Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

cztery ściany w popielniczce

dym obrasta powierzchnie
gładkie twarze odbite w obrazach
Salwadora
i kalendarze cofnięte do

wewnątrz

chcę wyleczyć swoje obsesje
gumę do żucia i płaski brzuch
wklęsły
umysł w posmaku wczorajszej nocy

chcę chcę chcę

zasypiać gdy do mnie mówisz

nie zahaczają nas
obcięte paznokcie

nastawiłam się na zmyślone historie
zaprogramowane marzenia
i telefony w środku nocy

ja-wstyd

filozofia znaku równości

wypruwam myśli
sklasyfikowałam je jako
bez-bolesne

-pozwoliłeś pomalować się
lakierem do paznokci-

myśli wyprute
ładnie się do niego przyklejają

a Ty stajesz się cieplejszy
i milszy w dotyku

Ciebie też sklasyfikuję

Opublikowano

Izuś, z tego tekstu pewnie można by ulepić nie jeden wiersz, ale kilka, myślę jednak że w takiej postaci będzie mu ( i mnie ) lepiej. Pobędzie sobie tu w warsztacie, może dojrzeje. Zaglądaj ile chcesz , czekam na propozycje Twoje :)

buziaki/a

Opublikowano

witajcie dziewczyny kochane:)

na Was zawsze można liczyć, dzięki że mnie czytacie
cieszę się że wiersz się przyjął, bałam się że wywoła ogólny chaos

pozdrawiam serdecznie/a

Opublikowano

wersja II niekoniecznie ostatnia :


dialogi niekontrolowane I



cztery ściany w popielniczce

dym obrasta gładkie twarze
w obrazach Salwadora
i kalendarze cofnięte

do wewnątrz

chcę leczyć swoje obsesje
gumę do żucia płaski brzuch i umysł
posmakiem wczorajszej nocy

chcę chcę chcę

zasypiać gdy do mnie mówisz

nie zahaczają nas
obcięte paznokcie

nastawiłam się na zmyślone historie
jak telefony w środku nocy

ja-wstyd

filozofia znaku równości

pruję myśli
sklasyfikowałam je jako
bez-bolesne

-pozwoliłeś pomalować się
lakierem do paznokci-

myśli wyprute
ładnie się do niego przyklejają

a Ty stajesz się cieplejszy
i milszy w dotyku

Ciebie też sklasyfikuję

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...