ale jakoś nie chciało mi sie przepisywać ksiązek - tak jest prosciej :)
a swoja drogą dzisiaj wątek o "aseksualnych" (też niezłe klimaty: "aseksualny biseksualista" :D ) - i znowu ciekawa sprawa: naukowcy przyznają że to moze być wynik, strachu, stresu i ogólnie czynników psychologicznych (że człowiek ma awersje do seksu) ale znowu przy kwestii homoseksualistów zupłenie o tym zapominają

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


bardzo dużo z tego.
po pierwsze wypadałoby sie zastanowić czy należy interweniowac czy nie (tak samo jak z przytoczonymi samobójcami - to kwestia odpwoeidzialności społeczeństwa ze jednostkę: tym bardziej że nie wiadomo jaką winę za jej problemy ponosi własnie to społeczenstwo) - ale to problemy etyczne - zostawiamy na inną dyskusję :)

po drugie - i o to właśnie sie rozchodzi: żeby jeżeli coś jest deiwacją, można było nazywać to po imieniu - jeżeli jakieś zachowanie jest dewiacyjne (a więc odbiegające od przyjętych norm i estetyki) to o ile nie mogę oceniać innych cech tych ludzi przez pryzmat tejże dewiacji, o tyle chyba zgodzisz sie że mogę nie chcieć na to DEWIACYJNE zachowanie patrzeć... nie zabraniam im robić tego w domu, nie każę ich leczyć... ale skoro to dewiacja to chyba powinni mieć na tyle taktu żeby nie obnosić sie z nią publicznie i domagać się społecznej dla nich miłosci


No i jestes w błędzie szanowny kolego. Nikt nie każe Ci oglądać tej dewiacji (czyli jak definicja mówi zaspokajania seksualnego). Oni to robią u siebie w domu.
Opublikowano

ja już dalej gadać nie musze - mnie chodziło - o przyzannie że to dewiacja - teraz możemy gadać o szkodliwości (bądź nie) tego zjawiska - ale wreszcie osiągnęliśmy obiektywny poziom wyjściowy - teraz możemy dojść nawet do wniosku, że pary homo mogą adoptować dzieci - ale będzie to wniosek prawomocny i uczciwy - w przeciwenstwie do stwierdzenia drogą głosowanie że to nie dewiacja... o to mi chodziło, dalej gadać nie muszę,
w sytuacji idealnej - czyli takiej w któej wszyscy zgodziliby sie że to jednak pewne odstepstwo od normy (czyli kanonów kulturowych i przede wszytskim estetycznych) - problem przestałby istnieć - homoseksualistom nikt by nie zaglądał do sypialni, a oni - chcąc uzyskać jakieś przywileje - musieliby sie zastosować do obowiązujących norm - czyli udowodnić że im sie należą (a nie żadać ich) w toku dyskusji i argumentacji a nie krzyków i zastraszania...
popatrz o ile prościej:
uznajemy że to dewiacja a więc obowiązkiem (w celu zachowania pozytywnych stosunków miedzyludzkich) homoseksualisty zanim zacznie sie "ujawniać" jest upewnienie sie ze dane towarzystwo nie bedzie czuło sie niezręcznie (to kanon dobrego wychowania - nie wyskakuje sie z pogladami politycznymi czy z informacja ze sie jest ateistą zanim sie nie upewni że dane towarzystwo nie ma odmiennych - czyż nie tego ucza wszelkie "poradniki" ? ) - teraz prblem nie miałby znaczenia ideologicznego a sprowadzalby sie do zwykłego koformizmu stale nam towarzyszącego...
2. rozmowa o podłożach homseksualizmu to już nie atak na wolność i człwoieczenstwo, a zwykła diagnoza - taka sama jak przy grypie czy nawet depresji - oddzielamy to jedno zjawisko od całej reszty człowieka przez co on też korzysta: bo nie musi sie utożsamiać z homoseksualistą a staje sie zaledwie czlowiekiem o skłonnosciach homoseksualnych
i tak dalej
wszystko staje sie prostsze, dzieki temu małemu kroczkowi :)

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




Bzdura. Jestem ateistą i moge mowic o tym nawet w kosciele. To wina srodowiska, ze sie zle czuje w towarzystwie innosci, a nie jednostki odmiennej/nieszkodliwej. To obowiazkiem srodowiska, wlasnie wynikajacym z dobrych manier, jest akceptacja czyjejs innosci. Prosze zajrzec do madrych ksiag od dobrym wychowaniu jeszcze raz.
Opublikowano

a właśnie że nie - bo to jest właśnie przykład tego jak dogmaty ułożone żeby upraszczać życie - skostniałe - stają się szkodliwe - przecież to bardziej niż oczywiste, że idąc na uroczystość rodzinną (dajmy na to chrzciny) nie informujesz wszystkich że nie wejdziesz do kościoła bo jesteś ateistą (a dziecku nic po chrzicnach bo i tak umrze za niedługo, a najprawdopodobniej sytuacja w polsce sprawi że zostanie ćpunem), bedąc juz w kościele, nie stoisz gdy wszyscy klęczą, "bo nie klękasz przed cielcem" a na imprezie nie tłumaczysz wszystkim dookoła, że sformułowanie "niech wam bóg szczęsci" jest niepoprawne bo nie za bardzo istnieja dowody na jego istenienie... a jeśli tak robisz to jesteś patologicznym nonkoformistą - i Tobie też przydałaby sie pomoc ;) (bo takie zachowanie to nie efekt własnej "twardości" a tylko przejaw kompleksów i nieprzytosowania - idąc za mądrościami z interii :) )

żyjesz w stadzie i prowokowanie sytuacji w której i ty i otoczenie czuje sie nieprzyjemnie to objaw masochistyczny (paradoksalnie to właśnie jest jeden z dowodów że homoseksualizm moze mieć podłoże zaburzeń psychicznych - dążność do samodestrukcji: wybierają orientację społecznie nieakceptowaną, w dodatku zapewniającą im bezpotomną śmierć (eliminacje wadliwych genów - tak samo jak samobójcy) - dalszym tego objawem jest właśnie to nielogiczne manifestowanie się - skupiające na sobie nienawiść, litość i odrzucenie (jako właśnie zachowanie aspołeczne)

Opublikowano

jak już mówiłem bunt nie poparty żadną ideologią mi nie imponuje, też jestem ateistą i też bardzo lubie przekonywać do moich racji innych, ale zachowanie ostentacyjne tylko po to żeby "im pokazać" jest moim zdaniem infantylne - jak już mówiłem to efekt potrzeby zwrócenia na siebie uwagi (syndrom niedopieszczenia) a nie wynik twardości własnych poglądów (zwłaszcza że gdyby to byłefekt poglądów to doszedłbyśdo wniosku że stanie/klęczenie nie ma żadnego znaczenia - to poza - taka sama jak "bronienie uciskanych mniejszości"...

Opublikowano

dobra stary, gdaj co chcesz, nie bede klekal przed klecha i nie jest to objawem chamstwa. nikogo nie obrazam w ten sposób. chyba katolikom miesci sie w glowie, ze nie wszyscy sa wierzacy. powtarzam: nawet ksieża nie maja nic przeciwko. zaden bunt.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



ale brednie. kleczenie jest oznaka wiary, a ja nie po to ide kosciola, aby oklamywac ludzi wokół. wlasnie z resztek szacunku (miedzy innymi) nie uklekne. Sam chyba żyjesz w swiecie poz i przenosisz swoje lęki na obcych ludzi? co ty studiujesz? psychologie? nie wmawiaj mi nie moich motywów. mówienie, dlaczego coś robie jest cholernie aroganckie, szczególnie, że nietrafione w tym wypadku.

p.s. jestem bardzo dopieszczony. zapy-taj mojej dziewczyny:)
Opublikowano

nie takie moje intencje (tak było po prostu prościej - liczyłem na to że jednak nie mam racji i Cie to nie urazi ;) )
roztrząsanie takiego jednego przypadku jest tu bez sensu... liczy się idea: jaki jest sens "wyobcowywania" się? jeżeli nie czujesz sie częscią danej grupy to po co dobrowolnie z nią przebywasz (to pytanie ogólne - taką formę osobowa jest mi po prostu prosciej zastosowac ;) ) ? np. po co chodzic do kościoła, skoro sie jest ateistą? natomiast jeśli idziesz, bo "wypada" (np. ślub kumpla - to tak samo wypada zastosowac sie do reguł - gdyby dla niego nie było to istotnie to by nie robił w kosciele)
jeśli natomiast jesteś zmuszony do przebywania w danej grupie: to siłą zdrowego rozsądku nie psujesz w niej atmosfery swoimi "poglądami"? bo po co sobie gnoić (złota zasada: nie sraj gdzie jesz :) )
oczywiscie jest od tego milion wyjątków (np. chcesz zaimponić lasce swoim nonkorormistycznym charakterem :) ) ale generalnie - obowiazuje jednak ta zdroworozsadkowa zasada - a jeśli ktoś jej nie uznaje: to albo brakuje mu właśnie logicznego myślenia albo ma inne problemy (osobiste)

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Aaaaaa... no i znowu Twój pogląd na tą sprawę jest jedyny, a jak ktoś sądzi inaczej to ma jakieś problemy emocjonalne, mamusia mu cycusia nie dała etc., itd. Smutne. Kumpel mnie zaprasza, bo liczy się dla niego moja obecność i tylko to, a to czy ja uklękne czy nie, nie przeszkadza innym klęknąć i nie psuje imprezki, bo ludzi bardziej interesuje w tym momencie para młoda, niż moja osoba...
Mnie to wydaje się oczywiste, ale co ja wiem, to pewnie też przejaw niedopieszczenia czy czegoś.

Skąd ty bierzesz te zasady? jest jakaś księga zasad, które się objawiły Klaudiuszowi? Nie wiem czy zauważyłeś, ale ona wynikają z TWOJEGO logicznego rozumowania, zetem niekoniecznie są "generalnie" i "ogólnie" przyjęte.
Opublikowano

ale moje logiczne rozumowanie jest oparte na ligicznych zasadach - wskaż błąd w rozumowaniu albo we wnioskach, a nie atakuj posłańca :)
(nie)klękanie to jest własnie taka poza - powiedz mi dlaczego nie klękasz? to nie ma żadnej logicznej przyczyny, żadnego praktycznego sensu, a klękniecie nie wyrzadza ikomu szkody - to co najwyżej manifestacja własnych poglądów: zupełnie bezsensowna w takiej własnie chwili...

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



aha, czyli gdyby to byli nazisci i oddawali czesc Hitlerowi , to ja tez powinienem to robic, jesli juz tam sie znalazlem?

skoro nieklekajac tez nie robie nikomu krzywdy, to wybieram te opcje, ktora jest dla mnie najwygodniejsza. to jest moje oczywiste rozumowanie i takie motywy mna moga kierowac. nie mieszalbym w to tanich domyslow psychologicznych. tutaj wlasnie jest twoj blad, ze uwazasz, ze ja komus robie niedobrze, a niedobrze bede robil najwyzej jakims hipokrytom, ktorzy miast oddac sie modlom gapia sie, kto uklekl, a kto nie. a tych to raczej mam gleboko.
Opublikowano

poza tym jaki jest negatywny aspekt praktyczny tego, ze nie uklekne? bo mowisz ze nie ma pozytywnego - zgadzam sie, ale jaki jest negatywny? bo jak ja na to patrze, to pragmatyzm tej sytuacji jest zerowy, a skoro tak, to powinno decydowac sie wzgledami swojego samopoczucia:)

jak tego nie lapiesz, to ja juz nie chce kontynuowac rozmowy.

Opublikowano

unosisz się - a to znaczy że coś Cie gryzie :)

znowu o hitlerze? heh, no jeśli Ty uważasz ze "oddawanie czci" cokolwiek zmienia... jeśliś taki twardy ateista, i jesli ludzi wierzacych uważasz za hipokrytów to po co w ogóle wchodzisz do koscioła? a jesli juz wchodzisz, to musisz uszanowac że dla kogos kto bierze ślub jest to wazne (wyraźniejszy przykład: pogrzeb: ksiadza nawiaj ciągle, że zmarły bedzie żyłwieznie, że rodzina znajdzie pocieszenie w bogu itp... a Ty mu wchodzisz w słowo (bo skoro już tam jesteś to przecież nie mozesz pozwolic żeby wygadywal publicznie takie głupoty (chyba że twoim zdanie walka z nazizmem powinna sprowadzac sie do nie podnoszenia reki gdy hitler przechoidził) i tłumaczysz zgrodzmadzonym, że trup nie posiada duszy i że mial pecha że zdechł, natomiast rodzice nie powinni płakać bo moga sobie zrobic jeszcze trojke takich samych...
w pewnych sytuacjach zachowywanie sie w zgodzie z włąsnymi pogladami to nie nonkonfromizm a śwaidome negowanie przyjętej normy... jeśli nie klęczysz w kosciele to automatycznie dajesz do zrozumienia wszystkim klęczącym ze są idiotami a ty uważasz sie za lepszego od nich... jaki to ma sens - poza oczywisce dowartosciowaniu siebie? (oczywiscie to kwestia wolnosci pogladów - tylko po ch... włazisz do koscioła jeśli napawa Cie takim przerażeniem (że jak uklękniesz zeby nie robic wiochy, to bedziesz gorszy... tu pojawia sie jeszcze problem z twoim ateizmem - jesli boga nie ma, to klękasz nie przed nim, a tylko po to że taka jest norma spoleczna - zwyczaj któremu hołduja zgromadzeni (a jak wiadomo grzecznosc wymaga stosowania sie do takich zwyczajów bedc gosciem :) ) jeśli masz przed tym opór yzn. ze albo nie do konca nie wierzysz, albo sprawai ci przyjemnosci bycie w opozycji (a więc jesteś aspołeczny - to też zaburzenie (żeby nie było - sam mam - to nie przytyk :) )

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


klaudiusz, wchodzenie ksiedzu w slowo na pogrzebie mozna raczej porownac z wchodzeniem w slowo na mszy. to przeszkadza i szkodzi. przyklad nietrafiony. znow gadasz o motywach (dowartosciowanie siebie) a to straszna bzdura i nie chce mi sie wiecej dyskutowac czemu.
Opublikowano

i dobrze - ale to ty zmieniłeś temat - było o normalności, to tobie nie pasowało... na tym polega ta róznica - nie mozesz narzucac innym swoich przekonan ale musisz zdawac sobie sprawe ze inni moga ich niekaceptowac czy nawet czuc sie wobec nich nieprzyjemnie - to nie jest temat pod dyskusje - mozesz to nawet uznac za moje objawienie ale tak jest - a jesli uważasz inaczej to jestes w błędzie - zrozumienie motywow pomoze Ci naprawic ten bład - ale racja - ja nie karitas - sam musisz sobie poradzic :)
w każdym razie pomijajac ocene tego zjawiska (nie czuje sie kompetentny) moge Ci powiedziec ze wyglada na to że masz z tym poważny problem (z interakcjami społecznymi (ale to oczywiscie nie moj problem :) ale mysle ze chociaz tyle moznaby konstruktywnego z tej dyskusji wyciagnąć :) zasygnalizowac problem :) oczywisce że masz to w dupie - ale to sianie ziarna niepewnosci - inteligentnemu wystaczy, głupiemu lepiej zyje sie w błogiej nieświadomosci (wpadnij do Z: biega tam pewien buntownik: on też uważa że przeklenstwa i rapowanie to jego bunt -że jest oryginalny i że zna podstawy swojego buntu - i ze to pewnie bunt ideologizny a nie zwykłe tupanie nózką

pozdr

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Jeszcze cię może polubią. Zgadzam się z przesłaniem, w ramach którego do Biedronki jeżdżę na najstarszym rowerze, w bardzo starych kaloszach, tak, że okoliczni menele uważają mnie za stuprocentowo swojego. . 
    • @Berenika97 Fajne, partnerskie takie :)
    • @Migrena fajne te przemyślenia, czytam i odkrywam że życie nie może zniknąć
    • @Maciej Szwengielski Panie Macieju, to nie tak: 1. Pisze mi Pan, że KK mordował milionami po to, by przeżyć i zachować podstawowe nauki Mesjasza. A przecież podstawową ideą Jezusa było niezabijanie. No to jak to tak? ;) Przecież sam Pan sobie przeczy. A poza tym, to nie prawda. Ekspansja KK nie wynikała ani z obrony czegokolwiek, ani z woli przeżycia.  2. Nie ludy "barbarzyńskie" i "pogańskie", bo to są określenia pejoratywne i wręcz niestosowne, tylko ludy żyjące przed chrześcijaństwem, które chrześcijanie wymordowali. Razem z ich świątyniami, kulturą, wierzeniami, tradycjami, pomnikami etc.  To taka formalna uwaga. 3. Nic tu nie mają do rzeczy Kaligula łącznie ze Stalinem, Hitlerem i współczesnym poetą. Pan mnie  nie zagada, nie zarzuci historycznymi nazwiskami, bo nie rozmawiamy  relatywistycznie, tylko bezwzględnie. Jeśli na ścianie wisi czarny obraz, to bez względu na to, jaki kolor ma ściana, ten obraz jest czarny.  4. KK jest organizacją stricte polityczną. Czy tego chce, czy nie chce. Taki ma profil swojej działalności. Oczywiście jest jednocześnie organizacją religijną. Kiedyś na ten temat przegadałem pewnie dobrą godzinę ze śp. red. Turowiczem. I mimo, że hasaliśmy po wielu aspektach dot. KK, we wszystkim zgadzaliśmy się do do joty.  5. Dziś w obronie swojej ciemnej zaszłości KK stosuje retorykę, która sprawdzała się w średniowieczu, a nawet później. Niestety, podobne metody jedynie ten Kościół ośmieszają. 
    • Cierpienie   Dlaczego cierpienie wpisane jest w człowieczą egzystencję? Niektórzy, dawni miłośnicy mądrości mówili, że brak cierpienia (bólu) jest już pełnią szczęścia. Współcześni poeci śpiewają: „Po to by radość móc docenić; po to cierpienie; po to by dostrzec piękno Ziemi; po to cierpienie; po to by siebie w sobie zmienić; po to cierpienie; po to by w jasność wstąpić z cienia; po to cierpienie; po to by pojąć i docenić; po to cierpienie; po to by krzyż mógł świat odmienić; po to cierpienie”.   Pewien myśliciel powiedział: „Zło składa się na różnorodność, a więc i bogactwo świata; ponadto pozwala nam docenić wartość dobra; cierpienie jest niezbędne, żeby zaznać pełnego smaku radości.”. Inny filozof mówił: „Opatrzność Boża ma całościowy obraz naszego dobra i właśnie w imię naszego dobra całościowego dopuszcza na nas cierpienie”. Jeszcze inny filozof rzekł: „Źródłem większości cierpień jest nasze oddalenie się od natury.”. Był też i taki myśliciel, który postawił tezę: „Nawet głęboki ból (…) owiany jest specyficzną słodyczą.”. Dzięki cierpieniu można się czegoś nauczyć. Kto raz się sparzy ten na zimne dmucha. Kto doznał cierpienia w relacjach interpersonalnych, w uczuciach, ten będzie wiedział czego w przyszłości unikać.   Wielki poeta niemiecki pisał w swoim opowiadaniu o cierpieniach młodego człowieka (patrz. „Cierpienia młodego Wertera”) spowodowanych konwenansami i układami towarzyskimi. Nie mógł zrealizować w całej pełni swoich szlachetnych uczuć względem wybranki swego serca, ponieważ był niskiego stanu urodzenia, w przeciwieństwie do obiektu swoich uczuć. Czy i w dzisiejszych czasach takie cierpienie nie ma racji bytu? „Nie wyjdziesz za mąż za tego człowieka, ponieważ on jest pozbawiony jakiegokolwiek majątku...” - mawiają zatroskani rodzice panny na wydaniu. „Ale ja go kocham!” - protestuje córka. „A z czego będziecie żyli?” - pada riposta - „Gdzie będziecie mieszkać?”.   Cierpienie „niewinnych” dzieci często bywa argumentem w dialogu tzw. „ateizmu cierpiącego” z chrześcijanami. Skoro Bóg jest dobry, to dlaczego dopuszcza cierpienie „Bogu ducha winnych” dzieciaków? Argumentacja, że to odziedziczona konsekwencja „grzechu pierworodnego” (a więc szatana) jakoś nie trafia do przekonania. Ale cierpienie nienarodzonych dzieci podczas „zabiegu aborcji”, jak go eufemistycznie nazywają współcześni bojownicy złej sprawy, nie stanowi żadnego problemu.   Inną formą cierpienia było cierpienie ludzi w obozach koncentracyjnych, w czasie drugiej wojny światowej. „Po Auschwitz nie ma już Boga!” - krzyczą oponenci. A tymczasem Bóg cierpiał wraz z więźniami tych obozów zagłady. Ten Bóg miał niejedno imię i nazwisko! Na przykład ojciec Maksymilian Maria Kolbe. Zginął w bunkrze skazany na śmierć głodową. Ponieważ przeżył, dobito go zastrzykiem trucizny. Oddał życie za Franciszka Gajowniczka, głowy wielodzietnej rodziny. Dobrowolnie zgłosił się za niego na apelu obozowym.   W najważniejszej księdze ludzkości zwanej Biblią, jedną z sztandarowych postaci cierpiętniczych jest Hiob. To człowiek „prawy”, pobożny i taki, któremu dobrze się w życiu wiedzie. Miał żonę, dzieci, przyjaciół, liczne stada bydła. Jak mówi natchniony pisarz, Szatan nie mógł znieść Hioba i postanowił go zniszczyć. Zasugerował Bogu, że na pewno nie będzie czcił Stwórcy, jeśli ten pozbawi go rodziny, majątku, a wtedy ten będzie złorzeczył Omnipotentowi. Nie wiadomo dlaczego Bóg dopuścił cierpienie względem Hioba. Zginęła jego rodzina (dzieci), zginęło stado bydła. Hiob jednak przyjął cierpienie z pokorą i nie złorzeczył Absolutowi tak, jak spodziewał się tego Szatan. Wtedy diabeł zwrócił się do Boga i zaproponował dopuszczenie dalszego doświadczenia względem Hioba. Tym razem ciężką chorobą. Tą chorobą był trąd. I tak się stało, Hiob został dotknięty trądem. Żona Hioba była bliska obłędu: „Składałeś ofiary swemu Bogu, wielbiłeś go, a ten dobry Bóg doprowadził ciebie do takiego stanu”. Nawet wtedy biblijny bohater nie złorzeczył Bogu. Przeklinał jedynie dzień swoich narodzin. Jego cierpienie stało się cierpieniem ponad ludzką miarę, a wtedy człowiek ma prawo do takiego przekleństwa. Gdy jego przyjaciele dowiedzieli się o tym co spotkało Hioba, przybyli do miejsca jego odosobnienia i … zapłakali z bezsilności.   Najbardziej gorzką kartą literatury sakralnej przedstawiającą cierpienie, moim zdaniem, jest mord sądowy, jakiego dopuścili się ludzie na Jezusie z Nazaretu, zwanego Mesjaszem. Całe swoje dojrzałe życie głosił ludziom doskonałe nauki etyczne poprzez przypowieści, proste (ale niełatwe) analogie. Głosił miłość, pokój, braterstwo, szczęście możliwe do osiągnięcia jeszcze na tym świecie. Wskazywał na drogę, jaką musi przejść każdy mieszkaniec tej ziemi aby dojść do „niebieskiej ojczyzny”. Dokonywał cudów (rozmnażał chleby, wskrzeszał umarłych, uzdrawiał chromych). Okrzyknięto go nawet królem! I nagle nastąpiła zmiana nastrojów społecznych. Tego spokojnego i niewinnego człowieka pojmano, jak pospolitego przestępcę. Nauczyciela, mistrza, króla... . Jak bardzo musiał cierpieć z powodu utraty dobrego imienia? Został fałszywie oskarżony o niesubordynacje względem rzymskiego cesarza i bluźnierstwo. Uznano go za wichrzyciela społecznego, naruszającego ład społeczny. Zmanipulowane nastroje społeczne doprowadzono do zenitu. Toteż kara za rzekome zbrodnie Chrystusa była niewspółmierna do rzeczywistych czynów. Rzymski namiestnik, prokurator, Poncjusz Piłat nakazał wychłostać „samozwańczego” króla i chciał go puścić wolno, jako nieszkodliwego szaleńca. Chłostano jego wedle rzymskiej tradycji katowskiej specjalnymi biczami zwanymi „flagellum”. Wyrok wykonano tak skrupulatnie, że skazany ledwie uszedł z życiem. I było tak, że cierpienie niewinnego Boga-Człowieka sprawiało tłumowi ogromną przyjemność. Kiedy Poncjusz Piłat, zgodnie z niepisanym prawem, chciał uwolnić jednego ze skazańców, ludzie wybrali Barabasza, znanego wszem i wobec złoczyńcę, dobrego Człowieka posłali na okrutną śmierć krzyżową. Piłat umył ręce z krwi tego niewinnego, jak sam go określił. Rozochocony tłum zawył: „Krew jego na nas i na syny nasze!”. Ubrano skazanego na śmierć krzyżową w odpowiednią do tej tortury szatę. Włożono poprzeczną belkę krzyża na jego ramiona i rozpoczęto kaźń drogą wiodącą przez miasto, aż na wzgórze położone opodal zwane Golgotą. Pośród szyderstw i złorzeczenia szedł ten, który sam był Miłością, który tak ukochał ludzi, iż z rozkoszą podjął się nieść „krzyż”, dając tym samym miłości naukę. Upadał pod ciężarem „krzyża” aż trzykrotnie, zanim dotarł na miejsce męczeńskiej śmierci. Tam przybito jego do krzyża, a krzyż postawiono do pionu, aby konał w męczarniach. Szyderstwom i kpinom nie było końca, gdy umierał: „Jeśli jesteś Synem Bożym zejdź z krzyża, a uwierzymy w ciebie!”. Gdy wreszcie skonał, żołnierz rzymski przebił jego bok, z którego natychmiast wypłynęła krew i woda, wymowny znak śmierci „skazańca”.    
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...