Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Ann obudziła się, spojrzała na zegarek. Jeszcze kwadrans a sypialnia dziewczyny napełni się przenikliwym piskiem budzika. Zaspana, leniwie skierowała swój wzrok w stronę okna.
- Upierdliwy deszcz! Pada od tygodnia. Nienawidzę takich dni!- Ann zasępiła się. Postanowiła, że nie pójdzie dziś na zajęcia, chciała uciec do krainy snu. Tam czuła się wolna od wszelkich zmartwień, wszelkich niepowodzeń. Bezduszny budzik wyrwał dziewczynę z zadumy przywołując tym samym do szarej rzeczywistości. Ann wsłuchała się w jego dźwięk.
- Czy nie dociera do Ciebie to, aby wyłączać budzik?! Ile razy można powtarzać?! No wyłącz go i wstawaj, bo znów się spóźnisz do szkoły!- w drzwiach stała jej mama, wysoka, szczupła kobieta z rozczapierzoną fryzura i szczoteczka do zębów w dłoni.
- Nie ma jak to słodki głosik witający człowieka w nowym dniu… a wystarczyłoby zwykłe „dzień dobry”- wymamrotała Ann.
Po śniadaniu pojechała miejskim autobusem do szkoły. Na lekcjach nic ciekawego się nie działo, a jeśli nawet to Ann tego nie zauważała. Od kilku miesięcy nie interesowało ja nic. Nie miał ochoty na jakąkolwiek aktywność, nie miała ochoty żyć, a co dopiero uczestniczy w życiu klasy czy szkoły. Podczas zajęć była nieobecna, jej dusza wędrowała po odległych krainach. Ciało natomiast tkwiło w szklonej ławce bez oznak życia, drzemało w letargu czekając na powrót duszy właściciela.
Najlepsza przyjaciółką Ann a zarazem koleżanka z klasy była Quies. Dziewczyny lubiły przebywać ze sobą, Ann cieszyła się, że ma wsparcie nawet teraz, gdy większość znajomych odwróciło się od niej.
- Ann?- wyszeptała przyjaciółka- Ann, słyszysz mnie?
-Noo tak, chyba tak… Przepraszam zamyśliłam się.
- Zauważyłam, ale nie martw się, przywykłam- Quies uśmiechnęła się.- Co robisz po tej lekcji?
- Nie wiem. Idę na następną??? A czemu pytasz?
- Pytam, bo następnej lekcji nie ma. Zapomniałaś? Nauczyciel z chemii zachorował, nie będzie go w tym tygodniu.
- Naprawdę?!
- Naprawdę. Fafika nie ma w szkole. A więc, co planujesz? Może skoczymy na miasto, wypijemy kawę i pogadamy? Co ty na to?
- Kawa powiadasz? Nie ma sprawy! –Ann zaczęła się śmiać, wiedziała co oznaczał wypad na kawę z Quies. Zazwyczaj luźna pogaduszka zamieniała się w wykład na temat „ tak powinnaś a tak nie”.
Po dzwonku na szkolne korytarze wtargnęły tłumy licealistów. Jedni kierowali się w kierunku wyjścia głównego, grupka dziewczyn oglądała katalog z kosmetykami a zdecydowana większość młodzieży z przejęciem przeglądała książki i zeszyty. Nagły głód wiedzy spowodowany był zbliżaniem się końca semestru zimowego.
- Oskar? Ty się uczysz czy ja mam jakieś halucynacje?! – Zaśmiała się Quies do kolegi z klasy.
- Śmiej się, śmiej. Ja nie wiem czy biologie zaliczę. Te obślizgłe gady i płazy po nocach mi się śnią.
- Ooo. Współczuje, naprawdę. Niewdzięczny temat. Dość, że trudny to nudny jak nie wiem co… nie widziałeś Ann, stała tuż obok mnie?!
- Znasz jej ścieżki. – Oskar wymamrotał z nad książki.
- No tak! Znów poszła „dotlenić się” jak to określa. Nie rozumiem, co ludzie widzą w tej nikotynie?! Przecież to nic zdrowego i zbędny wydatek tylko! Do zobaczenia za godzinę, my lecimy na miasto.
- Ok. Papa.- Krzykną chłopak za biegnąca do wyjścia Quies.
Przyjaciółki poszły do ich ulubionego lokalu. Mieścił się on w niewielkiej kamienicy obok rynku.
- Quies? Mam pytanie do Ciebie…
- Śmiało!- Zaśmiała się dziewczyna.
- Co dokładnie oznacza twoje imię? -spytała Ann.
- Quies to rzymska bogini spokoju. A dosłowne tłumaczenie tego imienia to spokój lub spoczynek. Czemu o to pytasz?
- Nie wiem. Tak jakoś… ale wiesz, to imię naprawdę pasuje do twojego charakteru. Jeden wyraz, ktoś mógłby pomyśleć, że dziwny, a wyraża tak wiele.
- Spokojnie, nie chwal mnie tak, bo zacznę szarogęsić się - zażartowała Quies.- Ann?
- Tak? Przepraszam zamyśliłam się…
- Chciałabym porozmawiać z Tobą właśnie na ten temat- z twarzy dziewczyny znikł uśmiech, ustąpił miejsca trosce.
- Na jaki?
- Chciałabym porozmawiać o twoim „zamyślaniu się”. Często jesteś nieobecna, nauczyciele zwracają wciąż Tobie uwagę. Opuściłaś się w nauce, a byłaś najlepszą uczennica. Ann martwię się o Ciebie, nie zrozum mnie źle.
- Wiem. Mnie to też denerwuje. Ale ja nie mam na to wpływu… rozmawiałam o tym z lekarzem. Zmienił mi leki, podobno mam się lepiej po nich czuć …
- To ty dalej bierzesz tabletki?!
- Niestety tak…- Ann posmutniała- Depresja to nie przeziębienie…
-Masz rację. Przepraszam za to pytanie. Naprawdę.
- Quies, ja się nie gniewam. To było zwykłe pytanie. Nie przejmuj się tym, naprawdę. Jesteś osobą, która bardzo mi pomaga. Jako jedyna nie odwróciłaś się, gdy poprosiłam o pomoc. Nie zmieniłaś swojego stosunku do mnie pomimo to, iż leczę się.
- Jak mogłabym odwrócić się od Ciebie tylko, dlatego że masz teraz gorszy nastrój?!
- A jednak można… Niestety, przeżyłam to na własnej skórze…
-Ann. Ci, którzy tak zrobili, nie zasługują na twoją uwagę, nie przejmuj się nimi. Naprawdę.
- Łatwo jest mówić „Nie przejmuj się”, to nie jest takie proste. Odrzucenie przez ludzi, których uważało się za przyjaciół strasznie boli…
- Ann. Oni nie są Twoimi przyjaciółmi! To są „pseudo przyjaciele”…
- Oddajcie moje serce „pseudo przyjaciele”…-w oczach dziewczyny zaświeciły się łzy. Próbowały pokryć słoną rosą śniade policzki dziewczyny. Ann dyskretnie osuszyła oczy, westchnęła- dzisiaj idę do innego psychologa. Może pomoże mi… nie wiem już sama.
- Przecież Arek z twojego piętra ma kolegę, który jest psychologiem. Porozmawiaj z Arkiem to może jego znajomy pomoże Tobie?
-Rozmawiałam…
- I co? – przerwała zaciekawiona Quies.
- Znajomy Arka zgodził się.
- To wspaniale!- wykrzyknęła podekscytowana przyjaciółka.- Jestem pewna, że pomoże Tobie!
- Nie byłabym taka pewna- wymamrotała niechętnie Ann.
- Głowa do góry! Zobaczysz dogadasz się z nim.
- Nie wiem. Choć już lepiej do szkoły, bo spóźnimy się na lekcje- zmieniła temat Ann.
- Ok. Idziemy.
Zajęcia skończyły się wcześniej niż zwykle. Klasa, do której chodziły przyjaciółki została zwolniona z ostatniej lekcji z powodu choroby nauczyciela. Tym razem trafiło na profesor od historii.
W mieszkaniu nie było nikogo. Rodzice Ann wracali dopiero późnym popołudniem z pracy. Dziewczyna odgrzała kawałek pizzy w mikrofalówce. Nie miała ochoty jeść obiadu, mama miała obsesję na punkcie zdrowej żywności. Ann już dawno obrzydły gotowane warzywa w nieosolonej wodzie, które smakowały jak trawa.
Z apetytem zjadła niezdrową pizze, napiła się gorącej kawy z mlekiem i postanowiła wyjść na spacer ze swoim psem o imieniu Nemezis. Była to młoda suczka, zwykły kochany kundelek. Nemezis zawsze potrafiła rozbawić Ann. Wesoły psiak nigdy nie dawał za wygraną. Wygłupiała się do tej pory aż na twarzy dziewczyny nie zagościł szczery, niczym niewymuszony uśmiech. Po godzinnej zabawie z czworonożnym przyjacielem w parku dziewczyna w dużo lepszym humorze wróciła do domu. Nakarmiła Nemezis, po czym wyszła do swojego sąsiada Arka.
Ann zadzwoniła do drzwi. Otworzył młodszy brat Arka.
- Cześć Max, jest twój brat?
- Tak jest. Proszę wejdź.
Drzwi do pokoju Arka uchyliły się. Wyłoniła się zza nich przyjaciel dziewczyny.
-Witam Ann. Cieszę się, że jesteś. Ktoś na Ciebie czeka- na twarzy chłopaka pojawił się przyjazny uśmiech.
- To fajnie…-wymamrotała zdenerwowana dziewczyna.
- Ann, pomożesz przynieść mi ciastka i herbatę z kuchni?- zagadał Arek który zauważył niepokój swojej przyjaciółki.
-Ok. nie ma sprawy. Tylko nałożę kapcie.
Dziewczyna weszła do kuchni. Arek stał oparty o lodówkę, uśmiechał się spokojnie:
- Bez obaw Ann. To jest w porządku facet. Wiesz, że nie proponowałbym Tobie jego pomocy gdybym go nie znał.
- Tak, wiem…
-A więc? W czym problem?
- Rozumiesz…- zawstydziła się Ann- nie jest tak łatwo zwierzać się obcej osobie ze swoich dziwnych myśli i takich tam…
- Jak chcesz to mogę chwile posiedzieć wami razem, ale potem wyjdę. Dasz rade mała– uśmiechną się przyjaźnie i delikatnie poklepał po plecach.- idziemy?
- Idziemy- odparła nieśmiało.
Danny okazał się bardzo miły. Ann łatwo nawiązał z nim kontakt. Na pierwszym spotkaniu rozmawiali o wielu sprawach, tych mniej i bardziej ważnych. Dyskutowali o szkole, zainteresowaniach, znajomych czy rodzinie Ann. Uzgodnili, że na następną sesje będą mieli za tydzień, również w domu Arka.

***
Sekunda za sekundą, minuta za minutą, godzina za godziną… w ten sposób upłyną cały długi tydzień. We wtorek Ann tak jak siedem dni wcześniej poszła do Arka, chwilę posiedziała z nim w kuchni czekając na swojego psychologa. Danny wbiegł do mieszkania zdyszany:
- Przepraszam utknąłem w korku- wyrzucił jednym tchem.
- Spokojnie mamy czas- zaśmiał się Arek- prawda Ann?
- Jasne- odparła dziewczyna z uśmiechem.
- Możemy zaczynać Ann? -zapytał Danny.
-Tak. Myślę, że tak…-odparła niepewnie, znów zaczęła się denerwować.
- Myślisz, że jesteś pewna? Czy jesteś pewna na sto procent? – dociekał Danny.
-Jestem pewna- wywnioskował Ann po chwili zastanowienia.
- Twoja chęć współpracy jest bardzo ważna. Bo to ty będziesz odgrywać główną rolę w tych naszych terapeutycznych spotkaniach, ja tylko mogę pomóc nic więcej- podsumował- a więc do dzieła!


***
W każdy wtorek Ann i Danny spotykali się na terapii. Psycholog wysłuchiwał problemów dziewczyny, tłumaczył jej to, co źle pojmowała. Nauczył ja jak odróżniać szczerość prawdziwa od szczerości skłamanej. Rozmawiali na tematy nawet te niechciane. Wtedy Ann czuła się źle, lecz później nadchodziło oczyszczenie jej duszy i sumienia. Podczas jednego ze spotkań Danny powiedział swej pacjentce:
- Widzisz Ann, w tych czasach młodzi ludzie, tacy jak ty żyją w wielkim stresie. Kładzie się na nich coraz większy nacisk. Nie tylko w szkole, presja jest również w ich domach czy nawet wśród rówieśników. W potocznej nazwie mówimy, że jest to „wyścig szczurów”. Każdy z was stara się za wszelką cenę mieć dobre oceny, są potrzebne mu po to, aby móc zdać maturę. Uczycie się po nocach, w skutek czego wasz mózg nie może zregenerować swoje siły. Zmęczeni idziecie na zajęcia. W szkole siedzicie średnio po siedem godzin. Siedem godzin ciężkiej pracy. Wiesz, że dla niektórych kawa jest już za słabym „pobudzaczem” szarych komórek. Ludzie w twoim wieku sięgają coraz częściej po narkotyki, niestety. Pamiętaj jednak, że to wcale nie pomaga. Każdy narkotyk wyniszcza mózg, tworzy tylko chwilową aluzję, podczas której wydaje się, że jest nam dobrze. Człowiek czuje się lepiej.
Ty masz to szczęście, że w odpowiedniej chwili uświadomiłaś sobie jak niebezpieczne jest to, co się z tobą działo. Bo już nie dzieje.
- nie dzieje?- spytała zaskoczona Ann.
- Tak. Powiedziałem Ze nie dzieje, bo widzę bardzo duża poprawę, pozytywną zmianę, która zaszła w Tobie. Ty możesz tego nie widzieć, bo wciąż czujesz się czasami źle, jesteś osamotniona. Lecz te stany nie są już tak silne jak opisywałaś na początku.
Potrafiłaś poprosić o pomoc, nie uciekłaś w nałóg. Cieszę się z tego. Uważam, że narkotyki to nic innego jak mityczne Ogrody Tantala. Ogrody te symbolizowały ułudę. Narkoman jest jak Tantal cierpiący swe męki w Tatarze. Cierpienia sprawiają, że człowiek zaczyna szukać drogi, która jest łatwiejsza. Używki tworzą ułudę, tworzą Ogrody Tantala…

***
Z zimowego snu do życia budziła się przyroda. W mieście, w którym mieszkała Ann powietrze pachniało wiosną. Dziewczyna czuła się coraz lepiej, nadal korzystał z pomocy swojego psychologa.
Był koniec kwietnia. Nadszedł kolejny wtorek. Kolejna sesja terapeutyczna:
-Ann, co byś powiedziała na mała wycieczkę?- spytał Danny.- Chciałbym pokazać tobie pewne miejsce. Nie obawiaj się.
- Zgodzę się, jeśli będę wiedziała gdzie pojedziemy na tą wycieczkę- odparła Ann. Darzyła zaufaniem Dannego, lecz pomimo to wolała mieć pewność.- Możemy zabrać na tą wyprawę Arka?
- Oczywiście- odparł Danny.- Jeśli będziesz czuć się wtedy bezpieczniej.
- Arek Jest moim przyjacielem, traktuje go jak brata.
- A więc zaproś swojego brata i ruszajmy!
W trójkę wybrali się za miasto. Ann i Danny szli trochę z przodu a Arek tuż za nimi. Przemierzali polne drogi, wokół których rozpościerał się zielony ocean zbóż. Nagle zatrzymali się.
- Ann spójrz na to pole. Co widzisz- zapytał Danny.
- Rośnie na nim zborze- odpowiedziała dziewczyna.
- Dobrze a co jeszcze widzisz? Przyjrzyj się dokładniej, wniknij głębiej w ten bezkres zieleni- ciągną dalej Danny.
- Tam troszkę dalej rośnie mak.
- Doskonale. Taki mały niepozorny a jednak walczy, nie poddaje się, chociaż jest sam jeden. Czujesz jego moc?
- Nie wiem, ale chyba tak- odpowiedziała zamyślona dziewczyna.
- Wycisz się, oddychaj głęboko i spróbuj poczuć tą siłę. Gdy będziesz pewna tego uczucia to powiedz. Pamiętaj nie śpiesz się, mamy czas.
Ann stała wpatrując się w niepozorny polny maczek, wokół którego szumiało groźnie może zielonego zboża. Nagle poczuła coś, usłyszała słowa, a może to szum wiatru? Nagle usłyszała swój głos, nie wiedziała skąd płyną te słowa, które układały się w wiersz a morze w pieśń:

W oceanie zieleni,
Niewielki maczek się rumieni.
Choć zboża bezkresne kraje,
On walczy ciągle, wytrwale.
Targają nim srogie wiatry, bezlitosne,
Słyszę śpiew: Ja rosnę! Rosnę!
Tak nikły a wielką ma duszę,
I woła: Ja zło świata rozkruszę!

-Ann, słyszysz mnie? Ann to ja Arek! Ann…
- Cicho niech dojdzie do siebie, spokojnie. Poczekaj chwilkę. Ona coś usłyszała. Powiedziała to mi, powiedziała to wszystkim…
- Co się stało?- wymamrotała Ann.- Dlaczego ja leże na tej drodze?
- Spokojnie, już wszystko jest w porządku. Pamiętasz, co się wydarzyło?- spytał Danny.
-Pamiętam…ten mak i pole… pamiętam.
- wiem, mówiłaś ten wiersz na głos, piękny był, piękny jest- uśmiechnął się Dany.- Przypominasz mi wojownika, który przegrał jedną z rund, lecz walka jeszcze trwa. Wciąż może wygrać. Na jego twarzy jest pot, kurz i krew. A mimo to w oczach plonie Ogień Żywy. Teraz jego dusza jest krystalicznie czysta, harmonia panuje w nim. Wojownik ten jest gotów, aby rozpocząć podróż w poszukiwaniu Ogrodów Semiramidy.



Ann ty jesteś tym wojownikiem. Idź i zdobądź jeden z greckich cudów.
- Ja? –spytała zakłopotana.
- Tak. Ty Ann. Idź. A gdy zdobędziesz wiszące ogrody, przyjdz do mnie
i opowiedz mi o nich. Byłbym wdzięczny. Zrobisz to?
- Tak. Obiecuję.
W jej oczach zapłonął Żywy Ogień, jego ciepło poczuła w sercu.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


×
×
  • Dodaj nową pozycję...