Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

uliczce kapeluszników
pamięć zarasta łopianem
ruderom rzeszotowieją kości
rzedną posiwiałe gonty

mieszkał tu krawiec - filozof
mądrości i smutki kroił na miarę
sklepikarz - poeta czarował
miejscowe matrony jak nikt
kosmiczny zegarmistrz nawlekał
bajgle gwiazd dawida na dewizkę dni

u schyłku miesiąca kislew
wyczerpało się złoże ich czasu
fałszywi mędrcy syjonu
pogaśli jak chanukowe świece

topolom ktoś poderżnął gardła
nim skończyły szeptać kadisz
dzieci strzelały z procy
do wróbli na ramionach menor

uliczką alergików
biegają oszalałe behemoty
brukowi wciąż bieleją kostki

Opublikowano

* rzeszotowienie - osteoporoza
* bajgle - obwarzanki z białej mąki
* kislew - listopad/grudzień wg kalendarza hebrajskiego
* Chanuka - żydowskie święto podobne do naszej Gwiazdki
* Protokoły Mędrców Syjonu - rzekomy żydowski spisek dotyczący panowania nad światem
* kadisz - modlitwa za zmarłych, odmawiana co dzień w ciągu 11 m-cy żałoby
* menora - siedmioramienny świecznik, symbol judaizmu, godło Izraela
* Behemot - hebrajskie wcielenie szatana (u Bułhakowa: czart pod postacią kota)

---------------------------------------------------
Jedyna ulica o tej nazwie, jaką udało mi się znaleźć
w internecie, znajduje się w Metzu (w Lotaryngii, nad Mozelą). Nie dajcie się jednak zwieść. Uliczka Kapeluszników istnieje naprawdę - w Starym Fordonie
w Bydgoszczy. Droga spuchnięta artretycznymi guzami bruku prowadzi w dół, przenosząc w jeszcze inny wymiar – do podmokłych łąk nad Wisłą, gdzie roją się kaczki, śpiewają żaby i kłują komary. W deszczowy dzień kamienne krawężniki są tak śliskie, że żaden włóczykij nie odważa się zapuszczać się w tę stromą uliczkę. Próchniejące domki zżerane przez dzikie i zachłanne ogrody wybałuszają brudne szyby, kpiąco mrużąc fikuśne powieki okiennic. Przed każdym wejściem trzyma straż przynajmniej jeden kot obronny, wszystkie w czarnych aksamitach i z jarzącymi się chryzolitami w miejsce oczu – charczą złowrogo. Nawet ja boję się podejść - dacie wiarę? Nawet ja. Ostatnio ze względów bezpieczeństwa wyrżnięto w pień wszystkie tamtejsze drzewa. Wydawać by się mogło, że czar prysł, ale nic bardziej mylnego. W oknach opuszczonych domów nieznacznie poruszają się zszarzałe strzępy firanek (co oczywiście dostrzec można wyłącznie kątem oka), a widoczne na ścianach przez uchylone drzwi sześcioramienne gwiazdy, szubienice i napisy JUDE RAUS! wydają się lśnić czerwonawą wilgocią. Może to święty Jakub- patron kapeluszników patroluje swe zaklęte rewiry, może spotyka tu duchy swych hebrajskich ziomków? Bo jak wytłumaczyć obecność opartej o dziką jabłoń drabiny, której wierzchołek zdaje się niknąć
w chmurach? Kto wie... Nieopodal majaczy monolit synagogi. Mówią, że nieczynnej. Jednak wczoraj jej dach znów obsiadło stado czarnopiórych kantorów. Dziobami czesały pejsy, zdrożone długim lotem z Kazimierza.


[sub]Tekst był edytowany przez Maria_Magdalena_Kowalska dnia 29-10-2003 09:29.[/sub]

Opublikowano

Mapka wspaniała. Wrażenia poniżej.

Poprzednio napisałem tutaj komentarz - ale nie taki jak mapka i nie taki jak opinia redakcji Miesięcznika literackiego "Obrzeża", więc zmieniłem - uznałem, że na pewno jestem w błędzie. Mylę się. Moja interpretacja jest niewłaściwa. Moje uwagi też.:)
[sub]Tekst był edytowany przez Seweryn Muszkowski dnia 29-10-2003 10:06.[/sub]

Opublikowano

Seweryn Muszkowski:
Co TO JEST??????????????????????????????????????
TO PO CHOLERE TUTAJ PUBLIKUJESZ WIERSZ?

Po pierwsze - nie krzycz, po drugie - nie bądź wulgarny.

To nie komentarz, tylko poetyckie dopowiedzenie do wiersza. Uważam, że równie interesujące. Redakcja Miesięcznika literackiego "Obrzeża" uznała, że na tyle interesujące, by wydrukować go (wraz z wierszem)
w ostatnim, jesiennym numerze.
Ponadto, Panie Sewerynie, nie każdy jest na tyle oczytany, by znać i rozumieć (jak Pan) terminologię właściwą obcej przecież kulturze i religii. Szanuję czas czytelnika i staram się oszczędzić mu nerwowego zaglądania do słowników przy lekturze (zwłaszcza, że niejasny przekaz potrafi skutecznie odstraszyć). Jeśli to Panu nie odpowiada - proszę nie korzystać z legendy.

Myślę, że się pan wygłupił.
Czekam na poważne komentarze, a nie irytujące pokrzykiwania.



Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Tak, tak. Masz racje. Wiem, że się myliłem ze swoją interpretacją i uwagami, a że nie chcę się kłócić z opinią Redakcji Miesięcznika "Obrzeża" i Szanowną Poetką no i przecudowną mapką (to już pisałem), to szybko naprawiam swój błąd, poprzez zmienianie komentarzy, na właściwy tor - tor.

Pozdrawiam!

[sub]Tekst był edytowany przez Seweryn Muszkowski dnia 29-10-2003 10:19.[/sub]
Opublikowano

no cuż Sewerynie,
bez mapki mało co bym wiedział,
a ta mapka tym razem okazala się kawałkiem opowiadania,
ciekaw jestem czy osobno byłoby ciekawie?


Pani Mario Magdaleno,
raczej bym się nie powoływał, że wiersz był gdzieś tam publikowany przez jakiś tam pismo, gdyż świadczy to o tym, że przyszła Pani by nie wysłuchuwać opinii (dział Z - na wszystko trzeba być gotowym), ale tylko po to by chwalić się wierszem.
Tu każdy wiersz traktowany jest jak debiut, przynajmniej przez mnie,
nawet jak 1000 pism i tysiąc krytyków powie coś tam, to ja mam to g...

a moje zdanie już znasz :)

Pozdrawiam,
Kai Fist

Opublikowano

Seweryn Muszkowski:
Acha, rozumiem. (...)

Twoje zaangażowanie emocjonalne w tę sprawę niesłychanie mnie zastanawia. I śmieszy. Nie rób już z siebie przedstawienia. Odpuść sobie, powiedziałeś już to, co wiedziałeś. Z całej Twojej analizy wnioskuję, że wydaje Ci się, że wiesz, co to jest dopełnienie oraz, że to wiersz o Żydach. Brawo. Daj teraz szansę innym.
Jestem już dojrzałą kobietą, odporną na ataki niedouczonej smarkaterii, oraz zaprawioną w poważnych, merytorycznych dyskusjach o poezji. Twoja indolencja nie jest na moim poziomie. Spłyń.

Opublikowano

apropos mapki:
z nią jest ciekawie,
to jest plus,

minusem jest to, że interpretować tego wiersza się nie da za bardzo,

ale ta mapka chyba jest jedną z ciekawszych jakie ostatnio widziałem,

a jak by mapka ukazała się dzień po wierszu?
wilk syty i owca cała ;) ... może.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Tak, bez mapki nigdy byśmy nie zrozumieli tego wiersza. Uważam, że jest ona cudowna, a doklejenie jej do wiersza to wyśmienity pomysł. Wiele mi ona pomogła .

Zachwycony,
Seweryn
[sub]Tekst był edytowany przez Seweryn Muszkowski dnia 29-10-2003 10:14.[/sub]
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



No co ty? Toż to PHP już oceniło, szanowna Mapka pomogła, Poetka broni swego zdania, a Redakcja Miesięcznika Literackiego zopiniowała.
Ty nie masz nic tutaj pisać. Bo wszyscy co napiszemy, będzie a priori głupie.:-) Ty masz się zachwycać. Zachwycać, Panie Kai.
Opublikowano

Kai Fist:
z nią jest ciekawie, to jest plus, minusem jest to, że interpretować tego wiersza się nie da za bardzo (...)

Przestań, wszystko się da. Pamiętasz te mordercze analizy literackie w szkole? :) A impresyjka poniżej jest przecież zupełnie o czymś innym niż wiersz. Nie chwalę się, odwołuję się tylko do opinii autorytetów, (odruch obronny, antidotum na zaaplikowane mi tu wiadro jadu), poza tym znam po prostu wartość tego wiersza.
Dzięki za życzliwe podejście do mnie jako człowieka, Kai Fist. Konstruktywną krytykę (a nawet zwykłe bluzgi :) przyjmuję wyłącznie od ludzi kulturalnych, którym nie myli się ocena wiersza z oceną osoby autora.

pozdrawiam

Opublikowano

Hehe, ja też już wiem, w czym rzecz: Pan Seweryn się pieni, bo na pehapie w jego wątkach puściutko... :)))
Sewer, nie odstawiaj przedszkola: nawet moja dziesięcioletnia córka wie, że kiedy ktoś ją wkurzy - nie wypada w odwecie wyżywać się na kocie. To się w psychologii nazywa projekcja, poczytaj sobie gdzieś.

(Niniejszym oświadczam, że na tym kończę osobiste wycieczki w stronę Seweryna Muszkowskiego. Zdaję sobie sprawę, że to serwis poetycki, a nie parking przed remizą strażacką, gdzie rozochoceni dyskotekowicze naparzają się sztachetami).

wszystkich urażonych & zniesmaczonych przepraszam.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Nie rozumiesz? Pienię się, bo traktujesz ludzi jak idiotów i dodajesz jakieś głupie mapki do wiersza.

Pycha cię zjada? Opublikowali kilka Twoich wierszy to jesteś już takim Geniuszem, a wszyscy wokół to już debile? Trzeba im mapki podsuwać?

s.m.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • RONDO ALLA POLACA

      Jeśli Twój majestat żąda, bym
      Zamilkł jak po zachodzie ptak,
      Ciemności nie skalam głosem mym,
      Nie ubliżę nim urodzie dnia.

      Nic nie powiem już,
      Będę tylko trwał, aż
      Policzony będzie każdy oddech mój,
      Jeśli taka wola Twa.

      By głos nie zadrżał mi,
      Gdy z kurhanu złych sław
      Będę śpiewał Ci

      Z tego kurhanu lat,
      Śpiewał Chwałę Twą,
      Jeśli tylko dasz
      Wciąż śpiewać ją 

      Z tego kurhanu dni
      Twa chwała będzie grzmieć,
      Jeśli pozwolisz mi
      Mą śpiewać pieśń

      Na sam rozkaz Twój,
      Lub gdy wybór dasz,
      Rzekom daj nabrać wód,
      Wzgórzom radość wskaż.

      Niech łaska Twa udzieli się
      Sercom zgorzałym w piekielny czas
      Jeśli tak Pan chce -
      Chce uzdrowić nas

      I zgarnąć do rąk,
      Na rękach zacieśnić więź,
      Twym dziatkom tu,
      Jeśli Ty tak chcesz.

      W tych z lumpexu snach,
      Wszystkie w na zabój sznyt
      I dać, by śpiew pokonał strach,
      Jeśli zechcesz Ty.

      W Twych w szmaciankę grach
      I w strzelankach, gdzie każdy to wróg,
      I dać by odszedł strach,
      (Jeśli tak zechce Bóg...).

      Jeśli Twój majestat chce,
      bym nie mówił nic,
      Mój głos skryje się
      Jak w ciemnościach widz

      Nic nie powiem już
      Będę tylko trwał, aż
      Policzone będą me dni
      Jeśli taka wola Twa

      Jak pan Władza chce,
      Żebym zamknął ryj,
      Z chęcią zamknę się
      Jak w komórce stryj

      Jak tak, to tak
      Jak mam być twój błękitny ptak,
      Jak chcesz, zamknę się
      W klatce, jak papug ten

      To co?
      Stul pysk, bo....
      Z tulipana ci....
      Ci, ci, ciuciubabko,
      Won

      Casino Royale

      Wciąż pamiętam, w Chelsea Hotel, jak ty 
       Mężnie i słodko piałaś jak grecki chór 
      Na rozebranym łóżku dobrze robiąc mi
       A na ulicy czekał limuzyn sznur...

      To był powód, to był Nowy Jork
      W kolejce po szmal i po szał ciał
      To zwali miłością do mas śpiewających ten song
      Pewnie wciąż ją tak zwą, dla tych, co  jeszcze są...

      Lecz ty  uciekłaś jej, więc po co ten szum? 
      Po prostu poszłaś w drugą stronę, niż tłum,
      Uciekłaś, lecz ani raz nie słyszałem z twych ust:

      "Potrzebuję cię: nie, nie potrzebuję. Cię
      Nie potrzebuję; nie: jednak potrzebuję."
      Wiesz, całe to paplanie mnie denerwuje

      Pamiętam cię z  Chelsea Hotel wciąż:
      Podawano  z ust do ust twe serce wiecznieżyjące...
      I mówisz, że wolisz, jak przystojni są,
      Ale, że dla mnie zrobisz wyjątek...

      I twardo bierzesz w dłoń takich jak ja,
      Co jęczą pod jarzmem piękna,
      Po wszystkim ogarniasz się, i mówisz: „No tak:Urody nam brak, ale mamy pieśni dźwięki”...

      Uciekłaś, lecz ani raz nie słyszałem z twych ust:

      "Nie potrzebuję cię: nie, potrzebuję. Cię
      Potrzebuję; nie, nie potrzebuję."
      Twoje paplanie mnie wciąż denerwuje...

      Nie mówię, że kochałem najbardziej cię 
      Nie  zliczę ile razy wróbli trup padał gęsto 
      Dobrze cię pamiętam, z Chelsea Hotel 
      To wszystko, nawet nie myślę o tobie zbyt często...

      Pamiętam cię, z Chelsea Hotel, lecz jak przez mgłę,
      Brałaś wszystko, co leci, do ust, twoje wdzięki już gasnące...

      Wciąż biorą do ust twój biust więdnący...
      Wciąż mówisz, że wolisz, by przystojny był,
      Ale ten jeden raz zrobisz wyjątek... 

      "Potrzebujesz mnie: ja nie potrzebuję Cię
      Nie, potrzebuję; nie: nie potrzebuję."

      Ja też miałem w ustach smak 
      Na życie pieśnią tętniące..
      Też wolę, jak ładne są pół tak 
      Lecz dla ciebie zrobiłem wyjątek... 

      "Wcale nie żałuję: nie, jednak żałuję. 
      Trochę żałuję; nie: mi cię nie brakuje.
      Tango Anus

       

      TANGO ANUS 


      Tańcz mnie, poprzez strach,  po schronienia próg
      Wznieś mnie, gdzie mirtu gałązkę będę nieść,
      Gdy będę gołąbkiem, co leci, gdzie chce Bóg,
      Stańcz mnie w piękna płonących skrzypiec piec
      Stańcz mnie, gdzie miłość nie wytrzyma prób,
      Wtańcz mnie, gdzie miłości s grób..

      Pokaż mi swe piękno,
      Gdy świadczyć miał nie będzie kto
      Daj  poczuć, jak tętni
      W tobie Babilonu noc 
      Pokaż to, czego tylko granice znam, chodź,
      Wtańcz mnie, gdzie miłość traci swą moc..

      Tańcz mnie tam, gdzie nasz ślub, wciąż i wciąż
      Wytańcz mnie czule, zatańcz mnie po krag,
      Jesteśmy oboje mniejsi niż ta miłość, lecz też ponad nią 
      Wtańcz mnie, gdzie miłość ma granicę swą,
      Wtańcz mnie, gdzie miłość wie że koniec to...

      Dotańcz do tych dzieci, którym rodzić się nie dał czas,
      Przetańcz przez zasłony, które  starł pożegnań żar,
      Wznieś namiot azylu, choć pękła ich nić,
      Odtańcz  mnie tam, gdzie miłość nie znaczy już nic...

      Tańcz mnie poprzez strach,  po schronienia próg
      Wtańcz mnie w płonących skrzypiec piec
      Dotknij nagą dłonią lub łachmanem choć
      Tańcz mnie tam, gdzie miłości kres


      Tańcz mnie, gdzie miłość wchodzi w noc
      Wtańcz, gdzie zechce Bóg
      ""Tańcz mnie, po miłości kres..."


      z POPULARNE


      Wszyscy wiemy, że kości tu chrzczone
      Lecz rzucamy, zaciskając kciuk
      Wiemy, że wojna jest skończona;
      Wszystko świetnie: wygrał wróg...

      Wszyscy wiemy, że ta walka to sztos
      Biedni bez grosza, bogatym pęcznieje trzos
      Już taki los. Tak chce populi Vox...

      [Zwrotka 2]
      Wszyscy wiedzą, że łajba bierze wodę
      I myślą, że kapitan to łgarz
      Lecz w tych okolicznościach przyrody
      Zawsze tak, jakby ojciec lub pies ci zmarł....

      Wszyscy zapatrzen są w konta stan:
      Każdy na bombonierkę z dyskontu ma smak 
      I bukiet że stu róż
      Tak tu jest już...

      [Zwrotka 3]
      I wiedzą, że mnie kochasz niezmienne
      Wszyscy wiedzą, że tak dokładne jest
      Wiedzą wszyscy, że mi byłaś wierna
      Wyjąwszy tysiąc nocy +/- dwie

      Wiedzą, że Święty ci małżeński próg
      Lecz tak monitują do Twych ud
      Że przyjmujesx jak cię stworzył Bóg
      Taki masz drobny druk

      [Refren]
      Wszyscy wiemy, że taki klimat jest tu
      Taki razem ciągniemy drut
      Tak czytamy z nut
      Maestra Ubu
      Taki hołd składamy mu
      Nie licz więc na cud

      [Zwrotka 4]
      Oboje wiemy, że nigdy, jak nie teraz
      Wiemy, że na dwoje: albo ja, albo ty
      I wiemy, że jak żyć, to nie umierać
      Gdy wciągnąć kreskę Biała Śmierć, czarny film..

      Wszyscy wiedzą, że układ jest zamknięty
      Że murzynek Bambo zrobił swoje, jak z Nel Staś
      Nawet Kali ma nieswoje momenty
      I wszyscy odkładają wszystko na zaś

      [Zwrotka 5]
      I wszyscy wiedzą, że nadchodzi pandemia
      Wiemy, że po kościach rozeszła się, lecz...
      A nadzy on i ona na planecie Ziemia
      To dziś niezwykle niezwykła rzecz

      Wszyscy wiemy, jaki rozkład ról
      Lecz przy twoim łóżku będzie siedział mól,
      Który zaksięguje jak wół
      To, co wiemy już

      [Zwrotka 6]
      I wszyscy znają ten twój zapaszek
      I się zakładają, jak wcielasz im cel,
      Od krwawego krzyża na Górze Czaszek
      Do plaży na półwyspie Hel

      Wszyscy wiedzą, że przemija ten świat, 
      A Najświętsze Serce jest pełne łat
      Zaraz pęknie jak Albert brat,
      Totus Eium już od lat..

      [Refren]
      Wszyscy wiedzą, wszyscy wiedzą
      Tak to jest
      Wszyscy wiedzą
      Wszyscy wiedzą, wszyscy wiedzą
      Tak to jest
      Och, wszyscy wiedzą
      Wszyscy wiedzą, wszyscy wiedzą
      Tak to jest
      Wszyscy wiedzą
      Wszyscy wiedzą, wszyscy wiedzą

      ŚNIEŻYNKA I STRACH
      (Dialog na cztery kopyta)


      [STRACH]
      Przyszłaś do mnie dziś rano
      I obrobiłaś jak sztukę mięs.
      Tylko facet ci powie, jaki to
      Delikatny, jaki czuły gest.


      Tyś w lustrze jest odbiciem mym,
      Krwią z mojej krwi, poznam cię we स्नेह,
      Bo kto inny by mnie zechciał wziąć
      W tysiąca swych pocałunków toń?


      (Dla tych, którzy przywitali mnie)
      Nieważne, że droga nam dłuży się,
      Nieważne, że pod górę wciąż,
      Nieważne, że księżyc już zszedł
      I zapanował mrok.


      Nieważne, że gubimy szlak,
      Spisane jest, że spotkasz mnie.
      Na pewno mi mówiłaś tak
      Na pocałunków dnie.


      I kocham cię, gdy na słońca blask
      Jak lilia otwierasz płatki swe,
      A ja – to na wróble strach,
      Którego smaga deszcz.


      Strach, co strachliwie kocha cię,
      Choć ma z lumpeksu twarz,
      Ciało i wszystko, czym był i jest,
      Aż do pocałunków dna.


      Wiem, że znasz ten kłamstwa smak
      I oszustw bez zbędnych słów:
      Nauczyłaś się operować tak
      Na kolanach ojca i u matki stóp...


      Ale czy musiałaś się bić,
      By ulicę w ogniu przejść,
      Jeśli całe to nasze mieć i być
      Wisi u pocałunków tajnych miejsc.


      Numerki, odwyk i jasna rzecz:
      Wracam na Square du Blues.
      Chciałbym rzucić już tę robotę, lecz
      Podchodzi mi już do ust.


      Lecz o tobie myśl daje mi nabrać tchu,
      A akta sprawy twej kompletne są,
      Brak tylko w nich tego, czego nie zdziałałem tu
      Płynąc w pocałunków głąb.


      Nieważne, czy masz moc sił i dóbr,
      Czy opuściła cię moc,
      Czy napiszesz te kilka słów,
      Które słowiki cytują co noc.


      Nieważne, czy masz zaszczyt robić w HR,
      Czy nieregulowany czas,
      Rzucasz życie w kąt, bo masz
      Przeżyć pocałunków tysiąc pięć.


      Biegną poszły, a dziewczyny młode są,
      Bieg ten jest szansy wart.
      Los bierze stronę twą,
      Lecz szybko kończy się fart.


      Wezwanie: masz być jak widz
      W kinie, co twą pyrrusową klęskę gra,
      Lecz żyjesz, jak gdyby nigdy nic,
      Odbijasz się od pocałunków dna.


      Słyszę głosy ich na kufla dnie,
      Co czasem tak woła mnie.
      Jak ta orkiestra, co cover gra – czyżby to moja pieśń?


      Lecz gwardia nie cofa się;
      Gdy woła to, co kochasz, serce odpowie na zew,
      Choćbyś oddał tu swój życia skok,
      Tak świadczą nasz czas, nasza krew
      I tysiąca pocałunków twych mrok.


      Tak wiem: musiałaś kłamać
      I oszukiwać bez słów:
      Tak jak gdy ojciec na kolana cię brał,
      A matka tuliła do stóp...


      Wiem, że musisz tak kłamać im,
      By system ograć, zamiast się położyć na wznak,
      Lecz majątek nic nie gwarantuje ci,
      Gdy Cnota i Podstęp zerwą pakt.


      Prawdę wpędzili w szok, piękno wypędzili na bruk,
      Styl dawny ma dziś naftaliny woń,
      Bo Duch przeszedł przez próg
      W tysiąca pocałunków toń.


      A Wewnętrzne Światło twe, co
      Nie ma równych i ma gest?
      Garbię się w kolejną noc,
      Po tysiąca pocałunków kres


      Zaklinam los, nastrajam głos,
      I wracam na Avenue du Blues.
      Chciałbym rzucić to, lecz nie mogę, bo
      Jestem za cienki tchórz.


      Lecz czasem, gdy noc grzeczna jest,
      A my potulnie zapijamy żal,
      Burzymy się, zbieramy zabawki serc
      I odchodzimy w pocałunków dal.


      Tym pachnie ta o tobie myśl,
      Mam o tobie komplet akt –
      Poza tym, co mi nie umknęło dziś
      W pocałunków niski takt.


      Grałem z Dizem raz i z Dantem też –
      Brak mi było tego ich „coś”,
      Lecz raz czy dwa przygarnęli mnie,
      Wciągnęli w pocałunków blues.


      Odstawić wino chcę, jak Bóg chciał,
      Wchodzę w parkietu tłum gęsty jak w dym.
      Zespół wpadł już w weny twórczy szał,
      Serce nie cofnie się przed morzem win.


      Może musiałem jechać drogi szmat
      I obietnic tysiąc złamać, lecz
      Rzuca się wszystko, ot tak,
      By przeżyć twych pocałunków treść.


      Teraz jesteś jak Anioł Śmierć,
      Potem jak Parakleta szał,
      Czasem jak Zbawiciela Dech,
      Potem – w Belsen stos ciał.


      Nie ma odwrotu już od miłości gróźb,
      Czy meta to skoku w bok –
      Jak zaświadczono czasem i krwią
      W pocałunków równy krok.


      Przyszłaś do mnie tu skoro świt,
      Przyniosłaś słowo jak ciała strzęp.
      Tylko człowiek powie ci, że to nie wstyd,
      Tak delikatnie, czule zrobić wstęp.


      Tak delikatnie, czule w materię wejść.
      Tylko mężczyzna wie, nawet bez przejść,
      Że przynieść miłość jak kwiatu pąk –
      To przyjść bez pustych rąk.


      [ŚNIEŻYNKA]
      Tyś mój brat z lustra, krewny mój
      Z najczarniejszych snów.
      Kto, jak nie ty, by dał mi znój
      Podróży w tysiąc pocałunków znów?


      Czekałam, aż otworzysz się
      Na ulic skwar. Jeden z wielu tak...
      A ja jestem jak kula śnieżna łez,
      Tocząca deszczu z deszczem ślad.


      Topniejącą miłością wciąż kocham cię
      I fizis tą z drugiej ręki –
      Całą sobą, wszystkim, czym chcesz,
      Tysiącem pocałunków namiętnych.


      Cała ja, aż do granicy mórz,
      Przeniknięta przez seks,
      Widzę, że oceany tu wyschły już
      Modliszce, co we mnie jest...


      Docieramy na dziób,
      Syreną daję znak, że twej floty wrak
      Ma mi się rozbić tu
      Na tysiąc pocałunków. Odzewu brak.


      Przychodzisz do mnie co noc
      I ubijasz jak stek,
      Lecz baba powie ci, że większą moc
      Ma czułych obelg stek.


      Tyś mój w krzywym lustrze wizerunek jest,
      Jesteś jak koszmar śniony dzień w dzień,
      Jak zapomniany chrześniak, co już wchodząc w sień,
      Woła na ratunek i składa ci
      Na czole obśliniony pocałunek.


      (Dla tych, którzy mnie powitali w tym...)
      Weszliśmy tu nie do siebie jak w dym,
      Wgryźliśmy się w seks jak w steak tartare.
      Sami, choć dwoje nas jest, bo chce nam się wbić
      W ten słodko-kwaśny smaku czar...


      Mój bliźniaku z lustra, mój bliski krewny,
      Poznałbym cię przez sen.
      Kto, jeśli nie ty, przyjąłby mnie
      W tysiąc pocałunków namiętnych?


      Wzdychamy na los; poprawiamy włos
      I wjeżdżamy na Autoroute du Blues.
      Próbowaliśmy rzucić to nasze coś –
      Cóż, na inny rejs sił nie mamy już.


      Lecz śnieżynka i strach wciąż mają to... cóż,
      Miast miłości – z wyprzedaży twarz,
      Miast szału ciał – goryczy czar,
      A pocałunków czar dna dosięgł już.


      Lecz gonitwa trwa, wieczór młody wciąż,
      Śnieżynka i Strach wciąż nie są bez szans.
      Za chwilę wygramy, a potem raut –
      Dzisiaj zacznie się nasza passa pass!


      A kiedy wezwą nas, byśmy zdali rzecz,
      Jaką im odpowiedź dasz?
      Jakie życie? Życie poszło precz.
      Pocałunki? Ważne, co w kieszeni masz...


      A kiedy mnie wezwie On, bym spowiadała się
      Ze stanu, w jakim jest cały ten kram,
      Odpowiem: życie? Życie przeszło w cień,
      Lecz tysiąc pocałunków w kieszeni mam.


      Przyszliśmy tu w ostatnie dni,
      Podtarliśmy się o Twego Słowa strzęp.
      Skalaliśmy wszystko, to co dałeś Ty,
      Na Twą czułość ogarniał nas śmiech.


      Lecz delikatnie chcemy wciąż w tę materię wejść.
      Wiemy, przeszedłszy przez ucho Twych przejść,
      Że miłość trzeba nieść jak kwiatu pąk –
      I do Ciebie przyjść bez pustych rąk.

       

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...