Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Marek.zak1 A wiesz to akurat nie do końca tak jest, muszę powiedzieć, znam osoby które z wiekiem serio ładniejsze się zrobiły :))
    • Świetny:):) serdecznosci:)
    • Rozdział 1   Falandor, Stadion Greatmoderlan   Pierwszy dzień pory wiosennej w Falandii był wielkim świętem, potocznie zwanym Dniem Chwały. Każdego roku na stadionie królewskim w stolicy zbierały się tłumy widzów z różnych stron świata. Wszyscy chcieli poznać zwycięzcę zawodów - najznakomitszego szermierza na świecie.   Dla młodych wojowników była to niezwykła okazja, by zaprezentować się przed najważniejszymi osobistościami w państwie i nie tylko. Wielu wybitnych szermierzy po triumfie w turnieju trafiało do prywatnej armii Króla Falandii, Alberta Greatmoderlana. W tym roku rywalizacja miała odbywać się przed szczególnym gościem – Królem Warii Patrykiem Wielkim, czyli władcą najpotężniejszego sąsiada Falandii.      Wśród ośmiu szermierzy, którzy przeszli kwalifikacje i stali teraz na stadionie był chłopak o imieniu Erwin. Nie wyglądał na zestresowanego. Na jego twarzy malował się szczery uśmiech. Spojrzenie miał zarazem bystre, jak i poetyckie. Stał wyprostowany z dumnie wypiętą piersią. Wyglądem przypominał typowego młodego Falandczyka: Intensywnie żółta karnacja, włosy ciepłej orzechowej barwy oraz błękitne oczy.    Wśród zawodników znalazło się aż sześciu przedstawicieli Falandii, w tym szlachetnie urodzony Szmeriniec młodszy, który cieszył się największą popularnością wśród kibiców. W zaszczytnej ósemce znalazł się także skromny Hokitanin o imieniu Juan (niemiłosiernie wygwizdany podczas prezentacji zawodników) oraz reprezentantka Warii – urokliwa, zwinna kobieta ze złotymi warkoczami.   Pojedynki rozpoczęły się w południe, tuż po odegraniu walecznego hymnu na tradycyjnym rogu. Szermierze starli się, w czterech oddzielnych strefach, tak że publiczność mogła widzieć wszystkie walki w jednym momencie.    Starcia odbywały się w formule: falasz (jednoręczna broń biała zdolna zadawać pchnięcia oraz cięcia) plus lekka zbroja i hełm, wygrywał ten, który zadał przeciwnikowi dotkliwą ranę albo na skutek trzech trafionych ataków. Nad wszystkim panował mistrz, który stał w niedalekiej odległości i decydował o wyniku pojedynku. Walki miały charakter czysto rywalizacyjny i nie miały skończyć się śmiercią bądź kalectwem, dlatego celowo stępiano ostrza falaszy.       Pierwsza seria zmagań przebiegła pomyślnie dla Szmerińca młodszego. Publiczność szalała, gdy po raz trzeci jego potężne cięcie dosięgło ramienia przeciwnika. Krew trysnęła, mistrz podniósł niebieską chorągiewkę do góry, walka dobiegła końca. Po pokonanego wbiegło kilku ludzi, by przenieść go do szpitala polowego.   – Wiwat Młody Szmeriniec, przyszły marszałek armii!!!   – Wiwat!!!   Król Albert spojrzał sugestywnie na Patryka Wielkiego, jakby chciał powiedzieć: – Ten jest mocny. Zapewne widziałbyś go w swojej gwardii przybocznej.   Król Warii zrozumiał wiadomość i spokojnym ruchem dłoni wskazał na inny pojedynek.    W lewej dolnej części stadionu zaciekle walczyła Warijka ze złotymi warkoczami. Jej styl walki był nadzwyczajny. Szybkimi, zwinnymi ruchami okrążała postawnego Falandczyka. Co chwilę wzbijała się w powietrze na wysokość dorosłego człowieka i spadała, zadając precyzyjne uderzenia. Jej rywal padł na trawiastą ziemię niczym rażony piorunem. Nie był już w stanie wstać.    – Ha! Twoi chłopcy nie spodziewali się, że będą walczyć z kąśliwym owadem!  – Patryk Wielki wybuchnął niepohamowanym śmiechem.   Natomiast Król Albert siedział w ciszy obserwując kolejny pojedynek. Hokitanin z minimalnym wysiłkiem, z przerażającą wręcz gracją odpierał agresywne cięcia oponenta.  W pewnej chwili, wykorzystując lukę w obronie przeciwnika, pochylił się nieco i wyprowadził zaskakujący atak w prawą nogę. Było to pierwsze i jedyne trafienie jednak wystarczyło, żeby mistrz zakończył walkę.    Ostatni pojedynek zakończył się zwycięstwem Erwina, który w następnej rundzie zmagań miał zawalczyć z Szmerińcem młodszym.       Podczas przerwy, na stadionie doszło do skandalu. Grupka kibiców wtargnęła do zamkniętego pomieszczenia i zaatakowała Juana, który właśnie przygotowywał się do następnej walki. Pomimo zaskoczenia, Hokitanin zdążył dobyć swój falasz i stawić opór. Próbował utrzymać napastników na odległość, jednak mała przestrzeń nie pomagała młodemu szermierzowi.      W Izbie rozległy się pełne nienawiści krzyki i odgłosy szarpaniny.    Wtem do pomieszczenia wparował Erwin. Szybko zorientował się co się stało. Kibice nienawidzili Hokitan, podobnie jak zresztą większość społeczeństwa Falandii. Zwycięstwo Juana ich rozwścieczyło, więc teraz rewanżowali się na biednym szermierzu.   Erwin ścisnął w dłoni swój ostry jak brzytwa falasz. Nie był już stępiony jak broń turniejowa. Gwizdnął przeraźliwie. Napastnicy odwrócili się zdezorientowani.   Zwinne ostrze spadło na kark największego z przeciwników. Następnie, Erwin płynnie przeszedł do krwawego cięcia. Ciała dwóch Falandczyków runęły nieruchomo na posadzkę.   – Ty hokitańska szmato!    – Zdrajca!   Tch! – Ostrze przeszło przez ciało trzeciego napastnika. Erwin nie tracąc czasu pozostawił broń i rzucił się z gołymi rękoma na ostatniego agresora, który był zajęty duszeniem Juana.   Pach! – Erwin upadł na posadzkę, po otrzymaniu potężnego ciosu z pięści.   – Ha! Ej wy sukinsyny, obu was zarżnę!   Ostatni agresor, przyciskając Juana do ziemi, sięgnął po leżący falasz. Erwin widział jak przez mgłę szeroki uśmiech Falandczyka i zakrwawione ciała wokół niego.    – Tak właśnie przegram turniej – myślał wpółprzytomny. Jednak nie było mu dane zginąć w Dzień Chwały.   Juan wykorzystując ostatnie pokłady siły pochwycił rękę nieprzyjaciela i oderwał ją od swojej szyi. Falandczyk obrócił się błyskawicznie. W ręce dzierżył już miecz, umazany krwią swoich braci. Chciał przyłożyć ostrze do szyi podłego Hokitanina, pragnął okrutnej śmierci dla swojej ofiary.   – Zerżnę cię jak niewinne pisklę! – wrzasnął napastnik.   – Ty kreaturo, bezduszna suko! – wykrzyknął Erwin uderzając Falandczyka cegłą w potylicę. Przeciwnik osunął się z ciała Juana. Okropny grymas pełen nienawiści i szyderczy uśmiech zastygł na jego twarzy.      O całym zajściu dowiedział się król Albert. By nie niepokoić widowni, zataił fakt o krwawym zajściu. Zarządził przesunięcie kolejnych pojedynków, na dzień następny.   ***   Erwin wiedział, że Szmeriniec młodszy nie jest łatwym rywalem. Nie licząc potężnego dopingu ze strony kibiców, posiadał on też niebywałą siłę oraz jak się niektórym wydawało – lekkie ułatwienia. Jego rodzina miała znajomości wśród mistrzów. Możliwe więc było, że falasz Szmerińca był nieco ostrzejszy od reszty. Kiedy więc dwaj żołnierze stanęli naprzeciwko siebie, nikt nie miał wątpliwości, kto jest faworytem.       Przed walką Szmeriniec podszedł do Erwina:      – Wiem co wczoraj zaszło w przerwie – powiedział.      Erwin lekko się zdziwił, jednak starał się nie pokazywać emocji. Szmeriniec kontynuował z ostrożnym uśmiechem:      – Nie ukrywam, wolałbym gdybyś nie uratował tego Hokitanina. Lepiej żeby był martwy.       Szmeriniec odwrócił się i spojrzał na mistrza. Ten był gotowy do rozpoczęcia pojedynku. Czekał aż zawodnicy się ustawią. Szmeriniec zatoczył koło i stanął ponownie na przeciwko Erwina, tym razem bliżej, na odległość pozwalającą przejrzeć się w oczach niczym w lustrze. W geście władzy wyciągnął wskazujący palec i skierował prosto na twarz Erwina.      – Wiesz czego bardziej nie cierpię od Hokitan? Zdrajców! – powiedział, po czym odsunął się i splunął ceremonialnie na ziemię.    Publiczność ryknęła z zachwytu. Rozległy się oklaski i wrzaski podziwu dla młodego Szmerińca.    Erwin nie zareagował na zniewagę, jednak w głębi serca poczuł, że turniej przybrał  formę prawdziwego pojedynku – walki o godność i chwałę, na oczach całego świata.   Rozległ się donośny dźwięk rogu otwierający kolejny etap zmagań.    Szmeriniec ruszył do przodu jak rozwścieczony byk, gotów stratować przeciwnika. Erwin przyjął pozycję obronną i czekał.    Ostrza zwarły się.       Na stadionie panowała niesłychana wrzawa potęgowana z każdym kolejnym ciosem. Falasz Szmerińca wirował złowrogo przed oczami. Początkowe wymiany były jedynie rozgrzewką przed prawdziwą walką.         Przeciwnik wykonał pierwsze potężne cięcie, które jednak chybiło celu. Erwin nie był dłużny i wykonał autorski młynek zakończony cięciem w okolice barku.  Oponentowi udało się odbić uderzenie, jednak po chwili Szmeriniec został zasypany podobnymi atakami.    Jeden z nich dosięgnął zbroi.    Erwin spojrzał odruchowo na mistrza, jednak chorągiewka nie została podniesiona.    Ku zdziwieniu w jego stronę zmierzało już pchnięcie ze strony rywala, które szermierz zdołał uniknąć, ale wroga głownia nieszczęśliwie dotknęła zbroi. Tym razem sędzia dał sygnał, a punkt został zapisany na konto Szmerińca.      Być może była to taktyka rywala albo najzwyklejszy stres, ale Erwin w ekspresowym tempie oddał kolejny punkt przeciwnikowi.    Na stadionie rozległa się pieśń przeznaczona dla zwycięzcy dnia chwały:   – Nasz pierwszy Rycerz, najwspanialszy szermierz! Nasze dziecko, dziecko Fa-lan-dii! Dzielny rycerz, dziecko Faaa-landii!   Nagle publiczność ucichła, a po chwili ich radosne śpiewy przerodziły się we wrzaski nienawiści i gwizdy.    W drugim pojedynku zwyciężył Hokitanin pokonując złotowłosą Warijkę. Dla kibiców niedopuszczalny był fakt, że przedstawiciel gorszej rasy zawalczy w wielkim finale. W przeciwieństwie do nich, styl walki Juana musiał spodobać się królowi, który wydał rozkaz uciszenia krzyków pogardy.    Albert Greatmoderlan, władca Falandii siedział nerwowo, drapiąc się po krzaczastej brodzie. Jedna myśl nie dawała mu spokoju.    Tymczasem Erwin dzielnie kontrował kolejne cięcia przeciwnika, któremu  nie brakowało ambicji, by pojedynek skończyć jak najszybciej.    Szmeriniec skrycie marzył, żeby zabić zdrajcę, tu na oczach całej Falandii. Miał przecież po swojej stronie mistrza i cały stadion. Mógł zatem zrobić wszystko co mu się podobało. Po zadaniu ostatniego ciosu, mógł wygłosić przemówienie, w którym przedstawiłby Erwina jako podłego przyjaciela Hikitan i zabójcę Falandczyków. Następnie dokonałby egzekucji.    Jego najskrytsze marzenia przerwał bolesny atak czubkiem broni w okolice brzucha.    Szmeriniec zwinął się jak przestraszony jeż.   Na stadionie zapadła nagła cisza, a do akcji wkroczyła grupa medyków.   Erwin odetchnął głęboko i obejrzał się wokół. Część kibiców zaczęła rzucać w jego stronę obelgi, Królowie w elitarnej loży wymieniali ze sobą spostrzeżenia.    Uwagę Erwina przykuł przyjazny wzrok Hokitanina, który siedział pod baldachimem na środku stadionu.    Jego oczy różniły się od innych. Miały białe tęczówki i źrenice, kontrastujące z czarną twardówką. Przez ten fakt, sprawiały wrażenie pozbawionych emocji.    Mimo to Juan wyglądał na najbardziej ludzką istotę na stadionie.    Erwin musiał z powrotem skupić się na walce, ponieważ Szmeriniec odpędził medyków i przygotowywał się do ponownej konfrontacji.   Po chwili rozległ się sygnał do walki. Erwin zaatakował jako pierwszy z imponującą energią. Miał już w głowie plan jak zakończyć pojedynek.    Być może wyczytał go z tajemniczego spojrzenia Juana?    Oczywiście Szmeriniec w ferworze walki zapomniał o bólu i walczył jeszcze zacieklej. Jego marzenie o egzekucji zdrajcy było na wyciągnięcie ręki.    Jedno uderzenie przecież nie mogło być takie trudne.   Pac! – Falasz Erwina przetarł materiałową zbroję. Niestety, mistrz stał niewzruszony.   Walka przybrała niespotykany do tej pory charakter.    Szmeriniec uporczywie szukał dolnego cięcia, natomiast Erwin skacząc z nogi na nogę parował ataki z niesamowitą gracją.   – Ten pojedynek będzie trwał wieczność – mógłby powiedzieć losowy obserwator.    W rzeczywistości wynik starcia było już przesądzony.    Juan wiedział już, jak można zamatować dumnego Szmerińca i był pewien, że jego przyjaciel również.   Po kilku powtarzających się wymianach ataków Erwin przeszedł do obrony pozwalając przeciwnikowi natrzeć z całą furią.    Szmeriniec zamachnął się i wymierzył górne cięcie.    To był właśnie plan Erwina.    Związał wrogi atak i od razu odpowiedział pchnięciem.    Tym razem nie było mowy o oszustwie ze strony mistrza, ponieważ Szmeriniec, po otrzymaniu błyskawicznego ataku padł oszołomiony na ziemię.    Pojedynek dobiegł końca.   Turniej trwał oczywiście dalej, ale dla Juana i Erwina najważniejsze było to, że obaj udowodnili swoją wartość na oczach całego stadionu.   Erwin był finalistą turnieju. Czuł wielką ulgę i niesamowite szczęście. Od zawsze marzył o zostaniu wielkim rycerzem. Chciał w przyszłości walczyć o chwałę dla Falandii oraz przywrócić jedność jej mieszkańców. Kraj był bowiem coraz silniej zdestabilizowany przez konflikty dwóch stronnictw – królewskiego i ugrupowania Plofandisa, które miało większość w kompenonie.   ***   Przez pewien czas przyjaciele służyli razem w królewskiej armii, zdobywając doświadczenie i dokonując niezwykłych czynów. Zyskali chwałę i uznanie, nawet w oczach wrogów. Z biegiem lat ich drogi zaczęły się jednak rozchodzić.    Juan pozostał w prywatnej armii króla Alberta, stając się pierwszym żołnierzem, mającym korzenie hokitańskie, który służył w tej formacji.   Erwin natomiast przekonał się, że nie jest w stanie realizować swojej wizji jednoczenia Falandii, będąc żołnierzem. Postanowił więc wkroczyć na drogę polityki i zostać kompenonem, wierząc, że w ten sposób będzie mógł wpłynąć na losy państwa od wewnątrz.
    • @FaLcorN z welonem wiosny:)
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...