Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Lusterko


Zofia Ryncka

Rekomendowane odpowiedzi

Przyznaję - nie zawsze wsiadałam do pierwszego lepszego autobusu stojacego na pętli i gotowego do odjazdu - czasem zajrzawszy do środka miałam ochotę poczekać na nastepny. Kierowcą następnego mógł być ten mały brunet z czarnym wąsikiem i o to mi właśnie chodziło, widziałam, jak na mnie zerka. To nic, że czarnm wąsikiem usiłował przykryć zajęczą wargę, niewielki defekt swojej urody. No cóż. Podobał mi się. I owszem. Niewysoki, to prawda, ale wydawał się bardzo męski.
Tego dnia na przystanku stała grupka oczekujacych, kilka osób - było już po godzinach szczytu. Z za zakrętu wyłonił się pekaes i już wiedziałam - to on. Tak, to był mój kierowca. Wysadził pasażerów po przeciwległej stronie ulicy, skręcił w lewo, wycofał się i podjechał na przystanek. Przybrałam pozę nonszalancką, całą sobą demonstrując obojętność. Byłam ciekawa, co zrobi, kiedy mnie zobaczy. Nigdy do tej pory mnie nie zaczepiał, nie odezwał się nawet słowem, ale między nami wytwarzało się napięcie. Czekałam aż się wychyli. Już mnie zobaczył. Zaczął wykonywać gwałtowne ruchy, coś poprawiał, siadał, wstawał, nie patrząc na mnie,chociaż stałam naprzeciwko otwartych drzwi. Nie patrzył na mnie, ale ja wiedziałam, że mnie widzi. Musiałam wejść przed innymi, żeby zająć miejsce z przodu autobusu, w pobliżu lusterka. Z tej, czy z tamtej strony, tonie miało znaczenia. Zawsze lusterko, w którym mógł widzieć pasażerów było skierowane na mnie - dostrzegłam, jak je poprawiał, jeśli coś było nie tak. Nasze oczy spotykały się w tym lusterku, patrzyliśmy na siebie podczas jazdy, a mnie nawet do głowy nie przyszło, jakie to niebezpieczne - mógł przecież spowodować wypadek. Jego czarne oczka nabierały dziwnego połysku, jakby świecenia od wewnątrz, a całą niewielką postać rozpierała energia. Robił wrażenie człowieka pełnego wewnętrznego ognia. I jeździł za szybko, brawurowo - to mi się podobało. Podobało mi się również i to, że nie usiłował nawiązać znajomości. Nie wiem, jakbym to zniosła. Co bym mu powiedziała. Pewno - nic. Spojrzenia i z pozoru nic nie znaczące gesty - to było i tak ogromnie podniecajace.

Autobus na końcowym przystanku stał, czasem kilka, a czasem kilkanaście minut i wtedy on, nabrawszy odwagi, mógł popróbować zaczepki. Ale jeszcze się na to nie zdecydował. No i dobrze. W sama porę zjawiał się jakiś znajomek, czy koleżka - Mały by człowiekiem towarzyskim - i zaczynała się rozmowa. Siedząc blisko miałam uczucie, że rozmawiamy we trójkę. Był rozmowny w dobrym tego słowa znaczeniu, nie używał przekleństw, ani brzydkich słów, starał się dobrze wypaść, bo to co mówił, było chyba głównie skierowane do mnie. Przysiadał na pokrywie silnika, który w tym typie autobusu zajmował cały przód pojazdu i służył pasażerom jako dodatkowe siedzenie /pomimo tabliczki"nie siadać na masce"/. Niemal dotykaliśmy się kolanami. Bałam sie poruszyć. Byłam świadoma swoich, dobrze widocznych nóg w szpilkach i swoich oczu podkreślonych czarną kreską. Pewność, że jestem taka ponętna i pożądana była równie ekscytująca,jak jego bliska obecność. Wreszcie nadchodził czas odjazdu i pozostawało już tylko lusterko. Nie trwało to długo - wysiadałam na trzecim przystanku. Robiłam to z udaną obojętnością, nie rzucajac porozumiewawczych spojrzeń. Potem drzwi się zatrzaskiwały. Ruszał gwałtownie, od razu nabierając szybkości, jakby chciał pokazać swój temperament. I to wszystko. Trzeba było czekać do nastepnego dnia.
Oczekiwanie na ponowne spotkanie zaczęło pochłaniać wszystkie moje myśli. Na dodatek w domu ogarniały mnie wątpliwości. W domu nie byłam przecież tajemniczą, milczącą dziewczyną. Żeby ulżyć mamie musiałam wykonać wszystkie nieprzyjemne domowe prace .
A więc: kubeł z brudną wodą, drewno na rozpałkę, sprzątanie po kotach łażących, jak zawsze po kuchennym stole... ...Może go sobie wymysliłam? Może to nie on, może to ja jestem zakochana? Nie mogłam usiedzieć na miejscu. Szosa była tuż tuż. Wiedziałam, że będzie wracał o określonej godzinie i wychodziłam na spacer. Bez pośpiechu. Ot, tak sobie. Zatrzymywałam się na poboczu. Było już ciemno. Przejeżdżające z rzadka samochody oświetlały mnie na moment i zapadała jeszcze głębsza ciemność. Autobus widać było z daleka,miał w górze dwa dodatkowe światełka. I nic. Stałam nie patrząc na autobus, a Mały nie zwalniał. Jakby mnie nie poznał. A może nie zauważył? A może poznał zbyt późno? Wszystko to nasuwało masę wątpliwości. Czego się spodziewałam? Co mógł zrobić w takiej sytuacji? Nie wiem sama. Być może oczekiwałam jakiegoś, szaleńczego dowodu jego miłości?

Autobusem dojeżdżali znajomi z osiedla,ale ja nie lubiłam towarzystwa. Nie było o czym gadać. Nie chciałam, żeby mi ktoś przeszkadzał. Wszystko przecież mogło się wydarzyć. Ale zawsze było to samo. Tylko jego oczy w lusterku nabierały coraz gorętszego blasku. Czy moje tez tak świecą? Pewno tak... A jednak za wszelka cenę starałam się uniknąć znajomosci. Nie wiem, co bym zrobiła, gdyby sie odezwał. Chciałam, żeby był zakochany, bardzo chciałam, a jednocześnie wstydziłam się. Za niego. Za ten mały wzrost i za tą zajęczą wargę. On też - oprócz goracych spojrzeń za pośrednictwem lusterka nie próbował niczego więcej. Ale ja nie mogłam na tym poprzestać. Zapragnełam go dręczyć. Okazja sama się znalazła. Na moim przystanku wysiadał niejaki Mirek, piłkarz, przystojny chłopak. Nic mnie nie obchodził. Naprawdę. Nie lubiłam chłopców zbyt pewnych siebie. Nie w moim typie. Niech inne się z nimi męczą. Ale na to, żeby dreczyć Małego nadawał sie w sam raz. Dlatego,kiedy przysiadł się do mnie któregoś dnia, nie miałam nic przeciwko temu i zaczęła się ożywiona rozmowa. Zerknęłam w lusterko. Twarz Małego była szara, oczy bez połysku. Patrzył przed siebie. Potem wysiedliśmy. Mirek objął mnie w świetle reflektorów autobusu i usiłował pocałować. To tylko chwila. Autobus ruszył i nagle zrobiło sie ciemno.

Dziś mi się wydaje, że to właśnie w tym czasie mały kierowca zniknął z trasy. Potem obiło mi się o uszy, że gdzieś tam był jakiś wypadek. Autobus wpadł do rowu, czy coś takiego, na skutek zbyt szybkiej jazdy.Może to był mój Mały? Nikt nic nie wiedział pewnego na ten temat, ale ja wyobraziłam sobie, że to był on. Wyobraziłam sobie, jak pędzi przez noc z rozpaczą w sercu i w końcu ląduje w rowie. Pasażerom oczywiście nic się nie stało. Tak mogło być, ale czy tak było? Na tej trasie nie pojawił się nigdy wiecej.

Zobaczyłam go po roku, albo po dwóch na dworcu autobusowym. Gdzieś jechałam, a może sprawdzałam tylko rozkład jazdy. Szedł do mnie przez halę. Dostrzegłam jego uśmiech pełen radości i nadziei i przeraziłam sie nie na żarty. Nie było już możliwości ucieczki. Stałam przed rozkładem jazdy z kamienną twarzą. Zbliżał się. Kątem oka widziałam jak gaśnie. Nie odważył się podejść.Czyżby naprawdę sądził, że mogoby nas coś łączyć? Biedaku. To lusterko, to była tylko taka podniecajaca gra. tuzońcowym

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

  • 4 tygodnie później...

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


×
×
  • Dodaj nową pozycję...