Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

DEWIACJE SEKSUALNE [łac.], wszelkie formy stałego zaspakajania popędu seksualnego w sposób odbiegający od typowego w danej kulturze (PWN)

Homoseksualizm jest dewiacją, ale co z tego? jak to sie ma do rozmowy? kogo obchodzi, że ja gwałcę odkurzacz? i dlaczego miałbyś walczyć o moje leczenie z tego, skory i mi i mojemu odkurzaczowi jest z tym jak najlepiej?

DEWIACJA NIE ROWNA SIE CHOROBIE

  • Odpowiedzi 139
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


bardzo dużo z tego.
po pierwsze wypadałoby sie zastanowić czy należy interweniowac czy nie (tak samo jak z przytoczonymi samobójcami - to kwestia odpwoeidzialności społeczeństwa ze jednostkę: tym bardziej że nie wiadomo jaką winę za jej problemy ponosi własnie to społeczenstwo) - ale to problemy etyczne - zostawiamy na inną dyskusję :)

po drugie - i o to właśnie sie rozchodzi: żeby jeżeli coś jest deiwacją, można było nazywać to po imieniu - jeżeli jakieś zachowanie jest dewiacyjne (a więc odbiegające od przyjętych norm i estetyki) to o ile nie mogę oceniać innych cech tych ludzi przez pryzmat tejże dewiacji, o tyle chyba zgodzisz sie że mogę nie chcieć na to DEWIACYJNE zachowanie patrzeć... nie zabraniam im robić tego w domu, nie każę ich leczyć... ale skoro to dewiacja to chyba powinni mieć na tyle taktu żeby nie obnosić sie z nią publicznie i domagać się społecznej dla nich miłosci
Opublikowano

a apropo interii - oczywiscie racja - ale jakoś nie chciało mi sie przepisywać ksiązek - tak jest prosciej :)
a swoja drogą dzisiaj wątek o "aseksualnych" (też niezłe klimaty: "aseksualny biseksualista" :D ) - i znowu ciekawa sprawa: naukowcy przyznają że to moze być wynik, strachu, stresu i ogólnie czynników psychologicznych (że człowiek ma awersje do seksu) ale znowu przy kwestii homoseksualistów zupłenie o tym zapominają

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


bardzo dużo z tego.
po pierwsze wypadałoby sie zastanowić czy należy interweniowac czy nie (tak samo jak z przytoczonymi samobójcami - to kwestia odpwoeidzialności społeczeństwa ze jednostkę: tym bardziej że nie wiadomo jaką winę za jej problemy ponosi własnie to społeczenstwo) - ale to problemy etyczne - zostawiamy na inną dyskusję :)

po drugie - i o to właśnie sie rozchodzi: żeby jeżeli coś jest deiwacją, można było nazywać to po imieniu - jeżeli jakieś zachowanie jest dewiacyjne (a więc odbiegające od przyjętych norm i estetyki) to o ile nie mogę oceniać innych cech tych ludzi przez pryzmat tejże dewiacji, o tyle chyba zgodzisz sie że mogę nie chcieć na to DEWIACYJNE zachowanie patrzeć... nie zabraniam im robić tego w domu, nie każę ich leczyć... ale skoro to dewiacja to chyba powinni mieć na tyle taktu żeby nie obnosić sie z nią publicznie i domagać się społecznej dla nich miłosci


No i jestes w błędzie szanowny kolego. Nikt nie każe Ci oglądać tej dewiacji (czyli jak definicja mówi zaspokajania seksualnego). Oni to robią u siebie w domu.
Opublikowano

ja już dalej gadać nie musze - mnie chodziło - o przyzannie że to dewiacja - teraz możemy gadać o szkodliwości (bądź nie) tego zjawiska - ale wreszcie osiągnęliśmy obiektywny poziom wyjściowy - teraz możemy dojść nawet do wniosku, że pary homo mogą adoptować dzieci - ale będzie to wniosek prawomocny i uczciwy - w przeciwenstwie do stwierdzenia drogą głosowanie że to nie dewiacja... o to mi chodziło, dalej gadać nie muszę,
w sytuacji idealnej - czyli takiej w któej wszyscy zgodziliby sie że to jednak pewne odstepstwo od normy (czyli kanonów kulturowych i przede wszytskim estetycznych) - problem przestałby istnieć - homoseksualistom nikt by nie zaglądał do sypialni, a oni - chcąc uzyskać jakieś przywileje - musieliby sie zastosować do obowiązujących norm - czyli udowodnić że im sie należą (a nie żadać ich) w toku dyskusji i argumentacji a nie krzyków i zastraszania...
popatrz o ile prościej:
uznajemy że to dewiacja a więc obowiązkiem (w celu zachowania pozytywnych stosunków miedzyludzkich) homoseksualisty zanim zacznie sie "ujawniać" jest upewnienie sie ze dane towarzystwo nie bedzie czuło sie niezręcznie (to kanon dobrego wychowania - nie wyskakuje sie z pogladami politycznymi czy z informacja ze sie jest ateistą zanim sie nie upewni że dane towarzystwo nie ma odmiennych - czyż nie tego ucza wszelkie "poradniki" ? ) - teraz prblem nie miałby znaczenia ideologicznego a sprowadzalby sie do zwykłego koformizmu stale nam towarzyszącego...
2. rozmowa o podłożach homseksualizmu to już nie atak na wolność i człwoieczenstwo, a zwykła diagnoza - taka sama jak przy grypie czy nawet depresji - oddzielamy to jedno zjawisko od całej reszty człowieka przez co on też korzysta: bo nie musi sie utożsamiać z homoseksualistą a staje sie zaledwie czlowiekiem o skłonnosciach homoseksualnych
i tak dalej
wszystko staje sie prostsze, dzieki temu małemu kroczkowi :)

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




Bzdura. Jestem ateistą i moge mowic o tym nawet w kosciele. To wina srodowiska, ze sie zle czuje w towarzystwie innosci, a nie jednostki odmiennej/nieszkodliwej. To obowiazkiem srodowiska, wlasnie wynikajacym z dobrych manier, jest akceptacja czyjejs innosci. Prosze zajrzec do madrych ksiag od dobrym wychowaniu jeszcze raz.
Opublikowano

a właśnie że nie - bo to jest właśnie przykład tego jak dogmaty ułożone żeby upraszczać życie - skostniałe - stają się szkodliwe - przecież to bardziej niż oczywiste, że idąc na uroczystość rodzinną (dajmy na to chrzciny) nie informujesz wszystkich że nie wejdziesz do kościoła bo jesteś ateistą (a dziecku nic po chrzicnach bo i tak umrze za niedługo, a najprawdopodobniej sytuacja w polsce sprawi że zostanie ćpunem), bedąc juz w kościele, nie stoisz gdy wszyscy klęczą, "bo nie klękasz przed cielcem" a na imprezie nie tłumaczysz wszystkim dookoła, że sformułowanie "niech wam bóg szczęsci" jest niepoprawne bo nie za bardzo istnieja dowody na jego istenienie... a jeśli tak robisz to jesteś patologicznym nonkoformistą - i Tobie też przydałaby sie pomoc ;) (bo takie zachowanie to nie efekt własnej "twardości" a tylko przejaw kompleksów i nieprzytosowania - idąc za mądrościami z interii :) )

żyjesz w stadzie i prowokowanie sytuacji w której i ty i otoczenie czuje sie nieprzyjemnie to objaw masochistyczny (paradoksalnie to właśnie jest jeden z dowodów że homoseksualizm moze mieć podłoże zaburzeń psychicznych - dążność do samodestrukcji: wybierają orientację społecznie nieakceptowaną, w dodatku zapewniającą im bezpotomną śmierć (eliminacje wadliwych genów - tak samo jak samobójcy) - dalszym tego objawem jest właśnie to nielogiczne manifestowanie się - skupiające na sobie nienawiść, litość i odrzucenie (jako właśnie zachowanie aspołeczne)

Opublikowano

jak już mówiłem bunt nie poparty żadną ideologią mi nie imponuje, też jestem ateistą i też bardzo lubie przekonywać do moich racji innych, ale zachowanie ostentacyjne tylko po to żeby "im pokazać" jest moim zdaniem infantylne - jak już mówiłem to efekt potrzeby zwrócenia na siebie uwagi (syndrom niedopieszczenia) a nie wynik twardości własnych poglądów (zwłaszcza że gdyby to byłefekt poglądów to doszedłbyśdo wniosku że stanie/klęczenie nie ma żadnego znaczenia - to poza - taka sama jak "bronienie uciskanych mniejszości"...

Opublikowano

dobra stary, gdaj co chcesz, nie bede klekal przed klecha i nie jest to objawem chamstwa. nikogo nie obrazam w ten sposób. chyba katolikom miesci sie w glowie, ze nie wszyscy sa wierzacy. powtarzam: nawet ksieża nie maja nic przeciwko. zaden bunt.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



ale brednie. kleczenie jest oznaka wiary, a ja nie po to ide kosciola, aby oklamywac ludzi wokół. wlasnie z resztek szacunku (miedzy innymi) nie uklekne. Sam chyba żyjesz w swiecie poz i przenosisz swoje lęki na obcych ludzi? co ty studiujesz? psychologie? nie wmawiaj mi nie moich motywów. mówienie, dlaczego coś robie jest cholernie aroganckie, szczególnie, że nietrafione w tym wypadku.

p.s. jestem bardzo dopieszczony. zapy-taj mojej dziewczyny:)
Opublikowano

nie takie moje intencje (tak było po prostu prościej - liczyłem na to że jednak nie mam racji i Cie to nie urazi ;) )
roztrząsanie takiego jednego przypadku jest tu bez sensu... liczy się idea: jaki jest sens "wyobcowywania" się? jeżeli nie czujesz sie częscią danej grupy to po co dobrowolnie z nią przebywasz (to pytanie ogólne - taką formę osobowa jest mi po prostu prosciej zastosowac ;) ) ? np. po co chodzic do kościoła, skoro sie jest ateistą? natomiast jeśli idziesz, bo "wypada" (np. ślub kumpla - to tak samo wypada zastosowac sie do reguł - gdyby dla niego nie było to istotnie to by nie robił w kosciele)
jeśli natomiast jesteś zmuszony do przebywania w danej grupie: to siłą zdrowego rozsądku nie psujesz w niej atmosfery swoimi "poglądami"? bo po co sobie gnoić (złota zasada: nie sraj gdzie jesz :) )
oczywiscie jest od tego milion wyjątków (np. chcesz zaimponić lasce swoim nonkorormistycznym charakterem :) ) ale generalnie - obowiazuje jednak ta zdroworozsadkowa zasada - a jeśli ktoś jej nie uznaje: to albo brakuje mu właśnie logicznego myślenia albo ma inne problemy (osobiste)

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Aaaaaa... no i znowu Twój pogląd na tą sprawę jest jedyny, a jak ktoś sądzi inaczej to ma jakieś problemy emocjonalne, mamusia mu cycusia nie dała etc., itd. Smutne. Kumpel mnie zaprasza, bo liczy się dla niego moja obecność i tylko to, a to czy ja uklękne czy nie, nie przeszkadza innym klęknąć i nie psuje imprezki, bo ludzi bardziej interesuje w tym momencie para młoda, niż moja osoba...
Mnie to wydaje się oczywiste, ale co ja wiem, to pewnie też przejaw niedopieszczenia czy czegoś.

Skąd ty bierzesz te zasady? jest jakaś księga zasad, które się objawiły Klaudiuszowi? Nie wiem czy zauważyłeś, ale ona wynikają z TWOJEGO logicznego rozumowania, zetem niekoniecznie są "generalnie" i "ogólnie" przyjęte.
Opublikowano

ale moje logiczne rozumowanie jest oparte na ligicznych zasadach - wskaż błąd w rozumowaniu albo we wnioskach, a nie atakuj posłańca :)
(nie)klękanie to jest własnie taka poza - powiedz mi dlaczego nie klękasz? to nie ma żadnej logicznej przyczyny, żadnego praktycznego sensu, a klękniecie nie wyrzadza ikomu szkody - to co najwyżej manifestacja własnych poglądów: zupełnie bezsensowna w takiej własnie chwili...

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



aha, czyli gdyby to byli nazisci i oddawali czesc Hitlerowi , to ja tez powinienem to robic, jesli juz tam sie znalazlem?

skoro nieklekajac tez nie robie nikomu krzywdy, to wybieram te opcje, ktora jest dla mnie najwygodniejsza. to jest moje oczywiste rozumowanie i takie motywy mna moga kierowac. nie mieszalbym w to tanich domyslow psychologicznych. tutaj wlasnie jest twoj blad, ze uwazasz, ze ja komus robie niedobrze, a niedobrze bede robil najwyzej jakims hipokrytom, ktorzy miast oddac sie modlom gapia sie, kto uklekl, a kto nie. a tych to raczej mam gleboko.
Opublikowano

poza tym jaki jest negatywny aspekt praktyczny tego, ze nie uklekne? bo mowisz ze nie ma pozytywnego - zgadzam sie, ale jaki jest negatywny? bo jak ja na to patrze, to pragmatyzm tej sytuacji jest zerowy, a skoro tak, to powinno decydowac sie wzgledami swojego samopoczucia:)

jak tego nie lapiesz, to ja juz nie chce kontynuowac rozmowy.

Opublikowano

unosisz się - a to znaczy że coś Cie gryzie :)

znowu o hitlerze? heh, no jeśli Ty uważasz ze "oddawanie czci" cokolwiek zmienia... jeśliś taki twardy ateista, i jesli ludzi wierzacych uważasz za hipokrytów to po co w ogóle wchodzisz do koscioła? a jesli juz wchodzisz, to musisz uszanowac że dla kogos kto bierze ślub jest to wazne (wyraźniejszy przykład: pogrzeb: ksiadza nawiaj ciągle, że zmarły bedzie żyłwieznie, że rodzina znajdzie pocieszenie w bogu itp... a Ty mu wchodzisz w słowo (bo skoro już tam jesteś to przecież nie mozesz pozwolic żeby wygadywal publicznie takie głupoty (chyba że twoim zdanie walka z nazizmem powinna sprowadzac sie do nie podnoszenia reki gdy hitler przechoidził) i tłumaczysz zgrodzmadzonym, że trup nie posiada duszy i że mial pecha że zdechł, natomiast rodzice nie powinni płakać bo moga sobie zrobic jeszcze trojke takich samych...
w pewnych sytuacjach zachowywanie sie w zgodzie z włąsnymi pogladami to nie nonkonfromizm a śwaidome negowanie przyjętej normy... jeśli nie klęczysz w kosciele to automatycznie dajesz do zrozumienia wszystkim klęczącym ze są idiotami a ty uważasz sie za lepszego od nich... jaki to ma sens - poza oczywisce dowartosciowaniu siebie? (oczywiscie to kwestia wolnosci pogladów - tylko po ch... włazisz do koscioła jeśli napawa Cie takim przerażeniem (że jak uklękniesz zeby nie robic wiochy, to bedziesz gorszy... tu pojawia sie jeszcze problem z twoim ateizmem - jesli boga nie ma, to klękasz nie przed nim, a tylko po to że taka jest norma spoleczna - zwyczaj któremu hołduja zgromadzeni (a jak wiadomo grzecznosc wymaga stosowania sie do takich zwyczajów bedc gosciem :) ) jeśli masz przed tym opór yzn. ze albo nie do konca nie wierzysz, albo sprawai ci przyjemnosci bycie w opozycji (a więc jesteś aspołeczny - to też zaburzenie (żeby nie było - sam mam - to nie przytyk :) )

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


klaudiusz, wchodzenie ksiedzu w slowo na pogrzebie mozna raczej porownac z wchodzeniem w slowo na mszy. to przeszkadza i szkodzi. przyklad nietrafiony. znow gadasz o motywach (dowartosciowanie siebie) a to straszna bzdura i nie chce mi sie wiecej dyskutowac czemu.
Opublikowano

i dobrze - ale to ty zmieniłeś temat - było o normalności, to tobie nie pasowało... na tym polega ta róznica - nie mozesz narzucac innym swoich przekonan ale musisz zdawac sobie sprawe ze inni moga ich niekaceptowac czy nawet czuc sie wobec nich nieprzyjemnie - to nie jest temat pod dyskusje - mozesz to nawet uznac za moje objawienie ale tak jest - a jesli uważasz inaczej to jestes w błędzie - zrozumienie motywow pomoze Ci naprawic ten bład - ale racja - ja nie karitas - sam musisz sobie poradzic :)
w każdym razie pomijajac ocene tego zjawiska (nie czuje sie kompetentny) moge Ci powiedziec ze wyglada na to że masz z tym poważny problem (z interakcjami społecznymi (ale to oczywiscie nie moj problem :) ale mysle ze chociaz tyle moznaby konstruktywnego z tej dyskusji wyciagnąć :) zasygnalizowac problem :) oczywisce że masz to w dupie - ale to sianie ziarna niepewnosci - inteligentnemu wystaczy, głupiemu lepiej zyje sie w błogiej nieświadomosci (wpadnij do Z: biega tam pewien buntownik: on też uważa że przeklenstwa i rapowanie to jego bunt -że jest oryginalny i że zna podstawy swojego buntu - i ze to pewnie bunt ideologizny a nie zwykłe tupanie nózką

pozdr

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Abi wyciągnęła list ze skrzynki pocztowej, a delikatna faktura koperty w dłoniach przywołała uczucie czegoś niemal sakralnego – przesyłka była starannie przygotowana, a pismo tak piękne i precyzyjne, że od razu można było wyczuć w nim emocje nadawcy. List zaadresowano do Noela.

      – Ciekawe, od kogo…? – mruknęła do siebie, obracając kopertę w dłoniach z lekką nutą zazdrości. „Może od koleżanki? A może od kogoś, kogo kocha?” – zastanawiała się.

      Przez głowę przemknęła jej nieoczekiwana myśl: „Do tej pory nawet nie zdawałam sobie sprawy, jak bardzo polubiłam Noela…”

      Łączyła ich niewidzialna więź. Czasem wystarczyło jedno spojrzenie, by wszystko zrozumieć. Takie milczące porozumienie, które nie potrzebowało słów.

      Po powrocie do domu położyła list na stoliku w holu, ale ciekawość nie dawała jej spokoju. Postanowiła jak najszybciej przekazać go adresatowi.

      – Pójdziemy na spacer, co? – zwróciła się do Lisy, a ona natychmiast podniosła głowę, merdając ogonem w odpowiedzi.

      Już od dawna planowała założyć tę piękną błękitną sukienkę kupioną razem z Zoe, ale jakoś nigdy nie nadarzyła się odpowiednia okazja. Spotkanie z Noelem wywoływało lekkie drżenie jej serca i zdawało się doskonałym powodem do założenia kreacji.

      Przyjaciółki niedawno były na zakupach i kiedy Zoe dostrzegła w oknie wystawowym to cudo, wykrzyknęła z zachwytem:

      – Koniecznie musisz ją mieć! Gdy Noel cię w niej zobaczy, oszaleje z zachwytu!

      Abi uśmiechnęła się lekko, przeglądając się w lustrze. Już sama świadomość, że Noel zobaczy ją w zwiewnej sukience, a nie w szpitalnym uniformie, sprawiała, że jej serce podskakiwało z radości. Czuła w sobie coś więcej niż zwykłą radość – subtelny dreszcz sugerujący, że zaczyna jej zależeć na tym, by spodobać się właśnie jemu.

      Postrzegała Noela jako sympatycznego, ciepłego i wesołego chłopaka. Nie mogła dokładnie określić, co najbardziej przyciągało ją do niego – czy była to jego aura, dostrzegała podczas procesu zdrowienia i nabierająca powoli pięknych, delikatnych odcieni, czy może po prostu rodząca się między nimi więź. Każde spojrzenie, każdy drobny gest Noela sprawiały, że serce Abi zaczynało bić szybciej, a w jej głowie rodziły się ciche pragnienia.

      Zoe żartowała z typową dla siebie lekkością: „Właśnie tak jest, kiedy się kogoś kocha”. Abi uśmiechnęła się pod nosem, wiedząc, że jeszcze nie jest gotowa przyznać się do swoich uczuć, nawet przed sobą. Przecież nigdy wcześniej nie kochała w ten sposób – oprócz rodziców, ale to zupełnie coś innego. Klark był dla niej bardziej jak przyjaciel i opiekun, dawał poczucie bezpieczeństwa. Z Noelem czuła delikatną iskrę sympatii, może nawet pierwszy płomyczek miłości, której jeszcze nie odważyła się w sobie odkryć.

      Szła teraz dumnie ulicą, trzymając Lisę na smyczy, a w jej wnętrzu tliło się ciche podekscytowanie. Czy naprawdę zauważał jej drobne gesty? Czy dostrzegał radość, którą emanowała, czy to tylko jej wyobraźnia, podsycana ciepłem emocji? Wszystko wydawało się możliwe, a ona pozwalała sobie na tę subtelną euforię.

      Promieniowała szczęściem i spokojem, każdy krok niósł poczucie harmonii i nadziei. 

      „Tak mogłoby być wiecznie” – pomyślała, pozwalając sobie na krótkie, słodkie marzenie o tym, że świat wokół niej zawsze będzie tak pełen ciepła i drobnych radości.

      Kiedy dotarły do kliniki, Abi poczuła lekkie mrowienie w brzuchu. 

      Pewnym krokiem weszła do pokoju Noela, a jej serce przyspieszyło rytm. Lisa podskoczyła radośnie, witając się z chłopakiem, a potem spokojnie usiadła, obserwując panią z uważnością typową dla swojego wrażliwego charakteru.

      – Cześć, Noel – powiedziała cicho, uśmiechając się, choć nie mogła powstrzymać lekkiego drżenia w głosie. – Mam coś dla ciebie…

      Noel nie mógł powstrzymać zachwytu, kiedy ją zobaczył:

      – Dzień dobry, księżniczko! Co zrobiłaś z moją przyjaciółką?

      – Wariat! Halo, to ja, ta sama Abi – odparła radośnie, siadając przy łóżku.

      – Niby ta sama, a jednak inna… – Uśmiechnął się rozbrajająco.

      Uśmiech Noela był pełen zachwytu, niemal nieziemski. W jego oczach pojawiła się czułość i podziw, jakby zobaczył coś najpiękniejszego na świecie.

      Abi podała mu przesyłkę

      – Zobacz, to może być coś ważnego.

      Patrzyła, jak powoli chwyta kopertę, jak wpatruje się w jej oczy, szukając wyjaśnienia, zanim jeszcze przeczyta słowa adresowane do niego.

      Noel zaczął powoli czytać list, jego wzrok ślizgał się po starannym, pełnym emocji piśmie. Abi stała tuż obok, widziała, jak na jego twarzy pojawia się kalejdoskop uczuć: zaskoczenie, wzruszenie, a gdzieś w tle – delikatna nuta radości i ulgi. Dawno tłumione emocje zaczęły przebijać się na zewnątrz, a każda z nich potwierdzała wagę tego, co trzymał w dłoniach.

      Kiedy przeczytał ostatnie słowa, jego ręka opadła bezwładnie na łóżko, a oczy zaszkliły się. Spod powiek powoli spływały łzy, które łagodnie sunąc po policzkach. Nie był przygotowany na taką wiadomość – wyznanie łączące w sobie skruchę, miłość i nadzieję.

      Widząc jego wzruszenie, Abi pochyliła się nieco, delikatnie obejmując jego dłoń swoimi palcami. 

      Poczuła nie tylko współczucie, lecz także coś głębszego, ciepłego – sympatię, która zaczynała przekształcać się w subtelną bliskość. W tej chwili nie musiała wypowiadać słów, bo wszystko, co czuła, było wyraźnie obecne w jej spojrzeniu, w delikatnym uśmiechu, w sposobie, w jaki delikatnie trzymała jego rękę.

      Noel spojrzał na nią i odnalazł w jej oczach bezpieczeństwo, zrozumienie i ciepło, którego brakowało mu przez całe życie. I choć dopiero odkrywał własne emocje, to Abi poczuła, że ta chwila – ich wspólna, cicha bliskość – staje się początkiem czegoś niezwykłego.

      – Wszystko dobrze? – zapytała łagodnie, a w jej głosie pobrzmiewała troska i subtelna nuta ciepła.

      – Tak… – odpowiedział, ocierając łzy. – Nawet nie wiesz, jak bardzo dobrze… – Zawahał się, a potem spojrzał na nią z delikatnym uśmiechem. – Przeczytaj to, proszę.

      Kochany Syneczku.

      Bardzo długo zbierałam się na odwagę, żeby napisać ten list. 

      Nawet nie wiem, czy będziesz w ogóle chciał go przeczytać. Masz pełne prawo podrzeć go i wyrzucić już teraz. Żywię jednak cichą nadzieję, że zrobisz to dopiero po doczytaniu do końca. 

      Tak trudno mi ubrać w słowa to, co czuję. Pragnę tylko, żebyś wiedział, jak bardzo mi przykro. Nawet nie mogę sobie wyobrazić jak mocno zraniłam Cię swoim nagłym odejściem. Wtedy postrzegałam tę kwestię zupełnie inaczej i najważniejsze było dla mnie moje szczęście. 

      Dzisiaj już wiem, jak bardzo byłam samolubna i obojętna na uczucia innych. Odchodząc od Was popełniłam największy błąd mojego życia, ale czasu już nie cofnę i muszę żyć z tą świadomością do końca moich dni. 

      Nie proszę o przebaczenie, bo na nie nie zasługuję. Chcę tylko, żebyś wiedział, że cały ten czas byłeś zawsze w moim sercu, jako jedyna i prawdziwa miłość mojego życia. Brak kontaktu z mojej strony podyktowany był olbrzymim wstydem za czyn, którego się dopuściłam. Przez te wszystkie lata czułam się niegodna Twojej miłości, ale nosząc Cię w sercu żywiłam nadzieję, że wiedzie Ci się dobrze i że jesteś zdrowy. 

      Już od dawna zbierałam się na odwagę, by nawiązać z Tobą kontakt i pomógł mi w tym sen, który bardzo mnie zaniepokoił. Nie mogłam już dłużej zwlekać. 

      Nie wiem nawet, czy jeszcze mieszkasz z tatą, czy się przeprowadziłeś... 

      Ja nie jestem już z tym mężczyzną. Wynajmuję teraz mieszkanie w kamienicy mojej przyjaciółki Mai, zapewne ją pamiętasz. 

      Jest jeszcze coś bardzo ważnego, co powinnam powiedzieć Ci już dawno temu. Masz przyrodnią siostrę Karin, ona wie o Twoim istnieniu i często pyta o Ciebie. Moim jedynym marzeniem jest, żebyście mogli się kiedyś spotkać, poznać i porozmawiać. Odebrałam Wam tyle pięknych i szczęśliwych lat razem, ale może nie wszystko jeszcze stracone…

      Kocham Cię bardzo

      Mama

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach




×
×
  • Dodaj nową pozycję...